27.01.2019 – Z MASAI MARA DO NAIROBI

.
KIEDY RANO PAKOWALIŚMY RZECZY DO SAMOCHODU ZAUWAŻYŁAM ZAPARKOWANY DUŻY MOTOCYKL. PODESZŁAM BLIŻEJ ŻEBY OBEJRZEĆ TO CUDO. AKURAT WSIADAŁA NA NIEGO PARA, KTÓRĄ OD DWÓCH DNI WIDZIAŁAM W JADALNI. OCZYWIŚCIE WYWIĄZAŁA SIĘ ROZMOWA. ON AUSTRALIJCZYK A WŁAŚCIWIE TASMAŃCZYK, ONA ARGENTYNKA. OBECNIE MIESZKAJĄ W CHILE. OD 7 LAT PODRÓŻUJĄ MOTOREM. PO CAŁYM ŚWIECIE. TRANSPORTUJĄ TEN MOTOR Z KONTYNENTU NA KONTYNENT. NIESAMOWICI.
W DUCHU PODZIWIAŁAM ICH ZORGANIZOWANIE, ODWAGĘ, SIŁĘ WOLI.

RUSZYLIŚMY NASZYM SAMOCHODEM PRZEZ WERTEPY, DZIURY, KOLEINY. CO RAZ TO PODSKAKIWALIŚMY LUB RZUCAŁO NAS NA BOKI. JOSPAT ROBIŁ WSZYSTKO ABY PRZEJECHAĆ BEZ PROBLEMOWO DO GŁÓWNEJ DROGI, CO MU SIĘ UDAŁO. ZATRZYMALIŚMY SIE NA CHWILĘ W NAROK ABY KUPIĆ WODĘ, WYMIENIĆ PIENIĄDZE, PÓJŚĆ DO APTEKI PO JAKIEŚ ŚRODKI NA GARDŁO DLA MAPNIKA.

.

ZARAZ RUSZAMY W DROGĘ

.

PO KILKU GODZINNEJ JEŹDZIE DOTARLIŚMY DO NAIROBI.

NOCLEG MIELIŚMY W KANDIZ QUEENDOM. US$ 30 ZA LUKSUSOWY POKÓJ DLA MAPNIKA, DLA NAS US$ 27 ZA POKÓJ TYPU BUDŻET. NIE MOGLIŚMY JEDNAK TRAFIĆ DO MIEJSCA SPANIA. BYLIŚMY WE WŁAŚCIWEJ DZIELNICY, KRĘCILIŚMY SIĘ STALE PO TYCH SAMYCH ULICACH I NIC. WRESZCIE JOSPAT ZADZWONIŁ POD WSKAZANY NUMER. DOSTAŁ WSKAZÓWKI JAK DOJECHAĆ. NIE BYŁO TO PROSTE, BO APARTAMENT MIEŚCI SIĘ W ZAMKNIĘTYM KONDOMINIUM, DO KTÓREGO TRZEBA  WJECHAĆ. STANĘLIŚMY PRZED DUŻYM BUDYNKIEM. WESZLIŚMY DO ŚRODKA, ALE I TAK NIE POTRAFILIŚMY ZNALEŹĆ TEGO MIEJSCA. W KOŃCU OTWORZYŁY SIĘ JAKIEŚ DRZWI I PANI ZAPROSIŁA NAS DO ŚRODKA.

KANDIZ QUEENDOM TO BARDZO DUŻE MIESZKANIE. W SALONIE PRZED TELEWIZOREM SIEDZIAŁ PAN DOMU. ZA NIM KUCHNIA, NAPRZECIW JADALNIA. IDĄC DALEJ DOCHODZI SIĘ DO DWÓCH ODDZIELNYCH POKOI Z ŁAZIENKAMI. BYŁAM ZADZIWIONA. TEGO SIĘ NIE SPODZIEWAŁAM.
Z OPISU NIE WYNIKAŁO, ŻE SĄ TO POKOJE W MIESZKANIU.

PANI POINFORMOWAŁA, ŻE MOŻEMY ZE WSZYSTKIEGO KORZYSTAĆ. MIESZKANIE MA JESZCZE JEDEN POKÓJ Z ŁAZIENKĄ PRZEZNACZONY DO WYNAJMU I SYPIALNIĘ GOSPODARZY. ZOSTAŁO ZAKUPIONE W MYŚLĄ O WYNAJMIE. PARA PRACOWAŁA W KATARZE LUB EMIRATACH ARABSKICH. DOBRZE ZARABIALI, ALE ŻYCIE TAM BYŁO TAK DROGIE, ŻE ZREZYGNOWALI KUPUJĄC TO MIESZKANIE Z ZAMIAREM PROWADZENIA INTERESU.
RÓŻNICY MIĘDZY NASZYM POKOJEM A “LUKSUSOWYM” POKOJEM MAPNIKA NIE WIDZIAŁAM.

NASZ KIEROWCA LICZYŁ NA NAPIWEK, O CZYM WIEDZIELIŚMY.
OD SAMEGO POCZĄTKU PLANOWALIŚMY MU DAĆ KWOTĘ US$ 100 OD TRZECH OSÓB ZA CAŁĄ PODRÓŻ. I TAK ZROBILIŚMY, ALE WYLICZYLIŚMY DOKŁADNIE ILE PIENIĘDZY DOSTAŁ OD NAS NA BILETY WSTĘPU Z TYTUŁU PRZEDPŁATY, I JAK TO SIĘ MIAŁO DO KURSU DOLARA; ILE DOSTAŁ INNYCH DROBNYCH KWOT, Z KTÓRYCH SIĘ NIE ROZLICZYŁ. POTRĄCILIŚMY TO WSZYSTKO. NIE DLATEGO, ŻE JESTEŚMY SKĄPI, TYLKO DLATEGO, ŻE POWSZECHNYM JEST USIŁOWANIE NACIĄGNIĘCIA BIAŁEGO TURYSTY.
JOSPAT BYŁ ZADOWOLONY, POŻEGNALIŚMY SIĘ WYLEWNIE.

WYSZLIŚMY Z NASZEGO STRZEŻONEGO KONDOMINIUM NA MIASTO COŚ ZJEŚĆ. DZIELNICA JEST SPOKOJNA, CZYSTA. ŁADNE DOMY, REZYDENCJE, KONDOMINIA. WYGLĄDAŁO, ŻE JEST BEZPIECZNIE.

NAPOTKALIŚMY MALUTKI TARG WARZYWNO-OWOCOWY (TARGOWISKO GEM LANE SOKO) I SKLEPIK OBOK. KUPILIŚMY POMIDORY, AWOKADO, OSTRĄ PAPRYCZKĘ.

ZNALEŹLIŚMY RESTAURACJĘ – WHITE STAR. NIE BYŁO W NIEJ, PODOBNIE JAK GDZIE INDZIEJ ALKOHOLU. ZORIENTOWALIŚMY SIĘ, ŻE TO DZIELNICA MUZUŁMAŃSKA. JEDZENIE BYŁO POPRAWNE.

WRACAJĄC DO DOMU KUPILIŚMY W NAPOTKAMY SKLEPIKU PUSZKI Z TUŃCZYKIEM Z MYŚLĄ O ŚNIADANIU.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *