31.03.2018 – FORT KOCHIN. CZY UBRANIE VASCO DA GAMY TEŻ PRANO W DHOBI KHANA?

.

NAJEDZENI LEKKIM INDYJSKIM ŚNIADANIEM WYSZLIŚMY PRZED PENSJONAT ZŁAPAĆ CHĘTNEGO NA ZAROBIENIE KILKU STÓWEK.

CHCIELIŚMY ZROBIĆ NIETYPOWĄ OBJAZDÓWKĘ. JEJ NIECODZIENNOŚĆ POLEGAŁA NA TYM, ŻE PRZED POKAZANIEM NIEZNANYCH NAM ATRAKCJI HISTORYCZNYCH KOCHINU, ZMOTORYZOWANY PRZEWODNIK MUSIAŁ PODJECHAĆ DO ODLEGŁEGO O JAKIEŚ 10 km ERNAKULAM.

SZUKANIE CHĘTNEGO NIE TRWAŁO DŁUGO. JUŻ DRUGI ZATRZYMANY TUK-TUKOWIEC ZGODZIŁ SIĘ NA NASZĄ OFERTĘ. ZA 600 RUPOLI + OBIETNICĘ WEJŚCIA DO JEDNEGO Z SKLEPÓW SPRZEDAJĄCYCH LOKALNE PAMIĄTKI, ZBILIŚMY CENĘ O 1/3.

NA DWORCU W ERNAKULAM ZROBIŁO SIĘ MAŁE ZAMIESZANIE, BO KIEROWCA ZAPARKOWAŁ TUK-TUKOSA PONOĆ  W NIEDOZWOLONYM MIEJSCU. TRZEBA BYŁO RATOWAĆ GOŚCIA Z RĄK POLICJI, MĘCZONEGO PRZEZ NIĄ BEZ SENSU. PO MOJEJ INTERWENCJI W KOMISARIACIE DALI CHŁOPAKOWI SPOKÓJ.

PRZEDSPRZEDAŻ BILETÓW KOLEJOWYCH – PODOBNIE JAK W MADURAJU – PROWADZĄ KASY W OSOBNYM BUDYNKU. NA WPROST DWORCA.

MIMO NAJLEPSZYCH CHĘCI, GOSTEK W OKIENKU DO KTÓREGO PODESZLIŚMY NIC SENSOWNEGO NIE POTRAFIŁ DLA NAS ZNALEŹĆ. TRZEBA BYŁO WRACAĆ DO KOCHIN, I JAK NAJSZYBCIEJ REZERWOWAĆ BILETY NA AUTOBUS DO BANGALORE, POLECANY NAM DZIEŃ WCZEŚNIEJ W LOKALNYM BIURZE PODRÓŻY. SPRAWNIE TO POSZŁO. MOGLIŚMY ROZPOCZĄĆ ZWIEDZANIE.

W TYM MAŁO ZNANYM MIEŚCIE, BRONIONYM LATA TEMU PRZEZ POTĘŻNY FORT JEST NIEWIELKI KOŚCIÓŁ Św. FRANCISZKA Z KAMIENIEM NAGROBNYM VASCO DA GAMY. SAMA ŚWIĄTYNIA, PIERWSZY KATOLICKI KOŚCIÓŁ W INDIACH JEST SPOKO, ALE TO POZOSTAŁOŚCI PO JEDNYM Z NAJWIĘKSZYCH ODKRYWCÓW I PIRATÓW W HISTORII PRZYCIĄGA TŁUMY. OGLĄDANIE NIE ZAJMIE WIĘCEJ NIŻ 15 min. OCZYWIŚCIE BEZ MODLITWY (-:

ŚWIĄTYNIA DŻINISTÓW, SREE VARDHMAN STHANAKVASI LEŻY TROCHĘ NA UBOCZU. WEJŚCIE TYLKO DLA TYCH, KTÓRZY SĄ ODPOWIEDNIO UBRANI. FACECI MUSZĄ BYĆ OWINIĘCI W DHOTI. ABSOLUTNY ZAKAZ ROBIENIA ZDJĘĆ, EGZEKWOWANY JEST PRZEZ BARDZO NIEPRZYJEMNĄ BABĘ. BABSKO CAŁY CZAS PATRZY WSZYSTKIM NA RĘCE I STROFUJE. A TO ZA ZBYT BLISKIE PODEJŚCIE DO JAKIEGOŚ BÓSTWA, A TO ZA STANIE BOKIEM DO CZEGOŚ. UPIERDLIWY BABSZTYL DOCZEKAŁ SIĘ WRESZCIE TEGO NA CO ZASŁUŻYŁA. POWIEDZIAŁEM JEJ ŻEBY SPRÓBOWAŁA ODNOSIĆ SIĘ DO NAS Z WIĘKSZYM SZACUNKIEM. OBRAŻONA ODESZŁA.

.

KOCHIN – PRZED ŚWIĄTYNIĄ DŻINISTÓW, SREE VARDHMAN STHANAKVASI

.

ŚWIĄTYNIA NIE JEST DUŻA. KIEDY TAM BYLIŚMY LUDZI KRĘCIŁO SIĘ PO NIEJ NIEWIELU. CIEKAWOSTKĄ SĄ WYLATUJĄCE STĄD CHMARAMI, O OKREŚLONEJ PORZE GOŁĘBIE. CAŁOŚĆ INTERESUJĄCA I WARTA ZOBACZENIA. WYSTARCZY 30 min.

KOLEJNĄ ZDECYDOWANIE WARTĄ ZOBACZENIA CIEKAWOSTKĄ JEST STARA MIEJSKA PRALNIA – DHOBI KHANA. PRAWDĘ POWIEDZIAWSZY, Z MOJEGO PUNKTU WIDZENIA TO ABSOLUTNY MEGA HICIOR KOCHINU.

NA DOSYĆ DUŻY, 3 AROWY OBSZAR NIEDALEKO CENTRUM (VELI STREET), KRÓL KOCHINU SPROWADZIŁ Z COIMBATORE I TIRUNELVELI WANNANÓW (VANNAN) – TAMILSKI LUD NIE POSIADAJĄCY ZIEMI, OD WIEKÓW TRADYCYJNIE ZAJMUJĄCY SIĘ PRANIEM I ZWIĄZANYMI Z NIM USŁUGAMI. STWORZYŁ W TEN SPOSÓB tzw. VELI MAIDAN – PRALNIĘ GDZIE POCZĄTKOWO CZYSZCZONO GŁÓWNIE UNIFORMY WOJSK HOLENDERSKICH I PONOĆ PORTUGALSKICH. NAZWA DHOBI KHANA, ISTNIEJE DOPIERO OD r. 1975 (NIEKTÓRE ŹRÓDŁA PODAJĄ 76). WTEDY TO O 10 ARÓW ZMNIEJSZONO POWIERZCHNIĘ “PRALNI”, BUDUJĄC NA JEJ GRUNTACH STADION.

CAŁOŚĆ SKŁADA SIĘ Z TRZECH CZĘŚCI: PRASOWALNI, PRALNI I SUSZARNI.

NAJWAŻNIEJSZA TO OCZYWIŚCIE PRALNIA. TWORZY JĄ CIĄG PONAD 40 SWEGO RODZAJU MUROWANYCH BOKSÓW USTAWIONYCH W DWÓCH RZĘDACH TYŁEM DO SIEBIE, OPARTYCH NA WSPÓLNEJ ŚCIANIE. KAŻDY Z NICH ZAJMUJE NA MOJE OKO 4, MOŻE 5 m² I POSIADA DOSTĘP DO WODY ORAZ KANALIZACJI. ICH SUROWE, SOLIDNE WNĘTRZA ZBUDOWANO Z KAMIENI LUB CEGIEŁ POKRYWAJĄC JE JAKĄŚ ZAPRAWĄ. POMIESZCZENIA NIE MAJĄ ANI DRZWI, ANI OKIEN. DOMINUJĄ TU MĘŻCZYŹNI. NAMACZAJĄ STOSY BRUDNYCH RZECZY W ODPOWIEDNIM ROZTWORZE, RĘCZNIE JE PÓŹNIEJ SZORUJĄC NA TARKACH. MOCNIEJ PRZYBRUDZONE RZECZY PO NAMOCZENIU UDERZANE SĄ SILNIE O SPECJALNIE UFORMOWANY WYSTĘP. TO CIĘŻKA PRACA W NIEFAJNYCH WARUNKACH.

PRALNIA LEŻY POMIĘDZY SUSZARNIĄ A PRASOWALNIĄ. SUSZARNIA TO DUŻY KAWAŁ ZIEMI, Z LASEM POŁĄCZONYCH SZNURKIEM BAMBUSOWYCH DRĄŻKÓW. TRZEPOCZĄ TU NA WIETRZE W OCZEKIWANIU NA WYSCHNIĘCIE ROZWIESZONE KAWAŁKI TKANIN O RÓŻNYM PRZEZNACZENIU. WIĘKSZOŚĆ Z NICH PORAŻA PODKRĘCONĄ SŁOŃCEM BIELĄ. CIEKAWOSTKĄ JEST FAKT NIE UŻYWANIA ŻADNYCH KLIPÓW, CHRONIĄCYCH WISZĄCE RZECZY PRZED SILNIEJSZYMI PODMUCHAMI WIATRU.

MIEJSCE SŁUŻĄCE DO PRASOWANIA JEST DŁUGIM ZADASZONYM PROSTOKĄTEM. PRZEWAŻAJĄ W NIM RÓWNIEŻ MĘŻCZYŹNI. KAŻDY PRACUJĄCY MA SWOJE WŁASNE STANOWISKO. PRAWIE WSZYSCY UŻYWAJĄ STARYCH, DOBRYCH ŻELAZEK NA WĘGIEL DRZEWNY. ELEKTRYCZNE NAJWYRAŹNIEJ NIE CIESZĄ SIĘ DOBRĄ OPINIĄ. ALBO SĄ ZA DROGIE …

NAJWIĘKSZE ZAINTERESOWANIE TURYSTÓW WZBUDZAJĄ PRACUJĄCY W TEJ KOOPERATYWIE LUDZIE. WIELE RODZIN ZNAJDUJE TU ZAJĘCIE OD POKOLEŃ. ALE RACZEJ NIE WIDAĆ MŁODYCH.

JEŚLI LUBISZ FOTOGRAFOWAĆ PRACUJĄCYCH LUDZI, MUSISZ ZAJRZEĆ DO DHOBI KHANA NA DŁUŻEJ. SZCZEGÓLNIE FAJNE FOTY MOŻNA STRZELIĆ PRACZOM. STRUGI WODNYCH KROPEL ROZBRYZGUJĄCYCH SIĘ W KOŁO, GDY Z ROZMACHEM UDERZAJĄ PRANĄ WŁAŚNIE RZECZĄ O KAMIENNE OCEMBROWANIE ZBIORNIKA WODNEGO, TWORZĄ BŁYSKAJĄCĄ W SŁOŃCU POŚWIATĘ. WARTE UWIECZNIENIA. 🙂 🙂 🙂
NA STARANNE OBEJRZENIE CAŁOŚCI Z SESJĄ FOTO WYSTARCZY 60 MINUT. WSTĘP WOLNY.

PODJECHALIŚMY POD KOLEJNĄ ŚWIĄTYNIĘ – COCHIN THIRUMALA DEVASWOM. ZNOWU JEDNAK – BĘDĄC NIEWIERNYMI, ZOSTALIŚMY POWSTRZYMANI PRZED JEJ SPENETROWANIEM. I TO CAŁKOWITYM. NIE DAŁO SIĘ NAWET NA MOMENT WEJŚĆ DO ŚRODKA.

PRZED ŚWIĄTYNIĄ JEST SPORY ZBIORNIK WODNY OTOCZONY ZIELSKIEM. DWA – ROZUMIEM ŚWIĄTYNNE SŁONIE – SPOKOJNIE KONSUMOWAŁY WSZYSTKO CO ICH TRĄBY UZNAŁY ZA SMACZNE.

MIMO BRAKU MOŻLIWOŚCI WEJŚCIA DO ŚRODKA WARTO ZOBACZYĆ CHOCIAŻBY PASĄCE SIĘ SŁONIE. WIĘKSI SZCZĘŚCIARZE MOGĄ TEŻ TRAFIĆ NA JAKIEŚ TUTEJSZE ŚWIĘTO.

PAŁAC MATTANCHERRY (PALACE) BYŁ OSTATNIM MIEJSCEM DZISIEJSZEJ TUK-TUKOWEJ WYCIECZKI. TUTAJ POŻEGNALIŚMY KIEROWCĘ I WESZLIŚMY DO POSTAWIONEGO PRZEZ PORTUGALCZYKÓW ok. 1555 r. BUDYNKU.

PRZYWITAŁY NAS CIEMNE WNĘTRZA I OBSŁUGA PILNUJĄCA BY KTOŚ NIE PSTRYKNĄŁ FOTY “SKARBOM” UKRYTYM W TYM ZANIEDBANYM MIEJSCU. PRZYPUSZCZAM, ŻE ZAKAZ FOTOGRAFOWANIA MA UKRYĆ WYRAŹNIE WIDOCZNE BRAKI I PROBLEMY WYNIKAJĄCE Z NIEDOINWESTOWANIA. MIMO TO ZDECYDOWANIE TRZEBA TU PRZYJŚĆ I PRZESPACEROWAĆ SIĘ PO NIEDUŻYM MUZEUM. WARTO ZWRÓCIĆ UWAGĘ NA PIĘKNIE DEKOROWANE ŚCIANY I SUFITY. CIEKAWA JEST TEŻ ARCHITEKTURA WNĘTRZ.
CZAS ZWIEDZANIA – 30/45 min. MAX. WSTĘP: 5 RUPII

WYCHODZĄC Z PAŁACU ZNAJDUJESZ SIĘ W CHYBA NAJCZĘŚCIEJ ODWIEDZANEJ PRZEZ TURYSTÓW CZĘŚCI FORTU – DZIELNICY ŻYDOWSKIEJ. NIE WIEM KTO TU ŻYJE DZISIAJ, ALE NAJWYRAŹNIEJ KRĄŻĄ W NIEJ CIĄGLE DUCHY PRZEDSIĘBIORCZYCH ŻYDÓW. ZNAJDZIESZ TUTAJ OGROMNĄ ILOŚĆ CIEKAWYCH SKLEPÓW. SZCZEGÓLNIE ANTYKWARIATÓW, CIUCHOLANDÓW Z WYŻSZEJ PÓŁKI, MIEJSC WYSPECJALIZOWANYCH W SPRZEDAŻY PRZYPRAW, KAWY I WIELE INNYCH.

TEORETYCZNIE, Z PUNKTU WIDZENIA ZWIEDZACZA NAJCIEKAWSZĄ DO ZOBACZENIA RZECZĄ W TEJ DZIELNICY JEST SYNAGOGA PARADESI. NIE BYLE JAKA. ZBUDOWANA W 1567 r. STOI NA SAMYM KOŃCU WĄSKIEJ, NIEPRZEJEZDNEJ ULICZKI. ŻEBY DO NIEJ DOTRZEĆ TRZEBA SIĘ PRZEBIĆ PRZEZ CHMARY HANDLARZY ZE STOJĄCYCH WZDŁUŻ JEJ GŁÓWNIE ODZIEŻOWYCH SKLEPIKÓW.

MIELIŚMY PECHA. SYNAGOGA Z POWODU WIELKANOCY ZOSTAŁA 15 min. WCZEŚNIEJ ZAMKNIĘTA. DLA MNIE TO DUŻA STRATA, BO NIGDY JESZCZE NIE WIDZIAŁEM TAK WIEKOWEJ ŻYDOWSKIEJ BOŻNICY.

PO OGLĄDNIĘCIU DZIELNICY – ZAJĘŁO NAM TO 130 min. – PIESZO WRÓCILIŚMY DO HOTELU. PO DRODZE WSTĄPILIŚMY DO NIE WYMIENIANEJ W PRZEWODNIKACH KOLEJNEJ ŚWIĄTYNI HINDUSKIEJ, SREE JANARDHANA TEMPLE. TYM RAZEM ZA NIEWIELKĄ OPŁATĄ ZOBACZYLIŚMY WSZYSTKO. WŁĄCZNIE Z NAJŚWIĘTSZYMI ZAKAMARKOSAMI. 🙂

WIELKANOC TUŻ, TUŻ. POSTANOWILIŚMY ZROBIĆ SOBIE JEJ POLSKĄ NAMIASTKĘ. WSTĄPILIŚMY DO KILKU LEPSZYCH, NIEWIELKICH SUPERMARKETÓW W CENTRUM MIASTA (PRINCESS Rd / BASTIAN St), MAJĄCYCH NA SWOICH PÓŁKACH RÓŻNE DOBROCI Z NASZEJ STREFY KULTUROWEJ. ZA NIECAŁE US$ 15 NABYLIŚMY DROGĄ KUPNA KILKA ZAPUSZKOWANYCH tzw. TRADYCYJNYCH DAŃ EUROPEJSKICH: PARÓWECZKI WIEDEŃSKIE (BYĆ MOŻE SOJOWE); PASZTET Z CZEGOŚ TAM (WYGLĄDEM PRZYPOMINAJĄCY GRUBO POSIEKANĄ MIELONKĘ Z DZIKA ŻYJĄCEGO W CHLEWNI); SOS TATARSKI I JAKIEŚ PIKLE. O JAJKA SIĘ NIE MARTWILIŚMY, BO OBIECAŁ NAM JE DOSTARCZYĆ NASZ SUPER MENAGO HOTELOWY.

NA WSZELKI WYPADEK WPADLIŚMY TEŻ DO MONOPOLOWEGO UZUPEŁNIĆ ZAPASY, JAKO ŻE AŻ DO PONIEDZIAŁKU MIAŁ BYĆ ZAMKNIĘTY. TAKĄ INFO PRZEKAZAŁ NAM w/w MENAGO.

KOLACJĘ TYM RAZEM ZJEDLIŚMY W POLECANEJ PRZEZ DZIEWCZYNKĘ W BIURZE PODRÓŻY RESTAURACYJCE MARY’S KITCHEN SERWUJĄCEJ DANIA NA WPROST BAZYLIKI, TUŻ OBOK ODWIEDZONEJ DZIEŃ WCZEŚNIEJ KRISHNA KRIPA SEAFOOD RESTAURANT. FAKTYCZNIE OKAZAŁA SIĘ ŚWIETNA. 🙂 🙂 🙂 🙂

WSZYSTKIE ZAMÓWIONE DANIA BYŁY MEGA COOL. RYBA W MANGO – TOTALNY ODLOT (NIE TRZEBA NIC WCIĄGAĆ, WYSTARCZY JĄ ZJEŚĆ). ZAPŁACILIŚMY PO 285 RUPOLASÓW OD ŁBA.

.

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *