lalibela, etiopia,

05.02.2019 – LALIBELA. JAK SZYBKO I BEZ WYSIŁKU ZALICZYĆ ASHETON MARYAM I NEAKUTO LEAB

.
Ok. 8:00 RANO USŁYSZELIŚMY WALENIE DO DRZWI. POŻAR CZY CO? DOBRZE, ŻE TO NIE POLSKA, BO TAKIE GWAŁTOWNE STUKANIE MOŻE SIĘ ŹLE KOJARZYĆ. SZCZEGÓLNIE OD 2015 … PÓŁPRZYTOMNY WYSKOCZYŁEM ZOBACZYĆ CO SIĘ DZIEJE. W DRZWIACH STAŁ CZŁOWIEK Z RECEPCJI. PRZYSZEDŁ POWIEDZIEĆ, ŻE TUK-TUK CZEKA …

OKAZAŁO SIĘ, ŻE TO UMÓWIONY WCZORAJ TUK-TUKOWIEC. NAJWYRAŹNIEJ NIE DOTARŁA DO NIEGO POWTARZANA PRZEZ NAS WIELOKROTNIE INFORMACJA, ŻE PODRÓŻ ZACZYNAMY O 14:00 CZASU WSCHODNIOAFRYKAŃSKIEGO. NIE ETIOPSKIEGO, LICZNEGO ZUPEŁNIE INACZEJ. A MOŻE TO WYNIK JEGO ZNAJOMOŚCI ANGIELSKIEGO ??? KTO TO ROZKMINI …
JAKOŚ UDAŁO MI SIĘ WYTŁUMACZYĆ GOSTKOWI BY PRZYJECHAŁ PO NAS ZA KILKA GODZIN I WRÓCIŁEM DO POKOJU.

ŚNIADANIE – JAK ZWYKLE JAJECZNE – TYM RAZEM OPARTE NA SOLIDNIE WYGLĄDAJĄCYM OMLECIE – POSTAWIŁO NAS NA NOGI. NAS. WOMBATA I MNIE, BO KARAŚ-MAPNIK CZUŁ SIĘ ŹLE OD SAMEGO RANA. NIC A NIC NIE POMÓGŁ MU WSPANIAŁY OMLET, ANI MOCNA KAWA. OZNAJMIWSZY ŻE WRACA DO POKOJU WALCZYĆ ZE SWOIMI DOLEGLIWOŚCIAMI, WYSZEDŁ Z JADALNI. WCZEŚNIEJ ZAPODAŁ TYLKO, ŻEBYŚMY SPRAWDZILI PRZED PLANOWANĄ WYCIECZKĄ CZY ŻYJE, BO NIEWYKLUCZONE, ŻE JEDNAK DA RADĘ ZABRAĆ SIĘ Z NAMI.

POSTANOWILIŚMY Z WOMBACIKIEM PRZEJŚĆ SIĘ PO OKOLICY HOTELU POŁOŻONEJ PRZECIWNIE DO CENTRUM MIASTA. SZEROKIMI, BRUKOWANYMI ULICAMI OBESZLIŚMY SPORY JEJ KAWAŁEK TRAFIAJĄC NA KILKA INTERESUJĄCYCH MIEJSC. DESPERACKO SZUKALIŚMY CIEKAWEGO MIEJSCA NA DZISIEJSZĄ KOLACJĘ. I UDAŁO SIĘ !!! NA KOŃCU ULICY BIEGNĄCEJ W PRAWO PO WYJŚCIU Z HOTELU JEST NIEWIELKI KOMPLEKS HOTELOWO-RESTAURACYJNY. SORA LODGE.

POŁOŻONY NA KRAWĘDZI WYSOKIEJ SKARPY-SKAŁY I POSIADAJĄCY OGROMNĄ DZIAŁKĘ OBIEKT PRZYCIĄGNIE NIEJEDNEGO TURYSTĘ. TEREN MA PIĘKNIE ZAGOSPODAROWANY I UTRZYMANY. DO TEGO WSZYSTKIEGO ROZPOŚCIERA SIĘ STĄD WSPANIAŁA PERSPEKTYWA. MILION DOLAROWY WIDOK NA GÓRY. NIC, TYLKO PATRZEĆ NA ZACHÓD SŁOŃCA POPIJAJĄC COŚ ZIMNEGO.
PRZESZKLONA RESTAURACJA POZWALA NA KONSUMPCJĘ I PODZIWIANIE WIDOKÓW W KAŻDYCH WARUNKACH POGODOWYCH.

ZAINTERESOWAŁO NAS MENU. POZA OGÓLNIE DOSTĘPNYMI W LOKALNYCH JADŁODAJNIACH DANIAMI SERWUJĄ TU POTRAWY WYMAGAJĄCE SPOREJ ATENCJI I CZASU. JEDNĄ Z NICH JEST SŁYNNA NA CAŁY ŚWIAT SPECJALNOŚĆ ZWANA DORO WAT. TO GULASZ PRZYRZĄDZANY PRZEZ WIELE GODZIN Z KURCZAKA. PODOBNO SUPER OSTRY. DZIĘKI MIESZANCE PRZYPRAW ZWANEJ BERBERE POTRAWA MA CHARAKTERYSTYCZNY, CZERWONY KOLOR.
ZACHWYCENI MOŻLIWOŚCIĄ ZJEDZENIA CZEGOŚ NAPRAWDĘ AUTENTYCZNEGO ZAMÓWILIŚMY STOLIK PRZY OKNIE NA DZISIEJSZY WIECZÓR. I OCZYWIŚCIE KAZALIŚMY SOBIE PRZYGOTOWAĆ KURCZAKOWY GULASZ W NAJOSTRZEJSZEJ WERSJI.

ZADOWOLENI Z ZAŁATWIENIA NAJPILNIEJSZEJ NA OBECNĄ CHWILĘ SPRAWY, POMASZEROWALIŚMY DALEJ.

PO DOJŚCIU DO PLACYKU GDZIE STOJĄ 2 ATM-Y SKRĘCILIŚMY MOCNO W PRAWO (PRZY HOTELU LAL) I ZNOWU BARDZO SZEROKĄ, WYBRUKOWANĄ ULICĄ RUSZYLIŚMY PRZED SIEBIE.

WYDAJE MI SIĘ, ŻE TO LEŻĄCA TROCHĘ NA UBOCZU, BOGATSZA CZĘŚĆ MIASTA. JEST TU SPORO UKRYTYCH WŚRÓD ZIELENI DUŻYCH DOMOSTW I KILKA TURYSTYCZNYCH “RESORTÓW”.

SPACERKIEM PODESZLIŚMY DO LEŻĄCEGO CHYBA NA RUBIEŻACH LALIBELI OLD ABYSSINIA LODGE.
WIDOK Z TARASU TEJ MIEJSCÓWKI TO POWIELANIE PANORAMY WIDZIANEJ Z SORA LODGE. W TAKIM OTOCZENIU I W TAK GORĄCYM DNIU ZAWSZE WARTO WYPIĆ ZIMNE PIWO. TO TEŻ ZROBIŁEM.

MIELIŚMY NIEWIELKI ZGRZYT PRZY PŁACENIU. OBSŁUGUJĄCA PANIENKA MIAŁA OCHOTĘ – NIE WIEDZIEĆ CZEMU – SKASOWAĆ MNIE WIĘCEJ, NIŻ NA TO WSKAZYWAŁA KARTA. NIE PRZEKONAŁA MNIE. JAKOŚ NIE CHCIAŁEM UWIERZYĆ, ŻE MENU MA BŁĘDY. TUTAJ, W ETIOPII PRÓBY OSZUKANIA TURYSTÓW SĄ NA PORZĄDKU DZIENNYM. RZEKŁBYM – TO TAKI NARODOWY SPORT.
ZAPŁACILIŚMY TYLE, ILE WSKAZANE BYŁO W KARCIE.

WRACAJĄC TĄ SAMĄ DROGĄ ZAHACZYLIŚMY O LOKALNY “ETHIO SUPERMARKET“. NIE SPODZIEWAJCIE SIĘ TUTAJ SPECJALNYCH RARYTASÓW. MAJĄ BARDZO PODSTAWOWE ARTYKUŁY SPOŻYWCZE W BARDZO DOBRYCH CENACH. JEŻELI JESTEŚCIE NA tzw. BUDŻETOWYM WYJEŹDZIE, TO WARTO TU WSTĄPIĆ.

KAWAŁEK DALEJ – IDĄC W STRONĘ  HOTELU JERUSALEM – JEST KOLEJNY SKLEP. TO MIEJSCE, SZUMNIE NAZYWANE “SUPERMARKETEM” MA NIEDUŻY WYBÓR TOWARÓW, ALE BARDZO ROZSĄDNE, MOŻLIWE DO NEGOCJOWANIA CENY. JEST NASTAWIONE NA OBSŁUGĘ LOKALSÓW, JESZCZE NIE ZEPSUTE CHĘCIĄ OSZUKANIA WSZYSTKIEGO CO MA JAŚNIEJSZĄ SKÓRĘ.

GDY TU ZAGLĄDNĘLIŚMY ZA LADĄ STAŁ MAŁY CHŁOPIEC, A OBOK NIEGO KRĘCIŁA SIĘ DWÓJKA MŁODSZEGO RODZEŃSTWA (TAK SĄDZĘ). ZROBILIŚMY SPORE ZAKUPY. PRZEDE WSZYSTKIM KAWĘ I ALKOHOLE – WHISKY I WINO. MALEC WIDZĄC BIAŁASÓW ZACZĄŁ Z GRUBEJ RURY, ALE SZYBKO PRZESTAŁ TRAKTOWAĆ NAS JAK CHODZĄCE BANKOMATY I NEGOCJACJE NABRAŁY TEMPA. BYŁ  NAPRAWDĘ ŚWIETNY. W NAGRODĘ DALIŚMY MU KILKA PAMIĄTEK Z POLSKI. GORĄCO POLECAMY TEN ŚWIETNY, STOJĄCY NA UBOCZU SKLEPIK.

TUK-TUK PODJECHAŁ PRZED USTALONYM CZASEM. WYRUSZYLIŚMY TROCHĘ WCZEŚNIEJ I TO Z KARASIEM, KTÓRY WYPOCZĄŁ I JUŻ NIE WYGLĄDAŁ JAK ŚNIĘTA RYBA. BARDZO NAS TO UCIESZYŁO, BO PLANOWANE DO OBEJRZENIA ŚWIĄTYNIE ZAPOWIADAŁY NOWE, INTERESUJĄCE DOZNANIA, A I CENA PRZEJAZDU PRZY 3 OSOBACH BYŁA NIŻSZA NA GŁOWĘ.

NAJPIERW POJECHALIŚMY W KIERUNKU KOŚCIOŁA I KLASZTORU ASHETON MARYAM. POCZĄTKOWO TUK-TUK RADZIŁ SOBIE ŚWIETNIE POKONUJĄC SPRAWNIE WYBRUKOWANE WZNIESIENIA. ALE GDY SKOŃCZYŁA SIĘ DROGA POKRYTA KAMIENNĄ NAWIERZCHNIĄ NASZE TEMPO WZNOSZENIA ZDECYDOWANIE SPADŁO. BARDZO POWOLI OBŁADOWANY POJAZD WSPIĄŁ SIĘ PO DOSYĆ STROMEJ, BITEJ DRODZE. NA TEJ WYSOKOŚCI PRAWIE NIE BYŁO WIDAĆ LOKALNEGO ŻYCIA. TYLKO CO JAKIŚ CZAS, NA POKRYTYCH KAMIENIAMI SKARPACH SAMOTNI MĘŻCZYŹNI CIOSALI KAMIENIE, JEDNOCZEŚNIE BACZĄC RACHITYCZNYCH, LEDWO TRZYMAJĄCYCH SIĘ NA NOGACH KÓZ.

DOJECHALIŚMY PO JAKICHŚ 30, 40 min. TERAZ CZEKAŁO NAS JESZCZE NIEZBYT STROME WSPINANIE, A WŁAŚCIWIE TO POKONANIE LEKKO WZNOSZĄCEJ SIĘ PO ZBOCZU GÓRY PIASZCZYSTEJ ŚCIEŻKI. PRZYPUSZCZAM, ŻE ok. KILOMETROWEJ DŁUGOŚCI.

OD MIEJSCA, W KTÓRYM POZOSTAWILIŚMY POJAZD TOWARZYSZYŁY NAM DZIECI. ALE SZYBKO ODPADŁY, WIDZĄC, ŻE NIC NIE ROZDAJEMY I GENERALNIE JESTEŚMY ODPORNI NA ICH ZACZEPKI. POZOSTAŁA TYLKO JEDNA, NIE PYTAJĄCA O NIC MAŁA DZIEWCZYNKA.

.

lalibela, etiopia, ścieżka w górach

LALIBELA – NA ŚCIEŻCE WIODĄCEJ DO KOŚCIOŁA- ASHETON MARYAM

.

OSTATNI ODCINEK DROGI TO WYKUTE W SKALE PRZEJŚCIE, Z BŁĄKAJĄCYM SIĘ PO NIM OŻYWCZYM ZEFIRKIEM. ŚWIETNA MIEJSCÓWKA NA KRÓTKI ODPOCZYNEK. SZCZEGÓLNIE JEŚLI SZEDŁEŚ W OSTRYM SŁOŃCU. POKONANIE DROGI OD PARKINGU ZAJĘŁO NAM OKOŁO 25 min. KTO MA PROBLEM Z CHODZENIEM POWINIEN SOBIE ODPUŚCIĆ. PRZEJŚCIE NIE JEST BARDZO MĘCZĄCE, ALE ZE DWA RAZY TRZEBA SIĘ LEKKO WSPINAĆ. TO MOŻE BYĆ TROCHĘ UCIĄŻLIWE DLA LUDZI Z PROBLEMAMI RUCHOWYMI.

PONIEWAŻ KOŚCIÓŁ CHWILOWO BYŁ NIEDOSTĘPNY WSPIĘLIŚMY SIĘ PO SCHODACH NA OGROMNĄ SKAŁĘ STOJĄCĄ NIEOPODAL. JEST PRAWIE PŁASKA I UMOŻLIWIA OBSERWACJĘ CAŁEJ OKOLICY W PROMIENIU KILKU KILOMETRÓW Z WYSOKOŚCI PRAWIE 4 000 M.
CO PRAWDA NIEDALEKO WIDAĆ JESZCZE WYŻSZY SZCZYT, ALE JAK ROZUMIEM NIE MA ON ŻADNEGO ZNACZENIA Z DUCHOWEGO PUNKTU WIDZENIA.
OBOK SKAŁY STOJĄ JAKIEŚ ZABUDOWANIA. PRZYPUSZCZAM, ŻE TO BUDYNKI KLASZTORNE SŁUŻĄCE MNICHOWI.

SAM ASHETON MARYAM JEST TAK MAŁY, ŻE TRUDNO GO NAZWAĆ KOŚCIOŁEM. TO RACZEJ WIĘKSZA KAPLICA. W NAJLEPSZYM RAZIE KOŚCIÓŁEK – PRZYNAJMNIEJ JA ODNIOSŁEM TAKIE WRAŻENIE WIDZĄC TO MIEJSCE TERAZ, W TRAKCIE REMONTU. MIMO TO TRZEBA TU KONIECZNIE ZAJRZEĆ. W ŚRODKU ZOBACZYCIE CO PRAWDA TYLKO MAŁY OŁTARZYK, ALE NAJWAŻNIEJSZE SĄ POKAZYWANE PRZEZ MNICHA ARTEFAKTY. NIEKTÓRE PONAD 500-LETNIE. INNE TROCHĘ MŁODSZE, (np. LICZĄCE 3 WIEKI) JEDNAK RÓWNIE CIEKAWE. CAŁY POKAZ NIE TRWA DŁUŻEJ NIŻ 15 min.
WSTĘP (W TYM POKAZ) 350 PIWEK OD ŁBA.

EWAKUACJA DO TUK-TUKA TRWAŁA OCZYWIŚCIE KRÓCEJ – 15 min. SCHODZI SIĘ ZDECYDOWANIE ŁATWIEJ, BO JEDNAK CO Z GÓRKI TO Z GÓRKI.

RUSZYLIŚMY W KIERUNKU DRUGIEGO KOŚCIOŁA – KLASZTORU. PRZEJAZD ZAJĄŁ 50 min.

JAK WSPOMNIAŁEM St. NEAKUTO LEAB MONASTERY LEŻY NIEDALEKO LOTNISKA. DOJAZD DO NIEGO I PODEJŚCIE Z PARKINGU JEST DUŻO ŁATWIEJSZE NIŻ W PRZYPADKU OGLĄDANEJ WCZEŚNIEJ MIEJSCÓWKI, MOGĄCEJ ŚMIAŁO SPEŁNIAĆ ROLĘ MAŁEJ TWIERDZY.

ABY DOSTAĆ SIĘ Z PARKINGU DO WYBUDOWANEJ W POZIOMYM ZAŁOMIE SKALNYM ŚWIĄTYNI WYSTARCZY RUSZYĆ W DÓŁ NIEZBYT STROMĄ SZUTROWĄ DROGĄ. KILKA MINUT PÓŹNIEJ PRZED WASZYMI OCZAMI OTWORZY SIĘ PANORAMA NA WYŁANIAJĄCĄ SIĘ Z ZIELENI, DŁUGĄ, DOSYĆ GŁĘBOKĄ PÓŁKĘ SKALNĄ. NIEKTÓRE JEJ ZAGŁĘBIENIA ZOSTAŁY ZAMUROWANE I W TEN SPOSÓB POWSTAŁ KOŚCIÓŁ …

MA ON KILKA POMIESZCZEŃ. JEDNO NAPRAWDĘ DUŻE – MYŚLĘ ŻE SŁUŻY ONO BARDZIEJ WIERNYM NIŻ MNICHOM. KOLEJNE, RÓWNIEŻ NIEMAŁE SKRYWA SPORYCH ROZMIARÓW, WAŻNY OBRAZ I KILKA ZBIORNIKÓW NA KAPIĄCĄ ZE SKALNEGO STROPU WODĘ – OCZYWIŚCIE ŚWIĘTĄ …

PO OBJAŚNIENIU PRZEZ MNICHA CO ZNAJDUJE SIĘ NA WSPOMNIANYM POWYŻEJ OBRAZIE, PRZESZLIŚMY NA ZAPLECZE OGLĄDAĆ UKRYTE TUTAJ SKARBY. TAK JAK WE WSZYSTKICH POPRZEDNIO ODWIEDZONYCH KOŚCIOŁACH ORTODOKSYJNEGO CHRZEŚCIJAŃSTWA W ETIOPII, TAK I TUTAJ NAJWIĘKSZĄ TURYSTYCZNĄ ATRAKCJĄ SĄ TRUDNE DO OKREŚLENIA WIEKOWO PRZEDMIOTY SŁUŻĄCE DO KULTYWOWANIA WIARY. NAJCENNIEJSZE – Z MOJEGO PUNKTU WIDZENIA – TO WSZELKIEJ MAŚCI BOGATO ILUSTROWANE KSIĘGI LITURGICZNE PISANE I RYSOWANE NA KOŹLEJ SKÓRZE. FAJNE TEŻ SĄ KRZYŻE WYKONANE PRZEZ MNICHÓW STAROŻYTNĄ METODĄ TRACONEGO WOSKU. PIĘKNE.

CAŁA WYCIECZKA TUK-TUKIEM TRWAŁA OK. 4,5 go. KOSZT – 200 PIWEK OD GŁOWY

DO RESTAURACJI W SORA LODGE PRZYSZLIŚMY PRZED ZACHODEM SŁOŃCA. AKURAT W SAM RAZ BY STRZELIĆ KILKA FOT.

NIESTETY, CIEMNOŚĆ ZAPADŁA TAK SZYBKO, ŻE NIE ZDĄŻYLIŚMY NACIESZYĆ SIĘ WIDOKIEM Z OKNA, PRZY KTÓRYM MIELIŚMY ZAREZERWOWANY STOLIK. NASZE ZAMÓWIONE PRZED POŁUDNIEM DANIE – DORO WAT – PODANO PO CHWILI. TROCHĘ ZASKAKIWAŁA JEGO WIELKOŚĆ. WYDAWAŁA SIĘ ZDECYDOWANIE ZA MAŁA NA 3 OSOBY.

SAMA POTRAWA, PRZYGOTOWYWANA PODOBNO Z ODPOWIEDNIM NAMASZCZENIEM (TAK ROZUMIEM, BO TEGO PONOĆ WYMAGA TEN PRZEPIS I NA TO RANO PRZY SKŁADANIU ZAMÓWIENIA KŁADZIONO NACISK) NIESTETY NIE SPEŁNIŁA NASZYCH OCZEKIWAŃ. PRZEDE WSZYSTKIM WCALE NIE BYŁA DOBRZE DOPRAWIONA. A W TYM DANIU NAJWAŻNIEJSZE JEST PRZYPRAWA ZWANA BERBERE.

PRZEPISY NA NIĄ MOGĄ BYĆ RÓŻNE. BAZOWY SMAK NADAJE PRZYPRAWIE PIEPRZ CAYENNE, IMBIR, GOŹDZIKI I RÓŻNE ODMIANY BARDZO OSTREJ CZERWONEJ PAPRYKI O NAZWIE BERBERE. LEGENDA MÓWI, ŻE IM LEPSZE BERBERE PRZYGOTOWUJE KOBIETA, TYM ŁATWIEJ BĘDZIE JEJ ZNALEŹĆ MĘŻA. DLATEGO PRZEPISY NA NIĄ SĄ PILNIE STRZEŻONYM RODZINNYM SEKRETEM.
TEN KTO PRZYGOTOWYWAŁ ZASERWOWANE NAM BERBERE NA PEWNO DŁUGO NIE ZNAJDZIE PARTNERA. I NA 100% PRZEPIS wg. KTÓREGO JE PRZYGOTOWANO NIE BYŁ PILNIE STRZEŻONYM RODZINNYM SEKRETEM. OSOBIŚCIE PODEJRZEWAM, ŻE WZIĘTO PIERWSZĄ LEPSZĄ RECEPTURĘ Z NETU …

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *