etiopia góry

03.02.2019 – LALIBELA. POCZĄTKI DROGI Z KOŚCIOŁA DO KOŚCIOŁA

.
O 9 RANO MIELIŚMY SAMOLOT DO LALIBELI. KIEDY PRZED 7 RANO WESZLIŚMY DO RESTAURACJI HOTELOWEJ, NIKOGO TAM NIE BYŁO. W KOŃCU NA SALĘ WKROCZYŁA JAKAŚ PANIENKA. WCALE NIE PO TO ABY PRZYGOTOWAĆ ŚNIADANIE. BEZ SŁOWA ZACZĘŁA DMUCHAĆ NA SERWETY LEŻĄCE NA STOLIKACH. NOWATORSKI SPOSÓB POZBYWANIA SIĘ ZA POMOCĄ POWIETRZA RÓŻNEGO RODZAJU OKRUCHÓW. KIEDY WSZYSTKIE STOLIKI ZOSTAŁY PODMUCHANE (ZASTOSUJĘ TO W DOMU) MOGLIŚMY ZAMÓWIĆ COŚ DO JEDZENIA. COŚ DO JEDZENIA – CZYLI JAJKO W TRZECIEJ ODSŁONIE – CZYLI OMLET. INNA FORMA BYŁA NIEOSIĄGALNA.

PO CHWILI OKAZAŁO SIĘ, ŻE NIE TYLKO MY JEDZIEMY NA LOTNISKO. POJAWILI SIĘ JESZCZE INNI GOŚCIE HOTELOWI. TYLE TYLKO, ŻE NADAL NIE BYŁO KIEROWCY. PRZED WEJŚCIEM DO BARU ŚNIADANIOWEGO SIEDZIAŁ OKUTANY W KOCE STARSZY MĘŻCZYZNA Z BRONIĄ W RĘKU. STRZEGŁ HOTELU CAŁĄ NOC. WYGLĄDAŁ JAK PARTYZANT DRZEMIĄCY WCZESNYM RANKIEM NAD DOGASAJĄCYM OGNISKIEM. CHŁOPAKI, W KTÓRYCH ODEZWAŁ SIĘ ZEW BOJOWNIKA POPROSILI O WSPÓLNE ZDJĘCIE Z BRONIĄ W RĘKU. WYSZŁO NIEŹLE, BRAKOWAŁO TYLKO WROGA CZAJĄCEGO SIĘ W TLE.

W KOŃCU ZNALEZIONO KIEROWCĘ I RUSZYLIŚMY NA LOTNISKO. PO OKOŁO 25 MINUTACH OD WYJAZDU Z HOTELU BYLIŚMY NA MIEJSCU.

NAJPIERW CZEKAMY AŻ DO STANOWISKA ODPRAWY BAGAŻOWEJ KTOŚ PODJEDZIE. NIE MA POŚPIECHU. WRESZCIE ZJAWIA SIĘ OBSŁUGA. NADAJEMY BAGAŻE, DOSTAJEMY KARTY POKŁADOWE.

LOTNISKO NIE JEST SPECJALNIE BOGATE W SKLEPY, CZY JAKIEŚ BARY. JEST NATOMIAST STANOWISKO Z KAWĄ. KAWIARKA SIEDZI W ŚRODKU, A WOKÓŁ NIEJ FILIŻANKI, TYGIELEK, CZAJNICZEK, BUNIARKA. NO I MAŁY PIECYK GDZIE NA WĘGLU DRZEWNYM PRAŻY SIĘ ZIARNA KAWY. TRZEBA JE POTEM ROZDROBNIĆ. ZALAĆ WRZĄTKIEM ZROBIĆ JAKIEŚ CZARY MARY I GOTOWE. MIMO, ŻE JUŻ PARĘ RAZY WIDZIAŁAM CEREMONIĘ PARZENIA KAWA NIEODMIENNIE MNIE FRAPUJE.

KONTROLA BEZPIECZEŃSTWA PODOBNA JAK WSZĘDZIE. OBOWIĄZKOWE JEST ZDEJMOWANIE BUTÓW ALE CHYBA MNIEJ RYGORYSTYCZNE JEST POSIADANIE np. MAŁEGO PUDEŁECZKA KREMU CZY MINI BUTELECZKI PERFUM. NIGDY NIE KAZANO MI WYCIĄGAĆ TEGO Z TOREBKI.

W LALIBELI MIELIŚMY Z LOTNISKA TRANSFER DO HOTELU. STOSUJĄC METODĘ SYLWII ZWRÓCIŁAM SIĘ DO HOTELU Z PYTANIEM CZY MAJĄ DARMOWY TRANSFER DLA OSÓB ZATRZYMUJĄCYCH SIĘ NA TRZY I WIĘCEJ DNI. NIE OFEROWALI TAKIEGO, ALE CENA PŁATNEGO BYŁA NIEZŁA, A LOTNISKO POŁOŻONE JEST DALEKO (25 km) OD MIEJSCOWOŚCI. TRANSPORTU PUBLICZNEGO NIE MA, WIĘC POMYŚLAŁAM ŻE HOTELOWY PŁATNY TRANSFER BĘDZIE KORZYSTNIEJSZY I MNIEJ PROBLEMOWY NIŻ TAKSÓWKA.
TRANSPORT BYŁ ZBIOROWY. MINIBUSEM ROZWOŻONO TURYSTÓW PO KOLEJNYCH, STOJĄCYCH PO DRODZE HOTELACH.

DOTARCIE DO NASZEGO JERUSALEM HOTEL NIE TRWAŁO. OCZYWIŚCIE, JESZCZE W SAMOCHODZIE CHŁOPAK PODAJĄCY SIĘ ZA PRZEWODNIKA ZŁOŻYŁ NAM PROPOZYCJĘ OPROWADZENIA PO LALIBELI I OKOLICACH.

W RECEPCJI ZAPROPONOWANO NAM POKOJE, RZEKOMO O WYŻSZYM STANDARDZIE. GRATIS. WSZYSTKIE MIESZCZĄCE SIĘ W DWÓCH JEDNOPIĘTROWYCH BUDYNKACH KOMPLEKSU. CHODZILIŚMY OD POKOJU DO POKOJU, ZASTANAWIAJĄC SIĘ KTÓRY WYBRAĆ. NIE RÓŻNIŁY SIĘ ZBYTNIO OD SIEBIE. MOŻE WIELKOŚCIĄ. KAŻDY Z ŁAZIENKĄ, MIEJSCEM NA BAGAŻ, STOLIKIEM. MIAŁY BALKONY ZWRÓCONE W STRONĘ OTACZAJĄCYCH GÓR. W KOŃCU MAPNIK BĘDĄC W KOLEJNYM POKOJU OŚWIADCZYŁ, ŻE JUŻ NIGDZIE NIE BĘDZIE CHODZIŁ ANI DALEJ WYBIERAŁ. ZOSTALIŚMY W POKOJU OBOK. ŁADNY DUŻY POKÓJ Z TRZEMA ŁÓŻKAMI, ŁAZIENKĄ WYPOSAŻONY BYŁ PONADTO W STOLIK Z KRZESŁAMI, MIEJSCE NA WALIZKĘ, SZAFKI NOCNE, WIESZAK. BARDZO BYŁ FAJNY I MIAŁ DUŻY BALKON, NA KTÓRYM MOŻNA BYŁO SIEDZIEĆ. HOTEL WARTY POLECENIA. JEST TU TEŻ POŁOŻONA CENTRALNIE RESTAURACJA.
TRZY NOCE ZA POKÓJ DWUOSOBOWY ZE ŚNIADANIEM US$ 103,26.

ROZŁOŻYLIŚMY NASZE RZECZY I WYCHODZIMY NA MIASTO.
MIASTO LALIBELA WZIĘŁO NAZWĘ OD NYGUSA LALIBELI, KTÓRY MARZYŁ O ZBUDOWANIU NOWEJ JEROZOLIMY. A, ŻE MIAŁ UKŁADY W SFERACH NIEBIAŃSKICH TO ANIOŁOWIE POMAGALI W BUDOWIE JEDENASTU ŚWIĄTYŃ, WYKUTYCH W SKALE, MAJĄCYCH OD 1978 r. STATUS DZIEDZICTWA KULTUROWEGO UNESCO.

.

lalibela etiopia hotel jerusalem

LALIBELA – PRZED HOTELEM JERUSALEM

.

“KOŚCIOŁY SĄ BLISKO NAS” – PRZEKONUJE PIETRUSZKA PATRZĄC NA MAPĘ W TELEFONIE, ALE JAKOŚ DŁUGO IDZIEMY POBOCZEM DROGI, PO KTÓREJ ODBYWA SIĘ RUCH SAMOCHODOWY I TUK TUKOWY. W KOŃCOWYM ODCINKU MAPA, KAŻE NAM OSTRO SKRĘCIĆ W PRAWO Z DROGI KTÓRĄ IDZIEMY, I PROWADZI NAS MOCNO POD GÓRĘ. IDZIEMY MIĘDZY SKAŁAMI. DOCIERAMY DO PIERWSZEGO KOŚCIOŁA. OKAZUJE SIĘ JEDNAK, ŻE NIE MAMY BILETÓW I PILNUJĄCY MNICH NIE POZWALA NAM WEJŚĆ. KASA JEST ZUPEŁNIE GDZIE INDZIEJ. PIETRUSZKA, JAKO SPRAWCA TEGO PROBLEMU, NA OCHOTNIKA IDZIE PO BILETY. PONOĆ NIEDALEKO. CZEKAMY, CZEKAMY AŻ W KOŃCU POJAWIA SIĘ ZMALTRETOWANY. DROGA OKAZAŁA SIĘ DALEKA, GÓRZYSTA, A UPAŁ WIELKI. KOSZT BILETU TO US$ 50 OD OSOBY.

Z MAPY WYNIKA, ŻE JESTEŚMY W KOMPLEKSIE POŁUDNIOWO-WSCHODNIM W BETE GABRIEL RAPHAEL. WESZLIŚMY Z BOKU, GDYŻ OD GŁÓWNEJ DROGI, KTÓRĄ SZLIŚMY MAPA TAK NAS POPROWADZIŁA. KOŚCIÓŁ BETE GABRIEL RAPHAEL ZNAJDUJE SIĘ W JASKINI. NA JEDNEJ ZE ŚCIAN FRYZ Z XV w PRZEDSTAWIAJĄCY GRUPĘ ŚWIĘTYCH LUB MĘDRCÓW, NA INNEJ MALOWIDŁO UKAZUJĄCE Św. MERKURIUSZA W SCENIE Z LUDŹMI Z GŁOWAMI PSÓW. ŚWIETNE.

BETE GEBRIEL RAFAEL Z ZEWNĄTRZ JEST IMPONUJĄCY. JEGO PODSTAWĘ OTACZAJĄ WYSOKIE NISZE O ŁUKOWATYCH SKLEPIENIACH. WEDŁUG AKTUALNYCH BADAŃ KOŚCIÓŁ TEN WRAZ Z BET MERCURIOS STANOWIŁ, PRZYPUSZCZALNIE MIĘDZY VII A VIII WIEKIEM, UFORTYFIKOWANY KOMPLEKS PAŁACOWY.

PRZECHODZIMY OD KOŚCIOŁA DO KOŚCIOŁA CZYLI DO BETE MEKIRERIWOS, BETE EMANUEL. WSZYSTKIE WYDRĄŻONE W SKAŁACH.

O godz. 17-tej KOŚCIOŁY SĄ ZAMYKANE I MUSIELIŚMY WYJŚĆ. TYM RAZEM GŁÓWNYM WYJŚCIEM.

ZNALEŹLIŚMY SIĘ W CENTRUM LALIBELI, A PRZYNAJMNIEJ NA JEDNEJ Z GŁÓWNYCH ULIC I RUSZYLIŚMY NA POSZUKIWANIA LOKALU W KTÓRYM MOŻNA BY BYŁO COŚ ZJEŚĆ. KIEROWALIŚMY SIĘ W  STRONĘ RESTAURACJI UNIQUE. OCENIONO JĄ W PRZEWODNIKU BARDZO WYSOKO. PYTALIŚMY PARĘ RAZY O DROGĘ, AŻ W KOŃCU ZORIENTOWALIŚMY SIĘ, ŻE KOLEJNY RAZ MIJANY DOMEK Z NIEPOZORNYM WEJŚCIEM TO SZUKANA RESTAURACJA. WESZLIŚMY DO ŚRODKA, ALE WNĘTRZE BYŁO TAK MAŁO ZACHĘCAJĄCE, ŻE NIE MIELIŚMY OCHOTY BY TU ZOSTAĆ.

WRÓCILIŚMY SIĘ DO HOTELU SEVEN OLIVES. SPORA SALA RESTAURACYJNA Z DUŻYMI STOŁAMI I BARDZO DUŻYMI KRZESŁAMI Z OPARCIEM. ZESTAW WIELU DAŃ W KARCIE. TAKŻE PIWO I MIEJSCOWY GIN. PRZYJEMNA OBSŁUGA. JADŁAM CHYBA SHIRO. BARDZO MI SMAKOWAŁO. SZCZERZE MÓWIĄC MYLĄ MI SIĘ NAZWY TYCH INDŻER Z RÓŻNYMI SOSAMI CZY PRZYPRAWAMI. MNIE INDŻERA SMAKUJE, CHOCIAŻ JEJ KWASKOWATY SMAK I WYGLĄD BRUDNEJ ŚCIERKI LUB ZUŻYTEJ GĄBKI NIE KAŻDEMU ODPOWIADA.

PO KOLACJI PODESZLIŚMY DO MIEJSCA POSTOJU TUK-TUKÓW. NIE CHCIAŁO NAM SIĘ IŚĆ NA PIECHOTĘ. TARGOWALIŚMY ZAWZIĘCIE, JAK ZWYKLE, CENĘ PRZEJAZDU. W KOŃCU JEDEN Z KIEROWCÓW PRZYSTAŁ NA NASZĄ CENĘ. W TRAKCIE JAZDY ZDALIŚMY SOBIE SPRAWĘ Z TEGO JAK DALEKO JEST DO NASZEGO HOTELU. PRZYZNALIŚMY TO BEZ BICIA I ZE SKRUCHĄ.  KIEROWCA TUK-TUKA TROCHĘ SIĘ ZDZIWIŁ KIEDY ZAPŁACILIŚMY CENĘ POPRZEDNIO PRZEZ NIEGO WSKAZANĄ. Z TYMI TURYSTAMI TO NIGDY NIC NIE WIADOMO …

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *