30.03.2018 – KOCHIN. ROZLEWISKA KARELII W WIELKI PIĄTEK

.
ŚNIADANIE PRZYRZĄDZIŁA NAM – JAK WYWNIOSKOWALIŚMY – CÓRKA SZEFA. ŁAGODNA O UJMUJĄCYM UŚMIECHU MŁODA KOBIETA.

PODAŁA GNIAZDKA MAKARONU Z SOSEM Z CIECIORKI. DWA SKŁADNIKI, KTÓRE BARDZO, BARDZO LUBIĘ. POŁĄCZENIE DLA NAS EUROPEJCZYKÓW NIECODZIENNE. DO TEGO MOŻNA BYŁO ZROBIĆ SOBIE TOSTY Z MASŁEM, DŻEMEM, KAWĘ, HERBATĘ.

DZISIAJ KOLEJNA ATRAKCJA KERALIROZLEWISKA.

CAŁODNIOWĄ WYCIECZKĘ ZA CENĘ 750 RS OD OSOBY KUPUJEMY W NASZYM HOTELU. Z TEGO, CO SIĘ ORIENTUJĘ CENA NIE JEST ZŁA, A CHODZIĆ I SZUKAĆ CZEGOŚ INNEGO NIŻ TO CO OFERUJĄ W HOTELU, NIE MA SENSU.

SAMOCHÓD ZABIERA NAS WRAZ Z INNYMI UCZESTNIKAMI WYCIECZKI I DOWOZI DO MIEJSCA NAD WODĄ GDZIE WSIADAMY NA ŁÓDKI.

PŁYNIEMY PODZIWIAJĄC KRAJOBRAZ, ZWISAJĄCE GAŁĘZIE DRZEW, KRZEWY. ROZLEWISKA W TEJ CZĘŚCI KERALI MOŻE NIE SĄ NAJPIĘKNIEJSZE, ALE WARTO JE ZOBACZYĆ, SZCZEGÓLNIE JAK KTOŚ NIE WIDZIAŁ. MNIE PRZYPOMINAŁY ONE TAKIE ESKAPADY Z MALEZJI I AMAZONII.

W TRAKCIE REJSU PRZYBIJAMY DO MAŁEJ OSADY. JEJ MIESZKAŃCY ZAJMUJĄ SIĘ WYTWARZANIEM SZNURKA Z KOJRY. ŁUPINA KOKOSA MA BRĄZOWE OWŁOSIENIE, I WŁAŚNIE Z TYCH NITEK ZWIJANYCH RAZEM WYTWARZA SIĘ SZNUREK. MIEJSCOWI POKAZUJĄ PROCES SKRĘCANIA WŁÓKIEN. BARDZO CIEKAWE, BIORĄC POD UWAGĘ JAK PRYMITYWNE URZĄDZENIA DO TEGO STOSUJĄ.

.

ROZLEWISKA KERALI – SPOTKANIE Z RODAKAMI

.

PO DALSZYM KRÓTKIM REJSIE SERWOWANY JEST LUNCH.

NA ŚRODKU ZALESIONEJ ŁĄKI STOJĄ DŁUGIE STOŁY Z ŁAWKAMI POD ZADASZENIEM. WSZYSCY DOSTAJEMY NA DUŻYM TALERZU Z LIŚCIA BANANOWCA RYŻ, SOSY, WARZYWA. MOŻLIWE SĄ DOKŁADKI. JEDZENIE JEST ZNAKOMITE.

POTEM DALSZY REJS. KOŃCZYMY OKOŁO 16-tej. CZEKA NA NAS AUTOBUS, KTÓRYM DOJEŻDŻAMY W OKOLICE NASZEGO PENSJONATU.

CHCĄC DOSTAĆ SIĘ DO CENTRUM PADAMY OFIARĄ DZIWNEGO PROCEDERU PANUJĄCEGO TUTAJ. NIEKTÓRZY RIKSZARZE ZAWIOZĄ CIĘ GDZIE CHCESZ ZA DARMO, POD WARUNKIEM ŻE NAJPIERW DASZ SIĘ PODRZUCIĆ DO JEDNEGO Z WIELU SKLEPÓW Z WYROBAMI REGIONALNYMI. POBĘDZIESZ TAM CHWILKĘ, OBEJRZYSZ TOWAR, POGADASZ. MOŻE COŚ KUPISZ, A MOŻE NIE. LICZY SIĘ FAKT WSADZENIA KLIENTA DO SKLEPU.

POMNI NA WCZEŚNIEJSZE DOŚWIADCZENIA ZACZYNAMY SZUKAĆ TRANSPORTU DO BANGALORE. WCHODZIMY DO AGENCJI PODRÓŻY. DOWIADUJEMY SIĘ, ŻE SĄ FERIE SZKOLNE. KOŃCZĄ SIĘ 2 MARCA. W MIĘDZYCZASIE JEST WIELKANOC I ŚWIĘTO MUZUŁMAŃSKIE. SKLEPY BĘDĄ POZAMYKANE. MOŻEMY MIEĆ PROBLEM Z POCIĄGIEM, BO BILETY DAWNO ZOSTAŁY WYPRZEDANE. BILETÓW NA AUTOBUS W ZASADZIE TEŻ MOŻEMY NIE DOSTAĆ. SYTUACJA POTWIERDZA TO, CO JUŻ NAM RANO PRZEPOWIADAŁ PRZEMIŁY WŁAŚCICIEL NASZEGO PENSJONATU.

CHODZIMY PO ULICZKACH FORTU KOCZIN. WSZYSTKO ŁADNIE OŚWIETLONE, ULICZKI CZYSTE. MNIEJSZE I WIĘKSZE SKLEPY Z UBRANIAMI, SZALAMI, TORBAMI, WYROBAMI RZEMIEŚLNICZYMI, PERFUMAMI – CZYLI Z TYM, CO MOŻE KUPIĆ TURYSTA. DO TEGO RESTAURACJE. MNIEJ LUB BARDZIEJ EKSKLUZYWNE. PRZY CZYM EKSKLUZYWNOŚĆ CHYBA GŁÓWNIE OPIERA SIĘ NA CENIE JEDZENIA. NIEKIEDY MENU ZACHĘCAJĄCO ZNAJDUJE SIĘ PRZED LOKALEM.

ZDECYDOWANY KONTRAST Z POZOSTAŁĄ CZĘŚCIĄ KRAJU. NIE TYLKO POD WZGLĘDEM CZYSTOŚCI, ALE TEŻ INNEJ ZABUDOWY, INNYCH SKLEPÓW, RESTAURACJI. BRAKUJE TAK CHARAKTERYSTYCZNEJ DLA INDII, KOLOROWEJ, ZATŁOCZONEJ ULICY Z BIEDAKAMI, ŻEBRAKAMI, KRAMAMI. W SAMYM FORCIE – JAK NAM POWIEDZIAŁ NASZ PENSJONATOWY MENAGO – JEST TRZYNAŚCIE POZOSTAJĄCYCH W ZGODZIE ZE SOBĄ RELIGII.

W KOLEJNEJ AGENCJI PODRÓŻY NAPOTYKAMY NA BARDZO SYMPATYCZNĄ DZIEWCZYNĘ. SZUKA DLA NAS, TAK JAK INNI POŁĄCZENIA Z KOCHINU. ZNAJDUJE TRZY OSTATNIE BILETY NA AUTOBUS TYPU SLEEPER JADĄCY DO BANGALORE W DNIU 3 MARCA ORAZ DOŚĆ DALEKIE MIEJSCA NA LIŚCIE OCZEKUJĄCYCH NA POCIĄG W TYM SAMYM DNIU. WCZEŚNIEJ NIC NIE MA.

BAZYLIKA SANTA CRUZ STANOWI JEDEN Z CENTRALNYCH PUNKTÓW FORTU KOCZIN. BIAŁY BUDYNEK POSADOWIONY NA DUŻYM PLACU, OTOCZONY MUREM.

JEST WIELKI PIĄTEK. WCHODZIMY NA OŚWIETLONY DZIEDZINIEC BAZYLIKI. PRZED KOŚCIOŁEM, KTÓREGO DRZWI SĄ OTWARTE, USTAWIONO KRZESŁA. SIEDZĄ NA NICH WIERNI. WCHODZIMY DO ŚRODKA. WEWNĄTRZ, W CZĘŚCI GDZIE ZNAJDUJE SIĘ OŁTARZ, SPOCZYWA NATURALNEJ WIELKOŚCI FIGURA JEZUSA, KTÓREJ WIERNI SKŁADAJĄ HOŁD. SPOGLĄDAMY NA FIGURĘ CHRYSTUSA, DO KTÓREJ PODCHODZĄ TŁUMNIE LUDZIE. POTEM OPUSZCZAMY BAZYLIKĘ I OBCHODZIMY JĄ WOKÓŁ.

NA KOLACJĘ IDZIEMY DO KRISHNA KRIPA SEAFOOD RESTAURANT MIESZCZĄCEJ SIĘ NAPRZECIWKO KOŚCIOŁA. SIEDZIMY NA PIĘTERKU, SKĄD JEST WIDOK NA TONĄCY W CIEPŁYM ŚWIETLE KOŚCIÓŁ.

CAŁĄ KOLACJĘ TOWARZYSZY NAM PRZEPIĘKNY ŚPIEW DOCHODZĄCY Z BAZYLIKI. PIEŚNI ŚPIEWA RAZ KOBIETA RAZ MĘŻCZYZNA. SĄ POWAŻNE I NOSTALGICZNE ALE NIE BUDZĄ SMUTKU, RACZEJ ZACHWYT.

.

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *