etiopia, dorze lodge, hotel, spanie, nocleg

11.02.2019 – Z DORZE LODGE DO HARERU

.

PODRYWAMY SIĘ NAD RANEM OBEJRZEĆ WSCHÓD SŁOŃCA.

NA TARASY SWOICH DOMKÓW WYLEGLI WSZYSCY, KTÓRZY AKTUALNIE MIESZKAJĄ W DORZE LODGE. POWIETRZE JEST RZEŚKIE, ROZRZEDZONE. CHŁODNO. NIEBO SZARE. PRZED NAMI OGROMNA PRZESTRZEŃ. DWA JEZIORA, RÓWNINA ALE TEŻ GÓRY W TLE.

POWOLI ZACZYNA WSCHODZIĆ SŁOŃCE. WIDOK BAJECZNY. TAK PIĘKNY, ŻE AŻ PRZYTŁACZA. SŁOŃCE ZACZYNA SIĘ POWIĘKSZAĆ, PRZYBIERAĆ CORAZ BARDZIEJ OKRĄGŁY KSZTAŁT. PO DŁUŻSZEJ CHWILI ROBI SIĘ CIEPŁO OD JEGO PROMIENI. WIDOWISKO DOBIEGA KOŃCA. ŻAL.

JEST JESZCZE WCZEŚNIE, WIĘC MUSIMY POCZEKAĆ NA ŚNIADANIE SERWOWANE OD 8 RANO. SIADAMY NA TARASIE PRZED RESTAURACJĄ MAJĄC PRZED OCZAMI TEN TAK DOSKONAŁY, NIESKAZITELNY KRAJOBRAZ. NA ŚNIADANIE JEST JAJECZNICA, DŻEM, CHLEB, KAWA, HERBATA.
DLA ATMOSFERY TEGO MIEJSCA I KRAJOBRAZU WARTO TU NOCOWAĆ, CHOCIAŻ CENA W STOSUNKU DO STANDARDU JEST DYSKUSYJNA.

OPIS OBIEKTU ZAWIERA UWAGĘ, ŻE NIE NALEŻY SIĘ SPODZIEWAĆ LUKSUSÓW. NIE CHODZI O LUKSUS TYLKO O TO, ŻE DLA PODRÓŻNEGO ISTOTNE SĄ PEWNE STANDARDY, KTÓRYCH TUTAJ JEDNAK NIE MA.

W BUNGALOWACH WALIZKĘ TRZEBA KŁAŚĆ NA PODŁODZE. NIE MA GDZIE POŁOŻYĆ TELEFONU, SZKLANKI, CZEGOKOLWIEK. PRĄD JEST WYŁĄCZANY O GODZINIE 22, ALE RANO NIE JEST WŁĄCZANY. CHYBA DOPIERO O 10-tej. NIE MA WIĘC CIEPŁEJ WODY, ANI MOŻLIWOŚCI NAŁADOWANIA TELEFONU.  ROZUMIEM IDĘ MIEJSCA, KTÓRE JEST BARDZO CIEKAWE I ŁADNE, ALE CHYBA TYLKO NA JEDNĄ NOC.

PO ŚNIADANIU IDZIEMY SIĘ TROCHĘ PRZEJŚĆ. ŚCIEŻKA PROWADZI  WŚRÓD ZIELONYCH KRZEWÓW, TRAW. MIĘDZY NIMI BUNGALOWY.  PRAWIE WSZYSTKIE USTAWIONE SĄ TAK, ABY MOŻNA BYŁO PODZIWIAĆ WIDOKI. SPRZYJA TEMU WYSOKOŚĆ NA JAKIEJ JEST CAŁY OBIEKT.

PERSONEL SPROWADZA AUTO, KTÓRE ZAWIEZIE NAS NA LOTNISKO ZA CENĘ 45 $ OD TRZECH OSÓB, CZYLI PO 15$ OD GŁOWY.
LECIMY O godz. 13.35 DO ADDIS ABEBY, NASTĘPNIE O godz. 16 DO HARER. JAZDA W DÓŁ DO ARBA MINCH, TO JAZDA BEZ TRZYMANKI PO TORZE PRZESZKÓD CZYLI PO PROSTU OFF ROAD, ALE NIE PRZYGOTOWANYM SPECJALNIE SAMOCHODEM, TYLKO BUSIKIEM, KTÓRY DYGOCZE, DYSZY, PISZCZY, ZGRZYTA TAK, JAKBY ZA CHWILĘ MIAŁ SIĘ ROZPAŚĆ. ALE KIEROWCA DAJE RADĘ I CALI WYSIADAMY PO OKOŁO 40 MINUTACH PRZED WEJŚCIEM NA LOTNISKO.

MA ONO WYGLĄD PROWINCJONALNEGO DWORCA KOLEJOWEGO. W ŚRODKU STANOWISKA ODPRAWY, MAŁA RESTAURACJA, CZYSTE TOALETY, DZIEWCZYNA Z KOSZEM PEŁNYM BANANÓW.

.

arba minch airport

ARBA MINCH AIRPORT PRZYPOMINA TROCHĘ PROWINCJONALNY DWORZEC KOLEJOWY

.

MAMY DUŻO CZASU, WIĘC Z NUDÓW WCHODZIMY DO RESTAURACJI. PRZY STOLIKU OBOK SIEDZI GRUPA TURYSTÓW, CHYBA AMERYKANIE. JEDZĄ BUŁKĘ Z CZYMŚ W ŚRODKU, FRYTKI. DANIE WYGLĄDA TAK APETYCZNIE, ŻE NIE MOŻEMY Z PIETRUSZKĄ OPANOWAĆ NATYCHMIASTOWEGO GŁODU. ETIOPKA OBSŁUGUJĄCA CAŁY LOKAL OBJAŚNIA Z CZYM MOŻNA DOSTAĆ TAKIEGO HAMBURGERA, O ILE TO JEST HAMBURGER.                                                                                                                                                                      SKOSZTOWALIŚMY I BYŁO PYSZNE. DOBRA BUŁKA, DOBRY WKŁAD. MÓGŁ BYĆ Z KURCZAKA LUB RYBY, DO WYBORU.

W SAMOLOCIE JAK ZWYKLE ZAMÓWILIŚMY SOK POMIDOROWY, KTÓRY WYGRAŁ PARĘ LOTÓW TEMU RANKING NA NAJLEPSZE PICIE W SAMOLOCIE.                                                                              PO GODZINIE DOLECIELIŚMY DO STOLICY. OD RAZU ZNALEŹLIŚMY SIĘ W TERMINALU LOTÓW KRAJOWYCH. JEST TU RESTAURACJA, DWA SKLEPY Z PAMIĄTKAMI I ALKOHOLEM, SZAFA CHŁODNICZA Z NAPOJAMI, STANOWISKA KONTROLI BEZPIECZEŃSTWA.

MAMY TROCHĘ CZASU WIĘC ROBIMY REKONESANS. CENY W RESTAURACJI WYSOKIE. NAWET TUTAJ PANUJE ZBÓJECKIE PRAWO, W MYŚL KTÓREGO CENY W RESTAURACJI NA LOTNISKACH MUSZĄ DOPROWADZAĆ PODRÓŻNEGO DO ZAWROTU GŁOWY I DEBETU NA KONCIE.

W SKLEPIE Z NAPISEM DUTY FREE DOSTRZEGAMY JASIA WĘDROWNICZKA ZA JEDYNE US$ 17 / 1 LITR. DECYZJA O KUPNIE NATYCHMIASTOWA I JEDNOGŁOŚNA. DEZYNFEKCJA W PODRÓŻY JEST KONIECZNA. UPEWNIAMY SIĘ TYLKO CZY MOŻEMY WEJŚĆ DO NASTĘPNEGO SAMOLOTU Z ALKOHOLEM W BAGAŻU PODRĘCZNYM.

O 16-tej LĄDUJEMY W DIRE DAWA. LOTNISKO JEST POŁOŻONE NA UBOCZU MIASTA, DOŚĆ DALEKO OD CENTRUM. PO WYJŚCIU TRZEBA PRZEJŚĆ SZEROKĄ DROGĄ DO MIEJSCA GDZIE ZNAJDUJĄ SIĘ TAKSÓWKI. NIE MA TRANSPORTU PUBLICZNEGO. TYLKO TAKSÓWKĄ MOŻNA DOTRZEĆ NA DWORZEC AUTOBUSOWY. TAKSÓWKI, JEDNA ZA DRUGĄ ODJEŻDŻAJĄ Z PASAŻERAMI. TROCHĘ SIĘ TARGUJEMY I WSIADAMY BO WYJŚCIA NIE MA.

DWORZEC WCALE NIE JEST BLISKO. DOJEŻDŻAMY I NATYCHMIAST OTACZA NAS TŁUM PRZEKRZYKUJĄCYCH SIĘ FACETÓW PORYWAJĄCYCH NASZE BAGAŻE. MUSIAŁAM WRZASNĄĆ ABY SIĘ OPAMIĘTALI BO GROZIŁO, ŻE NASZE ZNIKAJĄCE BAGAŻE POJADĄ INNYM ŚRODKIEM TRANSPORTU NIŻ MY, ALBO ZNIKNĄ NA ZAWSZE. W TYM ZAMIESZANIU JAKOŚ UPCHALIŚMY SIĘ DO ZATŁOCZONEGO BUSA I JEDZIEMY. JEST DUSZNO, TŁOCZNO, ROBI SIĘ CIEMNO. NA MIJANYCH POBOCZACH CO RAZ TO WIDAĆ JAKIEŚ STRAGANY, LUDZI, ZWIERZĘTA. CAŁOŚĆ JAK Z TEATRU CIENI.

PO PONAD GODZINIE, KIEDY KOLEJNY RAZ DOSTRZEGAM JAKIEŚ SKUPISKO LUDZI KRĘCĘ SIĘ NERWOWO CZY NIE TRZEBA WYSIADAĆ. KTOŚ MNIE USPOKAJA, ŻE JESZCZE NIE. PO JAKIMŚ CZASIE PYTAM KOBITKI SIEDZĄCEJ PRZEDE MNĄ CZY TO HARER. KIWA GŁOWĄ, ŻE TAK. KIEDY PODRYWAMY SIĘ  DO WYSIADANIA JAKIMŚ CUDEM ZROZUMIAŁAM, ŻE ONA PYTA DO JAKIEGO HOTELU JEDZIEMY. KIEDY MÓWIĘ NAZWĘ, ONA PODNOSI KRZYK I ZATRZYMUJE BUSIK. WYSIADAMY. ONA Z NAMI. ŁAPIE JEDNĄ Z WALIZEK I NIESIE JĄ POKAZUJĄC DROGĘ. OKAZUJE SIĘ, ŻE HOTEL JEST TUŻ, TUŻ. GDYBY NIE ONA DOJECHALIBYŚMY DO PRZYSTANKU KOŃCOWEGO. POŻEGNALIŚMY SIĘ WYLEWNIE. CO ZA UPRZEJMOŚĆ.

HOTEL WINTA OKAZAŁ SIĘ BYĆ PRZYZWOITYM HOTELEM Z RESTAURACJĄ. CENA ZA DWUOSOBOWY POKÓJ Z ŁAZIENKĄ I ŚNIADANIEM NA TRZY NOCE WYNOSIŁA US$ 86,40, CZYLI PO 28,6$ ZA NOC.

PO TEJ W SUMIE CAŁODNIOWEJ JEŹDZIE WYSZLIŚMY ROZPROSTOWAĆ KOŚCI. HARER TO NIE  JAKAŚ MAŁA MIEŚCINA TYLKO TĘTNIĄCY ŻYCIEM OŚRODEK. SPIESZĄCY LUDZIE, TRĄBIĄCE STALE SAMOCHODY, OŚWIETLONE BUDYNKI. MIASTO SPRAWIAŁO DOBRE WRAŻENIE.

WRÓCILIŚMY DO HOTELOWEJ RESTAURACJI NA KOLACJĘ. MAPNIK JADŁ MAKARON, A MY Z PIETRUSZKĄ MIĘSKO POKROJONE W CIENKIE KAWAŁECZKI.

RANO MIELIŚMY SPOTKANIE Z PRZEWODNIKIEM O IMIENIU TESTI. MIAŁAM JEGO ADRES Z JAKIEGOŚ BLOGA. JEDYNY ADRES PRZEWODNIKA TUTAJ. NAPISALIŚMY DO NIEGO Z LALIBELI. BYŁ WOLNY WIĘC USTALILIŚMY SPOTKANIE.

HARER, EMIRAT WŁĄCZONY PRZEZ MENELIKA II DO ETIOPII. CENTRUM SPOŁECZNOŚCI MUZUŁMAŃSKIEJ W TYM KRAJU. UWAŻANY PRZEZ NIEKTÓRYCH ZA CZWARTY ŚWIĘTY OŚRODEK MUZUŁMAŃSKI ŚWIATA. TĘTNI HANDLEM. JEGO POŁOŻENIE SPRZYJA TEŻ KONTRABANDZIE.

SŁAWĘ POZA CIEKAWYMI DZIEJAMI I ZABYTKAMI ZAWDZIĘCZA ROŚLINIE O NAZWIE KHAT CZYLI CZUWALICZCE JADALNEJ MAJĄCEJ DZIAŁANIE JAK AMFETAMINA.

Z OPISÓW INNYCH WIEM, ŻE HARER DOBRZE JEST ZWIEDZAĆ Z PRZEWODNIKIEM.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *