03.11.2019 – ODWOŁANE LOTY. A JEDNAK EKWADOR I OKOLICE

.

W MAJU WPADŁA MI W RĘKĘ FAJNA CENOWO OFERTA LOTU DO EKWADORU. LOT BYŁ Z AMSTERDAMU.
POMYŚLAŁAM CZEMU NIE.
AMERYKA POŁUDNIOWA NIGDY NIE BYŁA NASZĄ UKOCHANĄ DESTYNACJĄ, ALE POLECIEĆ ZAWSZE MOŻNA. BYLIŚMY, CO PRAWDA JUŻ W PERU I COLUMBII ALE ZAWSZE MOŻNA JESZCZE RAZ W TE SAME STRONY.

LOT BYŁ DŁUGI, OBSŁUGIWANY PRZEZ AEROMEXICO, VIA MEKSYK, ALE W GRATISIE MOŻNA BYŁO ZOBACZYĆ ŚWIĄTYNIE SŁOŃCA I PŁAC GŁÓWNY W MEXICO CITY, JAKO ŻE PRZERWA W LOCIE WYNOSIŁA 20 GODZIN.
FORA INTERNETOWE POTWIERDZAŁY TAKĄ OPCJĘ.
KUPILIŚMY BILETY I ZACZĘLIŚMY RZUCAĆ OKIEM NA LEWO I PRAWO CO BY JESZCZE WIĘCEJ NIŻ EKWADOR ZOBACZYĆ. KUSIŁO GALAPAGOS, WYSPY WIELKANOCNE, NIEZNANE MIEJSCA W PERU. NO I KONIECZNIE BUENOS AIRES NA MOJE SPECJALNE ŻYCZENIE. UZNALIŚMY ŻE I GALAPAGOS I WYSPY WIELKANOCNE TO ZA DUŻE OBCIĄŻENIE FINANSOWE.

PO SPĘDZENIU ŁADNYCH PARU DNI W INTERNECIE WYŁONIŁA SIĘ TRASA OPARTA NA LOTACH LINIAMI LATAM – TO W AMERYCE POŁUDNIOWEJ DOMINUJĄCY PRZEWOŹNIK. LATAJĄ WSZĘDZIE. IM DALEJ I BARDZIEJ OKRĘŻNIE TYM TANIEJ, CO ZRESZTĄ JEST REGUŁĄ WE WSZYSTKICH LINIACH LOTNICZYCH.
GUAYAQUIL W EKWADORZE MIAŁ BYĆ MIEJSCEM PRZYLOTU I WYLOTU.  STAMTĄD TEŻ MUSIELIŚMY PLANOWAĆ NASZE LOTY.

PO WIELU ANALIZACH, POSZUKIWANIACH I SPRAWDZANIACH, ZDECYDOWALIŚMY SIĘ NA LOT Z GUAYAQUIL DO SANTIAGO DE CHILE . STAMTĄD NA WYSPY WIELKANOCNE. Z WYSP PRZEZ SANTIAGO DO BUENOS AIRES. Z BUENOS Z POWROTEM DO GUAYAQUIL.
NIE BYŁO TO TANIE ALE I TAK TAŃSZE, NIŻ GDYBY KUPOWAĆ POJEDYNCZE BILETY DO TYCH MIEJSC.

MIESIĄC PÓŹNIEJ PIETRUSZKA MÓWI: A MOŻE JEDNAK TEŻ NA GALAPAGOS? ZANIM ZAMKNĄ JE DLA TURYSTÓW. CENA BILETU NA GALAPAGOS W PORÓWNANIU Z TYM CO JUŻ ZAPŁACILIŚMY BYŁA BARDZO NISKA. MÓWISZ MASZ..

JAK JUŻ WSZYSTKO ZOSTAŁO ZAŁATWIONE, W POŁOWIE LIPCA DOSTAJEMY WIADOMOŚĆ, ŻE ELEMENT NASZEGO LOTU Z MEKSYKU DO GUAYAQUIL JEST ANULOWANY. TYM SAMYM LOT TRACI SENS.

NORMALNIE NIC BY SIĘ NIE STAŁO.
NIGDZIE NIE JEST POWIEDZIANE ŻE MUSIMY OGLĄDAĆ EKWADOR. ALE MIELIŚMY JUŻ KUPIONE BILETY, KTÓRYCH ODWOŁAĆ NIE MOGLIŚMY BEZ DUŻEJ STRATY.

CO BYŁO ROBIĆ.
RZUCIŁAM SIĘ NA POSZUKIWANIE NOWYCH POŁĄCZEŃ.
PO TYGODNIU POSZUKIWAŃ ZNALAZŁAM LOT W CENIE ZBLIŻONEJ DO PIERWOTNEJ, ALE NIE Z AMSTERDAMU TYLKO Z BARCELONY. Z 24 GODZINNYM STOPEM W AMSTERDAMIE. MOGLIŚMY SOBIE POZWOLIĆ NA TAKĄ KOMBINACJE GDYŻ MAMY  TAM RODZINNE ZATRZYMANIE.

DOKUPILIŚMY LOT DO BARCY WIZZAIREM. TAM I Z POWROTEM. O ILE LOT DO BARCELONY ZMUSZAŁ NAS DO NOCLEGU, O TYLE GODZINY POWROTNYCH LOTÓW TAK SIĘ UKŁADAŁY, ŻE TEGO SAMEGO DNIA WRACALIŚMY DO POLSKI.
ZMUSIŁO NAS TO JEDNAK DO PRZEDŁUŻENIA POBYTU W AMERYCE O 4 DNI.

MIESIĄC PÓŹNIEJ WIZZAIR ODWOŁAŁ LOT DO BARCELONY. TRZEBA BYŁO KUPIĆ NOWY DOLOT.
TYM RAZEM RYANAIREM.

WIZZAIR, MIMO ZAPEWNIEŃ ŻE ZOSTANĄ NAM ZWRÓCONE NATYCHMIAST I W GOTÓWCE PIENIĄDZE ZA ODWOŁANE LOTY, NIE ZROBIŁ TEGO. NIE MOŻNA BYŁO PRZEJŚĆ PRZEZ APLIKACJĘ UMOŻLIWIAJĄCĄ ZWROT GOTÓWKI BEZPOŚREDNIO NA KONTO. W EFEKCIE ZOSTAŁY NA KONCIE PRZEWOŹNIKA DO PRZYSZŁEGO WYKORZYSTANIA.

PO KILKU TYGODNIACH ODWOŁANO TEŻ LOT POWROTNY. I ZNOWU ZABLOKOWANO PIENIĄDZE NA KONCIE.

DLA NAS NIESTETY WIĄZAŁOBY SIĘ TO Z KONIECZNOŚCIĄ NOCLEGU W DRODZE POWROTNEJ. ALE MOGLIŚMY WRACAĆ RYANAIREM ALBO LOTEM. LOT OKAZAŁ SIĘ TAŃSZY !!!

TAKIE PERYPETIE MAŁO KTO MA.

NIE NA TYM JEDNAK KONIEC.
JAK JUŻ UŁOŻYLIŚMY SOBIE WSZYSTKO, TO W EKWADORZE WZBURZYŁ SIĘ LUD DO TEGO STOPNIA, ŻE PREZYDENT KRAJU O IMIENIU LENIN OGŁOSIŁ STAN WYJĄTKOWY. A ŻE ZAMIESZKI NIE USTAWAŁY, PRZENIÓSŁ SIĘ Z RZĄDEM Z QUITO DO GUAYAQUIL. WPROWADZIŁ TEŻ GODZINĘ POLICYJNĄ.
WSZYSTKO PRZEZ PODWYŻKĘ CENY BENZYNY DOTOWANEJ DOTYCHCZAS PRZEZ RZĄD.
DWA TYGODNIE SPRAWDZAŁAM CODZIENNIE CO SIĘ TAM DZIEJE, W STRACHU, ŻE KLM ODWOŁA LOT.
CHYBA NIKT W NASZYM KRAJU NIE CIESZYŁ SIĘ TAK BARDZO JAK MY, Z POMYŚLNYCH ROKOWAŃ PREZYDENTA LENINA Z LUDNOŚCIĄ.
NIE BYŁO NAM JEDNAK DANE RADOWAĆ SIĘ DŁUGO, BO WYBUCHŁY ZAMIESZKI W SANTIAGO DE CHILE, GDZIE RZĄD NIE JEST TAK POZYTYWNIE NASTAWIONY DO NEGOCJACJI. WRĘCZ PRZECIWNIE MA DOŚĆ LEKCEWAŻĄCY STOSUNEK DO PROTESTUJĄCEGO SPOŁECZEŃSTWA.

JAKBY TEGO WSZYSTKIEGO BYŁO JESZCZE MAŁO KATALOŃCZYCY RUSZYLI PONOWNIE DO BOJU O SEPARACJĘ Z RESZTĄ HISZPANII. DEWASTOWANO STACJE METRA, NISZCZONO ULICE, SKLEPY. NIE WIADOMO BYŁO, CZYM SIĘ TO WSZYSTKO SKOŃCZY.
NASTAŁ DZIEŃ WYJAZDU I JAK NA RAZIE NICZEGO NAM NIE ODWOŁANO.
MAMY NADZIEJĘ, ŻE TAK ZOSTANIE.

TRASĘ MAMY NASTĘPUJĄCĄ: Z BARCELONY PRZEZ AMSTERDAM LECIMY 4.11 DO GUAYAQUIL.
SPĘDZAMY TAM NOC.
5.11 W POŁUDNIE LECIMY NA SAN CRISTOBAL PODZIWIAĆ LWY MORSKIE, ŻÓŁWIE, PTAKI GŁUPTAKI I WSZYSTKO, CO SIĘ DA PRZEZ NIESTETY TYLKO TRZY DNI.
PO POWROCIE STOLICA KRAJU, CZYLI QUITO, JEJ ATRAKCJE, A TAKŻE OKOLICE. NO I OCZYWIŚCIE WULKANY.
MOŻLIWY DLA NAS DO ZDOBYCIA JEST SCHRONISKO NA WULKANIE COTOPAXI.
ABY TO ZROBIĆ CHYBA POJEDZIEMY DO LACATUNGI.
WYDAJE SIĘ, ŻE STAMTĄD BĘDZIE LEPIEJ. POTEM KRÓTKA JAZDA DO BAÑOS WŁAŚCIWIE TYLKO PO TO ABY POHUŚTAĆ SIĘ NA NAJSŁYNNIEJSZEJ CHYBA HUŚTAWCE ŚWIATA I MOŻE POMOCZYĆ SIĘ W CIEPŁYCH ŹRÓDŁACH.
HUŚTAWKA JEST PONOĆ KOMERCYJNA A TEREN WOKÓŁ NIEJ PEŁEN LUDZI I INNYCH HUŚTAWEK. ALE KORZYŚĆ JEST JESZCZE INNA. TAKA JAZDA SKRACA I UATRAKCYJNIA POWRÓT DO GUAYAQUIL.
ODLEGŁOŚĆ Z QUITO JEST DUŻA I JAZDA PRZEZ 9 GODZIN W CIĄGU DNIA NAS ODSTRASZA. NOCĄ NIE POLECA SIĘ PODRÓŻOWANIA.
Z GUAYAQUIL 17.11 LOT DO SANTIAGO.
NASTĘPNEGO DNIA LOT NA WYSPY WIELKANOCNE. CZEKAJĄ TAM NA NAS POSĄGI MOA. JESTEŚMY BARDZO CIEKAWI TEJ WYSPY.
NASZ POBYT TAM ZNOWU BĘDZIE ZA KRÓTKI, ALE NIE DA SIĘ FINANSOWO INACZEJ.
POTEM MOJE MARZENIE, CZYLI BOSKIE BUENOS OD 22.11. DO 26.11.2019
MAMY NADZIEJĘ, ŻE UDA NAM SIĘ WYSKOCZYĆ DO URUGWAJU, DO SACRAMENTO. TO TYLKO 75 min PROMEM. MIASTO WPISANE NA LISTĘ ŚWIATOWEGO DZIEDZICTWA UNESCO.
DO EKWADORU WRACAMY 27 LISTOPADA I KIERUJEMY SIĘ W STRONĘ CUENCA Z JEJ INKASKIMI POZOSTAŁOŚCIAMI.
3.12 WRACAMY.

SUMUJĄC ODWOŁANO NAM TRZY LOTY Z CZEGO OD RAZU ZWRÓCONO PIENIĄDZE TYLKO ZA PIERWOTNY LOT DO EKWADORU.
STRACILIŚMY JEDEN LOT TAM I Z POWROTEM BEZ ODZYSKANIA JAKICHKOLWIEK ŚRODKÓW FINANSOWYCH. Z DWÓCH LOTÓW MAMY ZAMROŻONE PIENIĄDZE NA KONCIE WIZZAIR.
MUSIMY SPĘDZIĆ DWIE NOCE W BARCELONIE BO INACZEJ SIĘ NIE DA.
SYTUACJA POLITYCZNA W KAŻDYM KRAJU DO KTÓREGO LECIMY JEST NIEPEWNA. MOŻE NIE POWINNIŚMY W OGÓLE LATAĆ W TAMTĄ STRONĘ. WYRAŹNIE WSKAZYWAŁO NA TO TAKŻE ZACHOWANIE KOTA, KTÓRY NABURMUSZONY BYŁ OD PARU DNI, CZUJĄC ŻE ZNOWU GDZIEŚ NAS NOSI PO ŚWIECIE.

DO BARCELONY DOLECIELIŚMY O CZASIE SAMOLOTEM WYPEŁNIONYM PO BRZEGI. PO OPUSZCZENIU GO, ROZPOCZĘLIŚMY NASZĄ NIEKOŃCZĄCĄ SIĘ DROGĘ DO MIEJSCA SPANIA – CENTRE ESPLAI ALBERGUE.
MOGLIŚMY JECHAĆ ALBO AUTOBUSEM ALBO METREM.
WIEDZIELIŚMY JAKIM AUTOBUSEM MAMY JECHAĆ ALE KOLEJNE MIJANE PRZYSTANKI NIE MIAŁY GO W ROZKŁADZIE. ZNAK METRA SIĘ GDZIEŚ ZGUBIŁ. NIE POTRAFILIŚMY TEGO OGARNĄĆ. SZLIŚMY NAJPRAWDOPODOBNIEJ Z JEDNEGO TERMINALA DO DRUGIEGO. CIEPŁO, A MY OPATULENI W POLARY, KURTKI.
DOTARLIŚMY DO JAKIEJŚ INFORMACJI W PODZIEMIACH, GDZIE NIE BARDZO ZROZUMIANO, DOKĄD CHCEMY JECHAĆ. W KOŃCU POKAZANO NAM WEJŚCIE DO METRA.
DWA PRZYSTANKI JAZDY I PROBLEM: NA JAKĄ ULICĘ WYJŚĆ. OCZYWIŚCIE WYSZLIŚMY ŹLE.
IDZIEMY. PRZYJEMNA POGODA PUSTE ULICE.
ZOBACZYŁAM JAKIŚ LUDZI PO DRUGIEJ STRONIE ULICY. NA SZCZĘŚCIE WIEDZIELI GDZIE JEST NASZĄ OBERŻA.
POBILIŚMY CHYBA REKORD TEJ TRASY W KATEGORII CZASU DOJŚCIA, WYKAZUJĄC TOTALNY BRAK POŁAPANIA SIĘ W ŚRODKACH TRANSPORTU.
A NA TYM LOTNISKU BYLIŚMY JUŻ DWA RAZY !!!!!

CENTRE ESPLAI ALBERGUE TO OGROMNA SZARA BRYŁA.
MA NIE TYLKO POKOJE ALE TEŻ SALE KONFERENCYJNE, RESTAURACJĘ. WSZYSTKO DUŻE PRZESTRONNE.
NASZ POKÓJ MOŻNA OKREŚLIĆ MIANEM SUROWEGO. PIĘTROWE ŁÓŻKA, STOLIK DWA KRZESŁA, SZAFKI W ŚCIANIE, DUŻA ŁAZIENKA. TO WSZYSTKO NA JEDNĄ NOC.

.

BARCELONA – PRZYRZĄDZANIE DANIA W RESTAURACJI 2 DE VINS

.

POŁOŻYLIŚMY NASZE BAGAŻE I SZYBKO Z POWROTEM DO MIASTA.
CHCIELIŚMY ZDĄŻYĆ NA KOLACJĘ DO LOKALU O NAZWIE 2 DE VINS. A BYŁO JUŻ GRUBO PO 21-szej.
SZEROKIMI ULICAMI PĘDZILIŚMY DO RESTAURACJI OTWARTEJ DO 22.30. MIELIŚMY 1.7 KILOMETRA DO POKONANIA. WOKOŁO WSZYSTKO BYŁO JUŻ POZAMYKANE ALBO SIĘ ZAMYKAŁO.
RESTAURACJA BYŁA TEŻ JUŻ PUSTA. JEDEN KLIENT PRZY BARZE. ZAPYTALIŚMY CZY MOŻNA COŚ JEŚĆ. Z UŚMIECHEM WSKAZANO STOLIK.

Z MENU WYBRALIŚMY WĄTRÓBKĘ W BIAŁEJ CZEKOLADZIE. BYŁA ZJAWISKOWA. MAŁE PROSTOKĄCIKI WĄTRÓBKI POKRYTE ZŁOTYM NALOTEM.
POTEM CARPACCIO Z DZIKICH GRZYBÓW Z ORZESZKAMI PINII I SOSEM TRUFLOWYM POSYPANE SOLĄ WINNĄ. PYSZNE. ZAMÓWILIŚMY TEŻ KLASYKĘ, CZYLI KARTOFLE Z PIECZONYMI PAPRYCZKAMI.
PIETRUSZKA POPROSIŁ JESZCZE O GULASZ Z WNĘTRZNOŚCI DORSZA. BYŁY TO TRZY KLOPSIKI Z DORSZA SMAŻONE W GŁĘBOKIM TŁUSZCZU OTOCZONE FASOLKĄ Z KIEŁBASĄ CHORIZO I RYBIMI FLACZKAMI. PRZYPOMINAŁO TROCHĘ FASOLKĘ PO BRETOŃSKU. DANIE NAS NIE ZACHWYCIŁO, CHOCIAŻ KLOPSIKI BYŁY DOBRE.
POZA TYM DWA POPRZEDNIE DANIA PODNIOSŁY BARDZO POPRZECZKĘ.

KUCHNIA SĄDZĄC Z MENU – WYRAFINOWANA. JUŻ WCZEŚNIEJ W RECEPCJI HOTELU POWIEDZIANO, ŻE TO NAJLEPSZA TUTEJSZA RESTAURACJA.
ZAPŁACILIŚMY Z ALKOHOLEM I KAWĄ 55€00.
MOŻE NIE TANIO, ALE I TEŻ NIE JAKOŚ BARDZO DROGO.

TERAZ JUŻ WOLNYM KROKIEM WRACALIŚMY DO HOTELU. BYŁO BARDZO CIEPŁO.

.

>     ZOBACZ FOTY    <

.

.

Komentarze :

  1. Ula

    Nieustannie Was podziwiam i trzymam kciuki za powodzenie Waszej wyprawy! Wracajcie szczęśliwie!
    A tak na marginesie, stamtąd macie o rzut beretem San Escobar, może i to zaliczycie? 😉
    Uściski i buziaki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *