ADDIS ABEBA INTERNATIONAL AIRPORT

28.01.2019 – Z NAIROBI DO AKSUM

.
RANO, KORZYSTAJĄC Z KUCHNI W KANDIZ QUEENDOM, ZROBILIŚMY SOBIE PYSZNE ŚNIADANKO UKŁADAJĄC W PIRAMIDKĘ: POMIDORY, AWOKADO, CEBULKĘ I JAJKO (MIELIŚMY TYLKO JEDNO). NA JEJ SZCZYCIE ZNAJDOWAŁ SIĘ TUŃCZYK Z PUSZKI.

GOTOWI DO WYJŚCIA CHCIELIŚMY DZWONIĆ PO TAKSÓWKĘ. WTEDY PRZYSZŁA WŁAŚCICIELKA MIESZKANIA. POMOGŁA NAM W WEZWANIU UBERA.

JAZDA NA LOTNISKO BYŁA LEKKO STRESUJĄCA. KIEROWCA, KTÓRY PRZYJECHAŁ NA WEZWANIE WŁAŚCICIELKI MIESZKANIA, BYŁ PO PROSTU BEZNADZIEJNY. LOTNISKO NIE JEST BARDZO DALEKO OD APARTAMENTU (ok. 20 km), ALE RUCH DUŻY. SAMOCHODY OSOBOWE, DOSTAWCZE, CIĘŻAROWE, AUTOBUSY, MOTOCYKLE JEŻDŻĄCE W RÓŻNE STRONY I KORKI. DO TEGO NASZ KIEROWCA NIE OGARNIAJĄCY CAŁOŚCI RUCHU. ZAPAS CZASOWY JAKI MIELIŚMY KURCZYŁ SIĘ NIEBEZPIECZNIE.

W KOŃCU DOJECHALIŚMY.

JOMO KENYATTA TO DUŻE MIĘDZYNARODOWE LOTNISKO. ZNALEŹLIŚMY STANOWISKO ODPRAWY ETIOPSKICH LINII LOTNICZYCH. LOT MIELIŚMY O 11:30. LECIELIŚMY DOCELOWO DO AKSUM Z TRZYGODZINNĄ PRZERWĄ W ADDIS ABEBIE. LOT DO AKSUM BYŁ O 16.30. MIAŁ TRWAĆ 80 MINUT.

BAGAŻ BEZPROBLEMOWO NADALIŚMY OD RAZU DO AKSUM.
PO PRZYLOCIE DO ADDIS ABEBY MUSIELIŚMY PRZEJŚĆ DO TERMINALU 1 SKĄD ODLATUJĄ LOTY KRAJOWE. NIE JEST TO SKOMPLIKOWANA DROGA. TRZEBA WYJŚĆ Z JEDNEGO TERMINALU I WEJŚĆ DO DRUGIEGO ZNAJDUJĄCEGO SIĘ OBOK.

TERMINAL 1 WYGLĄDA JAK POCZEKALNIA JAKIEGOŚ DWORCA AUTOBUSOWEGO. DWA SKLEPY Z PAMIĄTKAMI I ALKOHOLEM. SZAFA Z NAPOJAMI, RESTAURACJA. CAŁOŚĆ DOŚĆ PONURA.

KONTROLA BEZPIECZEŃSTWA WYMAGA ZDEJMOWANIA BUTÓW I PASKÓW, ALE PRZEBIEGA SPRAWNIE. NASTĘPNIE WCHODZI SIĘ W STREFĘ OCZEKIWANIA. WZDŁUŻ NIEZBYT SZEROKIEGO DŁUGIEGO KORYTARZA SĄ UMIESZCZONE BOKSY Z RZĘDAMI KRZESEŁ GDZIE CZEKA SIĘ NA SAMOLOT. MAŁE STANOWISKO ODPRAWY I MONITOR, NA KTÓRYM WYŚWIETLAJĄ SIĘ LOTY DOPEŁNIA CAŁOŚCI.

.

ADDIS ABEBA – AIRPORT KRAJOWY (TERMINAL 1)

.

PODCZAS LOTU DOSTAJEMY MUFFINKĘ I BEZALKOHOLOWE PICIE, WEDŁUG WŁASNEGO WYBORU.

LOTNISKO W AKSUM JEST MAŁE. JEDEN LUB DWA BUDYNKI Z WIEŻĄ KONTROLI LOTÓW POMIĘDZY NIMI. ELEWACJA, DOŚĆ WYMYŚLNA, KOJARZYŁA MI SIĘ Z OLBRZYMIMI DZIURKAMI OD KLUCZA.

HOTEL ETHIOPIS W KTÓRYM MIESZKAMY, OFERUJE DARMOWY TRANSFER Z LOTNISKA. CENA POKOJU DWUOSOBOWEGO Z ŁAZIENKĄ I ZE ŚNIADANIEM 980 BIRR (132,50 ZŁOTYCH).

WSIADAMY DO MINIBUSA. MIEJSCE OBOK KIEROWCY ZAJMUJE JAKIŚ MĘŻCZYZNA. OD RAZU PYTA CZY MAMY ZORGANIZOWANE ZWIEDZANIE. PONIEWAŻ NIE MAMY, NATYCHMIAST PRZYSTĘPUJE DO RZECZY. INACZEJ MÓWIĄC DO ZACHWALANIA SWOICH USŁUG TURYSTYCZNYCH.

TAK DŁUGO WIERCIŁ MAM DZIURĘ W BRZUCHU, AŻ ZGODZILIŚMY SIĘ NA ROZMOWĘ. NIE MOGLIŚMY Z GÓRY WYKLUCZYĆ, ŻE NIE SKORZYSTAMY Z JEGO OFERTY. ROZPAKOWANI I ODŚWIEŻENI POSZLIŚMY NA NEGOCJACJE.

NAJPIERW OTRZYMALIŚMY ZAPEWNIENIE O FACHOWOŚCI NASZEGO ROZMÓWCY. POTEM PADŁA PROPOZYCJA TEGO CO MOŻEMY ZWIEDZAĆ. WIEDZIAŁAM CO MOŻEMY I  TROCHĘ UZUPEŁNIŁAM JEGO OFERTĘ.
NASTĘPNIE ROZPOCZĄŁ SIĘ TEATR JEDNEGO AKTORA. MONODRAM PRZEDSTAWIAJĄCY LICZENIE KOSZTÓW DWÓCH JEDNODNIOWYCH WYCIECZEK. ARKUSZE PAPIERU ZAPEŁNIAŁY SIĘ SŁUPKAMI NA KTÓRYCH DOKONYWANO OPERACJI DODAWANIA, DZIELENIA I MNOŻENIA, PRZY JEDNOCZESNYM ZAGRYZANIU WARG I WZNOSZENIU OCZU DO NIEBA – ZAPEWNE W CELU UZYSKANIA BOSKICH PODPOWIEDZI.

W KOŃCU PADŁA CENA – US$ 260. SPOJRZELIŚMY NA SIEBIE NIE WIEDZĄC CZY PŁAKAĆ, CZY SIĘ ŚMIAĆ. WYBRALIŚMY TRZECIĄ OPCJĘ CZYLI KATEGORYCZNY SPRZECIW. NEGOCJOWALIŚMY DALEJ. OPERACJE MATEMATYCZNE POWTARZYŁY SIĘ.
WRESZCIE, KIEDY PADŁA KWOTA US$ 120 OD RAZU POWIEDZIAŁAM TAK, ALE ZA DWA DNI. SAMOCHÓD I PRZEWODNIK NA CAŁY DZIEŃ. FACET SPOJRZAŁ NA MNIE ZASKOCZONY. PIETRUSZKA BYŁ ZDZIWIONY, I CHYBA PRZEZ SEKUNDĘ NAWET CHCIAŁ PRZEJŚĆ DO OBOZU WYŻSZYCH CEN. ALE POWTÓRZYŁAM OFERTĘ NA TYLE KATEGORYCZNIE, ŻE UMOWA ZOSTAŁA ZAWARTA. DZIEŃ OZNACZAŁ CZAS OD 9-tej DO 17-tej. NA  KONIEC USTALILIŚMY JESZCZE RAZ, KTÓRE OBIEKTY MIELIŚMY ZOBACZYĆ.

WNIOSEK Z TEGO BYŁ TAKI, ŻE BEZ ZNIŻANIA CENY OD RAZU O POŁOWĘ NIE MA CO DYSKUTOWAĆ.

NA KOLACJĘ POJECHALIŚMY DO ETNO RESTAURACJI ANTICA. TO OBSZERNA RESTAURACJA PRZY JEDNEJ Z GŁÓWNYCH ULIC. MA BAR, SALĘ PRZEZNACZONĄ NA WYSTĘPY FOLKLORYSTYCZNE – CZYLI TAŃCE I ŚPIEW ETIOPSKI; PRZESTRZEŃ NA ŚWIEŻYM POWIETRZU ORAZ MAŁĄ ZADASZONĄ SALKĘ.
FAJNIE TO WYGLĄDAŁO. DOŚĆ DUŻO LUDZI W LOKALU DAWAŁO NADZIEJĘ NA DOBRE JEDZENIE.

USIEDLIŚMY W ZAMKNIĘTYM POMIESZCZENIU BO MAPNIK NIE CZUŁ SIĘ DOBRZE, A WŁAŚCIWIE CZUŁ SIĘ CORAZ GORZEJ.

MIELIŚMY TROCHĘ KŁOPOTÓW PRZY KONTAKCIE Z OBSŁUGĄ, ALE W KOŃCU UDAŁO NAM SIĘ ZAMÓWIĆ TRADYCYJNE ETIOPSKIE DANIA Z INDŻERĄ. OKAZAŁO SIĘ TEŻ, ŻE MAJĄ TUTAJ WINO. CHCIELIŚMY JE ZOBACZYĆ. KELNERKA PRZYNIOSŁA ZAMKNIĘTĄ BUTELKĘ. ZA NIĄ, CHYBA DLA WSPARCIA, POJAWIŁ SIĘ KOLEGA KELNER. BYLI BARDZO MILI. PODALI NAZWĘ SERWOWANEGO WINA. NIC NAM ONA NIE MÓWIŁA. NA SZCZĘŚCIE KTÓREŚ Z NAS WZIĘŁO PRZYTOMNIE BUTELKĘ DO RĘKI, ZANIM KORKOCIĄG ZOSTAŁ WBITY W KOREK. WINO OKAZAŁO SIĘ BYĆ SŁODKIM (LUB PÓŁSŁODKIM) !!
NASZE TWARZE MUSIAŁY MIEĆ WYRAZ ZNIESMACZENIA POPARTY ROZCZAROWANIEM NA TYLE WIDOCZNY, ŻE SZYBKO ZAMIENIONO JE NA INNE. TYM RAZEM WYTRAWNE.

DOBRA INDŻERA Z  ZUPEŁNIE DOBRYM CZERWONYM WINEM BARDZO NAM SMAKOWAŁA. CENA – 600 BIRR – NIE BYŁA TAKŻE ZŁA.

.

> ZOBACZ FOTY <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *