12.11.2019 – QUITO TAKSÓWKĄ

.
POSTANOWILIŚMY DZISIAJ PODZIWIAĆ MIASTO Z JEGO NAJWYŻSZYCH PUNKTÓW.

DRUGĄ – ZDECYDOWANIE WAŻNIEJSZĄ DECYZJĄ BYŁO ZAŁOŻENIE, ŻE KOŃCZYMY Z ŁAŻENIEM PO TAK GÓRZYSTYM TERENIE. KAŻDĄ DŁUŻSZĄ TRASĘ BĘDZIEMY POKONYWAĆ TAKSÓWKĄ.

ZACZYNAMY OD TELEFERIQO – KOLEJKI LINOWEJ WWOŻĄCEJ CHĘTNYCH DO tzw. PARKU WULKANÓW – WAWA PICHINCHA (4,784 m) I RUKU PICHINCHA (4,698 m).

TAKSÓWKA Z NASZEJ SYPIALNI DO WYCIĄGU KOSZTOWAŁA US$ 4. PRZEJAZD TRWAŁ ok. 10 min.

JAKO SENIORZY DOSTALIŚMY MACIUPKĄ ZNIŻKĘ. PŁACILIŚMY US$ 6,5 OD CZŁOWIEKA. NORMALNY BILET TO US$ 7.

JAZDA WAGONIKIEM KOLEJKI LINOWEJ ZAJMUJE ok. 18 min.

NA GÓRZE, NA WYSOKOŚCI 4050 m WYZNACZONO KILKA TRAS TURYSTYCZNYCH OBEJMUJĄCYCH SPORY OBSZAR. JEDNA Z NICH PROWADZI DO MIEJSCA, W KTÓRYM MOŻNA WYPOŻYCZYĆ KONIE. INNA ZAWIEDZIE CHĘTNYCH DO KAPLICY-KOŚCIÓŁKA (ERMITA DE LA DOLOROSA). SĄ TEŻ PUNKTY WIDOKOWE UATRAKCYJNIONE HUŚTAWKAMI.

OCZYWIŚCIE ZNAJDZIECIE TUTAJ MIEJSCÓWKĘ TYPU CAFE-RESTAURACJA – CRUZ LOMA CAFÉ. CENY BARDZO ROZSĄDNE.

NA TEJ WYSOKOŚCI BARDZO CZĘSTO WYSTĘPUJE MGŁA. ALE RÓWNIE SZYBKO JAK SIĘ POJAWIA, MOŻE ZNIKNĄĆ. JAK TO W GÓRACH. TO, ŻE NIC NIE WIDAĆ W JAKIMŚ MIEJSCU, WCALE NIE ZNACZY, IŻ ZA CHWILĘ RUCHY POWIETRZA NIE OCZYSZCZĄ CAŁKOWICIE TEJ PRZESTRZENI Z NIEPRZEZROCZYSTEJ ZASŁONY.

POSPACEROWALIŚMY PONAD GODZINĘ PO PARKU WULKANICZNYM NIE ODCZUWAJĄC MIMO ZNACZNEJ WYSOKOŚCI ŻADNYCH SENSACJI. BYŁO TO O TYLE DZIWNE, ŻE GDY PO PRZYWIEZIENIU DO QUITO PIERWSZEGO WIECZORU WYSIADŁEM Z AUTA, DOZNAŁEM LEKKIEGO, TRWAJĄCEGO UŁAMKI SEKUND ZAWROTU GŁOWY.

W SUMIE TO NASZE SPOTKANIE Z NAJWYŻSZYM (CHYBA, BO NIE PAMIĘTAM NA JAKIEJ DOKŁADNIE BYLIŚMY WYSOKOŚCI EKSPLORUJĄC PERU W OKOLICY PUNO) JAK DOTĄD PUNKTEM GLOBU – PONAD 4100 m n.p.m.

KOLEJNĄ TAKSÓWKĄ ZA US$ 4 PODJECHALIŚMY POD MUZEUM NARODOWE. SPĘDZILIŚMY TU 90 min. BARDZO CIEKAWE MIEJSCE, NIESTETY Z OGRANICZONYM DOSTĘPEM Z POWODU BRAKU OPISÓW W JĘZYKU ANGIELSKIM.

WSTĘP WOLNY. POLECAM 😀 

CIĄGLE SIĄPIŁO.

.
Quito-wieczorem

QUITO – PLAZA FOCH. CENTRUM ROZRYWKOWE STOLICY

.
TAXI (US$ 3) ODWIOZŁO NAS DO CATEDRAL METROPOLITANA DE QUITO. JEST TU CO OGLĄDAĆ. KATEDRA POWSTAŁA W 1545 r. I JEST TAK INTERESUJĄCA, ŻE GRZECHEM BYŁOBY JEJ NIE ZOBACZYĆ.

WKRÓTCE PO ZAŁOŻENIU MIASTA SAN FRANCISCO DE QUITO (6 GRUDNIA 1534) CAŁA POŁUDNIOWA STRONA PRZYSZŁEGO PLAZA GRANDE ZOSTAŁA PRZEKAZANA KOŚCIOŁOWI. PIERWSZY BUDYNEK WZNIESIONY W 1534 r. PRZEZ OJCA JUANA RODRIGUEZA (I-go PROBOSZCZA MIASTA) BYŁ ZBUDOWANY Z CEGŁY I MIAŁ DACH ZE STRZECHY.

W LATACH 1562–1565 POSTAWIONO NOWY KAMIENNY BUDYNEK NA WAPIENNYCH FUNDAMENTACH. ZWRACAJĄC KOŚCIÓŁ BOKIEM DO PLAZA, OKREŚLONO WYMIARY I KSZTAŁT PLACU. CIEKAWOSTKĄ JEST GŁÓWNE WEJŚCIE BUDYNKU NIE WYCHODZĄCE NA PLAC. POWODEM BYŁ ISTNIEJĄCY TU PODCZAS BUDOWY GŁĘBOKI WĄWÓZ. TO WYKLUCZAŁO PRZEDŁUŻENIE BUDYNKU DO TYŁU. MIEJSCE SĄSIADUJĄCE Z WĄWOZEM, ZOSTAŁO WYBRANE DO CELÓW OBRONNYCH. KATEDRĘ KONSEKROWAŁ DRUGIEGI BISKUP QUITO – FRAY PEDRO DE LA PEÑA – W 1572 r.

BUDOWLA BYŁA WIELE RAZY NISZCZONA PRZEZ SIŁY NATURY – ERUPCJĘ LOKALNEGO WULKANU PICHINCHA W 1660 r.; W 1755, 1797, 1858 I 1959 TRZĘSIENIAMI ZIEMI.

WNĘTRZE ZDOBIĄ DZIEŁA ARTYSTÓW TUTEJSZEJ SZKOŁY. OŁTARZ GŁÓWNY, RZEKOMO W CAŁOŚCI ZE ZŁOTA MA ELEMENTY BAROKOWE I W STYLU MUDEJAR.

WIECZOREM POJECHALIŚMY POSZWĘDAĆ SIĘ TROCHĘ POSZWĘDAĆ PO PLACU FOCHA. TO TUTEJSZE CENTRUM ROZRYWKI I ŻYCIA NOCNEGO. NIEWIELKI KWADRAT ULIC Z RÓWNIE NIEDUŻYM PLACYKIEM TĘTNI ŻYCIEM. WSZYSTKO JEST OTWARTE.  PRZED KAŻDYM LOKALEM NAGANIACZE. MACHAJĄ DO PRZECHODZĄCYCH TRZYMANYM W RĘKACH MENU, WRZESZCZĄC JEDNOCZEŚNIE WNIEBOGŁOSY. MOGLI BY TYM KRZYKIEM OBUDZIĆ ZMARŁEGO. NA SZCZĘŚCIE W POBLIŻU NIE MA CMENTARZA. OBESZLIŚMY PLAC I JEGO NAJBLIŻSZE OTOCZENIE. NIE ZNALEŹLIŚMY NICZEGO MOCNO INTERESUJĄCEGO DO JEDZENIA.

JEŚLI CHODZI O DRINKOSY TO WYBÓR SPROWADZAŁ SIĘ WŁAŚCIWIE DO ZNANYCH I SERWOWANYCH WSZĘDZIE NA ŚWIECIE MIESZANEK PODAWANYCH W OPCJI “HAPPY HOURS”, 3 ZA 2.

W PEWNYM MOMENCIE ZAATAKOWANI SKUTECZNIE PRZEZ JAKIEGOŚ GOSTKA, PODDALIŚMY SIĘ MU, A ON PRZEKAZAŁ NAS SWOJEJ KOLEŻANCE. ZŁOŻYLIŚMY ZAMÓWIENIE I NAWET SZYBKO ZOSTALIŚMY OBSŁUŻENI. DRINK NIE BYŁ ZŁY. CHELSEA BAR SPISAŁ POD TYM WZGLĘDEM NIEŹLE. NAWET ODCZUWAŁEM MOC UŻYTEGO ALKOHOLU. ZDECYDOWANIE GORZEJ BYŁO Z CENĄ. OKAZAŁA SIĘ TOTALNIE ODLECIANA. PRZY ZAMÓWIENIU PYTAŁEM CZY TO CO PIJĘ JEST W OPCJI “HAPPY HOURS”. BYŁO, A PRZY PŁACENIU GDZIEŚ SPINKOLIŁO. NAGLE, ZAMIAST NA US$ 10 RACHUNEK OPIEWAŁ NA US$ 16… 😳 😯 😯 

TROCHĘ ZA WYSOKO JAK NA STANDARDY EKWADORSKIE … ZDECYDOWANIE ODRADZAM

ZNIECHĘCENI WRÓCILIŚMY DO HOTELU. TAKSIARZ SPISAŁ SIĘ  ŚWIETNIE. OD SAMEGO POCZĄTKU WIEDZIAŁ GDZIE JEDZIE. SPYTAŁ TYLKO NA KTÓRYM ODCINKU ULICY CHCEMY BYĆ WYSADZENI I TAK SIĘ STAŁO … (PYTANIE BYŁO CAŁKOWICIE ZASADNE, BO W TYM MIEŚCIE JEDNA I TA SAMA ULICA MIEWA 2 PRZECIWSTAWNE KIERUNKI). JECHAŁ SZYBKO, PEWNIE, BEZ ZBĘDNEGO HAŁASU. CHCIAŁ US$ 3 – (OCZYWIŚCIE PRZEZ WEJŚCIEM ZAWSZE PYTAMY) – DOSTAŁ 5. UCZCIWIE NA NIE ZAROBIŁ …

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.–

Komentarze :

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *