18.03.2018 – KUMBAKONAM. BOSKIE ŚWIĄTYNIE ĆOLÓW

.
WSTALIŚMY RANO OD RAZU GOTOWI DO NEGOCJACJI CENOWYCH. CHCIELIŚMY PODJECHAĆ DO ŚWIĄTYŃ ĆOLÓW. GANGAIKONDACHOLAPURAM POŁOŻONA JEST 35 km, A DRUGA TYLKO 7 km OD MIASTA.
ZA 900 RUPI WYNAJĘLIŚMY PIŹDZIKA NA CAŁĄ TRASĘ.

MIASTO GANGAIKONDA CHOLAPURAM ZOSTAŁO ZBUDOWANE PRZEZ KRÓLA RAJENDRĘ ĆOLĘ I. WŁADCA PO PODBICIU KRÓLESTWA PALA UJRZAŁ OGROMNY GANGES. CHCIAŁ ZABRAĆ CZĘŚĆ TEJ POTĘŻNEJ RZEKI DO SWOJEGO IMPERIUM. ROZPOCZĄŁ BUDOWĘ STOLICY W GANGAIKONDA CHOLAPURAM. JEJ NAZWA ZNACZY „MIASTO ĆOLI, KTÓRY DOPROWADZIŁ (POKONAŁ) GANGĘ (GANGES)”.
RAJENDRA PRZETRANSPORTOWAŁ WODĘ Z RZEKI GANGES DO ZBIORNIKA WODNEGO W PONNERI.
SZCZYTOWE OSIĄGNIĘCIE SAKRALNE KRÓLA RAJENDRY I – GANGAIKONDA CHOLAPURAM TO WSPANIAŁA, WYSTYLIZOWANA BUDOWLA. OTACZAJĄ JĄ 15 METROWEJ WYSOKOŚCI MURY. PRZED WEJŚCIEM OLBRZYMIA FIGURA BYKA NANDIN. WSTĘPU STRZEGĄ POTĘŻNI STRAŻNICY NIEBA – DWARAPALAKOWIE. UWAGĘ PRZYCIĄGA WYŁANIAJĄCA SIĘ ZA MANDAPĄ WIMANA. MA KSZTAŁT OŚMIOKĄTA I WYSOKOŚĆ 55 METRÓW.

PO BOKACH GŁÓWNEGO KOMPLEKSU STOJĄ MAŁE ŚWIĄTYNIE.

WCHODZIMY DO ŚRODKA. DŁUGA MANDAPA PROWADZI DO SANKTUARIUM ŚIWY, OCZYWIŚCIE DLA NAS NIEDOSTĘPNEGO. PRZED NIM DWA BOCZNE WEJŚCIA / WYJŚCIA ZE SCHODAMI PROWADZĄCYMI NA DÓŁ.

OBCHODZIMY WSZYSTKO DOOKOŁA WCHODZĄC DO KAŻDEJ ŚWIĄTYNI, MANDAPY, PODCHODZIMY DO STUDNI O KSZTAŁCIE LWA.

PRZEDE WSZYSTKIM JEDNAK ZACHWYCAJĄ ZDOBIENIA ZEWNĘTRZNYCH MURÓW ŚWIĄTYNI. SĄ TO RZEŹBY BOGÓW. NA SZCZEGÓLNĄ UWAGĘ ZASŁUGUJĄ RZEŹBY ŚIWY I PARWATI, SIEDZĄCYCH RAZEM, A U ICH STÓP PÓŁ POSTACI SKŁADAJĄCA RĘCE W UWIELBIENIU DLA BOGA, SARASWATI, ŚIWY NATARADŹI. SĄ IDEALNE. GENIALNY ARTYSTA KTÓRY JE STWORZYŁ, JAK WSZYSCY Z TYCH CZASÓW, POZOSTAJE BEZIMIENNY.

POTEM JEDZIEMY DO ŚWIĄTYNI AIRAWATESWARA POŚWIĘCONEJ ŚIWIE W MIEJSCOWOŚCI DARASURAM.

NAZWA ŚWIĄTYNI POCHODZI OD IMIENIA SŁONIA. LEGENDA MÓWI, ŻE SŁOŃ BOGA INDRY – AIRAWATA ZOSTAŁ PRZEKLĘTY PRZEZ MĘDRCA DURVASA. MĘDRZEC ÓW OFIAROWAŁ BOGU WIENIEC Z KWIATÓW. NIE BYŁ TO ZWYKŁY WIENIEC. KWIATY PACHNIAŁY UPOJNIE.
BÓG NIE DOCENIŁ DARU I ZAWIESIŁ WIENIEC NA SZYI SŁONIOWI. ROZZŁOSZCZONE ZWIERZE PODEPTAŁO WIENIEC, ZA CO ZOSTAŁO PRZEKLĘTE PRZEZ MĘDRCA. KLĄTWA SPOWODOWAŁA PRZEBARWIENIA NA BIAŁEJ SKÓRZE SŁONIA. W EFEKCIE BIEDNEGO SŁONIA ULECZYŁY DOPIERO KĄPIELE W WODZIE ŚWIĘTEJ RZEKI KAWERI, KTÓRA DZIĘKI KANAŁOM DOPROWADZONA ZOSTAŁA DO ZBIORNIKA ŚWIĄTYNNEGO.

ŚWIĄTYNIĘ, PODOBNIE JAK POPRZEDNIĄ, OGLĄDA SIĘ WŁAŚCIWIE JAK MUZEUM.

MANDAPA MA FORMĘ RYDWANU CIĄGNIĘTEGO PRZEZ KONIE.
W CAŁYM SANKTUARIUM STOI SZEREG RZEŹB BOGÓW ŚIWY, MURUGANA, WISZNU, BRAHMY. JEST TEŻ YALI – MITYCZNE ZWIERZĘ ŁĄCZĄCE W SOBIE KIEŁ SŁONIA, CIAŁO LWA, ROGI KOZIE, ŚWIŃSKIE USZY, OGON KROWY.

.

DARASURAM – SPACER PO ŚWIĄTYNI AIRAVATESVARA

.

OBYDWIE WIELKIE ŚWIĄTYNIE ĆOLOW MOŻNA OGLĄDAĆ GODZINAMI. ZACHWYCAJĄ RZEŹBAMI, ELEMENTAMI DEKORACYJNYMI, OBRAZAMI DEMONÓW, KOMPOZYCJĄ BUDYNKÓW, WIELOKOLUMNOWYMI MANDAPAMI. TWÓRCY ŚWIĄTYŃ BEZ WĄTPIENIA BYLI GENIUSZAMI.

WRÓCILIŚMY DO NASZEGO HOTELU OKOŁO 14-tej. TRZEBA BYŁO WRESZCIE COŚ ZJEŚĆ. OD WCZORAJ WIECZORA NIC NIE JEDLIŚMY I NIE BYŁO WIADOMO CO TERAZ ZJEMY – ŚNIADANIE CZY OBIAD.

WESZLIŚMY DO HOTELOWEJ RESTAURACJI “HOTEL NEW ARYAS” I OD RAZU ZOSTALIŚMY ZAGADNIĘCI PRZEZ HINDUSA SIEDZĄCEGO PRZY STOLIKU OBOK. OKAZAŁO SIĘ, ŻE MA JAKIEŚ BIURO W POLSCE, MIESZKA W SINGAPURZE, KOCHA INDIE I GOTOWY JEST NAM POMÓC W SPRAWIE INTERNETU. INTERNET BYŁ POTRZEBNY DO ZNALEZIENIA HOTELU W TANJORE (TAŃDŹAWUR) I ŁĄCZNOŚCI Z RESZTĄ ŚWIATA. ZADZWONIŁ DO JAKIEGOŚ HOTELU I POWIEDZIAŁ NAM, ŻE MAMY TAM PÓJŚĆ DO RECEPCJI, POWOŁAĆ SIĘ NA NIEGO I BĘDZIEMY MOGLI SKORZYSTAĆ Z INTERNETU W LOBBY HOTELOWYM.

JA ZAMÓWIŁAM GOPI MANCHURIAN, KTÓRE OKAZAŁO SIĘ BYĆ KALAFIOREM USMAŻONYM W JAKIMŚ CIEMNYM SOSIE. NIE BYŁO WIDAĆ, ŻE TO KALAFIOR. DOPIERO BLIŻSZE SMAKOWANIE ROZWIĄZYWAŁO TĘ ZAGADKĘ. DANIE BYŁO PYSZNE.

DO TEGO DOSTALIŚMY SMAŻONY W GŁĘBOKIM TŁUSZCZU CHLEB – SKRZYŻOWANIEM CHIPSA Z PRAŻYNKĄ O LEKKIM POSMAKU KMINKU. ZNAKOMITY, CHOCIAŻ OD TŁUSZCZU LEPIŁY NAM SIĘ PALCE.

KIEDY JUŻ NASYCILIŚMY GŁÓD ZROBIŁO SIĘ PÓŹNE POPOŁUDNIE. W SAM RAZ, ABY RUSZYĆ NA MIASTO I OBEJRZEĆ DWIE ŚWIĄTYNIE POŁOŻONE TUŻ OBOK HOTELU.

SPACERKIEM DOSZLIŚMY DO ARULMIGU AATHI KUMBESWARAR TEMPLE. POTEM WSTĘPOWALIŚMY DO INNYCH ŚWIĄTYŃ MIJANYCH PO DRODZE.

WIECZOREM ZGODNIE Z SUGESTIĄ POZNANEGO HINDUSA POJECHALIŚMY DO PODANEGO PRZEZ NIEGO HOTELU QUALITY INN GDZIE MIANO NAM UDOSTĘPNIĆ WI-FI. JAZDA RIKSZĄ BYŁA BURZLIWA, BO KIEROWCA NIE WIEDZIAŁ DO KOŃCA GDZIE CHCEMY JECHAĆ I KOJARZYŁ TYLKO KIERUNEK W STRONĘ DWORCA.

W LOBBY PRZY RECEPCJI PRZESIEDZIELIŚMY 1,5 GODZINY. KARAŚ POGADAŁ SOBIE Z RODZINĄ. MY MIELIŚMY MNIEJ SZCZĘŚCIA. SIEDZIELIŚMY W INTERNECIE I NIC NIE ZAŁATWILIŚMY. PIETRUSZKA NIE WYSŁAŁ TEGO CO CHCIAŁ, A JA NIE ZNALAZŁAM TEGO CZEGO SZUKAŁAM.

NIE WYPADAŁO NAM DŁUŻEJ OKUPOWAĆ FOTELI W HOTELOWYM HOLU, WIĘC ZEBRALIŚMY SIĘ DO POWROTU. PO DRODZE RZUCIŁA NAM SIĘ W OCZY JAKAŚ OŚWIETLONA JADŁODAJNIA. BYŁO W NIEJ TROCHĘ OSÓB.

WESZLIŚMY I ZACZĘLIŚMY ZAMAWIAĆ Z MENU DNIA KURCZAKA I BARANA. PO CHWILI PRZYSZEDŁ KELNER I POWIEDZIAŁ ŻE NIE MA BARANA. NO TO KURCZAK. PO CHWILI OBSŁUGA PRZYNIOSŁA ZNOWU ZŁĄ WIADOMOŚĆ – KURCZAK TEŻ SIĘ SKOŃCZYŁ! PORA BYŁA TROCHĘ PÓŹNA, ALE ŻEBY NIE BYŁO JUŻ NICZEGO DO ZJEDZENIA! ALBO LOKAL JEST TAK DOBRY ŻE KLIENCI WSZYSTKO WYJADAJĄ, ALBO FAKTYCZNIE JUŻ JEST TAK PÓŹNO, ŻE ZAPASY SIĘ SKOŃCZYŁY.
ZAPYTALIŚMY CO JEST DO JEDZENIA. OKAZAŁO SIĘ, ŻE JAKIEŚ OSTATNIE WCIELENIE KURCZAKA. NIE MIELIŚMY ŻADNEGO WYBORU.
POPATRZYLIŚMY NA PRZYNIESIONE DANIE Z LEKKIM POWĄTPIEWANIEM, ALE PO PIERWSZYM KĘSIE PRAWIE WYRYWALIŚMY SOBIE PYSZNE MIĘSKO Z TALERZA. NAWET ZAMÓWILIŚMY DOKŁADKĘ.

CIEMNYMI ULICAMI WRACALIŚMY DO HOTELU NA PIECHOTĘ. CHOCIAŻ NIE BYŁO ZBYT PÓŹNO, ULICE ŚWIECIŁY PUSTKAMI. GDZIENIEGDZIE PRZESUWAŁA SIĘ JAKAŚ POSTAĆ. ZAPAKOWALIŚMY SIĘ DO ŁÓŻEK DOŚĆ WCZEŚNIE, BO RANO TRZEBA BYŁO WCZEŚNIE WSTAĆ.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *