24.01.2019 – MIĘDZY AMBOSELI A MASAI MARA

.

PONOWNIE WSTALIŚMY BARDZO WCZEŚNIE. ZJEDLIŚMY ŚNIADANIE I ZNOWU USIŁOWALIŚMY USTRZELIĆ FAJNĄ FOCIĘ STOJĄCEMU PRZED NASZYMI OCZAMI WYPRYSKOWI, POTOCZNIE NAZYWANEMU KILIMANDŻARO. I ZNOWU SZŁO JAK ZAWSZE, CZYLI JAK WCZORAJ. NIBY GÓRA JEST, ALE JEJ NIE MA. NAJWYRAŹNIEJ POSTANOWIŁA BAWIĆ SIĘ Z NAMI W CIUCIUBABKĘ. JEDNAK COŚ SIĘ UDAŁO. JAKIEŚ FOTY Z KILIMANDŻARO MAMY. 🙂

RUSZYLIŚMY. DZIEŃ MAMY WŁAŚCIWIE SPISANY NA STRATY. NAWET JEŚLI DOJEDZIEMY DO PARKU MASAI MARA W MIARĘ SZYBKO, TO I TAK NIE WJEDZIEMY TAM DZISIAJ, BO NIE BĘDZIE TO OPŁACALNE.

PIERWSZY ETAP, BEZDROŻAMI DO EMALI POKONALIŚMY BEZPROBLEMOWO. NA TYCH POLNYCH, SZUTROWYCH DROGACH RUCH PRAWIE NIE ISTNIEJE. POZA KURZEM JEDYNYM UTRAPIENIEM JEST ICH STAN.

W EMALI WSKOCZYLIŚMY NA ASFALTÓWKĘ ŁĄCZĄCĄ MOMBASĘ Z NAIROBI. TU NALEŻY SPODZIEWAĆ SIĘ KŁOPOTÓW ZWIĄZANYCH Z POTWORNYM ZATŁOCZENIEM TEJ TRASY. DO NIEDAWNA BYŁA TO PONOĆ NAJBARDZIEJ, ALBO PRAWIE NAJBARDZIEJ ZATŁOCZONE DROGA W AFRYCE. TERAZ JEST JUŻ LEPIEJ, BO CHIŃCZYCY WYBUDOWALI WZDŁUŻ NIEJ LINIĘ KOLEJOWĄ, GŁÓWNIE DO PRZEWOZU TOWARÓW. TYM SAMYM WYELIMINOWALI SETKI CIĘŻARÓWEK I ZWIĘKSZYLI PRZEPUSTOWOŚĆ DROGI A109.

DO NAIROBI DOTARLIŚMY W NADSPODZIEWANIE KRÓTKIM CZASIE. BYŁO ok. 10:30, CZYLI PRZEJAZD ZABRAŁ NAM 3 godz. RUCH PRZY PODJEŹDZIE DO MIASTA I NA JEGO POŁUDNIOWEJ OBWODNICY BIEGNĄCEJ WZDŁUŻ PARKU NARODOWEGO NAIROBI NATIONAL PARK BYŁ MAŁY.

JEDYNY POWAŻNY PROBLEM MIELIŚMY W OKOLICACH WIELKIEGO ROWU AFRYKAŃSKIEGO. KRĘTA DROGA W TYM MIEJSCU WZNOSI SIĘ DOSYĆ OSTRO I DUŻE CIĘŻARÓWKI RAZ PO RAZ TARASUJĄ JĄ, PEŁZNĄC POWOLI POD GÓRĘ. WYPRZEDZANIE JEST TRUDNE. CHCĄC OMINĄĆ PRZESZKODĘ TRZEBA PRĘDKO NABRAĆ ROZPĘDU I BŁYSKAWICZNIE WYKONAĆ MANEWR. A Z PRZECIWNEJ STRONY CAŁY CZAS COŚ JEDZIE, I TO DOŚĆ SZYBKO, BO Z GÓRKI.
ZATRZYMALIŚMY SIĘ TU NA TROCHĘ BY OBEJRZEĆ Z GÓRY ROZCIĄGAJĄCY SIĘ W DOLE, OGROMNY, LEKKO ZASNUTY KURZEM PŁASKOWYŻ.

.

KRÓTKI POSTÓJ PRZY WIELKIM ROWEM WSCHODNIM

.

DOJECHALIŚMY DO NAROKU, WAŻNEGO OŚRODKA ADMINISTRACYJNEGO W TEJ CZĘŚCI KENII.

W NOWO WYBUDOWANYM CENTRUM HANDLOWYM (OLTALET MALL) UDAŁO NAM SIĘ DOSTAĆ BEZ PROBLEMU WODĘ GAZOWANĄ. PRZY OKAZJI NABYŁEM TEŻ KARTĘ SIM UMOŻLIWIAJĄCĄ ODBIÓR INTERNETU. SAM ZAKUP TRWAŁ MAKSYMALNIE 10 min. SPRZEDAWCA PRZEPROWADZIŁ CAŁĄ OPERACJĘ ELEKTRONICZNIE – BŁYSKAWICZNIE.

RUSZYLIŚMY DALEJ. NASZ KIEROWCA JUŻ OD RANA KOMUNIKOWAŁ SIĘ W SPRAWIE WYBORU TRASY DOJAZDU DO REZERWATU. W TEJ CZĘŚCI KENII OSTATNIO PADAŁO I USTALENIE KTÓRĘDY POJEDZIEMY BYŁO NIEZMIERNIE WAŻNE.

Z NAROKU DO MASAI MARA PROWADZĄ CO NAJMNIEJ DWIE DROGI. WYBRALIŚMY DŁUŻSZĄ ABY UNIKNĄĆ EWENTUALNYCH ZAKOPAŃ SIĘ W BŁOCIE.
CHIŃCZYCY BUDUJĄ TU NOWĄ DROGĘ. NIE WIADOMO, KIEDY SKOŃCZĄ, ALE GDY TO NASTĄPI PRZEJAZD DO MASAI MARA SKRÓCI SIĘ CO NAJMNIEJ O POŁOWĘ.

DOTARLIŚMY DO JEDNEJ Z BRAM REZERWATU – SEKENANI MAIN GATE STOSUNKOWO WCZEŚNIE. KIEROWCA POSZEDŁ KUPIĆ BILETY. TYM RAZEM ZA GOTÓWKĘ. CENA BYŁA ZGODNA Z NASZYMI INFO – US$ 60 / os. JEŚLI PŁACI SIĘ W KSH TO LICZĄ PO KURSIE ZŁYM DLA PŁACĄCEGO.

MIAŁ FACET ZGRYZ, BO BYŁA GODZINA 17-ta. GDYBY WYKUPIŁ BILETY TERAZ, TO MOGLIBYŚMY MIEĆ PROBLEM CZASOWY NASTĘPNEGO DNIA. SPRAWĘ ROZWIĄZAŁ “PO POLSKU” – PODWIEŹLIŚMY DO DOMU JEDNEGO, MIESZKAJĄCEGO W GŁĘBI REZERWATU PRACOWNIKA. W TEN SPOSÓB UDAŁO SIĘ ZA FRIKO POKONAĆ ODLEGŁOŚĆ POMIĘDZY WEJŚCIEM, DO KTÓREGO DOTARLIŚMY OMIJAJĄC ZALANĄ PONOĆ TRASĘ, A WJAZDEM LEŻĄCYM KILKASET METRÓW OD NASZEGO TUTEJSZEGO OBOZOWISKA.

W CZASIE GDY KIEROWCA-PRZEWODNIK ZAŁATWIAŁ SPRAWĘ PRZEJAZDU, NAS OBSKOCZYŁY LOKALNE KOBITKI USIŁUJĄCE SPRZEDAĆ PAMIĄTKOSY. TYM RAZEM JEDNAK NIE PRZEBIŁY SIĘ ZE SWOIMI WYROBAMI. PEWNIE DLATEGO, ŻE NIE ZNAŁY HASŁA “TANIEJ NIŻ W BIEDRONCE …”. 🙂

EFEKTEM STARAŃ JOSPADA BYŁ, JAK WSPOMINAŁEM WYŻEJ PRZEJAZD PRZEZ REZERWAT POMIĘDZY DWOMA WJAZDAMI. PRZY OKAZJI UDAŁO NAM SIĘ ZOBACZYĆ Z BLISKA KILKA SUPERZASTYCH ZWIERZĄT. PRZEDE WSZYSTKIM ŻYRAFY. DOPIERO OGLĄDAJĄC JE NA ŻYWCA WIDAĆ PIĘKNO I ELEGANCJĘ W RUCHACH TYCH ZWIERZĘTA. WSPANIAŁE.

GODZINĘ PÓŹNIEJ BYLIŚMY NA MIEJSCU. FAKTYCZNIE TALEK BUSH CAMP TO W PORÓWNANIU DO NOCLEGU W AMBOSELI SHERATON.

DOMKI-NAMIOTY STOJĄ POMIĘDZY WYSOKĄ ROŚLINNOŚCIĄ I SĄ OD SIEBIE NIECO ODDALONE DAJĄC SPORO PRYWATNOŚCI. PRZESTRONNE NAMIOTY Z DUŻYMI ŁÓŻKAMI ZABEZPIECZONYMI MOSKITIERAMI OD RAZU NAM SIĘ SPODOBAŁY.

KAŻDY STOI NA WYSOKIEJ PODMURÓWCE I MA WŁASNĄ, SOLIDNIE ZBUDOWANĄ ŁAZIENKĘ – TOALETĘ. SKŁADA SIĘ ONA Z TRZECH POMIESZCZEŃ. W ŚRODKOWYM, BĘDĄCYM ŁĄCZNIKIEM Z NAMIOTEM JEST UMYWALKA. PO JEDNEJ STRONIE MAMY KABINĘ PRYSZNICOWĄ, PO DRUGIEJ WC.

W CZĘŚCI SYPIALNEJ POZA ŁÓŻKIEM ZAJMUJĄCYM SPORO MIEJSCA I TAK JEST MASA WOLNEJ PRZESTRZENI. W KAŻDYM NAMIOCIE ZNAJDZIESZ ROZGAŁĘZIACZ POZWALAJĄCY NA JEDNOCZESNE DOŁADOWYWANIE KILKU URZĄDZEŃ. UŁATWIA TO ZDECYDOWANIE ŻYCIE. POZA TYM JEST W NIM MAŁY STOLIK I DWA WYGODNE FOTELO-KRZESŁA DO SIEDZENIA PRZED WEJŚCIEM.

STOŁÓWKĘ ZNAJDZIECIE KILKANAŚCIE METRÓW OD NAMIOTÓW-SYPIALNI. PRZESTRONNA JADALNIA POZWALA NA SWOBODNE JEDZENIE JEDNOCZEŚNIE SPOREJ GRUPIE LUDZI. OBSŁUGUJE JĄ KILKU PRACOWNIKÓW.
SERWOWANE POSIŁKI UROZMAICONE I ZDECYDOWANIE CIEKAWSZE NIŻ MIELIŚMY W AMBOSELI. TE TEŻ NIE ZROBIŁY NA NAS SPECJALNEGO WRAŻENIA, ALE SMAKOWAŁY DOBRZE.
W JADALNI JEST MOŻLIWOŚĆ DOŁADOWANIA SMARTFONÓW UDOSTĘPNIONĄ GOŚCIOM ŁADOWARKĄ.

NAMIOTY SĄ SPRZĄTANE NA TAKICH SAMYCH ZASADACH JAK W HOTELACH.

OBOZEM ŚWIETNIE ZARZĄDZA EGIPCJANIN MUSTAFA. MA SPORE DOŚWIADCZENIE I WIE JAK DOPIEŚCIĆ ZATRZYMUJĄCYCH SIĘ W TALEK BUSH CAMP GOŚCI. DUŻE BRAWA. 🙂

PŁATNOŚĆ ZA WSZELKIE SERWOWANE PRZEZ TO MIEJSCE USŁUGI MOŻNA TEŻ UIŚCIĆ W LOKALNEJ WALUCIE PRZELICZANEJ PO ROZSĄDNYM KURSIE.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *