17.03.2018 – ĆIDAMBARAM. TAŃCZĄCY SZIWA

.

DOTRWALIŚMY DO ŚWITU I WPÓŁPRZYTOMNI Z CAŁYM DOBYTKIEM USIŁOWALIŚMY DOJECHAĆ DO ŚWIĄTYNI TAŃCZĄCEGO ŚIWY. BYŁO JESZCZE CIEMNO GDY PIETRUSZKA ZACZĄŁ PERTRAKTACJE Z TUK-TUKOWCAMI STOJĄCYMI POD STACJĄ.  STAŁO ICH TUTAJ CAŁE MNÓSTWO, ALE ŻADEN NIE CHCIAŁ JECHAĆ ZA PROPONOWANĄ CENĘ 50 RUPII. LOKALNY PRZYWÓDCA TUK-TUKOWEJ MAFII USTALIŁ CENĘ NA 120 RUPII ZA TE 2 km I NAJWYRAŹNIEJ NIKT NIE CHCIAŁ MU SIĘ NARAZIĆ. OBŁADOWANI BAGAŻAMI RUSZYLIŚMY WIĘC PIESZO PRZED SIEBIE. NIECAŁE 100 METRÓW DALEJ WSIEDLIŚMY W PRZEJEŻDŻAJĄCY POJAZD, KTÓRY ZAWIÓZŁ NAS POD ŚWIĄTYNIĘ THILLAI NATARAJA ZA 80 RUPII.
TRZEBA BYŁO SIĘ PODZIELIĆ, BO KTOŚ MUSIAŁ ZOSTAĆ Z RZECZAMI. PRZYSIEDLIŚMY NA STOPNIACH JAKIEGOŚ BUDYNKU Z BAGAŻEM WOKÓŁ. MIMO WCZESNEJ PORY – 6 RANO – ULICA PEŁNA BYŁA WIERNYCH IDĄCYCH DO ŚWIĄTYNI, SPRZEDAWCÓW KWIATÓW, WARZYW.

THILLAI NATARAJA (TEMPLE) JEST BARDZO DUŻA. WIDAĆ Z DALEKA WIELKIE, KOLOROWE GOPURY. WEWNĄTRZ: DZIEDZIŃCE; MANDAPY; SALE KOLUMNOWE; WIELE ŚWIĄTYŃ POŚWIĘCONYCH ŚIWIE, WISZNU, GANEŚI, INNYM BÓSTWOM, BOGINIOM. CIEMNE MANDAPY O RZEŹBIONYCH FILARACH, PIĘKNYCH SUFITACH DOPROWADZAJĄ NAS DO KAPLICY, NAD KTÓRĄ UMIESZCZONA JEST ZŁOTA FIGURA TAŃCZĄCEGO ŚIWY. TO ŚIWA JAKO MISTRZ I WŁADCA TAŃCA W UJĘCIU KOSMOSU.

ŚIWA NATARADŹA TAŃCZY STOJĄC PRAWĄ NOGĄ NA ZABITYM DEMONIE CO OZNACZA, ŻE BÓG ZWYCIĘŻA NIEWIEDZĘ. RĘKA, W KTÓREJ TRZYMA BĘBENEK SYMBOLIZUJE NIE TYLKO AKT TWORZENIA. OPRÓCZ TEGO OBRAZUJE JEDNOŚĆ DWÓCH PRZECIWSTAWNYCH PIERWIASTKÓW: WODY I OGNIA ORAZ MĘSKIEGO I ŻEŃSKIEGO. RĘKA Z PŁOMIENIEM OZNACZA, ŻE ŚWIAT ZOSTANIE ZNISZCZONY, ALE POZOSTAŁE DWIE RĘCE PRZEDSTAWIAJĄ OPIEKĘ BOGA I MOŻLIWOŚĆ DOSTĄPIENIA MOKSZY. PŁONĄCY OKRĘG, KOŁO JAKIE OTACZA TAŃCZĄCEGO BOGA ŚWIADCZY O TYM, ŻE PRAWDZIWA NATURA BOSKA JEST TYMCZASOWO NIEDOSTĘPNA DLA LUDZI. CAŁOŚĆ TO PRZEPIĘKNA ALEGORIA TWORZĄCEGO I NISZCZĄCEGO SIĘ NIEUSTANNIE WSZECHŚWIATA.

PRZED GŁÓWNĄ KAPLICĄ Z POSTACIĄ TAŃCZĄCEGO ŚIWY UMIESZCZONĄ POD SKLEPIENIEM GROMADZĄ SIĘ TŁUMY. WSZĘDZIE KRZĄTAJĄ SIĘ PÓŁNADZY KAPŁANI BUDZĄC BOSKIE FIGURY, ZAPALAJĄC ŚWIĘTY OGIEŃ.

W TEJ KAPLICY SANKTUARIUM JEST NIEZWYKŁE BO NIE MA ŚIWALINGI. JEST NATOMIAST ZASŁONIĘTA PRZESTRZEŃ, KTÓRĄ W TEKSTACH HINDUISTYCZNYCH NAZYWA SIĘ RAHASYA (SEKRET). JEST TO BEZFOREMNE PRZEDSTAWIENIE BOGA JAKO METAFIZYCZNEGO BRAHMANA – CZYLI WIECZNEGO ABSOLUTU.

ZACZYNA SIĘ PUDŹA. DŹWIĘKI BĘBENKÓW, PISZCZAŁEK MIESZAJĄ SIĘ Z MONOTONNYMI GŁOSAMI POWTARZAJĄCYMI MANTRĘ. W POWIETRZU UNOSI SIĘ ZAPACH KADZIDEŁ. LUDZIE POGRĄŻAJĄ SIĘ CORAZ BARDZIEJ W RELIGIJNYM UNIESIENIU. PO KILKU MINUTACH RUSZA PROCESJA WOKÓŁ ŚWIĄTYNI. TŁUM ZATRZYMUJE SIĘ PRZED JEDNĄ Z KAPLIC. MUZYKA OSIĄGA APOGEUM I NAGLE NIESPODZIEWANIE MILKNIE. TŁUM SIĘ ROZCHODZI.

ZOSTAJEMY JESZCZE OGLĄDAJĄC ŚWIĄTYNIĘ, PODZIWIAJĄC JEJ ZDOBIENIA, MALOWANY SUFIT, RZEŹBY TANCERZY. JEST WSPANIAŁA. PO OKOŁO 100 min WYCHODZIMY.

LEDWO  DOKONALIŚMY ZMIANY PRZY BAGAŻACH ZACZĄŁ PADAĆ DESZCZ. PO CHWILI LAŁO. ULICA PRZEMIENIŁA SIĘ W BAJORKO.

PO POWROCIE PIETRUSZKI – OGLĄDAJĄCEGO ŚWIĄTYNIĘ SAMOTNIE – ZDECYDOWALIŚMY SIĘ NA OGLĄDNIĘCIE JESZCZE DWÓCH ZAPROPONOWANYCH PRZEZ NIEGO ŚWIĄTYŃ. SNUJĄC SIĘ W NOCY PO I PRZED DWORCEM KOLEJOWYM DOSZEDŁ DO JAKIEJŚ MAPY ATRAKCJI W MIEŚCIE. WSKAZYWANO NA NIEJ WSZYSTKIE NAJWAŻNIEJSZE ŚWIĄTYNIE MIASTA. DO DWÓCH WYGLĄDAJĄCYCH NA NAJCIEKAWSZE: LORD THILLAI KALI TEMPLE ORAZ LORD ELAMAIYAKKINAR (ILAMAIYAKKINAR) TEMPLE PODJECHALIŚMY W DRODZE NA DWORZEC AUTOBUSOWY.

PIERWSZA ŚWIĄTYNIA THILLAI KALI POWSTAŁA W OKRESIE DYNASTII ĆOLÓW. THILLAI TO INNA NAZWA ĆIDAMBARAM.

NAJKRÓCEJ MÓWIĄC JEST TO ŚWIĄTYNIA POŚWIĘCONA KALI (PARWATI) – BOGINI W GNIEWIE. BOGINI, KTÓRA PRZEGRAŁA NIESŁUSZNIE KONKURS TAŃCA Z ŚIWĄ. POCIESZAŁ JĄ PO TEJ PRZEGRANEJ SAM BRAHMA, ALE ZNIECHĘCONA BOGINI UDAŁA SIĘ W MIEJSCE GDZIE DZIŚ STOI ŚWIĄTYNIA.
MOIM ZDANIEM WYGRANA ŚIWY W TYM TAŃCU GDZIE SĘDZIAMI BYLI BOGOWIE, ZOSTAŁA ZDOBYTA W SPOSÓB NIE FAIR. ŚIWA BARDZO DOBRZE ZDAWAŁ SOBIE SPRAWĘ, ŻE BOGINI TAŃCZYŁA LEPIEJ A FIGURA JAKĄ WYKONAŁ BĘDZIE DLA NIEJ NIE DO PRZYJĘCIA.
SPRAWA WYGRANEJ SZIWY MA SZERSZY KONTEKST. CHODZI O TO, CZYJA SIŁA TWÓRCZA JEST WIĘKSZA – KOBIECA CZY MĘSKA. OD ZARANIA DZIEJÓW ISTNIEJE TEN PROBLEM I JESZCZE NIKOMU NIE UDAŁO SIĘ GO ROZWIĄZAĆ W PRZEKONYWUJĄCY SPOSÓB.

W ŚWIĄTYNI BYŁ TŁUM LUDZI, WSZĘDZIE PALIŁY SIĘ LAMPKI GHEE. W EFEKCIE CAŁA POSADZKA ŚWIĄTYNI BYŁA TAK ŚLISKA, JAK NAJBARDZIEJ WYPOLEROWANE LODOWISKO. TRZEBA BYŁO BARDZO UWAŻAĆ ABY NIE UPAŚĆ. TROCHĘ TO PRZESZKADZAŁO.
ŚWIĄTYNIA MA NIEPOWTARZALNĄ ATMOSFERĘ I KLIMAT.

POTEM PODJECHALIŚMY DO ELAMAIYAKKINAR TEMPLE, ALE TA ŚWIĄTYNIA JUŻ NIE ROBIŁA TAKIEGO WRAŻENIA. PRAWIE ŻADNYCH WIERNYCH, PARU ŻEBRAKÓW PRZED WEJŚCIEM. WESZLIŚMY DO GŁÓWNEJ ŚWIĄTYNI KOMPLEKSU I PO PARU MINUTACH WYSZLIŚMY.

PIERWOTNIE ZAKŁADALIŚMY JAZDĘ POCIĄGIEM DO KUMBAKONAM. POCIĄG BYŁ JEDNAK DOPIERO ZA 2 GODZINY, WIĘC POMYŚLELIŚMY ŻE AUTOBUS BĘDZIE LEPSZY.

POWOLI PRZESTAWAŁO PADAĆ. KIEDY DOTARLIŚMY NA DWORZEC AUTOBUSOWY. POJAZD DO KUMBAKONAM JUŻ STAŁ. ZAŁADOWALIŚMY SIĘ Z BAGAŻAMI, A PIETRUSZKA POSZEDŁ KUPIĆ COŚ DO PRZEGRYZIENIA. WYDAWAŁO MI SIĘ, ŻE KIEROWCA POWIEDZIAŁ MU ŻE ZARAZ JEDZIE, ALE ON ZROZUMIAŁ CHYBA INACZEJ. AUTOBUS ZACZĄŁ SZYKOWAĆ SIĘ DO DROGI. WYSKOCZYŁAM NA ZEWNĄTRZ WOŁAJĄC PIETRUSZKĘ, MIOTAJĄC SIĘ PO CAŁYM DWORCU. NIE BYŁO GO OCZYWIŚCIE NIGDZIE. PRZESTRASZYŁAM SIĘ, ŻE NASZA “RYBKA” Z BAGAŻAMI ODPŁYNIE, WIĘC WRÓCIŁAM DO AUTOBUSU W MOMENCIE W KTÓRYM WYŁADOWYWANO NASZE BAGAŻE.

KIEDY AUTOBUS ODJECHAŁ, ZOBACZYLIŚMY POGRYZAJĄCEGO COŚ Z PAPIERKA PIETRUSZKĘ WRACAJĄCEGO SPOKOJNYM KROKIEM. UPRZEJMIE NAS POCZĘSTOWAŁ JAKIMŚ PLACUSZKIEM. NIM GO ZJEDLIŚMY PODJECHAŁ NASTĘPNY SAMOCHÓD. OPŁACIŁO SIĘ BYĆ WYRZUCONYM Z POPRZEDNIEGO, BO KOLEJNY MIAŁ ZNACZNIE WIĘCEJ MIEJSCA I MNIEJ PODRÓŻNYCH.

PO 3 GODZINACH JAZDY BYLIŚMY W KUMBAKONAM – MIASTA ZNANEGO JUŻ W STAROŻYTNOŚCI JAKO KUDAVAYIL. BYŁO SIEDZIBĄ WŁADCÓW WCZESNEJ DYNASTII ĆOLA. ZOSTAŁO PODBITE W 1290 PRZEZ PANDJÓW, A W XIV WIEKU ZDOBYTE PRZEZ WŁADCÓW IMPERIUM WIDŹAJANAGARU. KOLEJNE DYNASTIE PODBIJAŁY MIASTO ODCISKAJĄC SWOJE PIĘTNO.

PODJECHALIŚMY DO HOTELU HOTELU ATHITYAA. POKOJE DUŻE, CZYSTOŚĆ I WYPOSAŻENIE TAKIE SOBIE. W CAŁYM HOTELU NIE MA WI-FI. POŁOŻONY JEST W CENTRUM MIASTA.
ZJEDLIŚMY COŚ NA SZYBKO I WYRUSZYLIŚMY OGLĄDAĆ MIASTO.

ŚWIĄTYNIE POWOLI SIĘ OTWIERAŁY. ZACZĘLIŚMY OD ADI KUMBESWARAR TEMPLE, UWAŻANEJ ZA NAJSTARSZĄ W MIEŚCIE ŚWIĄTYNIĘ POŚWIĘCONĄ ŚIWIE. POCHODZI NAJPRAWDOPODOBNIEJ Z VII w.
ŚWIĄTYNIA NAGESWARASWAMY JEST MIEJSCEM KULTU WISZNU. MIAŁA ISTNIEĆ JUŻ W OKRESIE PALLAWÓW. ĆOLA NADALI JEJ OBECNĄ STRUKTURĘ A ROZBUDOWALI W XIII I XVII WIEKACH NAJAKOWIE. TO NAJWIĘKSZA ŚWIĄTYNIA WISZNU W MIEŚCIE I JEDNA Z WAŻNIEJSZYCH W POŁUDNIOWYCH INDIACH.

.

KUMBAKONAM – MODLITWA

.

SANKTUARIUM ŚWIĄTYNI TO ARCYDZIEŁO. STANOWI RYDWAN CIĄGNIĘTY PRZEZ KONIE I SŁONIE. JEGO PIĘKNO DOBRZE PODZIWIAĆ STOJĄC Z BOKU. WTEDY NAJLEPIEJ WIDAĆ JAK ZAPRZĘGNIĘTE ZWIERZĘTA CIĄGNĄ RYDWAN O KAMIENNYCH KOŁACH. OCZYWIŚCIE – JAK W KAŻDEJ TUTAJ ŚWIĄTYNI JEST WIELE PŁASKORZEŹB BÓSTW, KOLUMN I PIĘKNYCH WYSOKICH GOPUR.

POTEM DOSZLIŚMY DO ZBIORNIKA MAHAMAHAM. TE ZBIORNIKI TUTAJ WYGLĄDAJĄ TAK JAKBY CZASY ŚWIETNOŚCI MIAŁY DAWNO ZA SOBĄ. NIE WIDAĆ ABY KTOKOLWIEK SIĘ NIMI ZAJMOWAŁ. SZKODA BO SĄ BARDZO MALOWNICZE.

W TRAKCIE NASZEJ DROGI PO MIEŚCIE CHŁOPAKI POSTANOWIŁY NAPIĆ SIĘ KAWY. PIETRUSZKA ZROBIŁ ROZEZNANIE W TERENIE I STWIERDZIŁ, ŻE SKŁADNIKI W JEDNEJ Z ROZLICZNYCH PIJALNI GDZIE CHODZĄ TUBYLCY SĄ GOTOWANE TAM I Z POWROTEM, WIĘC MOŻNA PIĆ BEZ OBAW. JESTEM WOLNA OD TEGO PROBLEMU BO NIGDY NIE PIJĘ KAWY ALE OCZYWIŚCIE POSZŁAM DLA TOWARZYSTWA.

CZARNY JAK SMOŁA WYWAR ROZCIEŃCZA SIĘ MLEKIEM I SŁODZI. I TU NASTĘPUJE KULMINACYJNY MOMENT KIEDY BARISTA – JAK NAJLEPSZEJ KLASY ILUZJONISTA – PRZELEWA KAWĘ Z JEDNEGO KUBKA DO DRUGIEGO OKOŁO METROWYM STRUMIENIEM. CHŁOPAKI STWIERDZIŁY, ŻE KAWA JEST PYSZNA. ŻEBY ICH JESZCZE BARDZIEJ DOWARTOŚCIOWAĆ POWIEDZIAŁAM IM, TO CO WYCZYTAŁAM W PRZEWODNIKU. MIANOWICIE, ŻE KAWA JEST W TYM MIEŚCIE TAK DOBRA, ŻE KAŻDY ZA NIĄ TĘSKNI.

.

> ZOBACZ FOTY <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *