gonder, fasilides' bath

02.02.2019 – GONDER. KULINARNA I KULTURALNA STOLICA ETIOPII?

.
WSTALIŚMY DOSYĆ RZEŚCY. WSZYSCY. NAWET USZKODZONY POPRZEDNIEGO DNIA WOMBACIK DZIELNIE STANĄŁ W SZEREGU DO ZWIEDZANIA POZOSTAŁYCH ATRAKCJI GONDERU.

Tzw. ŁAŹNIE FASILEDESA TO wg. MNIE DRUGIE – PO FASIL GHEBBI – NAJCIEKAWSZE DO ZOBACZENIA W TYM MIEŚCIE MIEJSCE.

CO BARDZO ISTOTNE DLA NAS, LEŻĄ ONE ok. 600 m OD HOTELU, W KTÓRYM BIWAKUJEMY. TA ODLEGŁOŚĆ JEST DO POKONANIA BEZ UŻYCIA ŚRODKÓW LOKOMOCJI I DLA OBOLAŁEGO PO WCZORAJSZYM ATAKU WOMBATA.

NIE SPIESZĄC SIĘ IDZIEMY DO BRAMY WEJŚCIOWEJ KOMPLEKSU. LEŻY ONA PO PRZECIWNEJ STRONIE OD ULICY PRZY KTÓREJ STOI HOTEL. DZIĘKI TEMU MOŻNA LEPIEJ WYOBRAZIĆ SOBIE  JAK DUŻY OBSZAR ZAJMUJĄ ŁAŹNIE.

BYLIŚMY JEDYNYMI ZWIEDZAJĄCYMI. MOŻE Z POWODU WCZESNEJ PORY.
ZDECYDOWANIE POLECAM OGLĄDNIĘCIE TEGO PIĘKNEGO MIEJSCA. FANI NATURY ZNAJDĄ TU CIEKAWE PRZYKŁADY WRASTANIA DRZEW (SYKOMORÓW) W ELEMENTY ARCHITEKTONICZNE. (PODOBNE DO TYCH Z ANGKOR WAT).   🙂 🙂 🙂 🙂
ENTUZJAŚCI ARCHITEKTURY ZOBACZĄ INTERESUJĄCE PRZYKŁADY BUDOWNICTWA I ZAWŁASZCZANIE PRZEZ PRZYRODĘ EFEKTÓW PRACY LUDZKIEJ.
WEJŚCIE PŁATNE. BILETY SPRZEDAJE KASA FA…
NIE JESTEM PEWIEN CZY MOŻNA JE TEŻ KUPIĆ TU, NA MIEJSCU. NIE WIDZIAŁEM KASY, ALE SĄ PILNUJĄCY, WIĘC MOŻE ONI SPRZEDAJĄ?
CZAS ZWIEDZANIA: ok. 40 min

PRZED WEJŚCIEM DO ŁAŹNI JEST OGROMNY PLAC, NA KTÓRYM ADEPCI TUK-TUKOWI SZLIFUJĄ SWOJE UMIEJĘTNOŚCI. WARTO POPATRZEĆ.

TUK-TUKIEM PODJECHALIŚMY DO ODKRYTEJ WCZORAJ TELE CAFÉ. ZNAJĄC JUŻ TUTEJSZE ZWYCZAJE I WIEDZĄC CO MOŻNA ZJEŚĆ, SZYBKO ZŁOŻYLIŚMY ZAMÓWIENIA. UŁATWIAŁO TO WYDATNIE MENU, KTÓREGO DZISIAJ NIE TRZEBA BYŁO SZUKAĆ. MOJA JAJECZNICA Z RÓŻNYMI DODATKAMI I OSTRYM SOSEM BYŁA WSPANIAŁA. WOMBACIK I KARAŚ TEŻ NIE NARZEKALI NA SWOJE DANIA. 🙂 🙂 🙂 🙂

NAJEDZENI WSIEDLIŚMY DO KOLEJNEGO TUK-TUKA I PO KRÓTKICH TARGACH KAZALIŚMY SIĘ WIEŹĆ DO ODDALONEGO O 3 km OD CENTRUM PAŁACU I KOŚCIOŁA KUSQUAM (KUSKUAM, QUISQUAM).

CESARZOWA MENTEWAB ZBUDOWAŁA KILKA ZNACZĄCYCH STRUKTUR W GONDERZE. NAJWAŻNIEJSZĄ BYŁ JEDNAK KOŚCIÓŁ POD WEZWANIEM NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY W QUISQUAM (NAZWA OD MIEJSCA W EGIPCIE, W KTÓRYM ŚWIĘTA RODZINA PRZEBYWAŁA PODCZAS WYGNANIA) I PAŁAC DOŃ PRZYLEGAJĄCY BĘDĄCY JEJ ULUBIONĄ REZYDENCJĄ.

W KOŚCIELE TRWAŁY JAKIEŚ LOKALNE UROCZYSTOŚCI, WIĘC NAWET PRZEZ CHWILĘ NIE MYŚLELIŚMY O WEJŚCIU DO NIEGO. SZCZEGÓLNIE PO CIĄGLE ŚWIEŻYCH W PAMIĘCI ZAWIROWANIACH DNIA POPRZEDNIEGO.

WEJŚCIA DO PAŁACU STRZEŻE MNICH. NAJPIERW SKASUJE OD CIEBIE 100 PIWEK, POTEM POKAŻE POMIESZCZENIE, W KTÓRYM ZGROMADZONO TROCHĘ ARTEFAKTÓW. NA KONIEC OTWORZY CI FURTĘ W MURZE I WPUŚCI NA TEREN PAŁACOWY. ZWIEDZA SIĘ GO SAMEMU. DO ZOBACZENIA SĄ RUINY KILKUNASTU BUDYNKÓW. POTRZEBA JAKIEŚ 45-60 min. ZDECYDOWANIE CIEKAWE  🙂 🙂 🙂

WOMBACIK MIAŁ TROCHĘ DOŚĆ. POTŁUCZONA NOGA DAWAŁA SIĘ WE ZNAKI. WRÓCILIŚMY DO HOTELU ZRELAKSOWAĆ TROCHĘ JEJ KOŚCI I PRZEPŁUKAĆ NASZE GARDŁA ZIMNYM PIWEM W OGRODOWEJ, PRZYHOTELOWEJ RESTAURACJI. PRZY OKAZJI OMÓWILIŚMY PLANY NA KOLEJNY DZIEŃ.

WIECZOREM, ZGODNIE Z DAWNO USTALONYM HARMONOGRAMEM WSKOCZYLIŚMY DO KOLEJNEGO JUŻ TEGO DNIA TUK-TUKA I POJECHALIŚMY DO RESTAURACJI “4 SISTERS“.

.

gonder,

GONDER – KOLACJA W RESTAURACJI ‘4 SISTERS’

.

MIEŚCI SIĘ ONA NIEDALEKO GONDER MUZEUM. POŁOŻONA W GĘSTO ZADRZEWIONYM, PEŁNYM KRZEWÓW OGRODZIE NIEJEDNEMU SIĘ SPODOBA. NIE DOCIERA TU ANI ULICZNY KURZ ANI GWAR. PRZY WEJŚCIU PRZYWITAŁ NAS GRAJĄCY NA JAKIMŚ LOKALNYM INSTRUMENCIE GOŚCIU. BARDZO TO MIŁE ZE STRONY RESTAURACJI.
NIEDALEKO OD WEJŚCIA POSTAWIONO STOŁY SPEŁNIAJĄCE ROLĘ BUFETU. MAJĄ TU BARDZO SZEROKI WYBÓR DAŃ I SOSÓW PODAWANYCH Z INDŻERĄ, RYŻEM, ZIEMNIAKAMI.
DALEJ STOJĄ RÓŻNEJ WIELKOŚCI STOŁY. NAWET DLA PONAD DZIESIĘCIOOSOBOWYCH GRUP.

USIEDLIŚMY W GŁĘBI. PRAWIE NATYCHMIAST PRZYNIESIONO MENU. BYŁO TROCHĘ CIEMNAWO. TO TAKIM DINOZAUROM JAK MY UTRUDNIA ZDECYDOWANIE PRZEGLĄDANIE MENU. WYBRALIŚMY OCZYWIŚCIE LOKALNE ŻAREŁKO Z PIWEM NA ZAGRYCHĘ. NA SERWIS NIE MUSIELIŚMY DŁUGO CZEKAĆ. SPODOBAŁ MI SIĘ ZWYCZAJ OPŁUKIWANIA RĄK KLIENTÓW PRZED PODANIEM JADŁA. DO STOŁU PODESZŁA PANI Z OBSŁUGI TRZYMAJĄC DZBAN I MISĘ Z TYKWY. KTO CHCIAŁ MÓGŁ SOBIE OBMYĆ RĘCE.

JEDZENIE BYŁO BARDZO DOBRE. KOZA – MÓJ AFRYKAŃSKI STANDARD – SMAKOWAŁA ŚWIETNIE. WOMBAT TEŻ BYŁ ZADOWOLONY ZE SWOJEGO DANIA – SPECJALNYCH TIBS CZTERECH SIÓSTR. ZA DANIA I NAPOJE DLA DWÓCH OSÓB ZAPŁACIŁEM 310 PIWEK (Z NAPIWKIEM). 🙂 🙂 🙂 🙂

TIBS TO NAZWA JEDNEJ Z NAJCIEKAWSZYCH ETIOPSKICH POTRAW. JEST HYBRYDĄ KAWAŁKÓW SMAŻONEGO MIĘSA I GULASZU. MIĘSISTA, BOGATA I CZASEM OSTRA JAK DIABLI. PODAWANA Z INJERĄ, CHLEBEM LUB RYŻEM.

KARAŚ Z RADOŚCIĄ RACZYŁ SIĘ ZUPĄ Z KURCZAKA I MIEJSCOWYM SPAGHETTI – POZOSTAŁOŚCIAMI PO WŁOSKICH KOLONIZATORACH.

ZDECYDOWANIE GONDER MA PRAWO BIĆ SIĘ O TYTUŁ KULINARNEJ STOLICY ETIOPII. O KULTURALNEJ CHYBA TEŻ. NIE WYOBRAŻAM SOBIE BYŚMY ZOBACZYLI WIĘCEJ TAK CIEKAWYCH ZABYTKOSÓW SKUPIONYCH NA TAK NIEWIELKIM OBSZARZE W JAKIMKOLWIEK INNYM MIEJSCU TEGO KRAJU…

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *