06.11.2019 – GALAPAGOS. GDZIE BY SIĘ TU DOBRZE WYSPAĆ?

.
ZA NOCLEG ZAPŁACILIŚMY US$ 29.

O UMÓWIONYM CZASIE FABRIZIO – SYN WŁAŚCICIELKI SYPIALNI – ZAWIÓZŁ NAS NA LOTNISKO (US$ 5). PODCZAS JAZDY ZDOBYŁEM BARDZO CENNĄ INFO: W DWORCOWEJ APTECE KUPIĘ KARTĘ SIM ZA JEDYNE US$ 5. DOSTAŁEM TEŻ NAMIARY NA GOSTKA W RAZIE GDYBYM POTRZEBOWAŁ POMOCY.

Z LEKKĄ NIEPEWNOŚCIĄ PODESZLIŚMY DO ODPRAWY PASAŻERSKIEJ. NIBY MIEŚCIMY SIĘ W LIMICIE BAGAŻOWYM, ALE CZY NA PEWNO? MAMY 2 WALIZECZKI SPEŁNIAJĄCE WYMOGI LATAM – CZYLI KAŻDA WAŻĄCA PONIŻEJ 8 kg. OPRÓCZ TEGO OBOJE MOŻEMY ZABRAĆ ZE SOBĄ PO NIEWIELKIEJ TORBIE (TAKIEJ NA LAPTOPA). I TU ZGRZYTA. JEDNA Z TOREB JEST NA TYLE DUŻA, ŻE MOGŁABY POMIEŚCIĆ NIE TYLKO LAPTOPA, ALE I POŁOWĘ SERWERÓW NASA. DO TEGO DOCHODZI JESZCZE TOREBKA WOMBACIKA I DUŻY APARAT FOTO.
MAMY SIĘ CZYM MARTWIĆ…

PRZED PODEJŚCIEM DO ODPRAWY PASAŻERSKIEJ NA GALAPAGOS TRZEBA WNIEŚĆ OPŁATĘ W WYSOKOŚCI US$ 20 / os. (INGALA Transit Control Card)

JESTEŚMY JEDYNYMI CHCĄCYMI NADAĆ BAGAŻE. OCZYWIŚCIE ZROBILIŚMY WCZEŚNIEJ ODPRAWĘ. STAWIAMY WALIZECZKI NA WADZE. DZIEWCZYNA CHYBA NIE ROZUMIE, CZEGO OD NIEJ OCZEKUJEMY. MÓWI, ŻE MIEŚCIMY SIĘ W LIMICIE WAGOWYM, ALE OK, JEŚLI CHCEMY, ONA NADA TE DWA BAGAŻE JAKO REJSOWE, ALE MOŻEMY MIEĆ PROBLEM, JEŚLI BĘDZIEMY PRÓBOWALI POWTÓRZYĆ TAKĄ SAMĄ OPERACJĘ WRACAJĄC Z GALAPAGOS.

ZADOWOLENI IDZIEMY DO APTEKI PO KARTĘ SIM. FAKTYCZNIE: ZA US$ 5 DOSTAJĘ KARTĘ TUENTI WAŻNĄ 30 DNI Z ROZMOWAMI I 1,5 GB INTERNETU Z GRATISOWYM WHAT’S APP. SUPCIO. PRZY OKAZJI KUPUJĘ COLĘ, TAŃSZĄ TUTAJ OD KAŻDEGO LOTNISKOWEGO MIEJSCA DYSTRYBUCJI, O CO NAJMNIEJ 150%.

WYPADA ZJEŚĆ ŚNIADANKOSA. SZUKAJĄC CZEGOŚ CIEKAWSZEGO TRAFILIŚMY NA EL ESPAÑOL – LOKAL TYPU SUBWAY. NA TABLICACH ZDJĘCIA PRZEDSTAWIAJĄCE SERWOWANE POTRAWY W ROZSĄDNYCH CENACH. JAKIEŚ DESKI SERÓW, WĘDLIN, SAŁATKI, WINO. COŚ DLA NAS.
ZAORDYNOWAŁEM DWIE SAŁATKI, DESECZKĘ SEROWO-WĘDLINOWĄ I MALUTKIE WINO. OKAZAŁO SIĘ, ŻE NIEWINNIE WYGLĄDAJĄCE CENY UROSŁY NA RACHUNKU DO PONAD US$ 30. TROCHĘ MNIE TO ZDZIWIŁO, ALE NA KOREKTĘ BYŁO ZA PÓŹNO – NAPARSTEK UDAJĄCY BUTELKĘ WINA OTWARTY. A TO ONA TU TAK NAMIESZAŁA.
WOMBACIK USŁYSZAWSZY CENĘ STWIERDZIŁ, ŻE JESZCZE KILKA TAKICH ŚNIADANKOSÓW W STYLU SHERATONA I POD KONIEC TYGODNIA BĘDZIEMY MOGLI ZBIERAĆ SIĘ DO DOMU.

.

PORT LOTNICZY GUAYAQUIL

PORT LOTNICZY GUAYAQUIL – RESTAURACJA EL ESPAÑOL – (CENOWO) ŚNIADANIE PRAWIE JAK W SHERATONIE

.

PRZY WSIADANIU DO SAMOLOTU NIKT NIE ZWRACAŁ UWAGI – CO OCZYWIŚCIE BYŁO DO PRZEWIDZENIA – NA NASZE RĘCZNE BAGAŻE.

LOT NA GALAPAGOS TRWA 90 min.
PO WYLĄDOWANIU, PRZECHODZĄC PRZEZ KONTROLĘ PASZPORTOWĄ TRZEBA WNIEŚĆ OPŁATĘ W WYSOKOŚCI US$ 100 OD ŁBA.
CHOCIAŻ ODPRAWA POSZŁA BŁYSKAWICZNIE, NASZE WALIZKI JUŻ CZEKAŁY NA KARUZELI. SAMOTNE. NA WYPEŁNIONY LUDŹMI SAMOLOT CHYBA TYLKO MY I JESZCZE JEDNA PARA NADAŁA SWOJE RZECZY JAKO BAGAŻ REJSOWY.

Z LOTNISKA NA WYSPIE SAN CRISTOBAL DO MIASTECZKA PUERTO BAQUERIZO MORENO JEST 1 km. NIE CHCIAŁO SIĘ NAM DYMAĆ Z BUTA – TYM BARDZIEJ, ŻE TUTEJSZE TAKSÓWKI KOSZTUJĄ GROSZE. DOJAZD Z LOTNISKA, ALBO NA LOTNISKO TO TYLKO US$ – 1 OD OSOBY.
JEDYNYM PROBLEMEM BYŁ BRAK TAKSÓWEK PRZED TERMINALEM, GDY Z NIEGO WYSZLIŚMY. PODJECHAŁ JAKIŚ SAMOCHÓD. KIEROWCA SPYTAŁ CZY CHCEMY JECHAĆ DO MIASTA. CHCEMY. OK, US$ 5. NIE CHCIAŁO MI SIĘ DYSKUTOWAĆ. WSKOCZYLIŚMY. JEDZIEMY. KILKA MINUT PÓŹNIEJ ZATRZYMALIŚMY SIĘ PRZED BUDYNKIEM HOSTELU, W KTÓRYM MIELIŚMY REZERWACJĘ.

HOSTEL LA CASA DE JEIMY TO OGROMNA BUDOWLA. Z ZEWNĄTRZ NIE WYGLĄDA NA HOSTEL. SZYBCIEJ NA HOTEL. W RECEPCJI NA I p. SZEFOWA PROPONUJE POKÓJ Z TARASEM NA FRONCIE ZA DOPŁATĄ US$ 6. PO KRÓTKIM NAMYŚLE ODMAWIAMY. JAK SIĘ PÓŹNIEJ OKAZAŁO – SŁUSZNIE.
NASZ DOSYĆ DUŻY POKÓJ Z ŁAZIENKĄ BYŁ Z TYŁU KOMPLEKSU. OBOK ROZBUDOWYWANEJ CZĘŚCI. BALKONEM BIEGNĄCYM WZDŁUŻ ŚCIANY BUDYNKU ŁĄCZY SIĘ Z RECEPCJĄ, SCHODAMI NA DÓŁ I KUCHNIĄ. GŁÓWNE OKNO WYCHODZI NA WSPOMNIANY BALKON-KORYTARZ, CO POZBAWIA PEWNEJ PRYWATNOŚCI. UMEBLOWANIE PRZECIĘTNE. ŁÓŻKO (DLA MNIE ZA MIĘKKIE), PRZENOŚNY WIATRAK, MINI KANAPKA, SZKLANY STOLICZEK, WIESZAK ŚCIENNY, SZAFKA Z SZUFLADAMI I STOJĄCYM NA NIM TV. DO TEGO NIEWIELKA ŁAZIENKA.
WSZYSTKO WYGLĄDAJĄCE DOSYĆ PRZAŚNIE, ALE CZYSTO.
HOSTEL MA KILKA NIEŹLE WYPOSAŻONYCH KUCHNI, Z KTÓRYCH MOŻNA KORZYSTAĆ W OKREŚLONYCH GODZINACH. NA NAJWYŻSZYM PIĘTRZE OGROMNE TARASY ŚWIETNIE NADAJĄCE SIĘ NA ŚNIADANIA, POPOŁUDNIOWE PIWO CZY np. OGLĄDANIE ZACHODU SŁOŃCA.

TUŻ OBOK ZNAJDZIECIE DOSYĆ DUŻY SUPERMARKET, TARGOWISKO, I JESZCZE KILKA SKLEPIKÓW Z ARTYKUŁAMI SPOŻYWCZYMI. WSZYSTKIE MAJĄ BARDZO DOBRE CENY.
NIEDALEKO SĄ TEŻ TANIE RESTAURACJE-JADŁODAJNIE.
WSZYSTKIE TE INFORMACJE DOSTANIECIE W BONUSIE OD MENADŻERA – PANI SIEDZĄCEJ W RECEPCJI.

WYSZLIŚMY NA REKONESANS KIERUJĄC SIĘ UZYSKANYMI WSKAZÓWKAMI. CHODZĄC ULICZKAMI DOTARLIŚMY DO PORTU BAQUERIZO MORENO. CÓŻ ZA WIDOK. W DOSYĆ DUŻYM PORCIE NAJWIĘKSZĄ AKTYWNOŚCIĄ WYKAZUJĄ SIĘ LWY MORSKIE. NA PIERWSZY RZUT OKA JEST ICH TU OKOŁO 20-tu. JEDNAK TO TYLKO ZŁUDZENIE. Z DALEKA WSZYSTKO, CO LEŻY NA PIASKU WYGLĄDA JAK DOSYĆ DUŻE, OBŁE KAMIENIE. GDY PODCHODZIMY BLIŻEJ, ZAUWAŻAMY, ŻE CZĘŚĆ Z DOMNIEMANYCH GŁAZÓW CZASEM SIĘ PORUSZA. NAJCZĘŚCIEJ BEZ PRZEMIESZCZANIA PRZYWRACAJĄ SIĘ NA DRUGI BOK, ALBO WYKONUJĄ GWAŁTOWNY RUCH PODNOSZĄC ŁBY I PORYKUJĄ. WYDAWANY DŹWIĘK JEST NIESAMOWITY. NIE SŁYCHAĆ W NIM ZŁOŚCI ANI JĘKU. TO RACZEJ CHĘĆ PRZEKAZANIA OTOCZENIU – JESTEM TUTAJ I WIDZĘ CO ROBICIE. CZASEM WYDAWANE ODGŁOSY PRZYPOMINAJĄ RODZAJ ŁKANIA. TAKIEGO, W KTÓRYM NIE SŁYCHAĆ BÓLU, SMUTKU, CZY ROZPACZY. COŚ W RODZAJU BEZPŁCIOWEGO SKOWYTU WYDAWANEGO GRUBYM GŁOSEM I PRZEZ TO NIEBUDZĄCEGO ANI STRACHU, ANI NIEPOKOJU. NO CHYBA, ŻE JESTEŚ OBOK WIĘKSZEGO ZWIERZĘCIA, KTÓRE NAGLE ZAWYJE… WTEDY FAKTYCZNIE MOŻNA SIĘ PRZESTRASZYĆ A TEN STRACH TWOJE CIAŁO MOŻE WYRAZIĆ NA KILKA SPOSOBÓW…

ZAWSZE BYŁEM PRZEKONANY, ŻE LEW MORSKI TO POTĘŻNE ZWIERZĘ. TO, CO ZOBACZYŁEM DOPROWADZIŁO MNIE DO PEŁNEGO ZDZIWKA. NAJWIĘKSZY OSOBNIK JAKIEGO DOSTRZEGŁEM, NIE MIAŁ WIĘCEJ NIŻ 150 cm. I TO TYLKO GDY SIĘ PRZYCIĄGAŁ.

CHODZĄC TERAZ PO PORCIE I JEGO ZAPLECZU, NATYKALIŚMY SIĘ CO RUSZ NA ZWIERZĘTA LEŻĄCE GDZIE POPADNIE. WIĘKSZOŚĆ OCZYWIŚCIE WYPOCZYWAŁA NA PIASKU, ALE BYŁY I TAKIE, KTÓRYM NAJWYRAŹNIEJ BARDZIEJ ODPOWIADAŁ JAKIŚ ZAŁOM W MURZE I TAM WCIŚNIĘTE SPAŁY JAK ZABITE PRZYPOMINAJĄC TROCHĘ PIJAKÓW LEŻĄCYCH POD ŚCIANĄ. MOŻNA BYŁO PRZEJŚĆ OBOK NICH W ODLEGŁOŚCI METRA. NAWET NIE DRGNĘŁY.

JAK WSPOMNIAŁEM, CZĘŚĆ ZWIERZĄT LEGŁA POMIĘDZY KAMIENIAMI TWORZĄCYMI PEWIEN RODZAJ FALOCHRONU. WŁAŚNIE DLATEGO NIE SPOSTRZEGLIŚMY ICH, WCHODZĄC NA PRZYPORTOWE TERENY.

NAJŚMIESZNIEJSZE DLA MNIE BYŁY MŁODZIKI NIEWIELE MNIEJSZE OD SWOICH MATEK, STARAJĄCE SIĘ CIĄGLE JE SSAĆ. RODZICIELKI SPOKOJNIE LEŻAŁY TROCHĘ NA BOKU, TROCHĘ NA PLECACH, POZWALAJĄC WYROŚNIĘTYM MALCOM ZE STOICKIM SPOKOJEM NA MALTRETOWANIE SWOICH SUTEK, Z KTÓRYCH NIC NIE CHCIAŁO WYLECIEĆ. DZIECIAK PRÓBOWAŁ WYCISNĄĆ COŚ A TO Z JEDNEGO, A TO Z KOLEJNEGO SUTKA, A MATKA, ODPOCZYWAJĄC Z ZAMKNIĘTYMI OCZAMI, CZASAMI – NAJWYRAŹNIEJ GDY JĄ PODGRYZŁ – PRZESZKADZAŁA MU W TEJ WIRTUALNEJ UCZCIE ODPYCHAJĄC GO PŁETWĄ.

RUSZYLIŚMY DALEJ. TRZEBA BYŁO ZORIENTOWAĆ SIĘ GDZIE, CO I ZA ILE MOŻEMY DOSTAĆ NA ŚNIADANIE. IDĄC PRZEZ MIASTECZKO WYBIERALIŚMY DROGĘ WZDŁUŻ WYBRZEŻA, BO TO TAM BYŁO NA CO PATRZEĆ I CO PODZIWIAĆ. OCZYWIŚCIE TRASĘ WIODĄCĄ NAD BRZEGIEM OCEANU Z DRUGIEJ STRONY ZAPEŁNIAŁY RÓŻNEGO RODZAJU SKLEPIKI PAMIĄTKARSKIE I LOKALE RESTAURACYJNO-BAROWO-ROZRYWKOWE.

NIE PRZESZKADZAŁO NAM TO W PODZIWIANIU ZWIERZĄT ZAJĘTYCH SWOIMI SPRAWAMI I PRAKTYCZNIE NIEZWRACAJĄCYCH UWAGI NA DWUNOŻNE ISTOTY, KTÓRE IM SIĘ PRZYGLĄDAŁY.
OGLĄDANIE ŻYCIA LWÓW MORSKICH TO JEDNO, ALE ZOBACZENIE NA WŁASNE OCZY JAK SWOBODNIE CZUJĄ SIĘ WŚRÓD LUDZI, TO DOPIERO FRAJDA. AŻ WIERZYĆ SIĘ NIE CHCE, ŻE ISTOTY, KTÓRYCH MY, LUDZIE WYBILIŚMY TAK WIELE, CIĄGLE NAS TOLERUJĄ. ZAWDZIĘCZAĆ TO MOŻEMY CHYBA TYLKO TEMU, ŻE NIE ROZWINĘŁY ONE U SIEBIE ZDOLNOŚCI ZAPAMIĘTYWANIA I PRZEKAZYWANIA SOBIE PRZEZ POKOLENIA SZCZEGÓŁÓW WSPÓŁŻYCIA Z LUDŹMI.

IDĄC WZDŁUŻ ZAGOSPODAROWANEGO WYBRZEŻA, CO CHWILĘ WIDZIMY SCENKI ZUPEŁNIE NIE Z TEJ ZIEMI. NAJBARDZIEJ PODOBAŁY NAM SIĘ TRZY LWY MORSKIE ODPOCZYWAJĄCE W BARZE-KAWIARNI. LEŻAŁY NA BIAŁYCH, PLASTIKOWYCH FOTELACH STOJĄCYCH PRZY STOLIKU POD NAPISEM “HAPPY HOURS”…
ŚMIESZNE TEŻ BYŁY ZWIERZAKI WSPINAJĄCE SIĘ PO SCHODACH DO DOMKÓW TURYSTYCZNYCH I UKŁADAJĄCE SIĘ DO SNU NAJCZĘŚCIEJ NA ŚRODKU WĄSKIEGO PRZEJŚCIA PROWADZĄCEGO DO w/w.

DOSZLIŚMY DO PLAYA MANN. DOSYĆ ODOSOBNIONEJ, POŁOŻONEJ PRAKTYCZNIE NA KRAŃCU MIEJSCOWOŚCI. TA NIEWIELKA PLAŻA JEST JEDNYM Z ULUBIONYCH MIEJSC LWÓW MORSKICH. WYJĄTKOWO DUŻO TU MATEK Z DZIEĆMI. DLA LUDZI DODATKOWĄ ATRAKCJĄ JEST RESTAURACJA I WIDOK NA ODDALONY PORT. WARTO TU BYĆ PRZED ZACHODEM KLARY. MOŻNA STRZELIĆ ŚWIETNE FOTY MAJĄC NA PIERWSZYM PLANIE CIELSKA ZWIERZAKÓW, A NA DRUGIM PORT.

ZAPADAJĄCY MROK DODAŁ NAM ANIMUSZU I RAŹNO RUSZYLIŚMY Z POWROTEM DO HOSTELU, ROBIĄC PO DRODZE ZAKUPOSY. DZISIEJSZĄ KOLACJĘ POSTANOWILIŚMY ZJEŚĆ W POKOJU HOTELOWYM. POTRZEBNE ARTYKUŁY KUPOWALIŚMY W MIJANYCH SKLEPIKACH.

LEKKA SAŁATKA NA DOBRANOC ZAKOŃCZYŁA KOLEJNY DZIEŃ PODRÓŻY

.

>     ZOBACZ FOTY    <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *