gonder, Fasil Ghebbi

01.02.2019 – GONDER. NAPAŚĆ NA WOMBATA W KOŚCIELE CHRZEŚCIJAŃSKIM

.
DZIEŃ ROZPOCZĘŁO POSZUKIWANIE WYNALEZIONEJ PRZEZ WOMBATA W INTERNECIE RESTAURACJI TELESATELLITE. MIAŁA ONA SERWOWAĆ SUPER ŚNIADANIA.

PODJECHAWSZY TUK-TUKIEM W OKOLICE PIAZZA ZOSTAWIŁEM WOMBATA POD OPIEKĄ KARASIA I POSZEDŁEM NA ZWIAD. WSZYSCY NIBY SŁYSZELI O TELESATELLITE, ALE NIKT MI NIE POTRAFIŁ JEJ POKAZAĆ. WRESZCIE KTOŚ POWIEDZIAŁ, ŻE MIEJSCÓWKA ZMIENIŁA NAZWĘ, NAZYWA SIĘ TELE CAFÉ I JEST PO PRAWEJ OD WEJŚCIA DO BUDYNKU TELEKOMUNIKACJI.
FAKTYCZNIE BYŁA. ZOSTAWILIŚMY WOMBATA W CAFÉ I POSZLIŚMY ZAŁATWIĆ SOBIE DOSTĘP DO INTERNETU W NASZYCH SMARTFONACH, TABLETACH I KOMPACH.

KUPNO DOSTĘPU DO NETU W BUDYNKU TELEKOMUNIKACJI ETIOPSKIEJ W GONDERZE WCALE NIE JEST ŁATWE. NAJPIERW MUSIAŁEM PRZEJŚĆ PRZEZ KONTROLĘ BEZPIECZEŃSTWA. POTEM, JUŻ W ŚRODKU WPADŁEM W TŁUM KŁĘBIĄCYCH SIĘ DO KILKUNASTU BIUREK LUDZI. ZACZĄŁEM SIĘ ZASTANAWIAĆ, KTÓRA KOLEJKA BĘDZIE NAJSZYBSZA I JUŻ W JEDNEJ STAWAŁEM, GDY NI Z TEGO NI Z OWEGO KARAŚ ZAUWAŻYŁ, ŻE PRZECIEŻ NIE BĘDZIEMY TRACIĆ CZASU TYLKO PO TO BY ZASIĘGNĄĆ INFO, DLACZEGO MOJA DOPIERO CO KUPIONA KARTA JUŻ JEST PUSTA, CHOCIAŻ PRAWIE Z NIEJ NIE KORZYSTAŁEM. Z PEWNYMI OPORAMI NATURY ETYCZNEJ PRZEBIŁEM SIĘ DO JEDNEGO Z URZĘDNIKÓW I WYŁUSZCZYŁEM W CZYM PROBLEM. OKAZAŁO SIĘ, ŻE STARTOWE KARTY Z DOSTĘPEM DO NETU DZIAŁAJĄ OD CHWILI WŁĄCZENIA DO KOŃCA MIESIĄCA, A POTEM TRZEBA JE DOŁADOWAĆ. NIE WIEDZĄC O TYM ODPALILIŚMY NASZE PLASTIKI TUŻ PO ICH NABYCIU, CZYLI 29. I TERAZ MAMY PROBLEM. URZĘDNIK, DO KTÓREGO PODSZEDŁEM NIE MÓGŁ MI POMÓC, ALE KRZYKNĄŁ COŚ DO KOLEGI I KAZAŁ MI SIĘ DO NIEGO PRZEBIĆ PRZEZ MORZE LUDZI. KIEDY DOŃ DOTARŁEM WSZYSTKO POSZŁO BŁYSKAWICZNIE. NAJWYRAŹNIEJ CHCIANO SIĘ NAS JAK NAJSZYBCIEJ POZBYĆ  …

NARESZCIE MOGLIŚMY USIĄŚĆ PRZY STOLIKU W TELE CAFÉ  I DOSTAĆ COŚ DO ZJEDZENIA. ALE I TU CZEKAŁY NA NAS SCHODY. TUTEJSZA OBSŁUGA MA BARDZO LIMITOWANĄ ZNAJOMOŚĆ ANGIELSKIEGO, A DO TEGO Z JAKIEGOŚ POWODU NIE MOGŁEM DOPROSIĆ SIĘ MENU. WRESZCIE WETKNĄWSZY NOSY DO KILKU DAŃ PODANYCH LOKALNYM KLIENTOM PRZY STOLIKACH OBOK, UDAŁO NAM SIĘ WYTŁUMACZYĆ NA CO MAMY OCHOTĘ. ZDECYDOWALIŚMY SIĘ NA FANTASTYCZNIE ŻÓŁTĄ JAJECZNICĘ, DO KTÓREJ PODANO BUŁKI – MARZENIE. TAK DOBRYCH BUŁEK NIE JADŁEM OD DZIESIĘCIOLECI. OSTATNIO CHYBA POD KONIEC LAT 70-tych. DZISIAJ TAKICH JUŻ NIE MA …
MOŻNA BY JE ŚMIAŁO NAZWAĆ POLSKIMI, BO I KSZTAŁTEM I SMAKIEM PRZYPOMINAŁY MI NASZE RODZIME WYROBY Z BARDZO DOBREJ, NIEWIELKIEJ PIEKARNI IDĄCEJ W JAKOŚĆ A NIE W ILOŚĆ. CHRUPIĄCE, LEKKO CIEPŁE, NIE GUMOWE. PYCHA …

NAJEDZENI RUSZYLIŚMY W KIERUNKU ODLEGŁEGO O JAKIEŚ 500 m KOMPLEKSU ZABYTKÓW – tzw. DZIELNICY KRÓLEWSKIEJ, WSTĘPUJĄC PO DRODZE NA CHWILĘ DO RESTAURACJI HOTELU QUARA. JESZCZE JEDZĄC ŚNIADANIE ZAUWAŻYLIŚMY ŻE BUDYNEK STOJĄCEGO OBOK HOTELU MA OGROMNY TARAS NA DACHU. DOSZLIŚMY DO WNIOSKU, ŻE NAJPRAWDOPODOBNIEJ JEST TAM RESTAURACJA. FAKTYCZNIE. DOKŁADNIE TAK BYŁO. Z TEJ WYSOKOŚCI WIDOK NA PIAZZA I POŁUDNIOWĄ STRONĘ MIASTA LEKKO OSZAŁAMIA. TRZEBA BĘDZIE TU PRZYJŚĆ…

.

gonder, Fasil Ghebbi

GONDER – ZWIEDZAMY FASIL GHEBBI

.

FASIL GHEBBI TO SPOREJ WIELKOŚCI KOMPLEKS. OBEJMUJE NIEMAŁĄ PRZESTRZEŃ W ŚRODKU MIASTA, PEŁNĄ BUDYNKÓW W RÓŻNYM STANIE ROZKŁADU. STRUKTURALNIE W WIĘKSZOŚCI SĄ ZACHOWANE DOBRZE. NA NIEKTÓRYCH CZAS ODBIŁ SWOJE  PIĘTNO I POZOSTAWIŁ JE LEKKO ZDEWASTOWANE. ZDECYDOWANIE TRZEBA TO ZOBACZYĆ. CZAS ZWIEDZANIA: ok. 120 min. WSTĘP 200 PIWEK / os. WARTO PRZED WEJŚCIEM ZAOPATRZYĆ SIĘ W COŚ DO PICIA.

TUK-TUKIEM POMKNĘLIŚMY TERAZ DO ODDALONEGO OD CENTRUM KOŚCIOŁA DEBRE BIRHAN SELASSIE.
JAZDA TRWAŁA 10 min. ZDECYDOWANIE KRÓCEJ NIŻ ZNALEZIENIE KIEROWCY CHĘTNEGO NA TEN KURS ZA NASZĄ CENĘ.

OTOCZONY MUREM KOŚCIÓŁ STOI NA  SZCZYCIE WZGÓRZA. ZARZĄDZAJĄCY KAPŁAN POZWALA NAM WEJŚĆ DO ŚRODKA. OCZYWIŚCIE WOMBACIK MUSI UŻYĆ BOCZNYCH DRZWI.
W ŚRODKU JEST KILKA CIEKAWYCH OBRAZÓW – MNICH OBJAŚNIA ICH ZNACZENIE. MNIE NAJBARDZIEJ PODOBAJĄ SIĘ STARE ODRZWIA …
OBCHODZIMY KOŚCIÓŁEK DOOKOŁA. POMIĘDZY MUREM A ŚWIĄTYNIĄ ROSNĄ DRZEWKA TWORZĄC RODZAJ PRZERZEDZONEGO PARCZKU.
OGLĄDANIE ZAJMIE ok. 40  min. WSTĘP 100 PIWEK.

NASYCENI DUCHOWO RUSZYLIŚMY DO LEŻĄCEGO W CENTRUM MUZEUM GONDERU. CHWILĘ PÓŹNIEJ WYSIEDLIŚMY Z TUK-TUKA PRZED ZAMKNIĘTĄ BRAMĄ BUDYNKU … PECH – COŚ NAPRAWIAJĄ …

NA CAŁE SZCZĘŚCIE MAMY MOJĄ PODRĘCZNĄ WIKIPEDIĘ – WOMBATA. ŚWIETNIE ZORIENTOWANA W TOPOGRAFII CENTRUM MIASTA, BŁYSKAWICZNIE KIERUJE NAS – DWA POTULNE BARANY – DO STOJĄCEGO 150 m DALEJ KOŚCIOŁA MEDHANE ALEM – SIEDZIBY ETIOPSKIEGO BISKUPA PRAWOSŁAWNEGO W GONDAR.
WCHODZI SIĘ NA JEGO TEREN DŁUGIM SZPALEREM ZIELENI. BUDYNEK STANDARDOWO JEST OWALNY Z BIEGNĄCYM DOOKOŁA SZEROKIM NA JAKIŚ 1 I 1/2 m ZEWNĘTRZNYM KORYTARZEM. OCZYWIŚCIE WOMBAT MUSI PRZEJŚĆ PRZEZ DRZWI DLA KOBIET. ZOSTAWIAMY GO I KIERUJEMY SIĘ DO WIDOCZNYCH W TYLE SCHODKÓW.

ZOSTAJĘ NA ZEWNĄTRZ BO MUSZĘ ZDJĄĆ BUTY I SKARPETKI. KARAŚ NATOMIAST MA ZROBIĆ REKONESANS I WRÓCIĆ Z INFO, CZY DA SIĘ TĘDY PRZEJŚĆ DO ŚRODKA. WRACA PO CHWILI. MELDUJE ŻE ZNALAZŁ DROGĘ I ZNIKA. NIEDŁUGO POTEM RUSZAM ZA NIM …

GDY KILKA MINUT PÓŹNIEJ STAJĘ W WITRYNIE POTĘŻNYCH ODRZWI PROWADZĄCYCH DO ZAKRYTEGO CIĘŻKIMI KONARAMI WNĘTRZA, SŁYSZĘ POTWORNY,  PRZECHODZĄCY W ZAWODZENIE WRZASK MOJEGO WOMBATA. RĘKA, KTÓRĄ WŁAŚNIE MIAŁEM ODGARNĄĆ KOTARĘ DOSTAJE KOSMICZNEGO PRZYSPIESZENIA. ODSŁANIA JAKIEŚ STRASZNIE CIEMNE, PRAWIE NIEROZPOZNAWALNE DLA OKA CZELUŚCIE. WPADAM DO ŚRODKA. OKO ROZPOZNAJE KOLEJNĄ ZWISAJĄCĄ ZASŁONĘ. ODSUWAM JĄ GWAŁTOWNIE. W NIEWIELKIEJ PRZESTRZENI, JASNO OŚWIETLONEJ ŚWIATŁEM PADAJĄCYM Z OTWARTYCH NA OŚCIEŻ DRZWI, DOSTRZEGAM KĄTEM OKA NA WPÓŁ LEŻĄCEGO NA SCHODACH ZAPŁAKANEGO WOMBACIKA. DZIEWCZYNA WYGLĄDA STRASZNIE. NA CZOLE MA OGROMNEGO GUZA NABIERAJĄCEGO Z KAŻDĄ MINUTĄ CORAZ TO WIĘKSZYCH ROZMIARÓW I ZMIENIAJĄCEGO KOLOR Z SILNEGO NA FIOLETOWY, W TEMPIE KAMELEONA, KTÓRY WPADŁ DO GENCJANY.

SEKUNDY PÓŹNIEJ Z PRZECIWNEJ STRONY KORYTARZA WYPADA KARAŚ. WIDZĄC STAN GŁOWY WOMBATA PROPONUJE POLAĆ JĄ WODĄ. POSZKODOWANA NIE PROTESTUJE, WIĘC WPROWADZAMY W CZYN JEGO POMYSŁ. MOKRE WŁOSY DZIEWCZYNY TWORZĄ KOSMYKI W KOLORZE KRWI – DELIKATNIE MÓWIĄC WYGLĄDAJĄCE ŹLE, BO DO ZŁUDZENIA PRZYPOMINAJĄ SPŁYWAJĄCĄ Z GŁOWY KREW.

CHCEMY WIEDZIEĆ CO SIĘ STAŁO. WOMBAT TŁUMACZY, ŻE CHCIAŁA WEJŚĆ DO ŚRODKA KOŚCIOŁA DWA RAZY … ZA PIERWSZYM NATKNĘŁA SIĘ NA KSIĘDZA, KTÓRY NIE WIEDZIEĆ CZEMU POKAZAŁ JEJ NA MIGI BY WYSZŁA. TAK TEŻ ZROBIŁA, CHOCIAŻ BYŁA UBRANA wg. WSZELKICH RYGORÓW TUTEJSZEGO KOŚCIOŁA. ZA DRUGIM RAZEM – WCHODZĄC INNYM WEJŚCIEM – MIAŁA NIESZCZĘŚCIE TRAFIĆ NA TEGO SAMEGO, NAJWYRAŹNIEJ ODLATUJĄCEGO MENTALNIE KAPŁANA.
ZAUWAŻYŁA JEGO SKIEROWANY NA SIEBIE OBŁĄKANY WZROK I ZACZĘŁA SIĘ WYCOFYWAĆ. JEDNAK REJTEROWAŁA ZBYT WOLNO, BO SZALENIEC ZDĄŻYŁ JĄ HUKNĄĆ W PLECY TAK MOCNO, ŻE PRZELECIAŁA W POWIETRZU 3 m, UDERZAJĄC GŁOWĄ WE FRAMUGĘ DRZWI.  SPŁYWAJĄC PO ODRZWIACH NA KAMIENNE SCHODY DODATKOWO UDERZYŁA O NIE UDEM.

SŁUCHAJĄC RELACJI NIE ZWRÓCILIŚMY UWAGI NA 3 DUCHOWNYCH, KTÓRZY POJAWILI SIĘ NIE WIADOMO SKĄD. JEDEN Z NICH PRAWIE NATYCHMIAST ZNIKNĄŁ. POTEM OKAZAŁO SIĘ ŻE TO ON WŁAŚNIE BYŁ DAMSKIM MIKSEREM. NAWET NIE ZDĄŻYŁEM ZAPAMIĘTAĆ JEGO TWARZY. WSZYSTKO TO TRWAŁO SEKUNDY. ZDECYDOWANIE KRÓCEJ, NIŻ TEN OPIS.

DWAJ POZOSTALI MNISI USIŁOWALI POMÓC. CIĄGLE NIE WIEM CZY SZCZERZE, BO GDY ZASTANAWIAŁEM SIĘ CZY WZYWAĆ POLICJĘ, CZY JECHAĆ DO SZPITALA, TO MOCNO NACISKALI NA WYBÓR TEJ DRUGIEJ OPCJI, OBIECUJĄC SZYBKIE ZORGANIZOWANIE PRZEJAZDU DO ZNAJOMEJ KLINIKI. FAKTYCZNIE WEZWANY TUK-TUK PODJECHAŁ W KILKA MINUT. POSTANOWILIŚMY ODPUŚCIĆ POLICJĘ PRZYNAJMNIEJ DO MOMENTU BADANIA LEKARSKIEGO. TYM BARDZIEJ, ŻE MNISI SUGEROWALI, IŻ ICH GWAŁTOWNY KOLEGA MA DELIKATNIE MÓWIĄC ŚWIRA I PONOĆ NIE NALEŻY DO TEGO KOŚCIOŁA. DODATKOWO ZDAWAŁEM SOBIE SPRAWĘ, ŻE CIĘŻKO NAM BĘDZIE PRZEBIĆ SIĘ Z OSKARŻENIEM KSIĘDZA. ONI SĄ TUTAJ BARDZIEJ ŚWIĘCI NIŻ W POLSCE. W POLSCE CZĘŚĆ ELEKTORATU NIE KOJARZY O CZYM MÓWI. NIE WIEM JAK TUTAJ, ALE NIE SĄDZĘ BY BYŁO LEPIEJ. NIE WIDZIAŁEM SENSU ZAWRACANIA GŁOWY POLICJI.

PODJECHALIŚMY POD “KLINIKĘ”. OCZYWIŚCIE MUSIAŁEM ZAPŁACIĆ ZA TUK-TUKA.

“KLINIKA” NIE MIAŁA ZBYT WIELU PACJENTÓW. ZOSTALIŚMY PRZYJĘCI BŁYSKAWICZNIE. KUMATY W ANGIELSKIM LEKARZ RODZINNY OBEJRZAŁ WOMBATA, ZAPYTAŁ O OBJAWY POSTTRAUMOWE I  NAJWYRAŹNIEJ SIĘ USPOKOIŁ. SZYBKO USTALIŁ CO TRZEBA ZAPODAĆ. ZALECIŁ ZIMNE OKŁADY. POPROSIŁ SIOSTRĘ O PRZYNIESIENIE LODU. POTEM OBEJRZAŁ POTŁUCZONĄ NOGĘ. TA WYGLĄDAŁA PONOĆ GORZEJ NIŻ GLOWA, ALE NIE BYŁA ZŁAMANA. CIĘŻAR SPADŁ NAM Z SERCA … NA ZAKOŃCZENIE DOKTOR WYPISAŁ RECEPTĘ NA JAKIEŚ MAŚCI, KTÓRE, JAK SIĘ OKAZAŁO PRZEZORNY WOMBACIK MIAŁ ZE SOBĄ.

CAŁE BADANIE TRWAŁO 15 min I KOSZTOWAŁO US $ 5.

WRÓCILIŚMY DO HOTELU. OD WSTRZĄŚNIĘTEJ NASZYMI PRZEJŚCIAMI KELNERKI DOSTAŁEM WOREK LODU. UŁOŻYLIŚMY MOJĄ POKIERESZOWANĄ PARTNERKĘ NA ŁÓŻKU, DALIŚMY JEJ WZMACNIAJĄCEGO WHISKACZA I CZEKALIŚMY NA JEGO DZIAŁANIE.

WOMBAT REGENEROWAŁ SIŁY BŁYSKAWICZNIE. LIMO SKLĘSŁO, I TYLKO KOLOR SKÓRY ŚWIADCZYŁ O NIEDAWNYCH PRZEJŚCIACH.

JEŚLI CHODZI O JEDZENIE TO NIE WPROWADZILIŚMY ŻADNYCH ZMIAN W PLANOWANEJ OD RANA WIECZERZY W HOTELU QUARA.

DWIE GODZINY PÓŹNIEJ RUSZYLIŚMY NA KOLACJĘ. OCZYWIŚCIE TUK-TUKIEM. WOMBAT NIE WYGLĄDAŁ ŹLE. JEDNAK NOGA POWAŻNIE JĄ BOLAŁA. MOGŁA CO NAJWYŻEJ KUŚTYKAĆ WSPARTA NA RAMIENIU KTÓREGOŚ Z NAS – JEJ “OCHRONIARZY”.
POBIEGŁEM PRZODEM ZAJMOWAĆ MIEJSCA, A KARAŚKO W TYM CZASIE ZAHOLOWAŁ MOJĄ POTŁUCZONĄ LASECZKĘ NA DRUGIE PIĘTRO.

RESTAURACJA HOTELU QARA MA DUŻĄ SALĘ JADALNĄ NA DACHU DOŚĆ WYSOKIEGO BUDYNKU TUŻ PRZY tzw. PIAZZA, W SAMYM ŚRODKU STAREGO MIASTA. WYSTRÓJ PRZECIĘTNY. SPORO MOŻNA BY TU POPRAWIĆ.

JEŚLI CHODZI O MENU TO PRZEDE WSZYSTKIM WARTO ZAZNACZYĆ, IŻ MAJĄ TU BOGATY WYBÓR DAŃ LOKALNYCH I EUROPEJSKICH. TE OSTATNIE TO GŁÓWNIE PIZZA I INNE POZOSTAŁOŚCI PO WŁOSKICH OKUPANTACH.

JA JAK ZWYKLE POSZEDŁEM W KOŹLINĘ. BYŁA NIEZŁA. GDYBY JESZCZE LEPIEJ DOPRAWIONA… RAZEM ZE ŚWIERZĄ INDŻERĄ SMAKOWAŁA DOBRZE. KARAŚ I WOMBACIK WYBRALI KURCZAKOSA. TEŻ IM SMAKOWAŁ. WOMBAT DODATKOWO ZJADŁ SAŁATKĘ Z POMIDORÓW I AWOKADO.

OBIAD NA OSOBĘ Z NAPOJAMI (PIWO, WINO, MINERALNA WODA GAZOWANA) KOSZTOWAŁ 240 PIW /os. (ok. US$ 8).

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *