26.02.2019 – 4 MUZEA, 5 MINUT GROZY I KOLACJA Z OKAZJI 25-LECIA

.

PO ŚNIADANIU WZIĘLIŚMY SIĘ OSTRO ZA ZWIEDZANIE.

ZACZĘLIŚMY OD MUZEUM ARCHEOLOGICZNEGO W CENTRUM VALLETTY.
ZAKUPILIŚMY BILETY ZBIORCZE DLA SENIORÓW OSZCZĘDZAJĄC TROCHĘ W TEN SPOSÓB. CHCIELIŚMY KUPIĆ PRZY OKAZJI WEJŚCIÓWKI DO NAJWIĘKSZEJ ATRAKCJI MIASTA – HYPOGEUM – ALE TAK JAK USŁYSZELIŚMY JUŻ WCZORAJ, TRZEBA JE ZAMAWIAĆ NA DŁUGO PRZED PLANOWANYM TERMINEM ZWIEDZANIA. CHYBA, ŻE STAĆ CIĘ NA ZAPŁACENIE 40€00 OD os. WTEDY MOŻESZ SIĘ NIE SPIESZYĆ …

MUZEUM ARCHEOLOGICZNE DOBRZE JEST OGLĄDAĆ ALBO BEZPOŚREDNIO PRZED, ALBO BEZPOŚREDNIO PO WIZYCIE W ŚWIĄTYNIACH TARXIEN. WTEDY ŁATWIEJ JEST SKOJARZYĆ PRZENIESIONE STAMTĄD MONOLITYCZNE KAMIENIE.

WSZYSTKIE EKSPONATY SĄ  POSEGREGOWANE, PRZYPISANE DO ODPOWIEDNICH DZIAŁÓW I BARDZO SZCZEGÓŁOWO OPISANE PO ANGIELSKU.
ZNAJDZIECIE TU NIEMAŁO ARCHEOLOGICZNYCH SMACZKÓW. OBEJRZENIE CAŁOŚCI ZAJĘŁO NAM 80 MINUT. ZDECYDOWANIE WARTO. POLECAMY. 🙂 🙂 🙂

IDĄC DO KOLEJNEGO CELU WPADLIŚMY NA CHWILĘ DO PIĘKNEGO KOŚCIÓŁKA MATKI BOŻEJ ZWYCIĘSKIEJ (OUR LADY OF VICTORIES CHAPEL). TO BYĆ MOŻE PIERWSZY POSTAWIONY W VALLETTCIE BUDYNEK, A JUŻ NA PEWNO PIERWSZY WYBUDOWANY TUTAJ KOŚCIÓŁ. NAPRAWDĘ PIĘKNY. WPADNIJ DO NIEGO NA 10, 15 min (BEZ MODLITWY). NIE POŻAŁUJESZ … 🙂 🙂 🙂

PRZYSZŁA KOLEJ NA THE LASCARIS WAR ROOMS – PODZIEMNE SCHRONY Z OKRESU II WOJNY ŚWIATOWEJ, PÓŹNIEJ UŻYWANE PRZEZ NATO.
BILETY KUPUJE SIĘ W UPPER BARRAKKA GARDENS. TRZEBA ZEJŚĆ NA POZIOM, Z KTÓREGO ODDAWANE SĄ STRZAŁY ARMATNIE. SENIORZY OTRZYMAJĄ NIEWIELKĄ ZNIŻKĘ. UWAGA: TANIEJ KUPISZ BILETY PRZEZ INTERNET.

JUŻ Z BILETEM SCHODZI SIĘ (ALE JEST TEŻ WINDA) NA SAM DÓŁ KOMPLEKSU. TAM ZNAJDZIECIE DŁUGI KORYTARZ PROWADZĄCY DO UKRYTYCH W SKALE BUNKRÓW.

ZWIEDZANIE ROZPOCZYNA 20 min FILM SKŁADAJĄCY SIĘ Z KRONIK WOJENNYCH I POKAZUJĄCYCH ŻYCIE WYSPY W TYM CZASIE. MOCNO INTERESUJĄCY.

POTEM PRZECHODZI SIĘ DŁUGIMI KORYTARZAMI PRZEZ POMIESZCZENIA PEŁNIĄCE FUNKCJE SAL OPERACYJNYCH DOWÓDZTWA PODCZAS OBRONY MALTY. DLA MNIE NAJCIEKAWSZE BYŁY TE POWIĄZANE Z OBRONĄ PRZED ATAKAMI Z POWIETRZA I OBRONĄ LOTNICZĄ. CAŁOŚĆ JEST DOSYĆ DUŻA.
ZWIEDZANIE ZAJMUJE ok. 60 min. 🙂 🙂 🙂

PODJECHALIŚMY AUTOBUSEM DO FORTU Św. ANIOŁA. WCZORAJ PAŁAC WIELKIEGO INKWIZYTORA ZAJĄŁ NAM TAK DUŻO CZASU, ŻE NIE ZDĄŻYLIŚMY ZOBACZYĆ ŻADNEGO Z LEŻĄCYCH W BIRGU I OBOK NIEGO FORTÓW.

.

FORT Św. ANIOŁA – BATERIA DZIAŁ

.

CHOĆ WAROWNIA JEST OGROMNA, TO JEJ OGLĄDANIE NIE ZAJMUJE ZBYT WIELE CZASU. PREZENTOWANE WE WNĘTRZACH ZBIORY SĄ NIEWIELKIE, ALE DOSYĆ CIEKAWE. ZAPOZNANIE SIĘ Z NIMI I OBEJŚCIE CAŁEJ BUDOWLI ZAJMUJE 70 MINUT. 🙂 🙂 🙂 FANI MILITARIÓW POWINNI DOLICZYĆ 45 min NA OGLĄDNIĘCIE WYŚWIETLANYCH TU FILMÓW. OCZYWIŚCIE Z ANGIELSKIM LEKTOREM.

DRINKA TYM RAZEM WYPILIŚMY W CARGO BAR & DINE. MIELI PROSECCO. ALE JA I TAK WOLAŁEM LEŻĄCY W POBLIŻU, WCZORAJ ODWIEDZONY OLD CITY PUB.

AKURAT POZOSTAŁO TYLE CZASU, BY NA KILKADZIESIĄT MINUT WPAŚĆ DO MUZEUM MORSKIEGO. MA ONO DWA PIĘTRA. ZWIEDZANIE NAJLEPIEJ ZACZĄĆ OD GÓRY. W DOSYĆ CIEMNYCH POMIESZCZENIACH USTAWIONO DZIESIĄTKI MODELI RÓŻNYCH JEDNOSTEK PŁYWAJĄCYCH. POMIĘDZY NIMI WIĘKSZE I MNIEJSZE ELEMENTY WYSTROJU, TAKIELUNKU, UZBROJENIA, UBIORÓW.

NA DOLE STWORZONO REPLIKĘ MASZYNOWNI WSTAWIAJĄC ORYGINALNE URZĄDZENIA. PÓŁMROK TU PANUJĄCY TYLKO UREALNIA CAŁOŚĆ. W KORYTARZACH LEŻĄ WYCIĄGNIĘTE Z GŁĘBIN STARE KOTWICE I SZTABY OŁOWIU SŁUŻĄCE ONEGDAJ ZA BALAST DLA STATKÓW. CAŁOŚĆ NAS NIE ZACHWYCIŁA. MOGŁOBY BYĆ ZDECYDOWANIE LEPIEJ. TO NAJSŁABSZE MUZEUM JAKIE DOTYCHCZAS SPOTKALIŚMY NA MALCIE.
POTRZEBNY CZAS – ok. 60 min. NAM WYSTARCZYŁO 35 …

ZMĘCZENI CAŁODZIENNYM OGLĄDANIEM I ŁAŻENIEM POCZŁAPALIŚMY DO PRZYSTANKU AUTOBUSOWEGO RICHE. JUŻ WCZORAJ ODKRYLIŚMY, ŻE TO NAJLEPSZE MIEJSCE NA SZYBKIE POŁĄCZENIE Z VALLETTĄ. NADJECHAŁ AUTOBUS. WSIEDLIŚMY.

JUŻ PRZED WYJŚCIEM Z HOTELU POSTANOWIŁYŚMY WIECZOREM IŚĆ WRESZCIE NA OBIAD PLANOWANY OD MIESIĘCY PRZEZ WOMBACIKA. TEN JEDZONY KILKA DNI TEMU W “PICCOLO PADRE” NIE MÓGŁ ZOSTAĆ UZNANY ZA POSIŁEK Z OKAZJI 25-LECIA NASZEJ ZNAJOMOŚCI. “BLACK PEARL” PODOBAŁA NAM SIĘ BARDZO I MIELIŚMY NADZIEJĘ NA SUPERZASTĄ KOLACJĘ WE WNĘTRZU STAREJ ŁAJBY. USIEDLIŚMY W PRAWIE PUSTYM AUTOBUSIE ZASTANAWIAJĄC SIĘ CO DOBREGO BĘDZIEMY JEDLI …

W PEWNEJ CHWILI ZASKOCZYŁA MNIE OGROMNA ILOŚĆ WOLNEGO MIEJSCA POMIĘDZY WOMBATEM A MNĄ. NORMALNIE, TU NA MALCIE, SIADAJĄC W AUTOBUSIE NA DWÓCH MIEJSCACH OBOK SIEBIE LEDWO SIĘ MIEŚCILIŚMY. CZYŻBYM AŻ TAK SCHUDŁ PO DZISIEJSZEJ PRZECHADZCE? (WOMBAT NIE MA CZEGO ZRZUCAĆ, WIĘC NAWET O NIEJ NIE POMYŚLAŁEM). RZUCIŁEM OKIEM NA NASZE KLAMOTY. TORBA WOMBATA I MÓJ APARAT FOTO LEŻAŁY GRZECZNIE MIĘDZY NAMI. NIE ZOBACZYŁEM JEDNAK DRUGIEGO APARATU, ZWYKLE RZUCAJĄCEGO SIĘ W OCZY Z POWODU SWOICH WYMIARÓW. MRÓZ PRZESZEDŁ MI PO KRZYŻU. STARY CANON 40D Z NIEZBYT STARYM OBIEKTYWEM CANON 70-200 mm f 2,8 WART TERAZ PEWNO ok. 1000€00 ZOSTAWIŁEM NA PRZYSTANKOWEJ ŁAWCE !!!!

JAK STRZAŁA RZUCIŁEM SIĘ DO WYJŚCIA. POJAZD WŁAŚNIE STANĄŁ NA ŚWIATŁACH. BLADY, W DWÓCH SŁOWACH WYJAŚNIŁEM KIEROWCY SYTUACJĘ. BŁYSKAWICZNIE OTWORZYŁ DRZWI. WYPADŁEM NA DWÓR. WOMBAT ZA MNĄ. ZOSTAWIŁEM JĄ Z CAŁYM DOBYTKIEM I POGNAŁEM PRZED SIEBIE. PIERWSZY ODCINEK BYŁ NAJGORSZY, BO ULICA BIEGŁA POD GÓRĘ. WYDAWAŁO MI SIĘ, ŻE DO POKONANIA MAM ok. 1 km. PĘDZIŁEM, A PRZYNAJMNIEJ TAK SIĘ CZUŁEM JAKBYM BYŁ USAINEM BOLTEM SPRINTUJĄCYM PO KOLEJNE ZŁOTO. ZZIAJANY I SPOCONY WPADŁEM NA SKWER, PRZY KTÓRYM SĄ PRZYSTANKI. CHOCIAŻ SZARZAŁO, JUŻ Z DALEKA ZOBACZYŁEM SPOKOJNIE LEŻĄCĄ NA ŁAWCE ZGUBĘ. PADŁEM WYKOŃCZONY OBOK NIEJ. NIE MOGŁEM ZŁAPAĆ TCHU, CHOCIAŻ JAK SIĘ OKAZAŁO PRZEBIEGŁEM ZALEDWIE 260 m. TYLKO POD TYM WZGLĘDEM BYŁEM PODOBNY DO JAMAJSKIEGO BIEGACZA, SŁYNNEGO TEŻ Z DYSTANSU 200 m.
ZZA ROGU WYŁONIŁA SIĘ SYLWETKA POWOLI IDĄCEGO WOMBATA. NIE MIAŁEM NAWET SIŁY BY PODNIEŚĆ APARATU I W TEN SPOSÓB JĄ USPOKOIĆ …

TROCHĘ ZDĄŻYŁEM ODSAPNĄĆ ZANIM PODJECHAŁ KOLEJNY AUTOBUS. WSIEDLIŚMY. CAŁY CZAS NIE MOGŁEM UWIERZYĆ, ŻE ODNALAZŁEM CANONA. MIAŁEM OGROMNE SZCZĘŚCIE, BO BŁYSKAWICZNIE ZORIENTOWAŁEM SIĘ ŻE ZOSTAŁ NA ŁAWCE. GDYBYM SIĘ KAPNĄŁ CHWILĘ PÓŹNIEJ MIAŁBYM DO PRZEBIEGNIĘCIA NIE 260 ALE 600 m. A CO, JAKBYM DOPIERO PRZY WYSIADANIU W VALLETTCIE ZAUWAŻYŁ JEGO BRAK ??? WOLĘ NIE MYŚLEĆ …

DO CZARNEJ PERŁY (BLACK PEARL) DOTARLIŚMY TUŻ PRZED 18:30. AKURAT NA OTWARCIE. OGROMNY LOKAL W STARYM STATKU ŚWIECIŁ PUSTKAMI. WCALE NAS TO NIE ZNIECHĘCIŁO. PRZECIEŻ JESTEŚMY POZA SEZONEM, A RESTAURACJA LEŻY Z DALA OD DUŻYCH HOTELI. ZA TO W DZIELNICY AMBASAD, KLUBÓW ŻEGLARSKICH I MARIN. JEDZENIE TUTAJ NIE MOŻE BYĆ ZŁE.

NA POCZĄTEK DOSTALIŚMY DRINKI. BARDZO CIEKAWE.

ZAMÓWIONE ANTIPASTO MALTAŃSKIE – PRZEKRÓJ RÓŻNYCH TUTEJSZYCH SPECJAŁÓW: KIEŁBASY, LOKALNEGO SERA KROWIEGO, BIGILLI (DIPU NA BAZIE FASOLI), FASOLI MAŚLANEJ W CZOSNKU, POMIDORÓW SUSZONYCH NA SŁOŃCU, OLIWEK KALAMATA I PALUSZKÓW CHLEBOWYCH BARDZO NAM SMAKOWAŁO. DANIAMI GŁÓWNYMI W RESTAURACJI NAZYWAJĄCEJ SIĘ “CZARNA PERŁA”, MIESZCZĄCEJ SIĘ NA STATKU NA MALCIE MOGŁY BYĆ TYLKO MORSKIE SPECJAŁY. WYBRALIŚMY PÓŁMISEK OWOCÓW MORZA I ŚWIEŻO ZŁOWIONĄ RYBĘ. NAJTRUDNIEJ BYŁO NAM ZNALEŹĆ ODPOWIEDNIE WINO DO TYCH POTRAW. PO DŁUGIM NAMYŚLE POPROSILIŚMY O PRIMUS ĠELLEWŻA – SHIRAZ 2015.

JEDZENIE ŚWIETNE. WINO WZBUDZIŁO PEWNE KONTROWERSJE – WOMBATOWI ZUPEŁNIE NIE SMAKOWAŁO. MNIE NA ODWRÓT – BARDZO. OBSŁUGA BEZ ZARZUTU. USŁUGUJĄCY NAM I LUDZIOM Z DWÓCH POZOSTAŁYCH STOLIKÓW KELNER CAŁY CZAS SPRAWDZAŁ CZY WSZYSTKO W PORZĄDKU. NA ZAKOŃCZENIE DOSTALIŚMY OD RESTAURACJI W GRATISIE DIGESTIVO, CZYLI COŚ NA TRAWIENIE. REWELKA !!!
KOSZT 138€00 (W TYM WINO 50€00)

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *