25.03.2018 – TRICHY. COŚ DLA DUCHA, COŚ DLA CIAŁA …

.

WCZORAJ NIE UDAŁO NAM SIĘ ZOBACZYĆ DWÓCH Z TRZECH PRZEWIDZIANYCH W PLANIE ŚWIĄTYŃ. MUSIMY TO NADROBIĆ.

PIERWSZY CEL, ŚWIĄTYNIA ARULMIGU SAMAYAPURAM MARIAMMAN (TEMPLE) LEŻY NIEZBYT DALEKO – ok. 15 km OD MIEJSCA W KTÓRYM MIESZKAMY. TRZEBA CZYMŚ PODJECHAĆ – NAJLEPIEJ AUTOBUSEM. DRUGIE Z PRZEWIDZIANYCH DO ZALICZENIA MIEJSC KULTU – ŚWIĄTYNIA VEKKALIYAMMAN (TEMPLE) LEŻY CO PRAWDA RÓWNIEŻ DOŚĆ BLISKO – JAKIEŚ 4 km OD DWORCA AUTOBUSOWEGO CHATRAM – TYLE IŻ W ZUPEŁNIE ODWROTNYM KIERUNKU.

PODOBNIE JAK WCZORAJ DOJŚCIE DO PRZYSTANKU TRANSPORTU PUBLICZNEGO ZAJMUJE NAM SPORO CZASU. STRZELAMY FOCIE CAŁEJ MASIE CHĘTNYCH SPRZEDAWCÓW RÓŻNYCH DÓBR SPOŻYWCZYCH I ICH ULICZNYCH KRAMÓW.

DOJAZD DO ŚWIĄTYNI JEST PROSTY. POTEM PODCHODZISZ 200 m I JESTEŚ NA MIEJSCU.

PRZED WEJŚCIEM WIDAĆ SPORY TŁUM. W WIĘKSZOŚCI TO SPRZEDAWCY. JEDNAK IM BLIŻEJ CELU, TYM WIĘCEJ WIERNYCH. DO WNĘTRZA ŚWIĄTYNI PROWADZI WĄSKIE OGRODZONE BARIERKAMI PRZEJŚCIE. OCZEKUJĄCYCH JEST TAK DUŻO, ŻE TRACIMY NADZIEJĘ NA CHOCIAŻBY SZYBKIE SPOJRZENIE Z DALEKA, NA KRYJĄCE SIĘ W JEJ WNĘTRZU CIEKAWOSTKI.

NAGLE JAKIŚ KUMATY W ANGIELSKIM HINDUS WSKAZUJE MI NAPIS NAD WEJŚCIEM MÓWIĄC, ŻE JEŚLI CHCEMY DOSTAĆ SIĘ DO ŚRODKA BEZ DŁUGIEGO OCZEKIWANIA TO MUSIMY STANĄĆ W KOLEJCE POD NIM. NA PYTANIE CZY TAKIE BIAŁASY JAK MY MAJĄ SZANSĘ DOTARCIA DO GŁÓWNEGO OŁTARZA, STWIERDZA ZE ŹDZIWKIEM: ALEŻ OCZYWIŚCIE !!! NO TAK – KTO BOGATEMU ZABRONI. KIEDYŚ SŁYCHAĆ BYŁO WSZĘDZIE: UCZ SIĘ UCZ, BO NAUKA TO POTĘGI KLUCZ. DZISIAJ WYSTARCZY TROCHĘ GROSIWA I ŚWIAT STOI OTWOREM. PIENIĄDZE TO NAJLEPSZY WYTRYCH …

POSŁUSZNIE KIERUJEMY KROKI DO PRAKTYCZNIE PUSTEGO PRZEJŚCIA, NAD KTÓRYM WISI DUŻA, GRANATOWA TABLICA, ZAPISANA LOKALNYMI ROBACZKAMI. FAKTYCZNIE WIDAĆ WŚRÓD NICH WYRÓŻNIAJĄCE SIĘ CYFRY – 250. BEZ NAMYSŁU WCHODZIMY W GRUPĘ LUDZI TRAWERSUJĄC WE WŁAŚCIWYM KIERUNKU. NIESTETY, COŚ CHYBA POSZŁO NIE TAK, I NAGLE ODNAJDUJEMY SIĘ W SZEROKIM NA METR WĘŻU LUDZKIM PRZESUWAJĄCYM SIĘ CO PRAWDA WE WŁAŚCIWYM KIERUNKU, ALE ŚCISK W NIM PANUJĄCY I BIEGNĄCY RÓWNOLEGLE CAŁKOWICIE WYLUDNIONY CIĄG WYRAŹNIE WSKAZUJE NA TO, ŻE COŚ JEST NIE HALO …

TROCHĘ JESTEŚMY ZANIEPOKOJENI. NIE TRWA TO JEDNAK ZBYT DŁUGO, BO PO ok. 20 m DOCHODZIMY DO “ŚLUZY” I SPRAWNIE WYŁUSKANI PRZEZ ŚWIĄTYNNĄ STRAŻ ZOSTAJEMY SKIEROWANI POMIĘDZY ODPOWIEDNIE BARIERKI.

IDZIEMY TERAZ ZDECYDOWANIE SZYBCIEJ. CHWILĘ PÓŹNIEJ KOLEJNI “OCHRONIARZE” KASUJĄ PO 250 RUPOLASÓW (US$ 4) OD KAŻDEGO Z NAS, DAJĄC W ZAMIAN 3 POMARAŃCZOWE EKOLOGICZNE TORBY Z RÓŻNYMI UŻYTECZNYMI DLA PIELGRZYMÓW DROBIAZGAMI.

JESTEŚMY JUŻ W “NAWIE” GŁÓWNEJ ŚWIĄTYNI. SPORYCH ROZMIARÓW PRZESTRZEŃ POPRZEGRADZANO BAMBUSOWYMI BARIERKAMI TWORZĄC RODZAJ LABIRYNTU. PRZESUWAJĄC SIĘ POWOLI DO PRZODU DOCIERAMY DO MIEJSCA, W KTÓRYM NA ZAKRĘCIE DO KOLEJNEJ SALI KAPŁAN UDZIELA CHĘTNYM PIERWSZEJ POSŁUGI. NAS TO OCZYWIŚCIE NIE DOTYCZY.

JESTEŚMY TERAZ W ZDECYDOWANIE NIŻSZYM POMIESZCZENIU. ZACZYNA ROBIĆ SIĘ CIASNO. SZYBKO ODKRYWAMY PRZYCZYNĘ. PO PIERWSZE OSIĄGNĘLIŚMY PUNKT, W KTÓRYM NASTĘPUJE POŁĄCZENIE DWÓCH NIEZALEŻNYCH KOLEJEK: DLA UPRZYWILEJOWANYCH, I TYCH NIE BĘDĄCYCH W STANIE WYDAĆ RÓWNOWARTOŚCI SOLIDNEGO OBIADU DLA DWÓCH, TRZECH OSÓB, TYLKO PO TO BY SZYBCIEJ MÓC SIĘ POMODLIĆ. DRUGIM POWODEM NAGŁEGO SPOWOLNIENIA JEST PRZEPUSZCZANA BOCZNYM WEJŚCIEM I KIEROWANA DO GŁÓWNEGO SANKTUARIUM OGROMNA GRUPA LUDZI. WYGLĄDA NA TO, ŻE CAŁA WIOSKA PRZYSZŁA PODZIĘKOWAĆ MARIAMMAN ZA ZDROWIE. KOBIETY I MĘŻCZYŹNI MAJĄ W RĘKACH RÓŻNE DARY. GŁÓWNIE SĄ TO GIRLANDY KWIATÓW, ALE W PANUJĄCYM PÓŁMROKU DOSTRZEGAM TEŻ JAKIEŚ WYROBY PIEKARSKIE, DZBANY, KOSZE PEŁNE OWOCÓW. TO WSZYSTKO ODBIERAJĄ OD NICH BŁYSKAWICZNIE KAPŁANI. PRACOWALI JAK W UKROPIE. WYNOSZONE NA ZAPLECZE DARY ZNIKAJĄ W MGNIENIU OKA. FANTASTYCZNY WIDOK. SZKODA, ŻE NIE WOLNO TU FOTOGRAFOWAĆ. ZA ZŁAMANIE ZAKAZU ODBIERAJĄ CAŁY SPRZĘT I GROŻĄ JEGO ZNISZCZENIEM.

MARIAMMAN JEST BÓSTWEM SZCZEGÓLNYM. POWIERZA SIĘ JEJ OPIECE RÓŻNE CZĘŚCI CIAŁA. OFIAROWANIE BÓSTWU ODBITEGO ZE SZTANCY, SREBRNEGO – OCZYWIŚCIE O PRÓBIE BLISKIEJ ZERU – ELEMENTU W KSZTAŁCIE DOWOLNEJ CZĘŚCI LUDZKIEGO CIAŁA MA NAS USTRZEC PRZED WSZELKIMI DOLEGLIWOŚCIAMI Z NIĄ ZWIĄZANYMI. NABYĆ JE MOŻNA np. NA  PRZYŚWIĄTYNNYM STRAGANIE.

STOJĄCA ZA NAMI CIŻBA LUDZKA NAPIERA NIE WIEDZĄC DLACZEGO STOIMY. MY Z KOLEI NIE MOŻEMY PRZEJŚĆ DO PRZODU BO POLICJA PILNUJĄCA PORZĄDKU TUŻ PRZY OŁTARZU, PRZEPUSZCZA JEDNĄ OSOBĘ Z NASZEJ KOLEJKI, NA DZIESIĘĆ TYCH Z BOCZNEJ.

WRESZCIE RUSZAMY. KOŁO OŁTARZA KAPŁANI W TEMPIE EKSPRESOWYM ODBIERAJĄ DARY I NAMASZCZAJĄ KAŻDEGO. MOŻNA TEŻ DOTKNĄĆ LINGI I POLAĆ JĄ MLEKIEM. NIE MA CZASU NA KONWERSACJE.

WYPLUCI PRZEZ KOLEJNE PRZEJŚCIE TRAFIAMY DO DUŻEJ SALI. MAM WRAŻENIE, ŻE TUTAJ NASTĘPUJE ODREAGOWANIE PO SPOTKANIU Z BOGIEM. LUDZIE SIEDZĄ NA POSADZCE CAŁYMI RODZINAMI. NIEKTÓRZY COŚ JEDZĄ, INNI TYLKO ROZMAWIAJĄ. SPORO KONTEMPLUJĄC ZAPADA W DRZEMKĘ.

NA DOKŁADNE ZWIEDZANIE CAŁEGO OBIEKTU Z OPCJĄ WEJŚCIA DO ŚRODKA ODPŁATNIE – CZYLI CZASOWO DUŻO KRÓTSZĄ – ZABEZPIECZ SOBIE CO NAJMNIEJ 120 min. DOBRZE JEST MIEĆ 60 min W ZAPASIE.

WYCHODZIMY NA DWÓR. ZALEWA NAS JASKRAWE ŚWIATŁO I OBLEPIA – GŁÓWNIE MAPNIKA – CAŁA MASA ŻEBRAKÓW.

.

TRICHY. ZBLIŻAMY SIĘ DO ŚWIĄTYNI ARULMIGU SAMAYAPURAM MARIAMMAN

.

PRZED WEJŚCIEM Z GŁÓWNEJ ULICY DO ŚWIĄTYNI SPOSTRZEGAM SŁONIA. WCZEŚNIEJ GO NIE ZAUWAŻYŁEM. GŁOWĘ, TRĄBĘ I USZY ZDOBIĄ FANTAZYJNE WZORY. TRĄBA JEST PRAWIE BIAŁA. WOKÓŁ TŁOCZĄ SIĘ CHĘTNI DO “POBŁOGOSŁAWIENIA”. W WIELU KRAJACH AZJATYCKICH LUDZIE WIERZĄ, ŻE DOTYK SŁONIA PRZYNOSI SZCZĘŚCIA. ICH WŁAŚCICIELE TRZEPIĄ NA TYM NIEZŁĄ KASĘ. NIEKTÓRZY UCZĄ ZWIERZĘTA RÓŻNYCH SZTUCZEK. np. POBIERANIA TRĄBĄ OPŁATY, “BŁOGOSŁAWIENIA” (DOTYKANIA) DWA RAZY GDY PODAWANY BANKNOT MA ODPOWIEDNI KOLOR, CZY TEŻ WYMACHIWANIA NIĄ NA BOKI ALBO W GÓRĘ I DÓŁ NA ZNAK ZADOWOLENIA / DEZAPROBATY.
CO BARDZIEJ PRZEDSIĘBIORCZY POZWALAJĄ CHĘTNYM NA PRZEJŚCIE KILKA RAZY POD BRZUCHEM STWORZENIA, CO TEŻ MA GENEROWAĆ SAME DOBROCI I RADOŚCI DLA PŁACĄCEGO. TEN OSTATNI SPOSÓB DOTYCZY NAJCZĘŚCIEJ BIAŁYCH SŁONI I MA SZCZEGÓLNE WZIĘCIE W TAJLANDII.

GDY KARAŚ – MAPNIK TEŻ ZOSTAŁ POZNAWCZO “POBŁOGOSŁAWIONY” RUSZYLIŚMY W POWROTNĄ DROGĘ.

ZAPLANOWALIŚMY JĄ TAK, BY DOJECHAĆ DO DRUGIEJ ŚWIĄTYNI – VEKKALIYAMMAN TEMPLE – PO EWENTUALNEJ POŁUDNIOWEJ PRZERWIE. AUTOBUSEM WRÓCILIŚMY NA DWORZEC CHATRAM I PRZENIEŚLIŚMY SIĘ NA NASTĘPNY JADĄCY DO WORAIYUR.

WYSIADA SIĘ NA PIERWSZYM PRZYSTANKU PO DŁUGIEJ JEŹDZIE PROSTĄ DROGĄ TUŻ  ZA 90° SKRĘCENIE AUTOBUSU W SALAI Rd.

INFO DLA SPRAGNIONYCH – KILKA METRÓW OD PRZYSTANKU PO LEWEJ – CZYLI PO TEJ NA KTÓRĄ WYSIEDLIŚMY, JEST NIEZŁY “PUB” (CZYTAJ MONOPOLOWY). WYGLĄDA TAK SOBIE, ALE ŁATWO GO ZNALEŹĆ. MOŻNA SIĘ TU NAPIĆ W MIARĘ ZIMNEGO PIWA, ZASPAKAJAJĄC CIELESNE ŻĄDZE. DLA MNIE BYŁO ZA CIEPŁE. NIE SKORZYSTAŁEM …

RUSZYLIŚMY W KIERUNKU VEKKALIYAMMAN TEMPLE DO PRZEJŚCIA JEST ok. 700 m (NAM ZAJĘŁO TO 20 min). PO DRODZE MIJAMY PARĘ MAŁYCH, W WIĘKSZOŚCI ZAMKNIĘTYCH ŚWIĄTYŃ.

PO PRZEDPOŁUDNIOWYCH ODWIEDZINACH ŚWIĄTYNI ARULMIGU SAMAYAPURAM MARIAMMAN, VEKKALIYAMMAN TEMPLE SPRAWIA WRAŻENIE NIEWIELKIEGO, ODLUDNEGO SANKTUARIUM GDZIEŚ NA PROWINCJI. STOSUNKOWO NIEDUŻA BRYŁA BUDYNKU KRYJE W SWOIM WNĘTRZU KILKA CIEKAWOSTEK. GŁÓWNĄ CECHĄ ŚWIĄTYNI JEST BRAK DACHU NAD SANKTUARIUM. CENTRALNĄ KAPLICĘ WYRÓŻNIA WIZERUNEK VEKKALI AMMAN SIEDZĄCEJ W POZYCJI YOGA PITHA. PRZEDE WSZYSTKIM JEDNAK WARTO PRZYJRZEĆ SIĘ OLBRZYMIEMU, WYSOKIEMU NA 2,97 m, SREBRNO-ZŁOTEMU RYDWANOWI (OŁTARZOWI ?) – WYKONANEMU Z 10,5 kg ZŁOTA I 25 kg SREBRA.

NIEWIELKA ILOŚĆ LUDZI POZWALA NA SZYBKIE OGLĄDANIE. GDYBY NIE TO, ŻE WIELU WIERNYCH CHCE SOBIE ZROBIĆ SELFIKA Z NAMI W ROLI GŁÓWNEJ NA ZWIEDZANIE WYSTARCZYŁOBY JAKIEŚ 25 min.

UPAŁ ZALEŻAŁ. POSTANOWILIŚMY WIĘC WRACAĆ DO HOTELU PIESZO. NA SKRÓTY TO TYLKO 3 km. CZEGO TO SIĘ NIE ROBI DLA ZDROWIA !!!

PRAWIE W 2/3 DROGI – 900 m OD NASZEJ SYPIALNI – NA CAŁKOWITYM PUSTKOWIU NATRAFILIŚMY NA KOLEJNY TEGO DNIA SKLEP Z ALKOHOLEM. KTO CHCE MOŻE ZASPOKOIĆ SWOJE DOCZESNE POTRZEBY. TEN “TASMAC WINE SHOP” OFERUJĄCY NAPOJE WYSKOKOWE W BARDZO PRZYSTĘPNYCH (JAK NA INDYJSKIE WARUNKI) CENACH MA JEDNĄ BARDZO RZADKĄ CECHĘ. JEST WIDOCZNY W MAPACH GOOGLE.

DZISIAJ, W OSTATNIM DNIU POSTOJU W TRICHY, POSTANOWILIŚMY ROZKMINIĆ WSZYSTKIE JADŁODAJNIANE STOISKA WOKÓŁ NASZEGO “HILTONA”, BO DZIEŃ WCZEŚNIEJ JUŻ PO ZJEDZENIU KOLACJOSA ODKRYLIŚMY  SMAKOWICIE WYGLĄDAJĄCE DANIA RYBNE I KREWETKOWE.

NIESTETY MIELIŚMY PECHA. Z POWODU NIEDZIELI – KTO BY SIĘ SPODZIEWAŁ TEGO W INDIACH (Sic!) – WSZYSTKIE STOISKA POZA KURCZAKOWYM BYŁY ZAWARTE. I ZNOWU TRZEBA BYŁO JEŚĆ KURCZAKOSA …

.

.

.

Komentarze :

  1. Bizon

    Ciężko trochę się czyta wszystko z dużej litery. Popracuj nad czcionką, będzie przyjemniejsze dla oka.

    Zdrowia w podróży życzę.

    • DZIĘKI ZA SUGESTIE. MASZ NA PEWNO DUŻO RACJI. NIESTETY Z KILKU POWODÓW, GŁÓWNIE ZWIĄZANYCH ZE WZROKIEM WYGODNIEJ MI JEST PISAĆ DUŻYMI LITERAMI. GDYBYM UŻYWAŁ NORMALNIE STOSOWANYCH LITER BYŁOBY TEŻ ŁATWIEJ Z TŁUMACZENIEM NA INNE JĘZYKI. NIE WIEDZIEĆ CZEMU GOOGLE DOSTAJE FIOŁA TŁUMACZĄC TEKST PISANY DUŻYMI LITERAMI.
      DZIĘKI ZA ŻYCZENIA. NIEDŁUGO KRÓTKI WYPAD DO PÓŁNOCNEJ HISZPANII, POTEM POŁUDNIOWA AMERYKA…
      UDANEGO DNIA
      ZWIEDZACZ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *