28.03.2018 – CEBULA MIĘDZY PAŁACEM A MECZETEM W MADURAJU

.

PO KOLEJNEJ GORĄCEJ NOCY, RANO ZAPADA DECYZJA. JEDZIEMY DZISIAJ DALEJ, MIMO, ŻE HOTEL MAMY DO NASTĘPNEGO DNIA. UPAŁ W NOCY JEST NIE DO WYTRZYMANIA. ZRESZTĄ W CIĄGU DNIA TEŻ.

W MADURAJU NIE MAMY JUŻ ZA BARDZO DO OGLĄDAĆ. MNIE GENERALNIE MADURAJ TROCHĘ ROZCZAROWAŁ. HISTORIA MIASTA JEST BARDZO CIEKAWA. PODBIJANE Z LEWA I PRAWA PRZEZ LOKALNYCH WŁADCÓW. POTEM OPANOWANE PRZEZ MUZUŁMANÓW, KTÓRZY UTWORZYLI TU NAJPIERW SUŁTANAT DELHIJSKI, A NASTĘPNIE MADURAJSKI. ZOSTAJE ODBITY PRZEZ KRÓLÓW IMPERIUM WIDŹAJANAGARU. WRESZCIE DO CZASU POWSTANIA KOMPANII WSCHODNIO-INDYJSKIEJ RZĄDZILI TU NAJAKOWIE. NIE PRZEKŁADA SIĘ TO MOIM ZDANIEM, NA URODĘ MIASTA, JEGO ATRAKCJE I ATMOSFERĘ. ALE TO OCZYWIŚCIE MOJE SUBIEKTYWNE ZDANIE.

ABY JECHAĆ DALEJ MUSIMY ZNALEŹĆ JAKIŚ ŚRODEK LOKOMOCJI. DOCIERAMY NA DWORZEC. BILETÓW NA POCIĄG DO KOCZIN TEŻ NIE MA. SENSOWNY CZŁOWIEK W BIURZE REZERWACJI ZNAJDUJE NAM INNE POŁĄCZENIE PRZEZ KOLLAM. SĄ DWA BILETY I JEDEN NA LIŚCIE OCZEKUJĄCYCH. URZĄDZA NAS TO, BO NAWET GDYBY NIE BYŁO TEGO MIEJSCA NA LIŚCIE OCZEKUJĄCYCH, ZMIEŚCIMY SIĘ NA TYCH DWÓCH KTÓRE SĄ. Z KOLLAM TRZEBA JECHAĆ DALEJ. SĄ AUTOBUSY I JAKIEŚ POCIĄGI. MUSIMY IŚĆ ZROBIĆ KSERO PASZPORTU, ABY KUPIĆ BILETY NA POCIĄG.

MNIE JEDNAK CAŁY CZAS WIERZYĆ SIĘ NIE CHCE, ŻE NIE MA BILETÓW NA SYPIALNY AUTOBUS NA DZISIAJ. TYCH AUTOBUSÓW JEDZIE BARDZO WIELE I NIEMOŻLIWYM WYDAJE MI SIĘ, ABY WSZYSTKO BYŁO WYPRZEDANE.

WCHODZIMY DO POZNANYCH WCZEŚNIEJ AGENCJI PODRÓŻY. SZUKAMY NASZEGO CZŁOWIEKA Z WCZORAJ. WSZĘDZIE GDZIE SPRAWDZAMY, OKAZUJE SIĘ ŻE NIE MA BILETÓW NA DZISIEJSZY WIECZORNY PRZEJAZD. PRZECHODZĄC OBOK KTÓREJŚ Z KOLEI AGENCJI SPRZEDAŻY BILETÓW, WIDZĘ CZŁOWIEKA POZNANEGO WCZORAJ. ON TEŻ NAS DOSTRZEGA. RADOŚNIE MACHA RĘKĄ. PODCHODZIMY I PYTAMY O BILETY NA DZISIAJ. SPRAWDZA I MÓWI, ŻE SĄ. DWA RAZY PYTAM, CZY TO SYPIALNY AUTOBUS. DOSTAJEMY BILETY. AUTOBUS JEST O 21:30. ODJEŻDŻA SPOD AGENCJI, I TRZEBA BYĆ POD NIĄ O 21:00.

SZYBKO JEMY ŚNIADANIE W ZNANEJ Z POPRZEDNIEGO DNIA GARKUCHNI. WYPCHANY NADZIENIEM, PĘKATY PIEROŻEK SAMOSA, PLACUSZEK Z CIECIORKI, PAPRYCZKA W CIEŚCIE. PYSZNE.

ZADOWOLENI JEDZIEMY OBEJRZEĆ THIRUMALAI NAYAK PALCE, CZYLI POZOSTAŁOŚCI Z XVII WIECZNEGO PAŁACU NAJAKÓW.

PAŁAC – A WŁAŚCIWIE TO, CO Z NIEGO ZOSTAŁO – JEST WART ZOBACZENIA. PIĘKNA SALA GŁÓWNA, A Z BOKU POMIESZCZENIE Z ZUPEŁNIE DOBRZE ZACHOWANYM DUŻYM BASENEM Z ZEJŚCIEM DOŃ PO SCHODKACH. WOKÓŁ GALERIA SZTUKI. GŁÓWNIE SĄ TO RZEŹBY I PORTRETY. KOLEJNA GALERIA ZNAJDUJE SIĘ NA ZEWNĄTRZ W MAŁYM OGRODZIE.

WRACAMY ULICĄ GDZIE MAGAZYNOWANA I SPRZEDAWANA JEST CEBULA.

NIBY NIC WARTEGO UWAGI. ZWYKŁA CEBULA. W MAŁYCH POMIESZCZENIACH WYGLĄDAJĄCYCH NA WIĘZIENNE CELE MIESZCZĄ SIĘ KOPCE, GÓRY, PIRAMIDY CEBULI. NIESAMOWITY WIDOK. SIEDZĄ PRZY NICH MĘŻCZYŹNI I KOBIETY OBIERAJĄC WARZYWO Z PIERWSZEJ, SUCHEJ SZELESZCZĄCEJ ŁUPINY. MY JESTEŚMY PRZYZWYCZAJENI DO TYCH KULEK O ZŁOCISTEJ LUB BIAŁEJ BARWIE, W ILOŚCI DWÓCH LUB TRZECH SKRZYNEK. A TUTAJ SĄ TONY. ULICA CIĄGNIE SIĘ I CIĄGNIE. TRUDNO TO OPISAĆ. TRZEBA ZOBACZYĆ.

PODCHODZIMY POD MECZET JUMA MASJID. BIAŁA BUDOWLA Z MINARETAMI. PRZED WEJŚCIEM STOJĄ HINDUSI MUZUŁMANIE. PO KRÓTKIEJ ROZMOWIE POZWALAJĄ NA WEJŚCIE DO ŚRODKA. WSTĘP MA TYLKO DWOJE Z NASZEJ TRÓJCY. WIADOMO, ŻE TO NIE JA.

CZEKAM. PO PARU CHWILACH PRZED UCHYLONE DRZWI WIDZĘ JAK CHŁOPAKI WCHODZĄ  DO POMIESZCZENIA GDZIE ODBYWA SIĘ MODLITWA. SIADAJĄ, JAK INNI NA KOLANACH.
ROBIĘ IM ZDJĘCIA W LEKKIEJ PANICE, ŻE ZARAZ KTOŚ MNIE SUROWO UPOMNI.

.

MADURAJ – W MECZECIE

.

KIEDY WYCHODZĄ ZADOWOLENI OD RAZU ZGODNYM CHÓREM MÓWIĄ, ŻE NAJFAJNIEJSZE BYŁY  … PISUARY. ZABYTKOWE Z KAFELKAMI.

O 21:00 STAJEMY Z BAGAŻAMI POD AGENCJĄ. NASZEGO CZŁOWIEKA NIE MA, AUTOBUSU TEŻ NIE. CZYŻBYŚMY SIĘ DALI NABRAĆ …?

PO 15-tu LEKKO NERWOWYCH MINUTACH ZOSTAJEMY WSADZENI DO MOTOROWEJ RIKSZY I DOWIEZIENI DO MIEJSCA, Z KTÓREGO MA BYĆ AUTOBUS.

AUTOBUSU NIE WIDAĆ. MUSIMY ZOSTAĆ PRZETRANSPORTOWANI NA INNY PRZYSTANEK, STANĄĆ W WYZNACZONYM PUNKCIE I POCZEKAĆ. PO DOWIEZIENIU KIEROWCA CHCE BYŚMY ZAPŁACILI ZA PODWIEZIENIE. PYTAMY DLACZEGO. SKORO AUTOBUS MIAŁ BYĆ SPOD NASZEJ AGENCJI, A JEDZIE SPOD INNEJ TO NIE NASZA WINA, A PŁATNOŚĆ POWINIEN WZIĄĆ NA SIEBIE TEN, KTO TO TAK ZORGANIZOWAŁ. NIE ZOSTALIŚMY UPRZEDZENI O ZMIANIE, A DOWÓZ BYŁ UWZGLĘDNIONY W KOSZTACH. DYSKUSJA SIĘ ZROBIŁA GORĄCA, MIMO I TAK DUŻEGO JUŻ UPAŁU. UPIERAMY SIĘ I NIE PŁACIMY ZA TEN KURS, NIEJAKO Z POWODÓW WYCHOWAWCZYCH.
KLIENTÓW TRZEBA RZETELNIE TRAKTOWAĆ I INFORMOWAĆ.

WSIADAMY DO AUTOBUSU. MAPNIK MA POJEDYNCZE ŁÓŻKO NA KOŃCU POJAZDU, NIEDALEKO NAS …

.

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *