04.11.2019 – DO CZEGO PROWADZI BRAK MYŚLENIA

.

JUŻ O 7 RANO POSZLIŚMY NA ŚNIADANIE.
JAK NA DUŻĄ RESTAURACJĘ PRZYSTAŁO ŚNIADANIE TEŻ BYŁO DUŻE.
RÓŻNE PŁATKI, SOKI, JOGURTY, DWA RODZAJE PARÓWEK, SZYNKA KONSERWOWA, ŻÓŁTY SER, SALAMI, CHORIZO, ROGALIKI, DŻEM, MIÓD, CIASTO, BANANY, MANDARYNKI, POMARAŃCZE. TROCHĘ SIĘ NA TYM ŚNIADANIU ZASIEDZIELIŚMY I CZAS ZACZĄŁ GONIĆ.

DROGA NA LOTNISKU BYŁA ZNACZNIE PROSTSZA PO WCZORAJSZYM PIESZYM MARATONIE.

PAMIĘTAJ: JEŻELI MASZ SAMOLOT Z TERMINALU 1 TO JADĄC METREM MUSISZ PRZEJŚĆ KAWAŁEK DO SALI ODLOTÓW. MOŻE TO WYMAGAĆ TROCHĘ WYSIŁKU, SZCZEGÓLNIE JEŚLI POSIADASZ DUŻY BAGAŻ.

JESTEŚMY SPÓŹNIENI W STOSUNKU DO WYMOGU ZGŁOSZENIA SIĘ DO ODPRAWY NA DWIE GODZINY PRZED GODZINĄ ODLOTU. PODCHODZIMY Z BILETEM DO KONTROLI BEZPIECZEŃSTWA. NIE ZOSTAJEMY WPUSZCZENI, BO NIE MAMY BOARDINGÓW, CZYLI KART POKŁADOWYCH.
MUSIMY IŚĆ DO STANOWISKA LINII LOTNICZYCH TRANSAVIA PIĘTRO NIŻEJ. LOT W RAMACH KLM REALIZOWANY JEST PRZEZ TĘ LINIĘ.
PIETRUSZKA PYTA NA STANOWISKU JAKIEJŚ LINII GDZIE JEST TRANSAVIA, ALE NIKT TAM TEGO NIE WIE. MÓWI DO MNIE: SPRAWDŹ CZY NIE MASZ MAILA Z WEZWANIEM DO ODPRAWY.
SPRAWDZAM. JEST MAIL KLM.
ODPRAWIĆ SIĘ JEDNAK NIE MOŻEMY. MIMO KILKUNASTU KLIKNIĘĆ APLIKACJA JEST GŁUCHA. PIETRUSZKA DOKONUJE NA SWOIM TELEFONIE AKROBACJI INTERNETOWYCH, WCHODZĄC TO NA ODPRAWĘ KLM, TO TRANSAVI. BEZ SKUTKU. RĘCE ZACZYNAJĄ NAM SIĘ TRZĄŚĆ ZE ZDENERWOWANIA.
STOIMY TAK CO NAJMNIEJ 10-15 MINUT I NIE MOŻEMY PRZEJŚĆ ODPRAWY BO WSZYSTKO CZEGO DOTYKAMY POZOSTAJE BEZ ODPOWIEDZI.
JESTEŚMY BEZRADNI.

.
CENTRE ESPLAI ALBERGUE, BARCELONA

BARCELONA – OPUSZCZAMY NASZĄ ULUBIONĄ NOCLEGOWNIĘ – CENTRE ESPLAI ALBERGUE

.

ROBI MI SIĘ SŁABO NA MYŚLI, ŻE MOGLIBYŚMY NIE POLECIEĆ.
W KOŃCU STWIERDZAMY, ŻE TRZEBA SIĘ RUSZYĆ W POSZUKIWANIU JAKIEGOŚ ROZWIĄZANIA. IDZIEMY WZDŁUŻ STANOWISK ODPRAW.
JEST ODPRAWA BAGAŻOWA LOTU DO AMSTERDAMU.
STAJĘ W KOLEJCE A PIETRUSZKA Z BILETEM W RĘKU PRZECISKA SIĘ PRZEZ TŁUM Z NARAŻENIEM ŻYCIA, ŻE KTOŚ Z TEJ KOLEJKI GO ZAMORDUJE I PODCHODZI DO PANI ODPRAWIAJĄCEJ, CZYLI PRACOWNIKA NAZIEMNEGO. POKAZUJE BILET.
WIDZĘ Z DALEKA JAK PANI Z UŚMIECHEM KIWA GŁOWĄ.
CHYBA JEDNAK POLECIMY.

ZA PARĘ CHWIL NASZ MAŁY BAGAŻ ZOSTAJE NADANY DO GUAYAQUIL, DOSTAJEMY KARTY POKŁADOWE Z MIEJSCAMI OBOK SIEBIE.
PRZECHODZIMY KONTROLĘ BEZPIECZEŃSTWA I MAMY 40 MINUT DO ODLOTU.

DO TEJ PORY ZASTANAWIAM SIĘ JAK DO TEGO DOSZŁO, ŻE SPRAWDZAJĄC MAILA NIE ZAUWAŻYŁAM W NIM WEZWANIA KLM.
CZY NIE MIAŁAM INTERNETU W JAKIMŚ MOMENCIE, CZY POJAWIŁO SIĘ ZBYT PÓŹNO, ABY DOKONAĆ ODPRAWY? DLACZEGO DALIŚMY SIĘ PONIEŚĆ NERWOM I ZAMIAST SZUKAĆ ROZWIĄZANIA NA LOTNISKU SZUKALIŚMY GO W INTERNECIE.
MAJĄC BAGAŻ DO NADANIA MUSIELIŚMY SIĘ ODPRAWIAĆ NA LOTNISKU. POZA TYM NASZYM PRZEWOŹNIKIEM BYŁ KLM WIĘC TEJ LINII TRZEBA BYŁO SZUKAĆ.
WYKAZALIŚMY SIĘ KOMPLETNYM BRAKIEM INTELIGENCJI.

ZA TO W AMSTERDAMIE CZEKAŁY NAS SAME PRZYJEMNOŚCI W RODZINNYM GRONIE.
SPACER KANAŁAMI MIASTA, FAJNE ROZMOWY, KOLACJA.

.

>     ZOBACZ FOTY    <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *