29.03.2018 – KOCHIN. DZIEŃ, W KTÓRYM WOMBAT ZACZĄŁ JEŚĆ MAPNIKOWI Z RĘKI …

.
AUTOBUS ZOSTAWIŁ NAS W ERNAKULAM. KOŁO PRZYSTANKU KRĘCIŁO SIĘ KILKU TUK-TUKOWCÓW WĘSZĄC ŁATWĄ ZDOBYCZ. KIEDY OCENIWSZY WIZUALNIE NASZ TRÓJKĄT ZAPODALI CENĘ ZA KURS DO KOCHINU, NATYCHMIAST SPROSTOWAŁEM: NIE CHCEMY KUPOWAĆ ANI TUK-TUKA, ANI KIEROWCY, TYLKO PODJECHAĆ JAKIEŚ 10 km. ZAPROPONOWANA PRZEZE MNIE KWOTA NIE WYWOŁAŁA ENTUZJAZMU WIĘC ODJECHALI. 5 min PÓŹNIEJ SIEDZIELIŚMY W INNYM TUK-TUKOSIE POKONUJĄC TRASĘ ZA ROZSĄDNĄ OPŁATĘ.

NIC NIE REZERWOWALIŚMY W KOCHINIE, LICZĄC NA LEPSZE CENY BEZPOŚREDNIO W INTERESUJĄCEJ NAS NOCLEGOWNI WYBRANEJ WCZEŚNIEJ PRZEZ WOMBATA. NA W RAZIE CZEGO ZROBILIŚMY SOBIE KRÓTKĄ LISTĘ OBIEKTÓW OFERUJĄCYCH NAJCIEKAWSZE SPANIE.

WYBRANE PRZEZ NASZĄ GWIAZDĘ LOGISTYKI MIEJSCE – SOWPARNIKA HERMITAGE – KIEROWCA ODNALAZŁ Z PEWNYM TRUDEM. ALE ZNALAZŁ !!!

NIEŁATWO TU TRAFIĆ. JADĄC KB JACOB RD TRZEBA WYPATRZEĆ NIEWIELKĄ TABLICĘ INFORMACYJNĄ NA ODCHODZĄCEJ OD NIEJ ULICZCE WSKAZUJĄCĄ DROGĘ DO TEJ UKRYTEJ NOCLEGOWEJ WSPANIAŁOŚCI.

MIMO BARDZO WCZESNEJ PORY WŁAŚCICIEL W DRZWIACH POWITAŁ NASZĄ WYMIĘTĄ PO PODRÓŻY TRÓJCĘ. BŁYSKAWICZNIE ZAŁATWILIŚMY FORMALNOŚCI PŁACĄC PO 1500 RUPOLASÓW ZA POKÓJ DWUOSOBOWY Z ŁAZIENKĄ, KLIMĄ I ŚNIADANIEM. NASZA SYPIALNIA MIAŁA WSZYSTKO CO POTRZEBNE PODRÓŻNIKOM. SPORĄ SZAFĘ, STOLIK, KRZESŁA, OGROMNE ŁÓŻKO I STOLICZKI NOCNE.

JADALNIA I OGÓLNIE DOSTĘPNA KUCHNIA Z LODÓWKĄ ZAPEWNIA KOMFORT TYM, KTÓRZY CHCIELIBY SAMI SOBIE PITRASIĆ.

NA SAMYM POCZĄTKU MENAGO POKAZAŁ WISZĄCĄ NA ŚCIANIE MAPĘ OKOLICY, WSKAZUJĄC CIEKAWSZE MIEJSCA I OBJAŚNIAJĄC JAK DO NICH DOJŚĆ. PÓŹNIEJ  ZAPROPONOWAŁ BYŚMY SIĘ ODŚWIEŻYLI, A ON W TYM CZASIE PRZYGOTUJE ŚNIADANIE. PO PROSTU BAJKA !!!

OGARNIĘCI I WYKĄPANI ZESZLIŚMY NA ŚNIADANIE. ZGODNIE Z WCZEŚNIEJSZYM ŻYCZENIEM PODANO LOKALNE ŻAREŁKO. JAKIEŚ PLACUSZKI W MIEJSCE CHLEBA I WEGETARIAŃSKIE DO NICH DODATKI. PYCHOTA. NA POCZĄTEK KILKA ZDECYDOWANIE SŁODKICH NALEŚNIKÓW – TAKI TUTEJSZY SPECJAŁ ŚNIADANIOWY, KTÓRY MY, EUROPEJSCY BARBARZYŃCY ZOSTAWILIŚMY SOBIE NA ZAKOŃCZENIE.

ODPUŚCIŁEM JE SOBIE, BO NIE LUBIĘ SŁODKOŚCI O TEJ PORZE. WOMBAT TEŻ NIE MIAŁ OCHOTY NA NALEŚNIKOSY. WSZYSTKIE WCIĄGNĄŁ MAPNIK-ODKURZACZ, ZOSTAWIAJĄC NASZEJ GWIEŹDZIE KILKA KĘSÓW, KTÓRYMI NA ZAKOŃCZENIE ZACZĄŁ JĄ KARMIĆ RĘKĄ … CIEKAWE CO TO BĘDZIE DALEJ …

PENSJONAT POŁOŻONY JEST OKOŁO KILOMETRA OD CENTRUM. ŁATWO SIĘ DOŃ DOSTAĆ PIESZO LUB TUK-TUKIEM.
RADA: JEŻELI CHCESZ DOTRZEĆ GDZIEKOLWIEK W CENTRUM A NIE CHCE CI SIĘ CHODZIĆ, SPRÓBUJ ZATRZYMAĆ TUK-TUKA I SPYTAJ, CZY NIE PODWIEZIE CIĘ ZA DARMO W ZAMIAN ZA TO, ŻE POZWOLISZ MU ZAWIEŹĆ SIĘ PO DRODZE DO JEDNEGO Z LOKALNYCH SKLEPÓW Z RĘKODZIEŁAMI. WIELU KIEROWCÓW BĘDZIE SZCZĘŚLIWYCH, BO ZA PRZYWIEZIENIE KLIENTA (NIC NIE MUSISZ KUPOWAĆ !) DOSTANIE VOUCHER NA PALIWO.

W CENTRUM PRZY SANTA CRUZ CATHEDRAL BASILICA ŁATWO ZNALEŹĆ KANTORY WYMIANY. WYMIANĘ ROBIĄ TEŻ NIEKTÓRE BIURA PODRÓŻY. OCZYWIŚCIE DOBRZE JEST WEJŚĆ DO KILKU I SPROWADZIĆ, KTO PŁACI NAJLEPIEJ.

PIERWSZE GODZINY W KOCHIN ZESZŁY NAM NA CHAOTYCZNYM SPACERZE PO MIEŚCIE. PRZESZLIŚMY PO ZAWALONEJ STRAGANAMI NADBRZEŻNEJ PROMENADZIE, PRZEBIJAJĄC SIĘ POMIĘDZY OBECNYMI WSZĘDZIE STOISKAMI PAMIĄTKARZY I RYBAKÓW USIŁUJĄCYCH ZNALEŹĆ CHĘTNEGO NA ZACHĘCAJĄCO BŁYSZCZĄCE ŚWIEŻOŚCIĄ OWOCE PORANNEGO POŁOWU.

SAMA PROMENADA WYGLĄDA DOSYĆ INTERESUJĄCO I WARTO JĄ ZALICZYĆ. GORZEJ Z OTOCZENIEM. SZCZEGÓLNIE OD STRONY MORZA. BARDZO SZEROKA MOMENTAMI PLAŻA JEST KOSZMARNIE ZAŚMIECONA. UDERZA TO TYM MOCNIEJ, ŻE KOCHIN SPRAWIA WRAŻENIE CZYSTEGO, SZCZEGÓLNIE GDY PORÓWNAMY GO DO WŁAŚNIE OPUSZCZONEGO PRZEZ NAS TAMIL NADU.

.

KOCHIN – OGLĄDAMY POZOSTAŁOŚCI ARTYLERII FORTU EMANUELA

.

NIEMNIEJ TRZEBA KONIECZNIE ZAHACZYĆ O TĘ CZĘŚĆ MIASTA, BO TUTAJ WŁAŚNIE MIEŚCI SIĘ JEDNA Z NAJSŁYNNIEJSZYCH JEGO ATRAKCJI – OGROMNE tzw. CHIŃSKIE SIECI RYBACKIE.

NIEZWYKŁY ICH WYGLĄD I SPOSÓB DZIAŁANIA ROBI DUŻE WRAŻENIE NA WSZELKIEJ MAŚCI TURYSTACH. TE SIECI ROZPOSTARTE NA BARDZO WYSOKICH BAMBUSOWYCH RUSZTOWANIACH SŁUŻĄ DO PRZYBRZEŻNEGO ODŁOWU. DZIAŁAJĄ NA ZASADZIE DŹWIGU. ZAWIESZONE NA STELAŻU SIATKI OPUSZCZANE SĄ DO WODY. RYBAK ODCZEKUJE JAKIŚ CZAS I W SOBIE TYLKO ZNANYM MOMENCIE “PODRYWA” WOK DO GÓRY. PRZYPUSZCZAM, ŻE ROBI TO O PORANKU. NIE SPRAWDZAŁEM, BO NAJCZĘŚCIEJ WTEDY JESZCZE ŚPIĘ.

OCZYWIŚCIE WYSTARCZY TYLKO ZBLIŻYĆ SIĘ O JAKIEJKOLWIEK PORZE DO POŁOWOWEJ KONSTRUKCJI ODPOWIEDNIO BLISKO, BY ZOSTAĆ ZŁOWIONYM PRZEZ RYBAKÓW BEZ WĘDKI. JEŻELI CHCESZ ZOBACZYĆ DOKŁADNIEJ FUNKCJONOWANIE URZĄDZENIA I ICH PRACĘ, MUSISZ DAĆ SIĘ IM OBŁOWIĆ. NIE PAMIĘTAM ILE CI GOŚCIE KRZYCZĄ, ALE NIE ZAPOMNIJ O OSTRYM TARGOWANIU.

PO POŁUDNIU PODESZLIŚMY DO MIEJSKIEGO CENTRUM KULTUROWEGO GDZIE KUPILIŚMY BILETY NA POKAZY LOKALSÓW DEMONSTRUJĄCYCH WALKI W SŁYNNYM TUTEJSZYM STYLU – KALARIPPAYAT. PRAWIE GODZINNY POKAZ W GREENIX VILLAGE UWAŻAM ZA MAŁO CIEKAWY. UDZIAŁ W NIM WZIĘŁO 3 MĘŻCZYZN. ALE WŁAŚCIWIE TYLKO DWOJE Z NICH NAPRAWDĘ WALCZYŁO. OGLĄDANE NA NIEWIELKIEJ ARENIE POJEDYNKI PRZYPOMINAJĄ WALKI W ZURKHANEHACH (DOMACH SIŁY) OGLĄDANE W IRANIE. POZA KILKOMA INTERESUJĄCYMI RODZAJAMI BRONI KOLESIE NIE ZAPREZENTOWALI NICZEGO ODKRYWCZEGO. WSTĘP 350 RUPII. DLA AMATORÓW MARKOWANYCH WALK O HISTORYCZNYM PODŁOŻU. DOBRE DLA CHŁOPCÓW OD 8 LAT.

DODATKIEM DO w/w WYSTĘPÓW JEST MOŻLIWOŚĆ WSTĘPU DO NIEWIELKIEGO NIBY MUZEUM, NIBY GALERII, GDZIE ZOBACZYĆ MOŻNA TROCHĘ RÓŻNYCH STROJÓW PLEMIENNYCH. ZDECYDOWANIE CIEKAWSZE OD WALCZĄCYCH KOLESI.

WŁÓCZĘGA PO ROZLEGŁYM, NADBRZEŻNYM TERENIE ZAJĘŁA NAM SPORO CZASU. ZACZĘŁO ROBIĆ SIĘ CIEMNO. TRZEBA COŚ WCIĄGNĄĆ.

KOLACJĘ POSTANOWILIŚMY ZJEŚĆ W JEDNEJ Z KNAJPEK NA PLAŻY – SEA BREEZE CAFE. ŚWIEŻE RYBY I OWOCE MORZA KUSIŁY WYGLĄDEM I ZAPACHEM.

PRZYGOTOWYWANIE WYBRANYCH PRZEZ NAS DAŃ ZAJĘŁO SPORO CZASU. CZEKAJĄC PODZIWIALIŚMY ZACHÓD SŁOŃCA NAD SZEROKĄ TUTAJ PLAŻĄ. NIESTETY KLARA ROZMYWAŁA SIĘ NA BEZCHMURNYM, PRZYMGLONYM NIEBIE. ALE I TAK WIDOK WIELBŁĄDA KURSUJĄCEGO TAM I Z POWROTEM Z CHĘTNYMI NA GRZBIECIE, NA TLE OCEANU SKĄPANEGO W RACHITYCZNYM ŚWIETLE OSTATNICH PROMIENI SŁONECZNYCH, TO DOBRA SCENERIA DLA RYBNEJ KOLACJI.

CENA 500 RUPOLI OD ŁBA. PODANE DANIA PRZECIĘTNE. SMACZNE, ALE MIMO WSZYSTKO CZEGOŚ IM BRAKOWAŁO. MOŻE ORZEŹWIAJĄCEGO WARZYWA TYPU OGÓREK, CEBULA, PAPRYKA CZY POMIDOR?

ALE DZIĘKI TEMU NIE POWINNIŚMY MIEĆ SRACZKI …

.

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *