GALAPAGOS

07.11.2019 – CO ZOBACZYĆ NA WYSPACH ŻÓŁWICH? OCZYWIŚCIE ŻÓŁWIE I …

.

ŚNIADANIE ZJEDLIŚMY NA TARASIE.

ZROBILIŚMY RACHUNEK SUMIENIA, PODCZAS KTÓREGO USTALILIŚMY CO BĘDZIEMY ROBIĆ I RUSZYLIŚMY DO WYJŚCIA. PRZECHODZĄC OBOK KUCHNI ZAGADALIŚMY DO PARY HISZPANÓW. WYMIENIAJĄC POGLĄDY I KLACHAJĄC O TYM CZY OWYM, ZGADALIŚMY SIĘ W SPRAWIE WSPÓLNEJ WYCIECZKI DO TUTEJSZEGO CENTRUM ROZMNAŻANIA ŻÓŁWI (GALAPAGUERA DE CERRO COLORADO). MOREINE I MIGUEL CHCIELI ZAMÓWIĆ TAKSÓWKĘ I PODOBNIE JAK MY SZUKALI PARTNERSTWA. NO I ZNALEŹLI.

ZANIM JESZCZE WYJECHALIŚMY NA WYCIECZKĘ, WYKORZYSTAŁEM WOLNE 30 min BY URUCHOMIĆ KARTĘ SIM. CHCĄC JĄ WCZEŚNIEJ ODPALIĆ ODKRYŁEM, ŻE JEST TO NIEMOŻLIWE BEZ PASZPORTU EKWADORSKIEGO. TROCHĘ MNIE TO ZDZIWIŁO, ALE PO ROZMOWIE Z PRZYGODNYM TURYSTĄ JUŻ WIEDZIAŁEM, ŻE MAM DWA WYJŚCIA: ALBO ZDOBĘDĘ DANE WRAŻLIWE JAKIEGOŚ TUBYLCA, ALBO KUPIĘ JUŻ GOTOWY DO DOŁADOWANIA CHIP. POSZEDŁEM DO POBLISKIEGO PUNKTU OBSŁUGUJĄCEGO TELEFONIĘ KOMÓRKOWĄ, DOWIEDZIEĆ SIĘ CO ROBIĆ W MOIM PRZYPADKU. GOŚCIU USIŁOWAŁ MI POMÓC ŁĄCZĄC SIĘ CZATEM Z OBSŁUGĄ KLIENTA FIRMY TUENTI. NIE ZNALEŹLI ROZWIĄZANIA. WTEDY ZAPROPONOWAŁ ODSPRZEDANIE AKTYWNEGO SIM-LOCKA ZA US$ 10. DO TEGO DOŁADOWANIE ZA KOLEJNE 10 BAKSÓW. ODPUŚCIŁEM CHWILOWO. WOLAŁEM SKONTAKTOWAĆ SIĘ NAJPIERW Z FABRIZIO, KTÓRY PODSUNĄŁ MI POMYSŁ KUPNA SIMKA TUENTI. OD RAZU WYSŁAŁEM DO NIEGO WHAT’S APPEM WIADOMOŚĆ W TEJ SPRAWIE.

WYCIECZKA TAKSÓWKĄ DO ŻÓŁWIEGO RAJU I JESZCZE DWÓCH MIEJSC KOSZTUJE US$ 60 NA 4 os. Z PUERTO BAQUERIZO MORENO DO PIERWSZEGO MIEJSCA JEDZIE SIĘ 22,5 km ok 40 min. WCHODZĄC DO REZERWATU GALAPAGUERA DE CERRO COLORADO, NAZYWANEGO CZASEM DAVID RODRIGUEZ BREEDING CENTER DOSTAJESZ DARMOWEGO PRZEWODNIKA – OPIEKUNA. OPIEKUJE SIĘ ON TOBĄ BYŚ NIE ZROBIŁ JAKIEJŚ GŁUPOTY. CHODZENIE SAMOPAS JEST ZABRONIONE. ŁAŻĄC PO OGROMNEJ, POROŚNIĘTEJ NIEWYSOKIMI KRZEWAMI PRZESTRZENI, PODGLĄDA SIĘ, DOSYĆ SPORO, ŻYJĄCYCH TUTAJ WŁAŚCIWIE NA WOLNOŚCI ŻÓŁWI.
ZADANIE OŚRODKA TO POMOC W ROZMNAŻANIU, ŻYJĄCYCH NA WSZYSTKICH WYSPACH ARCHIPELAGU, 11 GATUNKÓW TYCH FANTASTYCZNYCH ZWIERZĄT. NAJWIĘCEJ I NAJWIĘKSZE ZNAJDZIECIE NA WYSPIE SANTA CRUZ. JEST ICH TAM NAJWIĘCEJ, BO 5 GATUNKÓW.

.
Galapaguera de Cerro Colorado, Galapagos

SAN CRISTOBAL – OŚRODEK NAUKOWO BADAWCZY ZAJMUJĄCY SIĘ SŁYNNYMI ŻÓŁWIAMI Z GALAPAGOS

.

ZWIEDZANIE ZAJĘŁO NAM ok. 85 min. WIDZIELIŚMY MOŻE Z 50 ZWIERZĄT RÓŻNEJ WIELKOŚCI. NAJWIĘKSZE SIĘGAŁY 90 CENTYMETRÓW DŁUGOŚCI I JAKIEŚ 50 WYSOKOŚCI. NIE WYGLĄDAJĄ NA ZESTRESOWANE, CHOCIAŻ BARDZO CZĘSTO, GDY W POBLIŻU KTOŚ PRZECHODZI CHOWAJĄ GŁOWĘ DO SKORUPY. PORUSZAJĄC SWOJE CIELSKA WYDAJĄ CHRZĘST. SZCZEGÓLNIE GŁOŚNY, GDY RUCHY SĄ GWAŁTOWNIE.
OSTATNIM MIEJSCEM DO KTÓREGO NAS ZAPROWADZONO BYŁA “ZAGRODA” DLA MAŁYCH I ŚREDNIO ŻÓŁWIKÓW. PRZENOSI SIĘ TE WYGLĄDAJĄCE JAK Z PLASTIKU MALUCHY DO ZABEZPIECZONEGO STALOWĄ SIATKĄ RODZAJU TERRARIUM CHRONIĄC JE W TEN SPOSÓB PRZED PTACTWEM. NARYBEK BĘDZIE TU DORASTAŁ DO 3-4 LAT ŻYCIA.
CHOCIAŻ GALAPAGUERA LEŻY DOSYĆ DALEKO OD CENTRUM PUERTO, NA PEWNO WARTO TU PRZYJECHAĆ. POLECAM GORĄCO ...

KOLEJNA ATRAKCJA – PLAŻA PUERTO CHINO
NIEWIELKA, PIĘKNIE POŁOŻONA, Z BIELUTKIM, DROBNYM PIASKIEM, ŚWIETNYM ZAPLECZEM PIKNIKOWYM. OTOCZONA DOSYĆ TRUDNYMI DO POKONANIA KRZEWAMI JEST ŚWIETNĄ KRYJÓWKĄ DLA NIEDUŻEJ KOLONII LWÓW MORSKICH, KTÓRE – GDY MY TU BYLIŚMY – ROZŁOŻYŁY SWOJE CIELSKA NA WSZYSTKICH DROGACH DOSTĘPU, JAKBY W TEN SPOSÓB CHCIAŁY POWIEDZIEĆ: NIE CHCEMY TU NIKOGO.
MIMO TEGO ZWIERZĘTA NIE ZAPROTESTOWAŁY, GDY WSKOCZYLIŚMY NA TROCHĘ DO WODY. WŁAŚCIWE TO OKREŚLENIE WSKOCZYLIŚMY DOTYCZYŁO RACZEJ NASZYCH HISZPAŃSKICH TOWARZYSZY. JA Z ZASADY NIE WCHODZĘ DO WODY CHŁODNIEJSZEJ NIŻ 29°C, A WOMBAT TEŻ NIE PRZEPADA ZA NISKIMI TEMPERATURAMI.
HISZPANIE PORZĄDNIE SIĘ WYKĄPALI, A MY W TYM CZASIE PODGLĄDALIŚMY ŻYCIE PRAWDZIWYCH GOSPODARZY TEGO RAJSKIEGO ZAKĄTKA.
NA ZAKOŃCZENIE WSPIĘLIŚMY SIĘ Z WOMBATEM NA WYRASTAJĄCĄ Z ZIEMI SKAŁĘ TWORZĄCĄ WSPANIAŁY PUNKT WIDOKOWY. POLECAM ZDECYDOWANIE PLAŻĘ PUERTO CHINO…....

OSTATNIM PUNKT DZISIEJSZEJ HISZPAŃSKO-POLSKIEJ ESKAPADY BYŁO NIEWIELKIE JEZIORO (ŚREDNICA 270, GŁĘBOKOŚĆ 6 m) POWSTAŁE W KRATERZE WYGASŁEGO WULKANU – LAGUNA EL JUNCO. TRZEBA DO NIEGO PODEJŚĆ Z PARKINGU ODDALONEGO OD SZCZYTU KILKASET, NIEZBYT STROMYCH METRÓW. POKONUJĄC POWOLI WZGÓRZE POROŚNIĘTE BARDZO NIETYPOWĄ, CZERWONĄ ROŚLINNOŚCIĄ, ZASTANAWIALIŚMY SIĘ, CZY UNOSZĄCA SIĘ CAŁY CZAS MGŁA, POZWOLI NAM ZOBACZYĆ, CHOCIAŻ Z DALEKA TROCHĘ WODY.
JAKIEŻ BYŁO NASZE ZDUMIENIE, KIEDY KILKA MINUT PO WEJŚCIU NA SZCZYT MGŁA POWOLI ZACZĘŁA SIĘ PODNOSIĆ ODSŁANIAJĄC UKRYTE DOTĄD SZCZEGÓŁY OTOCZENIA. TRWAŁO TO BARDZO KRÓTKO. JEDNAK WYSTARCZAJĄCO, BY ZOBACZYĆ OKRĄGŁE JEZIORKO – JEDYNE NA WYSPIE ŹRÓDŁO SŁODKIEJ WODY POCHODZĄCEJ Z OPADÓW.

PO POŁUDNIU WYBRALIŚMY SIĘ NA WYCIECZKĘ DO CENTRUM INTERPRETACJI (COKOLWIEK TO ZNACZY). JEST W NIM PRZEDSTAWIONA HISTORIA ARCHIPELAGU I OCZYWIŚCIE WALKA ZE ŚWIATOWYM POTWOREM – ZANIECZYSZCZENIEM ŚRODOWISKA.

STAMTĄD, PIĘKNIE UTRZYMANYM I ZAGOSPODAROWANYM TERENEM, PEŁNIĄCYM FUNKCJĘ PARKU NARODOWEGO SPACERKIEM POSZLIŚMY WOKÓŁ TEJ CZĘŚCI WYSPY. ROSNĄ TUTAJ INTERESUJĄCO WYGLĄDAJĄCE – MYŚLĘ, ŻE ENDEMICZNE – KRZEWY. SĄ OCZYWIŚCIE I INNE “CHWASTY”, ALE TE PODSZYWAJĄCE SIĘ POD NASZĄ RODZIMĄ JEMIOŁĘ BIŁA REKORDY PRZYCIĄGANIA WOMBATA I MOJEJ UWAGI.
IDĄC SZLAKIEM NAZYWANYM PATH TO PLAYA CAROLA DOJDZIESZ DO ŚWIETNIE POŁOŻONEGO PUNKTU WIDOKOWEGO – MIRADOR CERRO TIJERETAS – Z KTÓREGO ROZCIĄGA SIĘ DALEKA PANORAMA NA WYSPĘ I OTACZAJĄCE JĄ WODY. PONIŻEJ WIDAĆ MIEJSCE DO KĄPIELI NAJWYRAŹNIEJ UŻYWANE PRZEZ CO BARDZIEJ ODWAŻNYCH (A MOŻE TYLKO LOKALSÓW). NIE WIDAĆ TU PIASKU. WOKÓŁ SAME SKAŁY I SPORO WIĘKSZEGO GABARYTOWO PTACTWA POLUJĄCEGO NA RYBY.

PO ZEJŚCIU NA TEN SAM POZIOM MOŻNA Z BLISKA OGLĄDAĆ PTASIE ŁOWY I EWENTUALNIE ZANURZYĆ SIĘ W WODZIE WSKAKUJĄC DO NIEJ ZE SKAŁ.
TROCHĘ WYŻEJ – TYM RAZEM NIEWIELE, JEST KOLEJNY PUNKT WIDOKOWY, OBOK KTÓREGO STOI POMNIK NAJSŁYNNIEJSZEGO (CHYBA) CZŁOWIEKA ZWIĄZANEGO Z GALAPAGOS – DARWINA.

TROCHĘ DALEJ WYCHODZIMY NA KOLEJNĄ ATRAKCJĘ – PLAYA PUNTA CAROLA. TO DŁUGA I NIEZBYT SZEROKA, ALE ZA TO PIASZCZYSTA PLAŻA. OCZYWIŚCIE Z WAŁĘSAJĄCYMI SIĘ PO NIEJ STADAMI LWÓW MORSKICH. KOLEJNE ŚWIETNE MIEJSCE NA WIECZORNE SESJE FOTO Z TYMI ZWIERZAKAMI.

ZACZĘŁO POKROPYWAĆ. PRZYSPIESZYLIŚMY BY PRZED TOTALNYM ZAMOKNIĘCIEM SCHRONIĆ SIĘ DO WYBRANEJ JUŻ WCZEŚNIEJ JADŁODAJNI, POZORUJĄCEJ JAKĄŚ KARAIBSKĄ KNAJPĘ OPANOWANĄ PRZEZ PIRATÓW.
WYBRANA RESTAURACJA “EL DESCANSO MARINERO” JEST BARDZO WYSOKO NA LIŚCIE POLECANYCH MIEJSC GODNYCH UWAGI MNIEJ WYBREDNEGO TURYSTY.
ZAMÓWIŁEM BURRITO A WOMBAT PESCADO A LO MACHO Z DODATKAMI W POSTACI KREWETEK I RÓŻNYCH TAKICH PŁYWAJĄCYCH SMAKOŁYKÓW, KTÓRE NAJCZĘŚCIEJ PRZYCHODZĄ NA MYŚL KAŻDEMU, KTO JE AKURAT NAD WODĄ.
FORMĘ CZEKADEŁKA SPEŁNIAŁ OGROMNY KUBEŁ DMUCHANEJ KUKURYDZY – POCZUŁEM SIĘ NATYCHMIAST JAKBYM WŁAŚNIE WSZEDŁ DO MULTIKINA. NO MOŻE NIEZUPEŁNIE, BO TU RAZEM Z KUKURYDZĄ DOSTALIŚMY RÓWNIEŻ ZAMÓWIONE PIWO. NIESTETY NIE W ROLI APETIZERA. A SZKODA – MÓGŁBY TO BY BYĆ NIEZŁY SPOSÓB NA PRZYCIĄGNIĘCIE KLIENTA.

MOJE BURRITO BARDZO MI SMAKOWAŁO, CHOCIAŻ MUSIAŁAM JE TROCHĘ DOPRAWIĆ DLA PODBICIA SMAKU. WOMBAT UWAŻA SWOJE DANIE ZA PRZECIĘTNE. RYBSKO NIEDOPRAWIONE I MIEJSCAMI PODESZWOWATA.
DO PICIA ZAMÓWILIŚMY PILZNERA. PODANO DOBRZE OZIĘBIONEGO. SMAKOWAŁ I PASOWAŁ ŚWIETNIE DO SERWOWANEGO ŻAREŁKA. SERWIS BEZ ZARZUTU OD POCZĄTKU DO KOŃCA. ZA TE DWA DANIA I 3 DUŻE BUTELKI PILZNERA PŁACILIŚMY US$ 50.
PYTACIE CZY BYM TU WRÓCIŁ? RACZEJ NIE, BO PODOBNE DANIA MOŻNA DOSTAĆ ZA POŁOWĘ TUTEJSZEJ CENY W MNIEJ ZNANYCH, SERWUJĄCYCH ZDECYDOWANIE LEPSZE JEDZENIE MIEJSCÓWKACH.

CIĄGLE SIĄPIŁO, GDY WRACALIŚMY DO NOCLEGOWNI …

.

>     ZOBACZ FOTY    <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *