koremi, Etiopia

13.02.2019 – KAMIENIE I AMFETAMINA

.
PO ŚNIADANIU JEDZIEMY DO KOREMI.
UZNALIŚMY WCZORAJ, ŻE ODPOWIADA NAM TESTI. ZUPEŁNIE INNY SPOSÓB, ŻE SIĘ TAK WYRAŻĘ, OBSŁUGI KLIENTA ANIŻELI ADDIS. TESTI SIĘ PO PROSTU STARA; PRZEKAZUJE NAM SWOJĄ WIEDZĘ O MIEŚCIE W KTÓRYM MIESZKA. JEST PUNKTUALNY, GRZECZNY, POGODNY. DLATEGO ZDECYDOWALIŚMY SIĘ KORZYSTAĆ DALEJ Z JEGO USŁUG. CENA KOLEJNEGO DNIA TO …

KOREMI TO BARDZO STARA WIOSKA CZY OSADA DATUJĄCA SIĘ NA ROK 1100 n.e. POŁOŻONA NA WZGÓRZU. ZAMIESZKAŁA PRZEZ POTOMKÓW PIERWSZYCH OSADNIKÓW NA TYM TERENIE, POCHODZĄCYCH Z AFRYKI PÓŁNOCNEJ.
CZĘŚĆ Z NICH, WSPÓLNIE Z PRZYBYŁĄ PÓŹNIEJ LUDNOŚCIĄ, ZAMIESZKUJĄCĄ WCZEŚNIEJ OKOLICE PARKU NARODOWEGO AUASZ ZESZŁA NIŻEJ TWORZĄC PODWALINY MIASTA HARER.
CI KTÓRZY POZOSTALI ŻYJĄ TAK JAK PRZED STULECIAMI. UPRAWIAJĄ KAWĘ I KHAT.

PRZED WYJAZDEM PIETRUSZKA WYCZYTAŁ, ŻE DROGA TAM MOŻE NIE BYĆ FAJNA, BO DZIECIAKI RZUCAJĄ KAMIENIAMI. WSIADAMY DO SAMOCHODU. TAKI NI TO TERENOWY, NI TO OSOBOWY. W KAŻDYM RAZIE JEDZIE, A OKNA MA OTWARTE BO CIEPŁO.

WYJEŻDŻAMY Z MIASTA.
DOŚĆ KRĘTA DROGA W KOLORZE CYNAMONU PROWADZI POD GÓRĘ. NA JEDNYM Z ZAKRĘTÓW CHŁOPIEC POGANIA MAŁEGO WIELBŁĄDA. DUŻY WIELBŁĄD ZNIKA ZA PRZYDROŻNA SKAŁĄ. ZATRZYMUJEMY SIĘ. TESTI CHWILĘ ROZMAWIA Z CHŁOPCEM, POTEM WOŁA NAS. MOŻNA POGŁASKAĆ A NAWET PRZYTULIĆ WIELBŁĄDKA.
PODCHODZĘ I NIE ZA BARDZO WIEM JAK ZABRAĆ SIĘ ZA TEGO MALUCHA. TESTI DODAJE MI OTUCHY I POKAZUJE JAK PRZYTULIĆ JEGO ŁEBEK. STARAM SIĘ ROBIĆ TO CO ON. PRZYTULAM POLICZEK DO MORDKI WIELBŁĄDA. CZUJĘ JEGO OSTRĄ SIERŚĆ. MAŁY POGANIACZ PATRZY OBOJĘTNIE. ZWIERZĘ MIMO GŁASKANIA I PRZYTULANIA ROZPACZLIWIE PISZCZY. CHYBA ZA MAMĄ KTÓRA GDZIEŚ ZNIKNĘŁA. ROBI MI SIĘ GO ŻAL. NIE DOŚĆ ŻE MAMY NIE MA, TO DO TEGO JAKAŚ KOBITKA O NIEZNANYM ZAPACHU ROBI DZIWNE RZECZY. NIE MAM SUMIENIA GO DŁUŻEJ OBEJMOWAĆ. NO, ALE JEDNAK TROCHĘ POPRZYTULAŁAM WIELBŁĄDA, NAWET MAŁEGO, TO BYŁO COŚ.

.

okolice koremi, Etiopia, wielbłądy

W DRODZE DO KOREMI SPOTYKAMY WIELBŁĄDY

.

JEDZIEMY DALEJ. MIJAMY DWÓCH CHŁOPAKÓW STOJĄCYCH PRZY DRODZE. PADAJĄ KAMIENIE. UDERZAJĄ W AUTO. OKROPNE UCZUCIE. TESTI WYSKAKUJE Z SAMOCHODU I PĘDZI WRZESZCZĄC NA CHŁOPAKÓW. CI UCIEKAJĄ. PYTAMY DLACZEGO TO ROBIĄ. WZRUSZA RAMIONAMI. NIE BARDZO WIADOMO DLACZEGO. PRZECIEŻ JAKO TURYŚCI ZOSTAWIAMY PIENIĄDZE. WZGLĘDY RELIGIJNE? AŻ TAK WIELKI FANATYZM? CZY TEŻ COŚ, CO TRUDNO JEST ZROZUMIEĆ – OBCEGO TRZEBA ZAATAKOWAĆ TYLKO DLATEGO, ŻE JEST NIE WIADOMO SKĄD. NIE JEST SWÓJ. I TO WSZYSTKO W WIEKU 11-13 LAT.
JESZCZE RAZ TESTI INTERWENIUJE WIDZĄC STOJĄCE DZIECI PRZY DRODZE. UPRZEDZA ICH EWENTUALNY ATAK KRZYCZĄC NA NIE.

DOJEŻDŻAMY DO WIOSKI. WYSIADAMY. MIEJSCE WYDAJE SIĘ BYĆ PUSTE. TESTI MUSI PERTRAKTOWAĆ WEJŚCIE. SIADA NA PRZYZBIE JEDNEGO Z DOMÓW. JAK GRZYBY PO DESZCZU WYRASTAJĄ MIEJSCOWI FACECI. OTACZAJĄ GO CIASNYM KRĘGIEM. SŁYSZYMY ROZMOWĘ, KTÓRA PRZYBIERA NA SILE. TESTI MÓWI CORAZ GWAŁTOWNIEJ. NADCIĄGAJĄ KOLEJNI MĘŻCZYŹNI. W RĘKACH MAJĄ KIJE. OPLATAJĄ KRĘGIEM NASZEGO PRZEWODNIKA WRAZ Z SIEDZĄCYMI OBOK MIEJSCOWYMI. AWANTURA WISI W POWIETRZU. ROZMOWY STAJĄ SIĘ CORAZ BARDZIEJ NERWOWE I BURZLIWE. CZEKAMY Z BOKU LEKKO WYSTRASZENI. WYGLĄDA TO DOŚĆ GROŹNIE. PATRZYMY JAKA ODLEGŁOŚĆ DZIELI NAS OD SAMOCHODU.

DYSKUSJA JEST CORAZ GŁOŚNIEJSZA. WYBIJA SIĘ JEDEN GŁOS. CHYBA TESTIEGO. CZEKAMY CO BĘDZIE DALEJ. PO JAKIMŚ CZASIE SPOŚRÓD TŁUMU WYCHODZI TESTI. DAJE NAM ZNAK, ŻE MAMY IŚĆ. PO CHWILI TŁUMACZY O CO CHODZI. PŁACI CORAZ WIĘKSZE KWOTY W TEJ WSI ZA TURYSTÓW, KTÓRYCH TU PRZYWOZI. STARSZYZNA MIMO TO, CAŁY CZAS CHCE JESZCZE WIĘCEJ PIENIĘDZY, NIE DAJĄC JEDNAK NIC ZA TO. PRZEDE WSZYSTKIM OCHRONY. I TO NAJBARDZIEJ WKURZA TESTIEGO. SŁUCHAMY GO Z UWAGĄ I PRZYZNAJEMY RACJĘ. JEDNOCZEŚNIE PODZIWIAMY JEGO SPOSÓB PROWADZENIA ROZMOWY Z WSIĄ. JEDNAK POZWOLILI NAM WEJŚĆ. POSTAWIŁ NA SWOIM.

CHODZIMY KRĘTYMI ŚCIEŻKAMI WŚRÓD NI TO CHAŁUP NI TO JASKIŃ. SĄ Z KAMIENIA. NIE WIDAĆ ABY TOCZYŁO SIĘ TU JAKIEŚ ŻYCIE, DOCIERAŁY ZDOBYCZE CYWILIZACJI. WSZĘDZIE JEST CICHO I PUSTO. TO, ŻE TOWARZYSZY NAM GRUPKA OBDARTYCH I BOSYCH DZIECI NIE ZMIENIA WRAŻENIA JAKIE SPRAWIA OSADA. NAPRAWDĘ CZAS SIĘ TUTAJ ZATRZYMAŁ. WIDZIMY MIĘDZY CHAŁUPAMI MECZET. ZNAK, ŻE TO MIEJSCE STANOWIŁO CZY NADAL STANOWI PRZEDMIOT KULTU RELIGIJNEGO. WIDOK JAKI ROZCIĄGA SIĘ Z TEJ WYSOKOŚCI JEST PIĘKNY. PRZED NAMI OGROMNE RÓWNINNE POŁACIE KRAJU.

KIEDY CHCĘ ZROBIĆ ZDJĘCIE DZIECIAKI STAJĄ SIĘ AGRESYWNE. GENERALNIE, NIESTETY NIE SĄ PRZYJEMNE I MIŁE. OD CZASU DO CZASU SZARPIĄ MNIE, PROTESTUJĄ PRZECIWKO ZDJĘCIOM CHOCIAŻ ICH NIE FOTOGRAFUJĘ. TESTI INTERWENIUJE W TAKICH PRZYPADKACH.

WCHODZIMY DO JEDNEJ Z CHAT. SIADAMY NA JAKIEJŚ ŁAWCE A MOŻE WYSTAJĄCEJ KRAWĘDZI MURU. KLEPISKO W JEDNEJ CZĘŚCI JEST PODWYŻSZONE O PARĘ CENTYMETRÓW, CO TWORZY PODEST. SIEDZĄ NA NIM TRZY KOBIETY ORAZ LEŻY DZIECKO W GRANICACH 10-13 MIESIĘCY. KOBIETY ŻUJĄ KHAT. DZIECKO MA, NIESTETY, WIDOCZNE OBJAWY NIEDOROZWOJU.

TESTI PROWADZI KONWERSACJĘ, KOBIETY SIĘ UŚMIECHAJĄ. PRZYJMUJE OD NICH POCZĘSTUNEK CZYLI KAWĘ. DLA NAS BYŁABY TO CHYBA ŚMIERĆ, A W NAJLEPSZYM RAZIE JAKAŚ DYZENTERIA. SIEDZIMY PRZYGLĄDAJĄC SIĘ W MILCZENIU ALE TEŻ SIĘ UŚMIECHAMY. W CHAŁUPIE W ZASADZIE NIC NIE MA. DRUGA JEJ CZĘŚĆ (TA BEZ PODESTU) SŁUŻY ZWIERZĘTOM. STRASZNIE TO WSZYSTKO BARDZO ODLEGŁE, ZGRZEBNE, SMUTNE. I NIE CHODZI O TO, ŻE NIBY ONI TACY BIEDNI, NIE KORZYSTAJĄ ZE ZDOBYCZY CYWILIZACJI. NIE MUSZĄ, PROWADZĄ SWOJE ŻYCIE JAK CHCĄ, ALE NIE MOGĘ OPRZEĆ SIĘ WRAŻENIU, ŻE WSZĘDZIE TUTAJ ZIEJE PUSTKA NIE MAJACA NIC WSPOLNEGO Z RADOŚCIĄ ISTNIENIA, WIARĄ W LEPSZE JUTRO. MIMO ŻE WOKÓŁ JEST PRZEPIĘKNIE.

WRACAMY. DZIECI JAKOŚ SIĘ USPOKOIŁY. PO CHWILI POZNAJEMY PRZYCZYNĘ. TESTI MA ZDOLNOŚCI, KTÓRE MOŻE NIE SĄ PEDAGOGICZNE ALE SKUTECZNE. OBIECAŁ MALUCHOM, ŻE KUPI IM CUKIERKI JAK BĘDĄ GRZECZNE. TO DZIAŁA POD KAŻDĄ SZEROKOŚCIĄ GEOGRAFICZNĄ – OD STULECI.

SKLEP WYGLĄDA JAK NORKA, ALE CUKIERKI SĄ. DZIECIAKI PISZCZĄ Z UCIECHY KIEDY DOSTAJĄ UPRAGNIONE SŁODYCZE. WRESZCIE WESOŁY WIDOK.

JADĄC Z POWROTEM ZNOWU MAMY OKAZJĘ PODZIWIAĆ SPRYT TESTIEGO. JAK TYLKO WIDZI CHŁOPAKÓW PRZY DRODZE SAMOCHÓD ZWALNIA, A ON WYWRZASKUJE JAKIEŚ TYRADY. TŁUMACZY NAM POTEM Z UŚMIECHEM, ŻE ATAKUJE TE DZIECI MÓWIĄC IM, ŻE JAK JECHAŁ DO GÓRY ALBO WCZORAJ TO WŁAŚNIE ONI RZUCALI KAMIENIAMI. PO PROSTU UPRZEDZA ICH EWENTUALNY ATAK. CHŁOPAKI ZACZYNAJĄ SIĘ BRONIĆ, ŻE TO NIE ONI. TESTI OBIECUJE IM, ŻE ICH ZŁAPIE NASTĘPNYM RAZEM. Z WRAŻENIA ZAPOMINAJĄ PO CO MAJĄ TE KAMIENIE W RĘKACH, ALBO WYCOFUJĄ SIĘ SZYBKO. W SUMIE JEDNAK TO OKROPNE. TAK STAĆ PRZY DRODZE I CZEKAĆ AŻ NADARZY SIĘ OKAZJA ABY RZUCIĆ KAMIENIEM, NIE BARDZO WIADOMO DLACZEGO.

PRZEJEŻDŻAMY PRZEZ HARER I JEDZIEMY NA JEDEN Z NAJWIĘKSZYCH W AFRYCE TARGÓW KHATU. KHAT TO ZIELONE LIŚCIE KTÓRYCH SUBSTANCJA AKTYWNA – KATYNON MA TEN SAM MECHANIZM DZIAŁANIE CO AMFETAMINA. WOKÓŁ HARERU ROZCIĄGAJĄ SIĘ OGROMNE UPRAWY KHATU. ŻUJĄ GO PRAWIE WSZYSCY. MIASTECZKO AWEDAY, POŁOŻONE PRZY DRODZE DO DIRE DAWA SŁYNIE Z TARGU HANDLUJĄCEGO NAJLEPSZEJ JAKOŚCI TOWAREM.

ŁATWO SIĘ ZORIENTOWAĆ, ŻE JUŻ JESTESMY NA MIEJSCU. NA GŁÓWNEJ DRODZE WZMOŻONY TRANSPORT. PO OBU STRONACH PEŁNO LUDZI. SAMOCHODY CIĘŻAROWE ZAŁADOWANE LUB ZAŁADOWYWANE ZIELONYMI LIŚĆMI. W WIELU MIEJSCACH SPRZEDAJE SIĘ LEŻĄCY NA ZIEMI LUB W WORKACH KHAT. PRZECHODZIMY PRZEZ DROGĘ KIERUJĄC SIĘ MIĘDZY WĄSKIE ULICE. JEST JESZCZE TŁOCZNIEJ. WE WSZYSTKIE STRONY SZYBKO PORUSZAJĄ SIĘ TRAGARZE Z RÓWNIUTKO UŁOŻONYMI LIŚĆMI, ZWIĄZANYMI W DOŚĆ DUŻE BALE. WCHODZIMY DO JEDNEGO, POTEM DO DRUGIEGO MAGAZYNU. BETONOWE ŚCIANY, WĄSKIE POZIOME OKNA, PODŁOGA USŁANA LIŚĆMI. WŚRÓD NICH SIEDZĄ UKŁADACZE. BŁYSKAWICZNIE UKŁADAJĄ RÓWNO LIŚCIE W OKRĄGŁE BALE. TO TOWAR PRZEDNIEJ JAKOŚCI. NIESAMOWITE, JAK POTRAFIĄ SZYBKO I RÓWNIUTKO UKŁADAĆ TE LIŚCIE. JAK WYBIERAJĄ TE KTÓRE MAJĄ JEDNAKOWĄ WIELKOŚĆ. WIDAĆ LATA WPRAWY.

PRZYGLĄDAMY SIĘ CHWILĘ I IDZIEMY DALEJ. OCZYWIŚCIE CHŁOPAKI PĘDZĄ ŻWAWO PRZEDE MNĄ. A MNIE OTACZA GRUPKA MIEJSCOWYCH TRAGARZY, PAKOWACZY, SPRZEDAWCÓW. COŚ DO MNIE MÓWIĄ. ROZUMIEM, ŻE CHODZI O ZDJĘCIE. OTACZAJĄ MNIE TAK, ŻE MUSZĘ SIĘ COFNĄĆ. ZA SOBĄ MAM JAKIŚ MUR. NIE BOJĘ SIĘ, JEDNAK WKURZA MNIE, ŻE MOI RYCERZE NIE ZWRACAJĄ NA MNIE UWAGI. MUSZĘ KRZYKNĄĆ ABY SIĘ ZATRZYMALI. WIDZĘ PRZESTRACH W ICH OCZACH. SZYBKO ZAWRACAJĄ, ALE NA DOKŁADKĘ JESZCZE DO MNIE MAJĄ PRETENSJE, ŻE SIĘ WLOKĘ. COŚ TAKIEGO! TO ONI MNIE ZOSTAWILI. UŚMIECHAM SIĘ DO MIEJSCOWYCH. ROBIMY ZDJĘCIA. DLA ZABAWY BIORĘ OD JEDNEGO Z NICH WIĄZKĘ KHATU I POZUJEMY DO ZDJĘCIA. ZYSKUJĘ APLAUZ. ROBI SIĘ WESOŁO. PIETRUSZKA Z MAPNIKIEM TEŻ ROBIĄ SOBIE ZDJĘCIA. JEDYNA OKAZJA MIEĆ TAKIE ZDJĘCIE Z TARGU.

KHAT TRANSPORTUJE SIĘ DO OKOLICZNYCH PAŃSTW. TRZEBA TO ROBIĆ SZYBKO KIEDY LIŚCIE SĄ ŚWIEŻE. ZWIĘDNIĘTE NIE NADAJĄ SIĘ DO ŻUCIA. MAGAZYNÓW POŁOŻONYCH NA KILKU ULICACH JEST BARDZO WIELE. TRAGARZE BIEGAJĄ TAM I Z POWROTEM. DUŻE CIĘŻAROWE SAMOCHODY STALE ODJEŻDŻAJĄ ZAŁADOWANE KHATEM. FAKTYCZNIE WIELKOŚĆ TEGO TARGU CZY RYNKU MOŻE GO STAWIAĆ W RZĘDZIE NAJWIĘKSZYCH. WIELU LUDZI KRZĄTA SIĘ PRZY LIŚCIACH GORSZEGO SORTU. TEŻ SĄ NA SPRZEDAŻ.

WRACAMY DO HOTELU. TESTI OBIECUJE NAM ZAŁATWIĆ JUTRZEJSZY TRANSPORT NA LOTNISKO. BĘDZIE SZYBCIEJ I WYGODNIEJ.

PÓŹNYM POPOŁUDNIEM WYCHODZIMY DO MIASTA, KIERUJĄC SIĘ W STRONĘ STAREJ CZĘŚCI. NIE BARDZO BYLIŚMY ZDECYDOWANI GDZIE BĘDZIEMY JEŚĆ KOLACJĘ. CZY WRÓCIMY DO NAS DO HOTELU CZY USIĄDZIEMY GDZIEŚ, GDZIE NAM SIĘ SPODOBA. HARER TO MIASTO Z ROZMACHEM. SZEROKIE ARTERIE, WYSOKIE MASYWNE BUDYNKI, SIEDZIBY BANKÓW, BIUR, DUŻO LUDZI. KONGLOMERAT WYZNANIOWY. TERENY ZAMIESZKAŁE OD WIEKÓW PRZEZ PLEMIONA OROMÓW. STARA DZIELNICA JEST PONOĆ NAJWIĘKSZYM NA ŚWIECIE KOMPLEKSEM ŚWIĄTYŃ MUZUŁMAŃSKICH, ALE W NOWSZEJ CZĘŚCI MIASTA DOMINUJE CHRZEŚCIJAŃSTWO. STĄD NASZA CHOINKA W RESTAURACJI. PANUJE ATMOSFERA TOLERANCJI.

RESTAURACJE PEŁNE SĄ KLIENTÓW. WESZLIŚMY DO PARU. DANIA NIE WYDAWAŁY NAM SIĘ SPECJALNIE INTERESUJĄCE, MOŻE TEŻ BYLIŚMY JUŻ ZNUŻENI ETIOPSKĄ KUCHNIĄ ALBO PO PROSTU NIE BYLIŚMY WYSTARCZAJĄCO GŁODNI. WĘDROWALIŚMY JESZCZE JAKIŚ CZAS. MIASTO NAM SIĘ PODOBAŁO.

NA KOLACJĘ WRÓCILIŚMY DO HOTELU Z CZEGO BARDZO SIĘ CIESZYŁ PERSONEL. CHYBA NADAL CZULI SIĘ TROCHĘ WINNI, ŻE POPRZEDNIEGO DNIA ZBYT DŁUGO CZEKALIŚMY NA JEDZENIE. JEDLIŚMY Z PIETRUSZKĄ CIENIUTKO POKROJONE MIĘSO W LEKKIM SOSIE. O ILE DOBRZE ZROZUMIELIŚMY BYŁA TO KOZA. W CERAMICZNEJ MISECZCE ZNALEŹLIŚMY KAWAŁKI PRZYPRAWIONEGO MIĘSA. TEN SPOSÓB PODAWANIA MIĘSA JEST TUTAJ NAJBARDZIEJ POPULARNY. ZDECYDOWAŁAM SIĘ NA TO DANIE PIERWSZY RAZ I NIE ŻAŁOWAŁAM.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *