gonder,

02.02.2019 – GONDER. ŁAŹNIE FASILEDESA I PAŁAC CESARZOWEJ. A DO TEGO DOBRE JEDZENIE.

.
RANO MOJA SKROŃ NIE WYGLĄDAŁA OKROPNIE. ZA TO NOGA TAK. SPUCHNIĘTA I SINA. ODCZUWAŁAM BÓL, KULAŁAM, KUSTYKAŁAM, ALE JAKOŚ DOSZLIŚMY DO ŁAŹNI FASILEDESA. BILET DO FASIL GHEBI OBEJMUJE WEJŚCIE TUTAJ.

KOMPLEKS ZNAJDUJE SIĘ BLISKO NASZEGO HOTELU. MOŻNA POWIEDZIEĆ NA TRASIE DO CENTRUM. WIĘC SIŁĄ RZECZY – SZCZEGÓLNIE DZISIAJ – MUSIAŁ BYĆ PIERWSZYM PUNKTEM PROGRAMU. ZWIEDZALIŚMY NA CZCZO, BO POMIJAJĄC NASZ HOTEL NIE BARDZO BYŁO GDZIE COŚ ZJEŚĆ. W PERSPEKTYWIE MIELIŚMY ŚNIADANIE W CENTRUM W TEJ SAMEJ KNAJPCE W KTÓREJ JEDLIŚMY POPRZEDNIEGO DNIA.

ŁAŹNIE OTOCZONE SĄ WYSOKIM MUREM Z WIEŻYCZKAMI. NA ŚRODKU OBMUROWANEGO BASENU STOI BARDZO ŁADNY NIEWIELKI PAŁACYK POSADOWIONY NA  ARKADOWEJ KONSTRUKCJI. WODA A WŁAŚCIWIE JEJ RESZTKI OBMYWAJĄ BUDYNEK. CAŁOŚĆ BARDZO WYSMAKOWANA I WYSTYLIZOWANA.

PRZYJEMNIE BYŁOBY TAM ZAMIESZKAĆ I NIE MA SIĘ CO DZIWIĆ FASILEDESOWI, ŻE POMIESZKIWAŁ TU LATEM. FASILEDES W OGÓLE MIAŁ – SĄDZĄC PO TYM CO WIDZIELIŚMY, DOBRY GUST I BARDZO DOBRYCH ARCHITEKTÓW. OBIEKTEM OPIEKUJĄ SIĘ DWIE ETIOPIKI. TYLE TYLKO, ŻE NIE ZA BARDZO WIADOMO CO TAM ROBIĄ. BRODZĄ W PŁYTKIEJ WODZIE WYŁAWIAJĄC Z NIEJ COŚ OD CZASU DO CZASU I SPRAWDZAJĄ BILETY.

BASEN NAPEŁNIANY JEST WODĄ W ŚWIĘTO TIMKAT I STANOWI NAJWAŻNIEJSZE W GONDARZE MIEJSCE OBCHODÓW OBJAWIENIA PAŃSKIEGO. CHODZĄC WOKÓŁ WYPATRYWALIŚMY BUDYNKU ZWANEGO “DOMEM KURCZAKÓW,” ALE NIE BYLIŚMY PEWNI CZY TO CO UWAŻALIŚMY ZA DOM KURCZAKÓW FAKTYCZNIE NIM BYŁO. TEREN SPRAWIA WRAŻENIE OPUSZCZONEGO. MOŻE DLATEGO, ŻE LEŻY TROCHĘ NA UBOCZU. JEDNAK MOIM ZDANIEM JEST BARDZO CIEKAWY, MA DUŻO UROKU.

PO WYJŚCIU NATYKAMY SIĘ NA SZKOŁĘ JAZDY TUK-TUKÓW. SETKI RAZY KORZYSTALIŚMY Z TEGO RODZAJU TRANSPORTU OBSERWUJĄC KARKOŁOMNE MANEWRY KIEROWCÓW. NIGDY JEDNAK NIE ZASTANAWIAJĄC SIĘ SKĄD BIORĄ SIĘ ICH UMIEJĘTNOŚCI.

NA DOŚĆ DUŻYM PLACU STAŁY USTAWIONE JAK DO SLALOMU NISKIE PALIKI. MIĘDZY NIMI USIŁUJĄ SIĘ ZMIEŚCIĆ I PRZEJECHAĆ SWOIMI POJAZDAMI KANDYDACI NA KIEROWCÓW. DOKONUJĄ ZWROTÓW, SKRĘTÓW. JADĄ TYŁEM, PRZODEM, BOKIEM. WSZYSTKO POD CZUJNYM OKIEM NAUCZYCIELI. PO KILKANAŚCIE RAZY POWTARZAJĄ TE SAME MANEWRY. BARDZO CIEKAWE. PATRZYMY DŁUŻSZĄ CHWILĘ. WIDAĆ, ŻE NABYWANIE UMIEJĘTNOŚCI DO POZIOMU SZALEŃCZEJ JAZDY PO MIEŚCIE NIE JEST PROSTE I WYMAGA JAK WSZYSTKO NIEKOŃCZĄCYCH SIĘ ĆWICZEŃ.

.

gonder,

GONDER – ZAMAWIAMY ŚNIADANIE W TELE CAFÉ

.

ŁAPIEMY TUK-TUKA Z WYSZKOLONYM JUŻ KIEROWCĄ I JEDZIEMY DO TELE CAFÉ W CENTRUM MIASTA, ABY ZJEŚĆ PÓŹNE ŚNIADANIE. DOŚWIADCZENIA DNIA POPRZEDNIEGO PROCENTUJĄ. WIEMY JAK I CO MAMY ZAMAWIAĆ. BUŁKI NADAL PYSZNE. PO PEWNYM CZASIE POKONUJEMY POŚNIADANIOWE LENISTWO I ZBIERAMY SIĘ ABY OBEJRZEĆ KUSKUAM.

KAMIENNY ZESPÓŁ PAŁACOWY JEST POŁOŻONY TROCHĘ POZA MIASTEM NA WYSOKOŚCI 2234 m. ZBUDOWANY ZOSTAŁ DLA CESARZOWEJ MENTEWAB PO ŚMIERCI JEJ MĘŻA – CESARZA BEKAFFA.

SZUKAMY CHĘTNEGO DO TEJ JAZDY CO WCALE NIE JEST TAKIE PROSTE. NIE DOŚĆ ŻE WYSOKO, TO MY JESZCZE CHCEMY ABY NIE BYŁO DROGO. W KOŃCU ZA KWOTĘ 200 BIRR ZNAJDUJEMY KIEROWCĘ.

DROGA JEST KRĘTA I WYBOISTA. DOCIERAMY NA SZCZYT W MOMENCIE UROCZYSTOŚCI RELIGIJNYCH.

POCHÓD LUDZI WYCHODZI ZE ZNAJDUJĄCEGO SIĘ TAM MARIAM KUSQUAM CHURCH. ROZBRZMIEWA ICH ŚPIEW, MUZYKA Z RÓŻNYCH INSTRUMENTÓW. PRZYGLĄDAMY SIĘ CHWILĘ, CZEKAJĄC AŻ BĘDZIEMY MOGLI WEJŚĆ DO KOMPLEKSU PAŁACOWEGO. NIESTETY NIE JESTEŚMY W STANIE POROZUMIEĆ SIĘ NA TYLE ABY DOWIEDZIEĆ SIĘ CO DO ZA UROCZYSTOŚCI.

KOMPLEKS PAŁACOWY OTOCZONY JEST WYSOKIM MUREM ODDZIELAJĄCYM GO OD KOŚCIOŁA. TUTAJ REZYDOWAŁA MENTEWAB. CESARZOWA, JAK WYNIKA Z HISTORII MUSIAŁA BYĆ MĄDRĄ, O SILNEJ OSOBOWOŚCI KOBIETĄ. ODGRYWAŁA DUŻĄ ROLĘ POLITYCZNĄ. SPRAWOWAŁA WŁADZĘ DO OSIĄGNIĘCIA PEŁNOLETNIOŚCI PRZEZ SYNA IYASU II, A I POTEM MIAŁA DUŻY WPŁYW NA RZĄD. KIEDY PO JEGO ŚMIERCI NA TRON WSTĄPIŁ JEJ WNUK JOAS (LYOAS), MENTEWAB CHCIAŁA KONTYNUOWAĆ WSPÓŁRZĄDZENIE PAŃSTWEM ALE SPRZECIWIŁA SIE TEMU MATKA LYOASA CO DOPROWADZIŁO DO KONFLIKTU ZBROJNEGO.

KOMPLEKS PAŁACOWY STANOWIĄ DOŚĆ DOBRZE ZACHOWANE RUINY. WIDAĆ ZARYS PAŁACU DO PIERWSZEGO PIĘTRA. NA JEDNYM Z MURÓW MOŻNA DOSTRZEC KRZYŻ Z GONDERU. TO WEJŚCIE DO SYPIALNI. WYRÓŻNIA SIĘ DUŻA SALA BANKIETOWA. CIEKAWA JEST OKRĄGŁĄ KAPLICA Z DWUNASTOMA WNĘKAMI UMOŻLIWIAJĄCA CESARZOWEJ MODLITWY W OKRESIE MENSTRUACJI, KIEDY KOBIECIE NIE WOLNO WEJŚĆ DO KOŚCIOŁA.
WARTO POCHODZIĆ PO RUINACH ODKRYWAJĄC CORAZ TO NOWE SZCZEGÓŁY. KIEDYŚ MUSIAŁO TU BYĆ PIĘKNIE. SZKODA TYLKO, ŻE JAK WIELE ZABYTKÓW W ETIOPII, ZESPÓŁ PAŁACOWY JEST ZAPUSZCZONY; BRAKUJE OPISÓW; CHOĆBY PODSTAWOWYCH REKONSTRUKCJI.

PO POŁUDNIU WRACAMY DO HOTELU. TRZEBA SIĘ ZAPAKOWAĆ, ZROBIĆ ODPRAWĘ. LINIE ETIOPSKIE MAILEM JUŻ PRZYPOMINAJĄ O JUTRZEJSZYM LOCIE, ALE MIMO LICZNYCH PRÓB INTERNETOWA ODPRAWA NIE DOCHODZI DO SKUTKU.

PRZED WYJŚCIEM NA KOLACJĘ SIEDZIMY PRZY JEDNYM ZE STOLIKÓW W PRZYHOTELOWYM OGRODZIE. PEŁEN ZIELENI PODZIELONY NA DWIE CZĘŚCI JAPOŃSKIM MOSTKIEM PRZERZUCONYM NAD NI TO BASENEM NI TO FONTANNĄ , OTOCZONY BAREM I RESTAURACJĄ STANOWI BARDZO FAJNE MIEJSCE.

NA KOLACJĘ WYBIERAMY SIĘ DO RESTAURACJI KTÓRĄ WYNALAZŁ PIETRUSZKA. NAZYWA SIĘ FOUR SISTERS CZYLI 4 SIOSTRY. MA BARDZO WYSOKIE NOTOWANIA. MIEŚCI SIĘ NIEDALEKO CENTRALNIE POŁOŻONEGO PIAZZA.

DOJEŻDŻAMY TUK-TUKIEM DO KTÓREGO NADAL MUSZĘ SIĘ WSUWAĆ, BO TRUDNO MI ZGIĄĆ NOGĘ.

RESTAURACJA MA KILKA POMIESZCZEŃ. PRZY WEJŚCIU JEDNA Z WŁAŚCICIELEK WITA GOŚCI. PRZECHODZIMY PRZEZ DUŻĄ SALĘ OBOK, OLBRZYMIEGO STOŁU ZASTAWIONEGO PRZERÓŻNYMI DANIAMI. SIADAMY PRZY DUŻYM STOLE W NASTĘPNEJ SALI. STYLOWA ARANŻACJA WNĘTRZA, PROFESJONALNA OBSŁUGA, DOBRA ATMOSFERA. MAM JEDNO ZASTRZEŻENIE, W SALI JEST BARDZO CIEMNO MIMO, ŻE NA DWORZE JEST JESZCZE JASNO.

MOŻNA WYBRAĆ DANIA Z KARTY LUB SKORZYSTAĆ Z BUFETU. BUFET ZA CENĘ 200 BIRR PROPONUJE WIELE DAŃ BARDZO SMAKOWICIE WYGLĄDAJĄCYCH. SPECJALNIE PODESZŁAM POD TEN OGROMNY STÓŁ ABY ZOBACZYĆ CO KUCHNIA OFERUJE. BYŁY ROZMAITE WARZYWA, MIĘSO, ROŚLINY STRĄCZKOWE W RÓŻNYCH SOSACH, TAMTEJSZE CHLEBY I WIELE RÓŻNYCH DAŃ, KTÓRE NIE WIEM CZYM BYŁY, A PYTAĆ NIE WYPADAŁO. IMPONUJĄCY BUFET WYDAWAŁ NAM SIĘ NIE DO PRZEJEDZENIA. KORZYSTAŁO Z NIEGO WIELE OSÓB, NAJCZĘŚCIEJ Z GRUPOWYCH WYCIECZEK.

MY WOLELIŚMY JEDNAK DANIA Z KARTY. JA ZAMÓWIŁAM SPECIAL FOUR SISTERS TIBS ZA 90 BIRR. BARDZO FAJNE RÓŻNE RODZAJE SMAŻONEGO MIĘSA, SOSY, INDŻERA. PIETRUSZKA JADŁ JAKĄŚ KOZĘ. JEDZENIE BYŁO DOBRE. SMAKOWAŁO NAM.

DUŻO TURYSTÓW – W NASZEJ OCENIE – NIE UMNIEJSZAŁO ANI WARTOŚCI KULINARNYCH ANI KLASY LOKALU. WRACAJĄC MUSIELIŚMY TROCHĘ PODEJŚĆ ABY ZŁAPAĆ TUK-TUKA. CZTERY SIOSTRY ZNAJDUJĄ SIĘ NA UBOCZU, W BOCZNEJ ULICZCE.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *