21.03.2018 – TAŃDŹAWUR. WYPRAWA NAD ZAPORĘ ĆOLÓW

.

MNIE OSOBIŚCIE TAŃDŹAWUR ROZCZAROWAŁ. MIASTO BYŁO STOLICĄ IMPERIUM ĆOLÓW DO OKOŁO 1025 r, KIEDY TO PRZENIESIONO STOLICĘ DO GANGAIKONDA CHOLAPURAM. W XIII w. ZOSTAŁO ZDOBYTE PRZEZ PANDJÓW, KTÓRZY DWUKROTNIE NAJECHALI MIASTO I WYGNALI KRÓLA ĆOLA RAJA RAJA III. ĆOLOM MIMO ZAWIERANYCH SOJUSZY Z INNYMI WŁADCAMI NIE UDAŁO SIĘ ODZYSKAĆ TAŃDŹAWURU. Z KOLEI PANDJADOWIE UTRACILI MIASTO NA PRZEŁOMIE XIII/XIV w. NA RZECZ NAJPIERW SUŁTANATU DELHIJSKIEGO, A POTEM NA RZECZ SUŁTANATU MADURAJSKIEGO. W 1532 TAŃDŹAWUR PODBILI NAJAKOWIE. W XVII w. BHONSALOWIE PODBILI MIASTO ZAKŁADAJĄC KRÓLESTWO MARATHA TAŃDŹAWUR, KTÓRE ISTNIAŁO DO 1855 ROKU.

MIMO TAK BOGATEJ W WYDARZENIA HISTORII, MIASTO NIE MA WIELE DO ZAOFEROWANIA. POZA OBEJRZENIEM WIELKIEJ ŚWIĄTYNI CZY PAŁACU NIE BARDZO JEST CO ROBIĆ. TAŃDŹAWUR SAM W SOBIE NIE JEST CIEKAWY.

ZAREZERWOWALIŚMY POKOJE NA TRZY NOCE, BO NASZA PODRÓŻ NIE MIAŁA BYĆ WYŚCIGIEM NA CZAS. CHCIELIŚMY WOLNO SMAKOWAĆ ODWIEDZANE MIEJSCA. ALE WYSZŁO NA TO, ŻE TAŃDŹAWUR POTRAKTOWALIŚMY ZE ZBYT DUŻĄ ESTYMĄ.

NIE BARDZO MIELIŚMY POMYSŁ NA TO, CO OGLĄDAĆ W OSTATNI DZIEŃ, WIĘC POSTANOWILIŚMY WYKORZYSTAĆ ZDOBYTĄ WCZORAJ WIEDZĘ I ZOBACZYĆ TAMĘ ZBUDOWANĄ PRZEZ ĆOLÓW NA RZECE KAWERI, CZYLI WIELKI ANICUT.

ZJEDLIŚMY W NASZEJ HOTELOWEJ RESTAURACJI ŚNIADANKO. MAPNIK TYM RAZEM OMLET. NIEWIELE RÓŻNIŁ SIĘ ON OD JAJKA SADZONEGO. BYŁ CIENIUTKI JAK OPŁATEK, JAKIŚ TAKI BEZ ŻYCIA.

JA TRADYCYJNIE JAJKO NA TWARDO. PIETRUSZKA ZUPKĘ Z KURCZAKA NARZEKAJĄC NA TO, ŻE ZA SŁONA. JAJKO KOSZTUJE 20 RUPII, TOST DO KTÓREGO SERWUJĄ DŻEM I SŁONE MASŁO 45 RUPII, ZUPKA 60 RUPII. PRZY TYCH CENACH WYBRZYDZANIE NA TEMAT SOLI W ZUPIE JEST ZUPEŁNIE NIE NA MIEJSCU.

OD MOMENTU PRZYJAZDU ROZGLĄDALIŚMY SIĘ BEZSKUTECZNIE ZA KANTOREM WYMIANY PIENIĘDZY. TURYŚCI WYMIENIAJĄ NAJCZĘŚCIEJ W SWOICH HOTELACH. ZA RADĄ NASZEJ RECEPCJI POSZLIŚMY DO HOTELU TAMILNADU. OFEROWANA CENA ZA DOLARA – 56 RUPII, BYŁA TAK BEZ SENSU, ŻE MOWY NIE BYŁO ABY COKOLWIEK WYMIENIAĆ. PÓŹNIEJ KTOŚ POWIEDZIAŁ PIETRUSZCE, ŻE KANTOR JEST W JAKIMŚ SKLEPIE, ALE NIKT NIE POTRAFIŁ WSKAZAĆ JAK TAM TRAFIĆ. W SUMIE NIE BARDZO WIEDZIELIŚMY CZY KANTOR JEST CZY GO NIE MA.

NA DWORCU AUTOBUSOWYM ZA POMOCĄ JĘZYKA MIGOWEGO I TEATRALNYCH GESTÓW POŁĄCZONYCH Z SYLABIZOWANIEM NAZWY MIEJSCA, DO KTÓREGO CHCIELIŚMY DOJECHAĆ, WSIEDLIŚMY DO AUTOBUSU JADĄCEGO DO TAMY ANICUT.

JECHALIŚMY BARDZO DŁUGO – ok. 100 min. W AUTOBUSIE TŁUM MIEJSCOWYCH. OD CZASU DO CZASU POJAZD ZALEWAŁA FALA UCZNIÓW RÓŻNYCH SZKÓŁ. ŚWIADCZYŁ O TYM KOLOR I FASON MUNDURKÓW. ROBIŁO SIĘ GWARNO I WESOŁO. PO CZYM NA KOLEJNYM PRZYSTANKU WSZYSCY WYSIADALI A WSIADAŁY NOWE KOLOROWE MUNDURKI.

PODJECHALIŚMY PRAWIE POD NASZ NASTĘPNY PUNKT DOCELOWY, CZYLI TRICHY. ZRESZTĄ PRZEWODNICY SPOD WIELKIEJ ŚWIĄTYNI ZWRACALI UWAGĘ, ŻE TAMĘ OGLĄDA SIĘ JADĄC DO TRICHY.
KIEDY STRACILIŚMY NADZIEJĘ NA TO, ŻE KIEDYKOLWIEK DOJEDZIEMY AUTOBUS ZATRZYMAŁ SIĘ. NIE JECHAŁ DALEJ. PRZYSTANEK KOŃCOWY. WYSIEDLIŚMY. DOŚĆ SZEROKA DROGA PROWADZI PROSTOPADLE DO GŁÓWNEJ, ŚRODKOWEJ CZĘŚCI TAMY. WIDAĆ RZEKĘ.

ŻAR SIĘ LEJE Z NIEBA, ALE DZIELNIE IDZIEMY. NA KOŃCU DROGI MAJACZY JAKIŚ WÓZEK Z PARASOLEM. PODCHODZIMY BLIŻEJ A TU MIŁY PAN SMAŻY RÓŻNE PLACUSZKI, PAPRYCZKI. TAK APETYCZNIE, ŻE NIE BYŁO MOWY, ABY NIE SKOSZTOWAĆ. ŚWIEŻUTKIE, GORĄCE. PYSZNOŚCI. ECH … GDYBY TAK DO TEGO LAMPKA ZIMNIUTKIEGO BIAŁEGO WINA TO CHYBA NIE OBEJRZELIBYŚMY NICZEGO. A TAK OGLĄDNĘLIŚMY RZEKĘ I PRZESZLIŚMY KORONĄ TAMY NA DRUGI BRZEG, NA KTÓRYM OBOZOWAŁA MIEJSCOWA LUDNOŚĆ. WRÓCILIŚMY Z POWROTEM DO NI TO PARKU NI TO SKWERKU GDZIE PANOWAŁA DOŚĆ PIKNIKOWA ATMOSFERA. FAJNIE BYŁO, ALE BRAKOWAŁO NAM JAKIEJŚ SPEKTAKULARNEJ POZOSTAŁOŚCI Z EPOKI ĆOLA. W SUMIE WYCIECZKA DLA MIŁOŚNIKÓW DŁUGIEJ JAZDY AUTOBUSEM ZAKOŃCZONEJ WIDOKIEM RZEKI.

.

KALLANAI – WEJŚCIE DO KALLANAI OLD PARK

.

WRACAJĄC Z PARCZKU ZOBACZYLIŚMY GOTOWY DO DROGI AUTOBUS. PUŚCILIŚMY SIĘ BIEGIEM W TYM SKWARZE. PERSPEKTYWA, ŻE AUTOBUS ODJEDZIE BEZ NAS I BĘDZIEMY MUSIELI CZEKAĆ NIE WIADOMO JAK DŁUGO NA TYM PUSTKOWIU, DODAWAŁA NAM SKRZYDEŁ. PRAWIE JAK RED BULL.

KIEDY WYSIEDLIŚMY W CENTRUM, PIETRUSZKA W OPARCIU O INFORMACJE OD MIEJSCOWYCH WYTĘŻYŁ WSZYSTKIE SWOJE UMIEJĘTNOŚCI I DOTARLIŚMY WRESZCIE DO KANTORU WYMIANY WALUT W SKLEPIE Z ELEKTRONIKĄ – P MOHAN SHOPPING CENTRE. WYSTARCZY PODEJŚĆ DO KASY I SPYTAĆ O WYMIANĘ PIENIĘDZY. ADRES: ZNOWU, STALIŚMY SIĘ NA JAKIŚ CZAS, WYPŁACALNI. UWAGA: ZNALEZIENIE KANTORU WYMIANY W TAŃDŹAWURZE JEST BARDZO TRUDNE. MOŻNA OCZYWIŚCIE DOKONAĆ WYMIANY W NIEKTÓRYCH HOTELACH OTRZYMUJĄC 80% AKTUALNEJ CENY – ZDECYDOWANIE WYŻSZY KURS ZAOFEROWANO MI W w/w P MOHAN SHOPPING CENTRE.

ZROBIŁO SIĘ CIEMNIEJ I CHŁODNIEJ. PORA KOLACJI. WSZYSCY ODCZUWALIŚMY BRAK ŚWIEŻYCH WARZYW I OWOCÓW.

POPRZEDNIEGO DNIA WIDZIELIŚMY MAŁEGO GRILLA PRZY GŁÓWNEJ ULICY PROWADZĄCEJ DO DWORCA KOLEJOWEGO, NA KTÓRYM SMAŻYŁY SIĘ SMAKOWICIE WYGLĄDAJĄCE KURCZAKI, SZASZŁYKI, BYŁY TEŻ JAKIEŚ WARZYWA. CHCIELIŚMY TAM COŚ ZJEŚĆ. OKAZAŁO SIĘ JEDNAK, ŻE JEDZENIE NIE JEST JESZCZE GOTOWE. PIETRUSZKA POSTANOWIŁ TU WRÓCIĆ ZA JAKIŚ CZAS. KIEDY TAM POSZEDŁ, MY Z MAPNIKIEM ZNALEŹLIŚMY INNĄ GARKUCHNIĘ, W KTÓREJ SERWOWANO WARZYWA NA WYNOS. PIETRUSZKA WRÓCIŁ Z GRILLOWANYM KURCZAKIEM I JARZYNAMI. W DRODZE POWROTNEJ MAPNIK TAK JAK OBIECAŁ KUPIŁ ANANASA. NO I OCZYWIŚCIE NIE MOGLIŚMY POMINĄĆ NASZEJ PANIENKI Z FASOLKO-ORZESZKAMI. DONIEŚLIŚMY CAŁE JEDZENIE DO HOTELU. BYŁO DOBRE, CHOCIAŻ JA JUŻ MIAŁAM DOSYĆ KURCZAKA W KAŻDEJ POSTACI. POPRZEDNIO W INDIACH NIE JEDLIŚMY GO PRAWIE WCALE.

ANANAS BYŁ DOBRY, ALE TEŻ MAŁO SŁODKI. JAKIŚ REWOLUCJA OWOCÓW DOMAGAJĄCYCH SIĘ SWOICH PRAW, CZY CO….?

.

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *