25.01.2015 W KUALA LUMPUR

.

KUALA LUMPUR POWITAŁO NAS JAK ZWYKLE LEPKIM CIEPŁEM. PIETRUSZKA UPARŁ SIĘ,  ŻE CHCE JEŚĆ U TEGO SWOJEGO HINDUSA PRZY DWORCU JAGNIĘCINĘ. PRZESZLIŚMY PRZEZ CENTRUM HANDLOWE I WYCHODZĄC JEDNYM Z BOCZNYCH WYJŚĆ NAD ZIEMIĄ ZESZLIŚMY SCHODAMI DO RESTAURACJI.

RESTAURACJA NASI KANDAR - POLECAMY !!!

RESTAURACJA NASI KANDAR – POLECAMY !!!

JEDZENIE U HINDUSÓW ZAWSZE OBFITUJE W DRÓB, MIĘSA LUB RYBY SMAŻONE W RÓŻNYCH SOSACH MNIEJ LUB BARDZIEJ OSTRYCH, I MA SPECYFICZNY ROZPOZNAWALNY SMAK. WARZYWA, ORAZ ROŚLINY STRĄCZKOWE, Z KTÓRYCH ROBI SIĘ CZĘSTO PLACKI I CHARAKTERYSTYCZNY CHLEB NAN, SĄ INNE SMAKOWO, NIŻ JEDZENIE MALEZYJSKIE CZY CHIŃSKIE, MIMO IŻ TE TRZY KUCHNIE SĄ WIODĄCE W MALEZJI GDYŻ TE POPULACJE SĄ TUTAJ NAJWIĘKSZE. JAKO ŻE KOLEJKA NIE MIAŁA JUŻ DLA NAS TAJEMNIC SZYBKO DOTARLIŚMY DO NASZEGO HOTELU, GDZIE WSZYSCY NAS SERDECZNIE WITALI. BYLIŚMY PRZECIEŻ STAŁYMI, ZAPRZYJAŹNIONYMI KLIENTAMI. JAKO TACY DOSTALIŚMY POKÓJ Z SUPER ŁAZIENKĄ. TYLE TYLKO, ŻE POKÓJ BYŁ TAK JAK NASZ PIERWSZY POKÓJ W TYM HOTELU. MAŁY I TAK SŁABO WYPOSAŻONY, ŻE TORBA PODRÓŻNA MUSIAŁA STAĆ NA PODŁODZE ZASTAWIAJĄC DOJŚCIE DO ŁÓŻKA, A STOLICZEK BYŁ TAK WĄSKI, ŻE LEDWO CO SIĘ NA NIM MIEŚCIŁO. DO TEGO WSZYSTKIEGO OKNO WYCHODZIŁO NA WEWNĘTRZNE PATIO. WŁAŚCIWIE TO NIE WIADOMO, CZY TO POKÓJ Z OKNEM CZY NIE. MOŻE I PROTESTOWALIBYŚMY, ALE DO TEJ PORY HOTEL GRZECZNOŚCIOWO PRZECHOWYWAŁ NASZE BAGAŻE I CHCIELIŚMY JESZCZE RAZ JE ZOSTAWIĆ, WIĘC NIC NIE POWIEDZIELIŚMY, TYM BARDZIEJ, ŻE W HOTELU BYŁO LEKKIE URWANIE GŁOWY, BO MIESZKAŁA JAKAŚ DUŻA WYCIECZKA Z HONGKONGU, CO CHYBA TEŻ WPŁYNĘŁO NA NASZ POKÓJ. POZA TYM ZDĄŻYLIŚMY POLUBIĆ CAŁĄ OBSŁUGĘ.

POZBIERALIŚMY NASZE MANATKI I POSZLIŚMY DO LAUNDRYBAR – PRALNI NA 255 JALAN MAHKOTA. ZACZĘŁO LAĆ. DESZCZ W MALEZJI MA TO DO SIEBIE, ŻE PADA GWAŁTOWNIE I ULEWNIE A TEMPERATURA POWIETRZA SIĘ NIE OBNIŻA. JAK MŻY TO NIKT SIĘ TYM SPECJALNIE NIE PRZEJMUJE. Z WYSUSZONYM PRANIEM PRZEBIEGALIŚMY ULICE W DESZCZU.

ZROBIŁO SIĘ PÓŹNO, A MY MUSIELIŚMY SIĘ JESZCZE PRZEPAKOWAĆ, WIĘC ZREZYGNOWALIŚMY Z WYJAZDU DO CENTRUM I POSZLIŚMY NA KOLACJĘ DO RESTAURACJI, KTÓRĄ JUŻ WCZEŚNIEJ MIELIŚMY NA OKU.

 

W KUCHNI RESTAURACJI YENG KEE

W KUCHNI RESTAURACJI YENG KEE

.

JEDZENIE W RESTAURACJI YENG KEE PRZYRZĄDZAŁA Z SUROWYCH PRODUKTÓW DWÓJKA KUCHARZY MAJĄCA DO DYSPOZYCJI WOKI, PATELNIE I GARNKI. PRZYGLĄDALIŚMY SIĘ JUŻ WCZEŚNIEJ ICH PRACY I BARDZO NAM SIĘ PODOBAŁA. ZAMÓWILIŚMY TILAPIĘ Z JARZYNAMI. RYBĘ ZNANĄ TAKŻE W POLSCE. BYŁA DOBRA, ALE JAKOŚ CHUDA OBJĘTOŚCIOWO. JEJ WIELKOŚĆ NAS ROZCZAROWAŁA.

W NASZEJ DZIELNICY BYLIŚMY JEDYNYMI BIAŁASAMI. PODCZAS KOLEJNYCH POBYTÓW TUTAJ NIE WIDZIELIŚMY ANI NA ULICY, ANI W RESTAURACJI CZY SKLEPIE, ŻADNEGO BIAŁEGO CZŁOWIEKA. W NASZYM HOTELU JEDEN RAZ ŚNIADANIE JADŁA BIAŁA PARA. DZIELNICA NIE JEST ZŁA, NIE JEST JEDNAK POPULARNA, BO TURYŚCI I BIURA PODRÓŻY WOLĄ POŁOŻONĄ BARDZIEJ CENTRALNIE CHIŃSKĄ LUB HANDLOWĄ CZĘŚĆ KL. NIE SĄDZĘ TAKŻE, ABY STANDARD HOTELU BYŁ NIŻSZY NIŻ GDZIE INDZIEJ.

JAK ZWYKLE WODĘ GAZOWANĄ KUPILIŚMY U CHINKI (KEDAI UBAT CHARDON 6 JALAN JEJAKA 9)

 

ODPOCZYNEK PO PRACY PRZED SKLEPEM

ODPOCZYNEK PO PRACY PRZED SKLEPEM “CHINKI”

.

Z REGUŁY CHIŃCZYCY MAJĄ DUŻY WYBÓR PRODUKTÓW I DOBRE CENY. WRÓCILIŚMY ZNUŻENI. NASTĘPNEGO DNIA CZEKAŁA NA NAS WYCIECZKA PO CAŁYM MIEŚCIE.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *