31.03.2018 – CO INTERESUJĄCEGO MOŻNA ZOBACZYĆ W KOCZIN

.

KOLEJNY RAZ ZNAKOMITE ŚNIADANIE. DOSTAJEMY PLACEK, KTÓRY ZŁOŻONY W POŁOWIE MA NADZIONKO Z ŻÓŁTĄ PASTĄ Z KARTOFLI.

PO ŚNIADANIU PYTAMY NASZEGO WŁAŚCICIELA CZY MOGLIBYŚMY JUTRO DOSTAĆ NA ŚNIADANIE JAJKA NA TWARDO.
TŁUMACZYMY, JAKIE SĄ POLSKIE ZWYCZAJE WIELKANOCNE. MÓWIMY O DZIELENIU SIĘ JAJKIEM I JEDZENIU WĘDLIN, GŁÓWNIE SZYNKI. POJĘCIE SZYNKI JEST MU ZUPEŁNIE OBCE, ALE PYTA CZY JEST TO PROSIAK. KIEDY POTWIERDZAMY, MÓWI, ŻE MOŻE KUPIĆ DLA NAS TAKIE MIĘSO. PRZYSTAJEMY Z OCHOTĄ. JAK ŚWIĘTA TO ŚWIĘTA.

MAMY DZISIAJ AMBITNY I POWAŻNY PLAN ZWIEDZANIA. PAŁAC, PRALNIA, DZIELNICA ŻYDOWSKA. PRZEDTEM JEDNAK JAZDA DO ERNAKULAM, NA DWORZEC KOLEJOWY. TRZEBA SPRAWDZIĆ CZY NIE MA BILETÓW. AGENCYJNE KOMPUTERY NIE WIDZĄ WSZYSTKIEGO.

WYCHODZIMY Z NASZEGO WILLOWEGO ZAUŁKA PROWADZĄCEGO DO GŁÓWNEJ ULICY, GDZIE ŁAPIEMY GOTOWEGO ZAROBIĆ MŁODEGO CZŁOWIEKA Z JEGO TUK-TUKIEM. USTALAMY ZA TRASĘ NA DWORZEC W ERNAKULAM, POWRÓT, JAZDĘ DO PAŁACU, KILKU ŚWIĄTYŃ, PRALNI I ŻYDOWSKIEJ DZIELNICY KWOTĘ 600 RS.

NA DWORCU NAJPIERW PYTAMY O BILETY W KASIE, ALE ZOSTAJEMY SKIEROWANI DO BUDYNKU BIURA PRZEDSPRZEDAŻY.
SPRAWA PRZEDSTAWIA SIĘ CZARNO. NIC NIE MA. A DO TEGO PO POWROCIE NA PARKING OKAZUJE SIĘ, ŻE POLICJA PRZYCZEPIŁA SIĘ DO NASZEGO KIEROWCY ZA TO, ŻE STAŁ PONOĆ W NIEDOZWOLONYM MIEJSCU. PIETRUSZKA RATOWAŁ GO JAK MÓGŁ W DYSKUSJI Z POLICJANTAMI.

WRACAMY DO FORTU. NAJPIERW DO AGENCJI PODRÓŻY OBSŁUGIWANEJ PRZEZ “NASZĄ” DZIEWCZYNĘ. NA SZCZĘŚCIE MA JESZCZE TE TRZY OSTATNIE BILETY NA SLEEPER, O KTÓRYCH MÓWIŁA WCZORAJ. KUPUJEMY JE NATYCHMIAST, PRZY OKAZJI PYTAJĄC SIĘ O DOBRĄ RESTAURACJĘ, WYMIANĘ WALUT, CO I KIEDY BĘDZIE ZAMKNIĘTE W ŚWIĘTA.

W KOŃCU ZACZYNAMY OGLĄDAĆ ZABYTKI FORTU KOCZIN.

JAKO PIERWSZY KOŚCIÓŁ Św. FRANCISZKA Z GROBEM VASCO DA GAMA. W GROBIE JUŻ GO NIE MA, ALE WYTARTA PŁYTA NAGROBNA INFORMUJE, ŻE TO TU ZOSTAŁ POCHOWANY WIELKI PODRÓŻNIK. KOŚCIÓŁ JEST NAJSTARSZĄ ZBUDOWANĄ PRZEZ EUROPEJCZYKÓW ŚWIĄTYNIĄ KATOLICKĄ W INDIACH.

TRAFILIŚMY TAKŻE DO KOŚCIOŁA DŻINISTÓW – SREE VARDHMAN STHANAKVASI. CIEKAWY I ŁADNY KOMPLEKS.
TURYŚCI SĄ TU RYGORYSTYCZNIE TRAKTOWANI PRZEZ PRZEWODNICZKĘ PO ŚWIĄTYNI. OPROWADZAJĄCA KOBIETA NIE DOPUSZCZA ŻADNEGO KROKU W BOK; ZATRZYMANIA; ZADUMY; NIC PONAD TO, CO SAMA UWAŻA ZA WŁAŚCIWE. MOŻNA SIĘ ZATRZYMAĆ PRZED JAKIMŚ ELEMENTEM ŚWIĄTYNI TYLKO NA TAKI CZAS NA JAKI ONA POZWALA. TRZEBA IŚĆ TRASĄ WYZNACZONĄ PRZEZ NIĄ I ANI KROKU W LEWO ANI W PRAWO. POTEM MASZ OBEJRZEĆ STADO GOŁĘBI. MA TO BYĆ NIESPODZIANKA. ZBUNTOWALIŚMY SIĘ SZYBKO, ALE POZOSTAŁ NIESMAK. UDAŁO NAM SIĘ JEDNAK TROCHĘ POBYĆ W TEJ ŚWIĄTYNI, POCZUĆ ATMOSFERĘ, GŁÓWNIE ZA SPRAWĄ RYTUAŁÓW, JAKIE WYKONYWALI NIELICZNI MODLĄCY SIĘ WIERNI.

CIEKAWĄ RZECZĄ SĄ PRALNIE – DHOBI KHANA. ZOSTAŁY POSTAWIONE W LATACH 20-tych XX w. I FUNKCJONUJĄ DO DZISIAJ.

.

KOCHIN – STARA MIEJSKA PRALNIA – DHOBI KHANA

.

W SPECJALNIE ZBUDOWANYCH DO TEGO CELU POMIESZCZENIACH, MAJĄCYCH KSZTAŁT CELI ZE ZBIORNIKIEM WODNYM, SPROWADZONA LUDNOŚĆ (WANNANOWIE (VANNAN)) ZA POMOCĄ RĄK I NÓG PRAŁA UNIFORMY RÓŻNYCH ARMII.

ZA PRALNIAMI NA PRZYLEGAJĄCYM TERENIE SUSZONO PRANIE. Z PRZODU OTWARTY BUDYNEK SŁUŻĄCY DO PRZYJMOWANIA I SEGREGOWANIA PRANIA, ALE PRZEDE WSZYSTKIM DO PRASOWANIA. CAŁY CZAS UWIJAJĄ SIĘ TU LUDZIE. NAPUSZCZAJĄ WODĘ DO ZBIORNIKÓW; NAMACZAJĄ; PIORĄ, POKAZUJĄC JEDNOCZEŚNIE TURYSTOM JAK TO ROBIĄ. PRASUJĄ. PRADAWNE, CIĘŻKIE ŻELAZKA SZYBKO PRZESUWAJĄ SIĘ PO MATERIALE. NIE INACZEJ WYGLĄDAŁO TO WIEKI TEMU.

NASTĘPNIE PAŁAC MATTANCHERRY (PALACE). PIĘTROWY BUDYNEK Z PRZESTRONNYMI, TROCHĘ PUSTYMI SALAMI, ALE ZA TO NA ŚCIANACH MALOWIDŁA ZE SCENAMI Z EPOSÓW HINDUSKICH RAMAJANY, MAHABHARATY.

DZIELNICA ŻYDOWSKA TO ULICZKI PEŁNE SKLEPÓW, SKLEPIKÓW. JEDNE Z CYNAMONEM, KARDAMONEM, GAŁKĄ MUSZKATOŁOWA, INNYMI PRZYPRAWAMI, KAWĄ, HERBATĄ. INNE Z SZALAMI, BLUZKAMI, SUKNIAMI, NARZUTAMI, TOREBKAMI.

NIESTETY SPÓŹNILIŚMY SIĘ DOSŁOWNIE 15 MINUT I SYNAGOGA BYŁA JUŻ ZAMKNIĘTA.

CHODZĄC PO ULICZKACH DZIELNICY WESZLIŚMY DO GINGER HOUSE. TO PIĘKNA RESTAURACJA, W KTÓREJ UCZTA CIAŁA WIĄŻE SIĘ Z UCZTĄ DUCHA. GOŚCI WITAJĄ DZIEŁA SZTUKI, ANTYKI. TOWARZYSZĄ IM TAKŻE PRZY JEDZENIU. NAJWIĘKSZYM ZAINTERESOWANIEM CIESZY SIĘ GIGANTYCZNA ŁÓDŹ W KSZTAŁCIE WĘŻA.

Z DZIELNICY ŻYDOWSKIEJ WRACAMY PIECHOTĄ. 4 KILOMETROWY SPACER.

WIECZOREM, W JEDNYM Z DWÓCH DELIKATESOWYCH SKLEPÓW SPOŻYWCZYCH, KUPUJEMY DWIE KONSERWY MIĘSNE Z MYŚLĄ O ŚNIADANIU WIELKANOCNYM. JEDNA TO COŚ NA KSZTAŁT NASZEJ MIELONKI, DRUGA TO PARÓWKI. TRAKTUJEMY JE JAKO SZYNKĘ KONSERWOWĄ I PYSZNE KIEŁBASKI. PRZYSZŁOŚĆ POKAŻE.

KOLACJĘ JEMY W POLECANEJ MARY’S KITCHEN. JEDZENIE JEST BARDZO DOBRE.

.

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *