24.02.2019 – SZTORMOWA NIEDZIELA

.
RANO BUDZIMY SIĘ W DALSZYM CIĄGU W STRUGACH DESZCZU. A DO TEGO JESZCZE ŚWISZCZY WIATR. SŁYCHAĆ JEGO DUDNIENIE. WSZYSTKIE ELEMENTY RUCHOME O KTÓRE UDERZA WIATR WYDAJĄ RÓŻNE DŹWIĘKI. SIEDZIMY W POKOJU. WYJŚĆ NIE SPOSÓB. WSZYSTKIE NASZE PLANY NA DZISIAJ BIORĄ W ŁEB.

ALE NIE JEST ŹLE. MOŻNA PISAĆ, ZROBIĆ NOTATKI, PRZEJRZEĆ POCZTĘ.

PO PRAWIE TRZECH GODZINACH TAKIEGO TRWANIA IDĘ NA REKONESANS.
WJEŻDŻAM WINDĄ NA NAJWYŻSZE PIĘTRO HOTELU GDZIE MIEŚCI SIĘ SALA JADALNA. WIDOK PRZEZ PRZESZKLONE ŚCIANY UŚWIADAMIA MI CO SIĘ NAPRAWDĘ DZIEJE. MORZE JEST KOLORU BRĄZOWEGO. FALE UDERZAJĄ O NADBRZEŻNE. WIEJE SILNY WIATR. SZTORM. NIE MA NIKOGO NA ULICY.
MIMO TEGO, ŻE JESTEM W BUDYNKU CZUJĘ JAK MOCNE SĄ UDERZENIA FAL, JAK MOCNY WIATR OMIATA WSZYSTKO. DZIEŃ MA KOLOR CIEMNO POPIELATY.

WRACAM DO POKOJU. PO DRODZE DZIEWCZYNY Z OBSŁUGI HOTELOWEJ MÓWIĄ, ŻE NIGDY CZEGOŚ TAKIEGO TUTAJ NIE WIDZIAŁY.

PO GODZINIE PIETRUSZKA MÓWI DO MNIE: – CHODŹ PÓJDZIEMY DO SKLEPU. FAKTYCZNIE PRZYDAŁBY SIĘ JAKIŚ CHLEB. POZA TYM TKWIENIE W POKOJU POWODUJE KLAUSTROFOBIĘ. ALE TEN DESZCZE, DESZCZ WSZĘDZIE. WIEJE OKROPNIE. WYJŚCIE Z HOTELU GROZI KATASTROFĄ.

NASTĘPNĄ GODZINĘ PRZYGOTOWUJEMY SIĘ PSYCHICZNIE DO WYJŚCIA. W KOŃCU WYCHODZIMY. PRZESTAJE JAKBY PADAĆ ALE WIEJE. ROBIMY ZAKUPY. WYGINA MNIE DO TEGO STOPNIA, ŻE MUSZĘ ZŁAPAĆ POBLISKI SŁUP BY SIĘ NIE WYWRÓCIĆ. NIE ZDARZYŁO MI NIGDY W ŻYCIU BYĆ W TAKICH WARUNKACH POGODOWYCH.

RESZTĘ DNIA SPĘDZAMY W POKOJU.

W NASZYM HOTELU POZA ŚNIADANIEM I LUNCHEM MOŻNA ZJEŚĆ TAKŻE KOLACJĘ. DLA GOŚCI HOTELOWYCH CENA WYNOSI 13€00 OD OSOBY. W CENĘ WLICZONA LAMPKA WINA LUB PIWO I WODA. KOLACJA SERWOWANA W FORMIE BUFETU.

NA OSTATNIM PIĘTRZE JEST OLBRZYMIA SALA JADALNIA. PO PRAWEJ STRONIE ZNAJDUJĄ SIĘ BUFETY, POŚRODKU I PO LEWEJ STOŁY.
W BUFETACH DUŻY WYBÓR JEDZENIA. MOŻNA ZJEŚĆ KRÓLIKA, RYBĘ, MIĘSO, DANIE WEGETARIAŃSKIE. DO TEGO  MAKARON, RYŻ, KARTOFLE.
NA STOŁACH: SAŁATA, POMIDORY, FASOLKA, SAŁATKI. JEDNA Z SAŁATEK JEST Z KREWETKAMI. OBOK DESERY. TARTY, OWOCE. SĄ TEŻ POJEMNIKI Z LODAMI, CHYBA CZTERY RODZAJE.

.

SLIEMA HOTEL REGENCY – OBIAD W TYPIE STOŁU SZWEDZKEIGO

.

JESTEŚMY POD WRAŻENIEM RÓŻNORODNOŚCI JEDZENIA JAKIE JEST OFEROWANE.
WIDZĘ, ŻE OBSŁUGA PRZYNOSI NIEKTÓRYM WINO W BUTELKACH. NAJPRAWDOPODOBNIEJ SĄ TO ZAKUPIONE TUTAJ I ZDEPONOWANE BUTELKI WINA, BO LAMPKA NIE WYSTARCZY DO TAK OBFITEJ KOLACJI.
WYBÓR JEDZENIA JEST NA TYLE DUŻY, ŻE KAŻDY ZNAJDZIE COŚ DLA SIEBIE.

MOŻNA DYSKUTOWAĆ O SMAKACH ALE OBFITOŚĆ JEDZENIA W STOSUNKU DO CENY JEST BEZ ZARZUTU. RÓWNIEŻ SMAK WYDAJE SIĘ BYĆ DOBRY. STARALIŚMY SIĘ SKOSZTOWAĆ JAK NAJWIĘCEJ POTRAW I NIE BYŁO NICZEGO, CO ODRZUCILIBYŚMY JAKO NIEDOBRE.
TA KOLACJA CZY ŚNIADANIE TO JEST ŚWIETNA OPCJA.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *