19.03.2018 – WIELKA ŚWIĄTYNIA W TAŃDŹAWURZE

.

O godz. 8:05 SIEDZIELIŚMY W POCIĄGU JADĄCYM DO TANJORE, CZYLI TAŃDŹAWURU. ODLEGŁOŚĆ TYLKO 40 km. BILET 10 RUPII OD OSOBY.

PO PRZYJEŹDZIE ZDEPONOWALIŚMY KARASIA NA DWORCU A SAMI POBIEGLIŚMY SZUKAĆ SPANIA.

PRZESZEDŁSZY PRZEZ KILKA HOTELI, KTÓRE NIE ODPOWIADAŁY NAM ALBO CENOWO ALBO Z UWAGI NA HAŁAS LUB CZYSTOŚĆ, DOSZLIŚMY DO WSKAZYWANEGO PRZEZ LONELY PLANET HOTELU VALLI.

NIEZŁE POKOJE, CICHO, ALE WI-FI TYLKO W LOBBY PRZY RECEPCJI. JEST TEŻ RESTAURACJA Z NISKIMI CENAMI. KIEDY UDAŁO ZMNIEJSZYĆ CENĘ ZA NOC DO 1400 RUPII ZA POKÓJ Z ŁAZIENKĄ I KLIMATYZACJĄ, ZDECYDOWALIŚMY SIĘ NA WYNAJEM. HOTEL MA JESZCZE JEDNĄ ZALETĘ – JEST BLISKO DWORCA, PIESZY DYSTANS. ALE I TAK CENA JAK NA JEGO STANDARD BYŁA WYSOKA.

W MIĘDZYCZASIE, CZEKAJĄCA NA DWORCU, NASZA RYBKA NIE ZNAJĄCA JĘZYKA ANGIELSKIEGO, UCIĘŁA SOBIE POGAWĘDKĘ Z MŁODYM HINDUSEM ZA POMOCĄ TŁUMACZA GOOGLE. UDAŁO IM SIĘ ŚWIETNIE. OKAZUJE SIĘ, ŻE NIEZNAJOMOŚĆ JĘZYKA NIE JEST PRZESZKODĄ W POROZUMIEWANIU SIĘ.

OGARNĘLIŚMY SIĘ TROCHĘ I RUSZYLIŚMY DO WIELKIEJ ŚWIĄTYNI. NAJPIERW STALIŚMY W KOLEJCE DO ODDANIA BUTÓW, POTEM KUPILIŚMY WODĘ. ODETCHNĘLIŚMY TROCHĘ W CIENIU I WESZLIŚMY NA TEREN KOMPLEKSU.

UPAŁ BYŁ TAKI, ŻE NIE MOŻNA BYŁO PRZEJŚĆ BOSĄ STOPĄ PO KAMIENIACH. NAWET DYWAN Z KOJRY BYŁ NAGRZANY DO CZERWONOŚCI.
JA PRZYTOMNIE WZIĘŁAM SKARPETKI. ALE CHŁOPCY NIE. TO, CO WYPRAWIALI WYGLĄDAŁO JAKBY UCZYLI SIĘ NIE CHODZENIA PO ROZŻARZONYM WĘGLU, ALE CHODZENIA W OGÓLE. ICH WYGIBASY MIAŁY AKROBATYCZNY CHARAKTER. OSIĄGALI TAKŻE OLIMPIJSKIE WYNIKI NA DYSTANSIE 5-10 METRÓW

WIELKA ŚWIĄTYNIA O NAZWIE BRIHADEESWARA ZBUDOWANA ZOSTAŁA Z GRANITU PRZEZ NAJWIĘKSZEGO KRÓLA Z DYNASTII ĆOLA – RAJA RAJA I W LATACH 985-1014. NA SZCZYCIE OLBRZYMIEJ WIMANY ZNAJDUJE SIĘ WAŻĄCY 80 TON KAMIEŃ W KSZTAŁCIE LOTOSU. CAŁY KOMPLEKS ŚWIĄTYNNY MA WYMIARY 240,79 m OD WSCHODU NA ZACHÓD I 121,93 m Z PÓŁNOCY NA POŁUDNIE. NA TEJ PRZESTRZENI ZNAJDUJE SIĘ SANKTUARIUM ORAZ MUKHAMANDAPA CZYLI GŁÓWNA SALA, MAHAMANDAPA CZYLI WIELKA SALA ZGROMADZEŃ I ARDHAMANADAPA – PAWILON ŁĄCZĄCY WIELKĄ SALĘ Z SANKTUARIUM.

NA STRAŻY STOI GIGANTYCZNY BYK NANDIN, WYCIĘTY Z JEDNEGO CIOSU KAMIENIA. DRUGI CO DO WIELKOŚCI W INDIACH. MA WYMIARY 5,94 × 2,51 × 3,66 m.

OPRÓCZ GŁÓWNEJ ŚWIĄTYNI (ZAMKNIĘTEJ W POŁUDNIE) KOMPLEKS MA MNIEJSZE KAPLICZKI ORAZ ZADASZONE KRUŻGANKI WOKÓŁ. OBWÓD WEWNĘTRZNY DZIEDZIŃCA TO 450 m.

PRZECZEKALIŚMY NAJWIĘKSZY UPAŁ W CIENIU KRUŻGANKÓW TROCHĘ DRZEMIĄC, TROCHĘ ROZMYŚLAJĄC, TROCHĘ PATRZĄC NA MAJESTATYCZNE BUDYNKI. KIEDY UPAŁ TROCHĘ ZELŻAŁ ROZPOCZĘLIŚMY ZWIEDZANIE ZAMKNIĘTYCH WCZEŚNIEJ CZĘŚCI.

.

TAŃDŹAWUR – ODPOCZYNEK W ŚWIĄTYNI BRIHADEESWARA

.
NA ZEWNĘTRZNYCH MURACH ZACHWYCA BOGACTWO ZDOBIEŃ, ORNAMENTY, RZEŹBY. NISZE W ŚCIANACH ŚWIĄTYNI KRYJĄ POSĄGI WISZNU, ŚIWY, DURGI, LAKSZMI, HARIHARY, NATARADŹY, GANEŚY, WARAHA ORAZ SZEREG INNYCH. WSZYSTKIE DOSKONAŁE, WSZYSTKIE NIEPOWTARZALNE.

WESZLIŚMY DO POMNIEJSZYCH ŚWIĄTYŃ ORAZ DO ŚWIĄTYNI GŁÓWNEJ. DŁUGĄ KOLUMNOWĄ SALĘ AUDIENCJI STRZEGĄ OLBRZYMI – DWARAPALOWIE. WE WNĘKACH ŚIWA W RÓŻNYCH POSTACIACH: ŚIWA ŻEBRAK, PÓŁ ŚIWA – PÓŁ WISZNU, PÓŁ MĘŻCZYZNA – PÓŁ KOBIETA. SĄ TEŻ TABLICE Z POZYCJAMI TAŃCA KLASYCZNEGO.

NA KOŃCU OBFOTOGRAFOWALIŚMY SIĘ PRZY MONUMENTALNYM POSĄGU NANDINA. SAMI, I Z GRUPĄ HINDUSKICH KOBIET ZWIEDZAJĄCYCH POD WODZĄ PRZEWODNIKA, KTÓRE ZAPRAGNĘŁY NAGLE MIEĆ ZDJĘCIA ZE MNĄ, A POTEM TEŻ Z CHŁOPAKAMI. UJĘĆ BYŁO CHYBA Z 15.

SPĘDZILIŚMY TUTAJ PÓŁ DNIA. I JAK WE WSZYSTKICH ZABYTKACH TEGO TYPU W TAMIL NADU NIE MOŻNA SIĘ TU NUDZIĆ, A ILOŚĆ ELEMENTÓW WARTYCH OBEJRZENIA JEST OGROMNA. CO CHWILĘ OKAZUJE SIĘ TEŻ, ŻE TRZEBA POŚWIĘCIĆ WIĘCEJ UWAGI JAKIEMUŚ SZCZEGÓŁOWI, KTÓRY NIEBACZNIE ZOSTAŁ POMINIĘTY.

DO DOMU WRACALIŚMY NA PIECHOTĘ. NIE BYŁO AŻ TAK DALEKO, ALE ZACZĄŁ SIĘ PRZEDWIECZORNY RUCH. DOSZLIŚMY DO NASZEJ DZIELNICY PRZY DWORCU A NAWET POSZLIŚMY ULICAMI ZA DWORZEC SZUKAJĄC KANTORU WYMIANY. BEZSKUTECZNIE.

PIETRUSZKA KUPIŁ ARBUZA. OD PARU DNI MÓWIŁ JAKĄ WIELKĄ MA OCHOTĘ NA ZIMNEGO I SŁODKIEGO ARBUZA, OWOC DLA NAS – NIE AZJATÓW – W MIARĘ BEZPIECZNY DO SPOŻYWANIA GDYŻ MA GRUBĄ SKÓRKĘ. NIE MIELIŚMY HOTELOWEJ LODÓWKI, WIĘC OWOC ZOSTAŁ ZDEPONOWANY NA 24 godz. W LODÓWCE U SPRZEDAWCY U KTÓREGO KUPOWALIŚMY WODĘ.

NA KOLACJĘ POSZLIŚMY DO JEDNEJ Z KNAJPEK PRZY DWORCU. KARAŚ JADŁ, JAK PRAWIE ZAWSZE, KURCZAKA. MY Z PIETRUSZKĄ ZJEDLIŚMY BARDZO DOBRY RYŻ Z WARZYWAMI.

PODZIWIALIŚMY KUCHARZA PRZYRZĄDZAJĄCEGO DANIE. TROCHĘ OLEJU, NA TO MIARKA SUROWEGO RYŻU. POTEM NASTĘPUJE MIESZANIE, PODRZUCANIE, PRZEWRACANIE I INNE PONIEWIERANIE RYŻU W DUŻYM WOKU. NA KONIEC DODAWANA JEST KAPUSTA, TROCHĘ MARCHEWKI I CEBULKI, PRZYPRAWY, EWENTUALNIE POKROJONY W MINIATUROWĄ KOSTECZKĘ KURCZAK. WYCHODZIŁO NAJCZĘŚCIEJ DANIE PYCHA! TAK BYŁO I TYM RAZEM.

PORCJE BYŁY TAK DUŻE, ŻE POPROSILIŚMY O ZAPAKOWANIE RESZTEK. KARAŚ SWOJĄ PORCJĘ JAKIMŚ CUDEM WPAKOWAŁ W SIEBIE. CENA 60 RUPII, A MOŻNA SIĘ NAJEŚĆ DWA RAZY.

ABY DOJŚĆ DO HOTELU VALLI TRZEBA WEJŚĆ W BOCZNĄ ULICZKĘ OD ULICY GŁÓWNEJ. WIECZOREM ROZKŁADAJĄ SIĘ TAM KRAMY Z RÓŻNOŚCIAMI. MIĘDZY INNYMI Z PRAŻONYMI ORZESZKAMI, FASOLKAMI WSZELKIEJ MAŚCI, CIECIORKĄ, KUKURYDZĄ.

KUPUJEMY. MOŻNA SIĘ UZALEŻNIĆ.

.

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *