23.03.2018 – TRICHY. ŚNIADANIE W “SHERATONIE”, KOLACJA W “HILTONIE”

.

WYŚMIENITE ŚNIADANIE HOTELOWE ZASKOCZYŁO MNIE I ZACHWYCIŁO. W APPLE PARK INN PODAJĄ SNIADANKOSY W DWÓCH WERSJACH – INDYJSKIEJ I  KONTYNENTALNEJ (EUROPEJSKIEJ). MNIE OCZYWIŚCIE TA DRUGA ZUPEŁNIE NIE INTERESOWAŁA, ALE KARAŚ ZOBACZYWSZY JĄ POCZUŁ SIĘ – NOMEN OMEN – JAK RYBA W STAWIE HODOWLANYM. ZJADŁ INDYJSKIE I DWA EUROPEJSKIE.
ŚNIADANIE W LOKALNYM STYLU JEST SERWOWANE À LA SZWEDZKI STÓŁ. DO WYBORU KILKA RODZAJÓW PLACUSZKÓW ROBIĄCYCH ZA NASZE PIECZYWO. DO TEGO JAKIEŚ PRZETWORZONE JARZYNY I CHYBA TOFU. CI NIEPRZEPADAJĄCY ZA TUTEJSZYM ŻAREŁKIEM DOSTANĄ GRZANKI Z DŻEMEM.


NAPOJE DLA WSZYSTKICH TAKIE SAME: HERBATA, KAWA I ŚWIEŻO WYCISKANY SOK (OGRANICZONA ILOŚĆ).

ŚWIĄTYNIA SRI RANGANATHASWAMY, NAZYWANA TEŻ CZASEM SRI ARANGANATHA SWAMY (TEMPLE) – GŁÓWNY CEL NA DZIEŃ DZISIEJSZY LEŻY ok. 4 km OD NASZEJ NOCLEGOWNI. TRZEBA PODJECHAĆ. OCZYWIŚCIE NAJPIERW BYŁY NEGOCJACJE. TUK-TUKOWIEC SZYBKO PRZYSTAŁ NA 50 % PIERWOTNIE ŻĄDANEJ KWOTY (60 RUPOLI).

KOMPLEKS RANGANATHASWAMY JEST OGROMNY. WEJŚCIE POPRZEDZA KILKA GOPUR. NAJWIĘKSZĄ JEST RAAJA GOPURAM. OGROMNA, PODOBNIE JAK TO PONAD 60 ha SKUPISKO NIEZLICZONEJ ILOŚCI MIEJSC KULTU. ZWIEDZANIE OBEJMUJE KILKANAŚCIE MNIEJSZYCH I WIĘKSZYCH ŚWIĄTYŃ. NIEKTÓRE Z NICH SĄ BARDZO DUŻE. JEDNA Z NAJWAŻNIEJSZYCH – SALA 1000-ca KOLUMN BYŁA ZAMKNIĘTA Z POWODU REMONTU. ALE I TAK JĄ ZOBACZYLIŚMY. NAWET LEPIEJ BO NIKOGO W NIEJ NIE BYŁO.

OGLĄDNIĘCIE CAŁOŚCI ZAJĘŁO NAM SPORO CZASU – PRAWIE 180 min. ALE TEŻ WCALE SIĘ NIE SPIESZYLIŚMY.
WEJŚCIE DARMOWE. ZA APARAT FOTO SĄ OPŁATY (50 RS).

PIESZO POSTANOWILIŚMY POKONAĆ DROGĘ DO NASTĘPNEJ ŚWIĄTYNI. SZLIŚMY ok. 40 min WOLNYM KROKIEM.

KOMPLEKS JAMBUKESHWARA ZBUDOWANY ok. 1800 LAT TEMU JEST ZDECYDOWANIE MNIEJSZY NIŻ TEN WSPOMNIANY POWYŻEJ. MIMO TEGO BARDZO INTERESUJĄCY. ZNAJDZIESZ TU KILKA PRZECIEKAWYCH ŚWIĄTYŃ. NAJWAŻNIEJSZĄ CIEKAWOSTKĄ JEST CHYBA SANKTUARIUM GARUDY. TŁUMEK WIERNYCH OBELGA NIEWIELKI OŁTARZ, A KAPŁANI ICH OBSŁUGUJĄ PRZYJMUJĄC WSZELKIE DARY DLA BÓSTW ODWZAJEMNIAJĄC SIĘ NAMASZCZENIAMI I WSZELKĄ POSŁUGĄ DUCHOWĄ.
CZAS ZWIEDZANIA OCENIAM NA 90 – 120 MINUT.

PO WYJŚCIU ZŁAPALIŚMY TUK-TUKA I ZA 20 RUPOLI ZOSTALIŚMY PODWIEZIENI DO NAJBLIŻSZEGO MONOPOLOWEGO. TYM RAZEM NABYLIŚMY LOKALNE BRANDY @ 660 RUPOLASÓW.

.

TRICHY – PRZED TASK MARKTEM (MONOPOLOWYM)

.

DROGĘ POWROTNĄ POSTANOWILIŚMY ZALICZYĆ Z BUTA. DO HOTELU DOSZLIŚMY DUŻYMI SKRÓTAMI WYKORZYSTUJĄC NOWO BUDOWANY WIADUKT.

W APPLE PARK INN CZEKAŁY JUŻ GOTOWE, RZECZY ODDANE POPRZEDNIEGO WIECZORA DO PRANIA. PŁACILIŚMY 20 RUPOLI / szt.

KOLACJĘ JEDLIŚMY W ZAJEFAJNYM MIEJSCU, OKRZYKNIĘTYM NATYCHMIAST PRZEZ NASZ TRÓJKĄT HILTONEM. DLACZEGO HILTON SPYTACIE? PO PROSTU NIEDALEKO, PO PRZECIWNEJ STRONIE ULICY STOI POTĘŻNA BUDOWLA PRZYPOMINAJĄCA WYPASIONY, TROCHĘ UDZIWNIONY NOWOCZESNY HOTEL ZNANEJ SIECI.

W POSZUKIWANIU NOWEJ, BARDZIEJ INTERESUJĄCEJ NIŻ WCZORAJSZA JADŁODAJNI, TRAFILIŚMY NA STOISKA Z JEDZENIEM PRZY GŁÓWNEJ DRODZE KRAJOWEJ NR 81, NIECAŁY KILOMETR OD NASZEJ NOCLEGOWNI.

WYGLĄDAŁY NIESAMOWICIE – WŁĄCZCIE SOBIE NA FULL IMAGINACJĘ BO TRUDNO MI TO BĘDZIE OPISAĆ.

OCZAMI WYOBRAŹNI ZOBACZCIE PRZECINAJĄCĄ MIASTO RUCHLIWĄ, LEKKO ZAKURZONĄ I SŁABO WIDOCZNĄ W WIECZORNYM ŚWIETLE DWUPASMÓWKĘ. SZUM POJAZDÓW; STUKOT KOPYTEK PRZEBIEGAJĄCYCH OD CZASU DO CZASU JEZDNIE KÓZ; SZMERY DOBIEGAJĄCE Z OKOLICZNYCH BUDYNKÓW I NAJWAŻNIEJSZE DLA NAS – RÓŻNE ODGŁOSY ZWIĄZANE Z JEDZENIEM. A TO WSZYSTKO OTULONE WELONEM SMOGU, LEKKIEJ DUCHOTY I NIEZBYT WYSOKIEJ – 30°C ALE TEŻ RACZEJ NIEMIŁEJ W TYCH WARUNKACH TEMPERATURY.

NA POBOCZU JAK OKIEM SIĘGNĄĆ – PRAWDĘ POWIEDZIAWSZY NIEZBYT DALEKO ZE WZGLĘDU NA SPADAJĄCĄ KURTYNĘ CIEMNOŚCI – WIDAĆ WIELE MAŁYCH JADŁODAJNI. PRZY STOISKACH ZBUDOWANYCH Z METALOWYCH ELEMENTÓW I DREWNIANYCH SKRZYNEK KRZĄTAJĄ SIĘ WYSPECJALIZOWANI KUCHARZE I ICH POMOCNICY. OBOK ZAIMPROWIZOWANYCH NA SZYBKO STOLIKÓW SIEDZĄ KLIENCI WCINAJĄC Z UŚMIECHEM NA TWARZY WYBRANE DANIA.
NIKT NIE ZWRACA UWAGI ANI NA PRZETACZAJĄCY SIĘ OBOK SZNUR ŚMIERDZĄCYCH POJAZDÓW, ANI NA LEŻĄCE WSZĘDZIE ŚMIECI. PRAWDZIWY INDYJSKI FOLKLOR !!!

ZACHWYCENI PIERWSZYM NAPOTKANYM STOISKIEM Z KAWAŁKAMI KURCZAKA SMAŻONEGO W GŁĘBOKIEJ FRYTURZE, I DRUGIM STOJĄCYM OBOK, SERWUJĄCYM m.in. TUTEJSZE PIECZYWO, ULEGLIŚMY BEZ OPORÓW KARASIOWI MAJĄCEMU OGROMNĄ OCHOTĘ NA MIĘCHO, CHOĆBY Z RACHITYCZNEGO PTAKA KURCZAKA.

PALENISKO OBSŁUGIWALI DWAJ KOLESIE. PIERWSZY OBRABIAŁ PADLINKĘ TERMICZNIE WRZUCAJĄC JĄ NA KILKADZIESIĄT SEKUND DO TŁUSZCZU, WYCIĄGAJĄC DO ODKAPNIĘCIA I PONOWNIE ZATAPIAJĄC W WOKU.

W CZASIE GDY ZAMÓWIONE PORCJE KURCZAKOSA WRAZ Z PODGRILLOWYWANĄ CEBULĄ DOCHODZIŁY NA OGNIU, OBOK PITRASZONO MOJE ULUBIONE DANIE ZASTĘPUJĄCE CHLEB – PAPER ROAST DOSA

ZA DROBNE, BO MNIEJ NIŻ 80 RUPOLI OD ŁBA NAJEDLIŚMY SIĘ DO SYTA PYSZNOŚCI. GORĄCO POLECAMY 🙂 🙂 🙂 🙂

WRACAJĄC RZUCILIŚMY JESZCZE RAZ OKIEM NA WIELKI GMACH. OKAZAŁO SIĘ, ŻE TO OGROMNA SALA BANKIETOWA Z ZAPLECZEM A NIE ŻADEN HILTONOPODOBNY HOTEL …

.

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *