01.04.2018 – KOCHIN. WIELKANOCNE PLAŻOWANIE NA CHERAI BEACH

.
NIEDZIELA WIELKANOCNA.
DOSTAJEMY HINDUSKIE ŚNIADANIE, KTÓRE WOMBACIK NASZPIKOWAŁ RÓŻNYMI TRADYCYJNYMI POLSKIMI WIELKANOCNYMI DODATKAMI. NIESTETY, NIE WSZYSTKO POSZŁO ZGODNIE Z PLANEM. OBIECANA PRZEZ MENAGO WIEPRZOWINA MUSIAŁA BYĆ – ZGODNIE Z MOIM WCZEŚNIEJSZYM KRAKANIEM – PODDANA OBRÓBCE. BIEDNY WOMBAT ZOSTAŁ ZMUSZONY DO CIĘŻKIEJ PRACY Z SAMEGO RANA. PONIEWAŻ MIĘSO NIE NADAWAŁO SIĘ CIĄGLE DO JEDZENIA, W PORANNYM MENU ZNALAZŁY  SIĘ DOSMACZONE I DOPROWADZONE DO STANU UMOŻLIWIAJĄCEGO SPOŻYCIE, ZAKUPIONE DZIEŃ WCZEŚNIEJ PUSZKOWO-SŁOIKOWE SPECJAŁY.

JEDZENIE ROZPOCZĘŁO TRADYCYJNE DZIELENIE SIĘ JAJEM. CELEBROWALIŚMY JE ŚLEDZENI ZACIEKAWIONYM OKIEM GOSPODARZA I JEGO CÓRKI, KTÓRYCH ZAPROSILIŚMY DO TEJ TYPOWO POLSKIEJ CEREMONII.

.

KOCHIN – ŚWIĘTA WIELKANOCNE W SOWPARNIKA HERMITAGE

.

MIŁY WIELKANOCNY ŚNIADANKOS ZAJĄŁ NAM NADSPODZIEWANIE DUŻO CZASU. WYSZLIŚMY Z HOTELU KOŁO 12-tej.

PLANY DZISIEJSZE PRZEWIDUJĄ WYCIECZKĘ NA PONOĆ NAJPIĘKNIEJSZĄ TUTEJSZĄ PLAŻĘ CHERAI. ABY TAM DOTRZEĆ TRZEBA POKONAĆ SPORĄ ODLEGŁOŚĆ. NAJPIERW DO PRZYSTANI PROMOWEJ. POTEM KILKANAŚCIE MINUT PROMEM @ 3 RUPCIE /os. TERAZ PRZYSZŁA PORA NA DOSYĆ DŁUGĄ JAZDĘ AUTOBUSEM DO ODLEGŁEJ O 19 km MIEJSCOWOŚCI CHERAI. PRZYSTANEK JEST OBOK DWORCA PROMOWEGO. BILET KOSZTUJE 19 RUPII OD CZŁOWIEKA.

DOJECHAWSZY NA MIEJSCE ZROBILIŚMY SPORY BŁĄD. COŚ NAM NIE WYSZŁO Z MAPAMI I RUSZYLIŚMY PIESZO. ASFALTOWA SZOSA PROWADZI PRAKTYCZNIE DO SAMEGO BRZEGU MORZA ARABSKIEGO. TYLE TYLKO, ŻE DO PRZEJŚCIA JEST 2 km, A TO W UPALNY DZIEŃ, NAWET DLA TAKICH JAK MY SZALEŃCÓW MOŻE BYĆ HARDCOROWYM WYZWANIEM. DROGA DŁUŻYŁA SIĘ NAM NIEPRAWDOPODOBNIE. TYM BARDZIEJ, ŻE GDY JUŻ WRESZCIE SKRĘCILIŚMY Z GŁÓWNEGO TRAKTU NA TROCHĘ WĘŻSZY PAS ASFALTU W ODDALI ZAMAJACZYŁA TAFLA WODY. NIESTETY, SKRÓCENIE DYSTANSU ZAOWOCOWAŁO ODKRYCIEM LEŻĄCEGO RÓWNOLEGLE DO MORSKIEGO  BRZEGU SPOREGO, DŁUGIEGO I WĄSKIEGO JEZIORA. MUSIELIŚMY MASZEROWAĆ DALEJ … WRESZCIE DOTARLIŚMY. W SUMIE ZAJĘŁO NAM TO 40 min.

NA CAŁYM, STOSUNKOWO WĄSKIM, KILKUKILOMETROWYM ODCINKU ŁADNEJ, PIASZCZYSTEJ PLAŻY KŁĘBIŁ SIĘ SPORY TŁUM. POSTANOWILIŚMY PODJECHAĆ TUK-TUKIEM (SPACER NAS WYPOMPOWAŁ) KAWAŁEK W LEWO, BO WYGLĄDAŁO NA TO, ŻE W ODDALI WIDAĆ STOSUNKOWO PUSTE ODCINKI PIASKU. ZA 30 RUPOLI ZŁAPALIŚMY CHĘTNEGO DO KRÓTKIEJ, 1 km PODWÓZKI.

NATYCHMIAST PRZYBIEGŁ JAKIŚ CIĘĆ  Z OFERTĄ WYNAJĘCIA NAM LEŻAKÓW. CENA BYŁA PORAŻAJĄCA. ODMÓWILIŚMY, PRZENOSZĄC SIĘ PARĘ METRÓW DALEJ, GDZIE LEŻAŁA NA PIACHU ŁÓDKA PRZYKRYTA FOLIOWYM ZADASZENIEM.

NASTĘPNE KILKA GODZIN SPĘDZILIŚMY NA KĄPIELACH. TUTEJSZY BRZEG MORSKI WYMIATA. NIE DZIWIĘ SIĘ, ŻE WSZYSCY POLECAJĄ WŁAŚNIE TĘ PLAŻĘ. DNO OPADA POWOLI, BEZ GWAŁTOWNYCH USKOKÓW. JEDYNYM MANKAMENTEM JEST ODLEGŁOŚĆ OD FORTU KOCHIN.

DO PRZYSTANKU AUTOBUSOWEGO WRÓCILIŚMY TUK-TUKIEM. PODRÓŻ ROZKLEKOTANYM BUSEM NIE NALEŻY DO MOICH ULUBIONYCH. RACZEJ DO NIEZAPOMNIANYCH. KIEROWCA GNAŁ JAK OPĘTANY. NIE TYLE W SENSIE SZYBKOŚCI, CO – Z NASZEGO PUNKTU WIDZENIA – W SENSIE BEZPIECZEŃSTWA.

KOLACJĘ JEDLIŚMY W HOTELU. PRZYGOTOWANE WCZEŚNIEJ PRZEZ WOMBATA ŻAREŁKO ZASTĄPIŁO Z POWODZENIEM TRADYCYJNY POLSKI WIELKANOCNY POSIŁEK.

.

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *