28.03.2018 – MADURAJ. PAŁAC, CEBULA I SRUUU…

.

TROCHĘ WYMIĘCI PO KOLEJNEJ UPALNEJ NOCY BEZ KLIMATYZACJI DECYDUJEMY SIĘ NA WCZEŚNIEJSZĄ ZMIANĘ MIEJSCA POSTOJU.

ROZPOCZYNAMY OD PONOWNEJ PRÓBY ZDOBYCIA BILETÓW KOLEJOWYCH DO KOCHIN. SŁABO TO SZŁO, WIĘC ZA NAMOWĄ NASZEGO LOGISTYCZNEGO PRZYWÓDCY STADA – WOMBATA – WDROŻYLIŚMY W ŻYCIE KONCEPCJĘ JAZDY AUTOBUSEM. W TYM CELU ZNOWU ODWIEDZAMY ODKRYTE WCZORAJ BIURA PODRÓŻY, MIESZCZĄCE SIĘ NA WPROST DWORCA. WSZYSTKIE SĄ TAK DO SIEBIE PODOBNE, ŻE NIE PAMIĘTAMY W KTÓRYM POPRZEDNIO JUŻ PRAWIE WSZYSTKO USTALILIŚMY. NAGLE KTOŚ NA NAS MACHA. TO GUCIO Z JEDNEJ Z WCZEŚNIEJ ODWIEDZONYCH AGENCJI. WCHODZIMY. FACET DORADZA NIEZBYT INTERESUJĄCE POŁĄCZENIA. WYCHODZIMY.

CHWILĘ PÓŹNIEJ WPADAMY W RAMIONA KOLEJNEGO KOLESIA. TYM RAZEM JESTEŚMY NA 100 % PEWNI, ŻE TO TEN CZŁOWIEK MIAŁ WSZYSTKIE ROZKŁADY JAZDY W MAŁYM PALCU I WYNALAZŁ NAM WCZORAJ NAJLEPSZE POŁĄCZENIE Z KOCHINGIEM.

NAGLE WSZYSTKO STAJE SIĘ PROSTE. TEN SPECJALISTA OD PODRÓŻY W KILKA MINUT ROZWIĄZUJE WSZYSTKIE DRĘCZĄCE NAS PROBLEMY KOMUNIKACYJNE. DZIEJE SIĘ TO TAK SZYBKO I PRZYCHODZI AGENTOWI TAK ŁATWO, ŻE TRZYMAJĄCY W RĘKACH BILETY WOMBAT OGLĄDA JE (Z NIEDOWIERZANIEM) STARANNIEJ NIŻ ZAZWYCZAJ PODEJRZEWAJĄC JAKIŚ SZWINDEL. NIE WIEM SKĄD TAKIE PRZECZUCIE…

CZEKAJĄC NA POTWIERDZENIE MIEJSC W INTERESUJĄCYM NAS AUTOBUSIE, STRZELILIŚMY KILKA ZDJĘĆ AGENCJI RAZEM Z JEJ SZEFEM. ŻEBY BYŁO WESELEJ SPOTKALIŚMY TUTAJ HINDUSA, Z KTÓRYM MAPNIK-KARAŚ ROBIŁ SOBIE SELFIKI KILKA DNI WCZEŚNIEJ, KILKASET KILOMETRÓW STĄD. NIE DO WIARY JAKI TEN ŚWIAT JEST MAŁY … 🙂

ŚNIADANIE JEMY TYM RAZEM PRAWIE NA WPROST NASZEJ SYPIALNI – W RESTAURACJI HOTELU MEENAKSHI. MAJĄ TU PYSZNE PLACUSZKI (I INNE INDYJSKIE SZYBKIE DANIA), JEST CZYŚCIUTKO, MILUTKO I TANIO. WODA KOSZTUJE 15 RUPII. NIE TAK JAK USIŁOWANO MI WMÓWIĆ NA TEJ SAMEJ ULICY WCZEŚNIEJ – 40.

TUK-TUKIEM DOJEŻDŻAMY DO PAŁACU THIRUMALAI NAYAKKAR MAHAL.

Z POWSTAŁEGO W XVII w. PAŁACU NIEWIELE POZOSTAŁO. A SZKODA, BO WYGLĄDA NA TO, ŻE MUSIAŁ BYĆ ODJAZDOWY. PODZIELONO GO NA DWIE GŁÓWNE CZĘŚCI – SWARGA (SVARGA) VILASAM (NIEBIAŃSKI PAWILON) I RANGA VILASAM. OBEJMOWAŁY ONE: KRÓLEWSKĄ REZYDENCJĘ, TEATR, ŚWIĄTYNIĘ, POMIESZCZENIA MIESZKALNE, ZBROJOWNIĘ, KRÓLEWSKĄ ESTRADĘ, KWATERY, STAW I OGRÓD. DZIEDZINIEC I SALA TANECZNA SĄ GŁÓWNYM CENTRUM ATRAKCJI PAŁACU. NIEBIAŃSKI PAWILON (SWARGA (SVARGA) VILASAM) BYŁ WYKORZYSTYWANY JAKO SALA TRONOWA.

DZISIAJ DO OGLĄDANIA POZOSTAŁA TYLKO CZĘŚĆ w/w WSPANIAŁOŚCI. OGROMNY WESTYBUL (KOMNATA AUDIENCYJNA) ZWANY SWARGA (SVARGA) VILASAM ROBI NIESAMOWITE WRAŻENIE. OTACZA GO ZE WSZYSTKICH STRON TRZYRZĘDOWA KOLUMNADA O WYSOKOŚCI OKOŁO 12 METRÓW. WYOBRAŻAM SOBIE JAK GWARNE MUSIAŁO BYĆ TO MIEJSCE W CZASACH ŚWIETNOŚCI. SĄDZĘ IŻ NA CAŁEJ POWIERZCHNI (3,700 m²) TEGO WIELKIEGO PATIO MOGŁO SIĘ ZMIEŚCIĆ SPOKOJNIE DOBRZE PONAD 1000 OSÓB. Z TEGO POŁOWA POD ZBAWCZYM, CHRONIĄCYM PRZED KLARĄ ZADASZENIEM.

ARCHITEKTURA JEST MIESZANKĄ RDZENNYCH I ISLAMSKICH FORM. PAŁAC SŁYNIE Z GIGANTYCZNYCH FILARÓW. WYSOKOŚĆ KOLUMN DOCHODZI DO 25 m, A SZEROKOŚĆ 5,8 m. DO OGLĄDANIA POZA DZIEDZIŃCEM JEST JESZCZE KILKA SAL I MAŁA GALERIA RZEŹB NA OTWARTYM POWIETRZU. SĄ TU WŁAŚCIWIE TYLKO MOCNO PODNISZCZONE EROZJĄ KAMIENNE WIZERUNKI RÓŻNYCH HINDUSKICH BÓSTW.

ZE WSPOMNIANYCH WYŻEJ POMIESZCZEŃ JEDNO JEST OWALNĄ I WŁAŚCIWIE PRAWIE PUSTĄ PRZESTRZENIĄ, A DRUGIE – KRÓLEWSKIE AUDYTORIUM (ROYAL AUDITORIUM) NAZYWANE TEŻ SALĄ TAŃCA (DANCE HALL) – BARDZO DUŻĄ, PIĘKNIE OŚWIETLONĄ WPADAJĄCYMI PRZEZ BOGATE KOLORYSTYCZNIE WITRAŻE PROMIENIE SŁOŃCA, SALĄ. WYGLĄDA NA TO, ŻE W POSADZCE BYŁY TU KIEDYŚ SADZAWKI. WARTO ZWRÓCIĆ UWAGĘ NA FANTASTYCZNIE ZDOBIONE STIUKAMI I MALUNKAMI ŚCIANY I SUFIT.
OGLĄDNIĘCIE CAŁOŚCI ZAJMUJE JAKIEŚ 2 GODZINY. WSTĘP 100 RUPOLI. KONIECZNIE TRZEBA TU WEJŚĆ. 🙂  🙂  🙂

SPACERUJĄC PO MIEŚCIE TRAFILIŚMY NA ULICĘ SPRZEDAWCÓW CEBULI I CZOSNKU. WSZĘDZIE ICH WIDAĆ. BOGATSI ZAJMUJĄ NAJCZĘŚCIEJ NIEWIELKIE, O pow. ok. 6 m² KLITKI. NIE MA W NICH ŻADNYCH MEBLI. SKLEPIK TWORZĄ TRZY ŚCIANY – A W MIEJSCU CZWARTEJ OTWÓR, ROBIĄCY ZA WITRYNĘ I ZARAZEM WEJŚCIE – NA NOC ZASTAWIANY JAKIMIŚ RUCHOMYMI PANELAMI I ZAMYKANY. NA ZIEMI GÓRA CEBULI LUB CZOSNKU I WAGA. POŚRÓD TEGO SIEDZI CZŁOWIEK WYTRZEPUJĄCY Z WARZYW ŁUPINY.
BIEDNIEJSI ROBIĄ TO SAMO, TYLE ŻE NA WÓZKACH. CAŁA ULICA USŁANA JEST LILIOWO-RÓŻOWYMI ŁUPINAMI, OD CZASU DO CZASU PRZENOSZONYMI PODMUCHEM RACHITYCZNEGO WIATERKU Z KĄTA W KĄT. NIEZAPOMNIANY WIDOK …

INDIE TO WŁAŚCIWIE NAJWIĘKSZY – NA ZMIANĘ Z CHINAMI – PRODUCENT I KONSUMENT CEBULI NA ŚWIECIE. PRZEZ WIELE LAT PRODUKCJA TEGO WARZYWA BYŁA STEROWANA ODGÓRNIE W OBAWIE PRZED FLUKTUACJĄ CEN I W KONSEKWENCJI MOŻLIWOŚCIĄ POWAŻNYCH ROZRUCHÓW. TERAZ TO SIĘ ZMIENIA. JEDNAK ZASPOKOJENIE KONSUMPCJI TEGO ARTYKUŁU PIERWSZEJ POTRZEBY, NA POZIOMIE 15 mln TON ROCZNIE, WYMAGA DUŻO PRACY. DLATEGO TEŻ ŁAPIE SIĘ ZA NIĄ KAŻDY, KOGO NIE STAĆ NA INNY BUSINESS.

.

MADURAJ – TEMU KOLESIOWI BŁYSKAWICZNIE IDZIE WYRABIANIE CIASTA …

.

IDĄC DALEJ WESZLIŚMY Z MAPNIKIEM NA TROCHĘ DO NIEWIELKIEGO, STAREGO MECZETU JUMA MASJID. ZAGUBIONY W ZAUŁKACH BUDYNEK JEST DOSYĆ TRUDNY DO ZLOKALIZOWANIA, BO LEDWO GO WIDAĆ. NATKNĘLIŚMY SIĘ WEWNĄTRZ NA JAKIEGOŚ MŁODEGO, CHĘTNEGO DO OPOWIEDZENIA KILKU CIEKAWOSTEK, DOTYCZĄCYCH JEGO WIARY I ZWYCZAJÓW PANUJĄCYCH W TEJ ŚWIĄTYNI. CIEKAWE, KRÓTKIE SPOTKANIE ZAKOŃCZYŁO STRZELENIEM KILKU SELFISI Z PAROMA STOJĄCYMI OBOK MECZETU LOKALSAMI.

WIECZOREM POŻEGNAWSZY LEKKO ZDZIWIONĄ NASZYM PRZEDWCZESNYM WYJAZDEM OBSŁUGĘ HOTELOWĄ, STAWILIŚMY SIĘ O UMÓWIONEJ PORZE POD BIUREM PODRÓŻY. HODOWANY PRZEZ CAŁY DZIEŃ, GDZIEŚ W PODŚWIADOMOŚCI WOMBATA DRESZCZYK NIEUFNOŚCI ROZWIAŁO BARDZO SPRAWNE ZAWIEZIENIE NAS NA POBLISKI TERMINAL AUTOBUSOWY. NIESTETY, Z POWODU KORKÓW MUSIELIŚMY PODJECHAĆ JESZCZE KAWAŁEK DALEJ DO TROCHĘ INNEGO MIEJSCA. TUTAJ NASTĄPIŁ LECIUTKI ZGRZYT, GDY OPŁACONY PRZEZ AGENCJĘ TUK-TUKOWIEC ZAŻĄDAŁ ABYŚMY I MY MU ZAPŁACILI. MARZYCIEL … 🙂

ZNALEŹLIŚMY SIĘ NA BARDZO DZIWNYM PRZYSTANKU AUTOBUSOWYM. NAJWYRAŹNIEJ TO JAKAŚ FORMA POŚREDNIA POMIĘDZY TERMINALEM A POSTOJEM DLA AUTOBUSÓW DALEKOBIEŻNYCH. BYŁO DOSYĆ CIEMNO. NIGDZIE NIE WIDZIELIŚMY ŻADNEJ INFORMACJI. CO CHWILĘ NATOMIAST ODJEŻDŻAŁ LUB PODJEŻDŻAŁ KOLEJNY POJAZD.

OBAWY WOMBACIKA WRÓCIŁY. UDAŁO IM SIĘ JAKOŚ WYGRZEBAĆ SPOD PIERZYNY ZAUFANIA, KTÓRE JUŻ NABRAŁA, WIDZĄC SPRAWNĄ ORGANIZACJĘ LOKALNEGO PRZEWOZU ZAPEWNIONĄ PRZEZ BIURO PODRÓŻY.

POWIEDZIANO NAM, ŻEBYŚMY SPOKOJNIE CZEKALI. GDY NASZ TRANSPORT DOJEDZIE KTOŚ NAS NA PEWNO ZNAJDZIE. CZAS DŁUŻYŁ SIĘ NIEPRAWDOPODOBNIE, WZMAGAJĄC NIEPOKÓJ WOMBACIKA. NAGLE ZADZWONIŁ JEJ INDYJSKI TELEFON, I JAKIŚ KOLEŚ SPYTAŁ GDZIE CZEKAMY. USŁYSZAWSZY ODPOWIEDŹ, POINFORMOWAŁ MNIE JAK WYGLĄDA I GDZIE STANIE ZA ok 5 min WYCZEKIWANY PRZEZ NAS AUTOBUS.

FAKTYCZNIE PO CHWILI POJAZD PODJECHAŁ. BARDZO SPRAWNIE ZAŁADOWANO WSZYSTKICH PASAŻERÓW I ICH BAGAŻE. 10 MINUT PÓŹNIEJ BYLIŚMY W DRODZE.

PRZED NAMI PONAD 270 km JAZDA DO ERNAKULAM – NAJBARDZIEJ ROZWINIĘTEJ GOSPODARCZO DZIELNICY KOCZINU. PODRÓŻUJEMY SLEEPEREM. DLA MAPNIKA TO UTRATA DZIEDZICTWA. JESZCZE CZYMŚ TAKIM SIĘ NIE PRZEMIESZCZAŁ. MY Z WOMBATEM PRZERABIALIŚMY TO JUŻ WIELE RAZY. W CAŁEJ AZJI.

MAMY WYGODNE PODWÓJNE ŁÓŻKO NA GÓRZE. JEST TU TAK DUŻO MIEJSCA, ŻE BAGAŻE MIESZCZĄ SIĘ SPOKOJNIE RAZEM Z NAMI. KARASIOWA LEŻANKA ZNAJDUJE SIĘ NA SAMYM KOŃCU POJAZDU. TROCHĘ GO WYTRZĘSIE …

CIEKAWE CZY NADROBIMY OPÓŹNIENIE …

.

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *