Banos, plac

14.11.2019 – BAÑOS. TU GDZIE FRUWAĆ KAŻDY MOŻE …

.

WSTAJĄC RANO WOMBACIK NIE CZUŁ SIĘ NAJLEPIEJ. NIE WIEMY CO JEST POWODEM ZŁEGO SAMOPOCZUCIA, WIĘC ZRZUCAMY WSZYSTKO NA CHOROBĘ WYSOKOŚCIOWĄ. TA OCZYWIŚCIE WYKLUCZA WYCIECZKĘ NA COTOPAXI. CZYLI MUSIMY ZMIENIĆ PLANY.

CZEKA NAS DZISIAJ PIERWSZA W EKWADORZE PODRÓŻ AUTOBUSEM REJSOWYM.

ALE NAJPIERW TRZEBA DOTRZEĆ DO PRZYSTANKU, Z KTÓREGO DOJEDZIEMY DO TERMINALU CUITUMBE. PRZYSTANEK NIE JEST DALEKO – NA PLACU PRZED TEATREM. ZALEDWIE 350 m I TO CAŁY  CZAS Z GÓRKI – NIE MA POTRZEBY BRANIA TAXI. DOJŚCIE ZAJĘŁO MNIEJ NIŻ 6 min.

TRANSPORT PUBLICZNY PODJECHAŁ NATYCHMIAST. 30 min PÓŹNIEJ WYSIEDLIŚMY NA CUITUMBE. PRZEJAZD KOSZTOWAŁ 0,25 US$ OD OSOBY.  CUITUMBE TO DUŻY, NOWOCZESNY TERMINAL. KASY BILETOWE RÓŻNYCH PRZEWOŹNIKÓW ZNAJDZIECIE NA PIĘTRZE PRZESZKLONEGO BUDYNKU.

INTERESUJĄCY NAS PRZEWÓZ DO BAÑOS KOSZTOWAŁ US$ 4,5. DO TEGO TRZEBA DODAĆ GROSZOWĄ OPŁATĘ WEJŚCIOWĄ NA PLATFORMĘ POSTOJOWĄ DWORCA (CHYBA 10 CENTÓW).

AUTOBUS JUŻ PODSTAWIONO. BAGAŻE ZAŁADOWANO DO SCHOWKA Z BOKU POJAZDU NAKLEJAJĄC NA NIE NUMERKI, KTÓRYCH DRUGĄ CZĘŚĆ DOSTALIŚMY DO RĘKI.

PRZEJAZD DO BAÑOS TRWA ok 90 min. DROGA JEST ZAJE-CIEKAWA. OCZYWIŚCIE DLATEGO, ŻE WIEDZIE W ZNACZNEJ CZĘŚCI PRZEZ tzw. ALEJĘ WULKANÓW CZYLI PRZEZ GÓRY I DOLINY POMIĘDZY NIMI. CO CHWILĘ WYSKAKUJE ZZA ZAKRĘTU JAKAŚ WIELKI MASYW. DOBRZE MIEĆ APARAT CAŁY CZAS POD RĘKĄ.

DWORZEC AUTOBUSOWY W BAÑOS TO BARDZIEJ PRZYSTANEK NIŻ TERMINAL. LEŻY NIE W SAMYM CENTRUM, ALE PRAKTYCZNIE CENTRALNIE W STOSUNKU DO NAJWAŻNIEJSZEJ I NAJBARDZIEJ TURYSTYCZNEJ CZĘŚCI MIASTECZKA. W BARDZO NIEWIELKIEJ ODLEGŁOŚCI ZNAJDZIECIE CAŁĄ GAMĘ HOSTELI, HOTELI I WSZELKICH INNYCH SYPIALNI.

MY WYBRALIŚMY DOSYĆ DALEKO, BO LEŻĄCY 1500 m OD PRZYSTANKU COMMUNITY HOSTEL BAÑOS.

IDĄC MIJALIŚMY OGROMNE ILOŚCI PUNKTÓW USŁUGOWYCH NASTAWIONYCH NA TURYSTÓW TAKICH JAK MY. BIURA PODRÓŻY, NOCLEGOWNIE, SKLEPIKI, SUPERMARKETY, WYPOŻYCZALNIE ROWERÓW, PLUS CAŁA MASA RESTAURACJI DOBRZE WRÓŻYŁA NASZEMU POBYTOWI TUTAJ.

WYŁUSKANA PRZY POMOCY NETU NOCLEGOWNIA OKAZAŁA SIĘ BYĆ NOWOCZESNYM, NIEDAWNO POSTAWIONYM BUDYNKIEM, PRAWIE NA KOŃCU GŁÓWNEJ ULICY MIASTA. ATMOSFERA W NIEJ PANUJĄCA I WYSTRÓJ WEWNĘTRZNY OD RAZU PRZYPADŁY NAM DO GUSTU.

NAJWIĘKSZYM POZYTYWEM JEST BIEGLE WŁADAJĄCA ANGIELSKIM ZAŁOGA RECEPCJI. CHOCIAŻ NASZ POBYT W EKWADORZE TRWAŁ JUŻ PRAWIE 10 DNI, TO WŁAŚNIE TUTAJ, PO RAZ PIERWSZY SPOTKALIŚMY TAK DOBRZE ZNAJĄCYCH JĘZYK ANGIELSKI WSZYSTKICH RECEPCJONISTÓW.

POMIMO, ŻE POJAWILIŚMY SIĘ PRZED OBOWIĄZUJĄCĄ GODZINĄ ZAKWATEROWANIA, PRZYJMUJĄCA NAS DZIEWCZYNA ZAPREZENTOWAŁA PEŁNY PROFESJONALIZM I TROSKĘ O KLIENTA. MOŻE DLATEGO, ŻE ZOBACZYŁA TAKICH STARUSZKÓW ??? 😀 😀 

PROSZĄC BYŚMY CHWILĘ POCZEKALI, SPRAWDZIŁA JAK DŁUGO POTRWA DOKOŃCZENIE SPRZĄTANIA PRZEZNACZONEGO DLA NAS POKOJU I NIE TRACĄC CZASU ZABRAŁA SIĘ DO OBJAŚNIANIA JAK I Z CZEGO MOŻEMY KORZYSTAĆ W HOSTELU, ORAZ CO I GDZIE  ZNAJDZIEMY W POBLIŻU.

CHWILĘ PÓŹNIEJ MOGLIŚMY SIĘ WPROWADZAĆ.

AN SUITE W KTÓRYM WYLĄDOWALIŚMY, JEST DUŻY I DOBRZE WYPOSAŻONY. SZEROKIE ŁÓŻKO, STOLICZKI NOCNE, WNĘKI W ŚCIANIE PRZEZNACZONE NA POSTAWIENIE WALIZEK, WIESZAKI. PROSTO I PRAKTYCZNIE. CAŁOŚCIENNE OKNO POZA ROZJAŚNIENIEM POKOJU POZWALA NA PODZIWIANIE W PRZERWACH SZCZYTOWANIA NIEZBYT ODLEGŁYCH SZCZYTÓW 😀 . SZKODA TYLKO, ŻE NA PIERWSZYM PLANIE – TUŻ POD OKNEM – STOJĄ JAKIEŚ OKROPNE, NA SZCZĘŚCIE NISKIE, ZABUDOWANIA.  ŁAZIENKA WYSTARCZAJĄCO OBSZERNA Z WYGODNYM PRYSZNICEM.

WARUNKI MIESZKANIOWE, SPOSÓB W JAKI NAS POTRAKTOWANO I OTRZYMANE INFO WZBUDZIŁO U NAS CHĘĆ PRZEDŁUŻENIA POBYTU W TYM MIASTECZKU. NIESTETY OKAZAŁO SIĘ, ŻE W COMMUNITY HOSTEL BANOS  WSZYSTKO MAJĄ POREZERWOWANE. CO PRAWDA JEST PEWNA SZANSA NA ODWOŁANIE PRZEZ KOGOŚ PRZYJAZDU, ALE MUSIMY Z TYM CZEKAĆ DO JUTRA.

KONTYNUOWALIŚMY SZYBKI ZWIAD ZAPOZNAJĄC SIĘ ZE WSZYSTKIMI UDOGODNIENIAMI HOSTELU. NA POZIOMIE RECEPCJI UMIESZCZONO JADALNIĘ Z DŁUGIMI STOŁAMI PRZYKRYTYMI SŁUŻĄCYMI RÓWNIE DOBRZE TYM KTÓRZY CHCĄ COŚ ZJEŚĆ, JAK I TYM MAJĄCYM OCHOTĘ NA ODPOCZYNEK CZY TEŻ ROZMOWĘ. W GŁĘBI WIDAĆ BARDZO DUŻĄ, CAŁĄ W STALI, DOBRZE WYPOSAŻONĄ KUCHNIĘ. AŻ CHCE SIĘ JEŚĆ…

HOSTEL OFERUJE RÓWNIEŻ ŚNIADANIA I OBIADO-KOLACJE.

ŚNIADANIA NAS NIE ZAINTERESOWAŁY. MIELIŚMY CIĄGLE SWOJE JEDZENIE, A POZA TYM CENA CHYBA BYŁA TROCHĘ WYSOKA.

NATOMIAST WIECZORNY POSIŁEK PRZEWIDZIANY NA DZISIEJSZY DZIEŃ PRZEDSTAWIAŁ SIĘ INTERESUJĄCO POD KAŻDYM WZGLĘDEM. POSTANOWILIŚMY WZIĄĆ GO POD UWAGĘ W RAZIE NIEPOWODZENIA W ZNALEZIENIU ROZSĄDNEJ RESTAURACJI.

W RECEPCJI MOŻNA DOSTAĆ PIWO. CENA PODOBNA DO RESTAURACYJNEJ.

RUSZYLIŚMY DO MIASTECZKA. BYŁO NIEZBYT PÓŹNO I CHCIELIŚMY ZALICZYĆ JAKĄŚ TUTEJSZĄ ATRAKCJĘ. WOMBACIK OCZYWIŚCIE MIAŁ PRZYGOTOWANY PROGRAM, A JA DODATKOWO ZROBIŁEM SPIS WSZYSTKICH INTERESUJĄCYCH ŁAŹNI, Z KTÓRYCH, JAK WSKAZUJE NAZWA SŁYNIE BAÑOS.

IDĄC GŁÓWNĄ ULICĄ TRAFILIŚMY NA DWA DUŻE SUPERMARKETY I JAK WSPOMNIAŁEM WCZEŚNIEJ – OGROMNE ILOŚCI BIUR OBSŁUGUJĄCYCH TURYSTÓW Z KAŻDĄ GRUBOŚCIĄ PORTFELA. JEDNO Z TAKICH MIEJSC ZAPROPONOWAŁO NAM 3 godz., AUTOBUSOWY WYPAD m.in. DO WODOSPADU EL PAILÓN DEL DIABLO.

MIELIŚMY  SPORO CZASU NA PODJĘCIE DECYZJI. W OBECNEJ CHWILI NAJWAŻNIEJSZE BYŁO ZNALEZIENIE NIEZBYT ODLEGŁEGO PRZYSTANKU AUTOBUSOWEGO, BO wg. NASZYCH INFO ZA NIEDŁUGO – O 16:00 JECHAŁ OSTATNI TEGO DNIA PRZEWÓZ DO CASA DEL ARBOL, PIERWSZEJ NA NASZEJ LIŚCIE ŻYCZEŃ TUTEJSZEJ ATRAKCJI, LEŻĄCEJ TUŻ ZA WIOSKĄ RUNTÚN.

ZUPEŁNIE NIENOWOCZESNY POJAZD POTRZEBUJE 45 – 50 min BY POKONAĆ MOŻE NIEZBYT DŁUGĄ, ALE TRUDNĄ ZE WZGLĘDU NA DUŻE WZNIESIENIA, TRASĘ.

WYSIADAMY NA OSTATNIM PRZYSTANKU. KIEROWCA OSTRZEGA WSZYSTKICH: O TAKIEJ TO A TAKIEJ GODZINIE ODJEŻDŻA. NIE BĘDZIE CZEKAŁ NA SPÓŹNIALSKICH.

OBOK PRZYSTANKU SĄ JAKIEŚ RESTO-BARY I DUŻY PARKING. NAJWYRAŹNIEJ MIEJSCE MA NIEZŁE WZIĘCIE. RUSZAMY SZYBKIM KROKIEM POD GÓRKĘ. WOMBAT, JAK TO DAMA – WYBIERA ŚCIEŻKĘ WIODĄCĄ W POPRZEK ZBOCZA. JA NIE LUBIĘ ROBIĆ KILOMETRÓW. ŁAPIĘ LEŻĄCY NA TRAWIE SZNUR. JEGO DRUGI KONIEC PRZYWIĄZANO GDZIEŚ WYSOKO, OBOK SPOREJ WIELKOŚCI WIEŻY WIDOKOWEJ Z KTÓREJ ZWISAJĄ DWIE, STOJĄCE NA KRAWĘDZI SKARPY HUŚTAWKI – NASZ GŁÓWNY CEL. WSPINAJĄC SIĘ SKRÓCIŁEM DROGĘ O JAKIEŚ 200 m. GOŚCIU OBSŁUGUJĄCY HUŚTAWKI KASUJE PO US$ 1 OD BUJANIA. PŁACĘ OD RAZU ZA WOMBACIKA I IDĘ NA SZCZYT WIEŻY. ZAKOŃCZYŁEM “SZCZYTOWANIE” I PODZIWIAJĄC POBLISKI WULKAN CZEKAM SPOKOJNIE NA WOMBATA. POWINNA JUŻ DAWNO TUTAJ BYĆ …

.

Banos, torre al Cielo

BAÑOS – KONKURENCYJNA DLA LA CASA DEL ARBOL HUŚTAWKA TORRE AL CIELO

.

W DOLE, PO PRZECIWNEJ DO WULKANU STRONIE WIDZĘ NI TO PARK, NI TO PEŁEN ZIELENI OGRÓD, W KTÓRYM JEST SPORO LUDZI. WŚRÓD NICH DOSTRZEGAM MOJĄ LASECZKĘ. JAKOŚ UDAJE NAM SIĘ POROZUMIEĆ.

OKAZUJE SIĘ ŻE TO NIE JA, A WŁAŚNIE ONA ZNAJDUJE SIĘ WE WŁAŚCIWYM MIEJSCU tzn. TAM, GDZIE 20 LAT TEMU CARLOS SÁNCHEZ MOCNO ZWIĄZANY PRZYSIĘGĄ Z WULKANEM TUNGURAHUA, ZBUDOWAŁ  NA DRZEWIE CHAŁUPKĘ, A PÓŹNIEJ OBOK NIEJ, NA KRAWĘDZI STOKU – HUŚTAWKĘ DLA SWOICH WNUKÓW. Z TEGO MIEJSCA JAKO WOLONTARIUSZ ROZKMINIA OD LAT TAJEMNICE STOJĄCEGO 2,5 km DALEJ, WYPUSZCZAJĄCEGO OD CZASU DO CZASU ZNAKI DYMNE I RZYGAJĄCEGO KAMIENIAMI CZY TEŻ LAWĄ WULKANU.

WSZYSTKO ZACZĘŁO SIĘ W  PAŹDZIERNIKU 1999 r. PO 81-LETNIEJ DRZEMCE WULKAN TUNGURAHUA ZARYCZAŁ RADOŚNIE, OBWIESZCZAJĄC ŚWIATU PEŁNĄ GOTOWOŚĆ DO DALSZEGO NISZCZENIA. SWÓJ POWRÓT DO ŻYCIA UWIARYGODNIŁ SERIĄ GWAŁTOWNYCH WYBUCHÓW.

KIEDY GORĄCY POPIÓŁ, KAMIENIE I TRUJĄCE GAZY ZACZĘŁY SPADAĆ NA OKOLICZNE WIOSKI, PREZYDENT EKWADORU WYDAŁ ROZKAZ EWAKUACJI MIESZKAŃCÓW. 16 000 LUDZI DOSTAŁO  CZTERY GODZINY NA SPAKOWANIE DOBYTKU I WYWIEZIONO ICH – NIE MÓWIĄC KIEDY, I CZY W OGÓLE – BĘDĄ MOGLI KIEDYKOLWIEK WRÓCIĆ DO SWOICH DOMÓW.

WBREW RZĄDOWYM ZAKAZOM JUŻ W GRUDNIU SÁNCHEZ WYBRAŁ SIĘ NA  REKONESANS DO SWOJEGO DAWNEGO DOMOSTWA. OKAZAŁO SIĘ, ŻE WŁASNOŚĆ JEGO I JEGO SĄSIADÓW POZOSTAŁA NIETKNIĘTA PRZEZ NATURĘ. ULICE I BUDYNKI PRZYKRYWAŁA CO PRAWDA WARSTWA PYŁU I POPIOŁU, ALE NA TYM KOŃCZYŁY SIĘ SKUTKI WYBUCHÓW TOWARZYSZĄCYCH PRZEBUDZENIU KILKUDZIESIĘCIOLETNIEGO ŚPIOCHA.

W TEJ SYTUACJI SANCHEZ POSTANOWIŁ SPRAWDZIĆ CO SIĘ DZIEJE Z BYDŁEM POZOSTAWIONYM NA GÓRSKIM PASTWISKU. NIE WIERZYŁ WŁASNYM OCZOM, KIEDY ZOBACZYŁ SPOKOJNIE PASĄCE SIĘ KROWY I NIENARUSZONE FARMY SĄSIADÓW. WZRUSZONY PADŁ NA KOLANA I ZŁOŻYŁ ŚLUBOWANIE PATRONCE BAÑOS – NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNIE. OBIECAŁ POWRÓCIĆ TUTAJ I KONTROLOWAĆ REAKCJE PRZEBUDZONEGO WULKANU, OSTRZEGAJĄC MIESZKAŃCÓW DOLINY PRZED JEGO NIEPRZEWIDYWALNYM, NISZCZYCIELSKIM DZIAŁANIEM. 

SZYBKO NAWIĄZAŁ KONTAKT Z SEJSMOLOGAMI, PRZESZEDŁ SZKOLENIE I ZACZĄŁ ŚLEDZENIE UKRYTEGO POD ZIEMIĄ NIEBEZPIECZEŃSTWA.

WE WCZESNEJ FAZIE JEGO “SŁUŻBY” DOPROWADZAŁO TO DO RÓŻNYCH, CZASEM WESOŁYCH SYTUACJI.

PONIEWAŻ WULKAN BYŁ CAŁY CZAS BARDZO AKTYWNY BYWAŁO, ŻE CARLOS MUSIAŁ PILNOWAĆ GO 24 godz. PRZEZ 7 DNI TYGODNIA I NIE MIAŁ MOŻLIWOŚCI SCHODZENIA DO ODLEGŁEJ O KILKA KILOMETRÓW MIEJSCOWOŚCI GDZIE MIESZKAŁA JEGO RODZINA. PO PEWNYM CZASIE ŻONA CARLOSA, LIDIA, DOSZŁA DO WNIOSKU, ŻE MĄŻ OPIEKUJE SIĘ JAKĄŚ NIEKONIECZNIE CZWORONOŻNĄ JAŁÓWKĄ. SPAKOWAŁA WIĘC JEGO RZECZY I POSZŁA ZOBACZYĆ JAK WYGLĄDA JEJ WYIMAGINOWANA KONKURENTKA. ZDZIWIŁA SIĘ BARDZO, GDY PO DOTARCIU NA PASTWISKO ZOBACZYŁA SWOJEGO SAMOTNIE ŻYJĄCEGO W PRZAŚNYCH WARUNKACH MĘŻA. BYŁ NAWET BARDZO ZADOWOLONY. RADOŚĆ DAWAŁA MU JEDNAK NIE KOCHANKA, TYLKO SPEŁNIANIE OBIETNICY ZŁOŻONEJ PATRONCE REGIONU.

PRZYGODA SANCHEZA Z TUNGURAHUA SPROWADZA SIĘ PRZEDE WSZYSTKIM DO OSTRZEGANIA MIESZKAŃCÓW POBLISKICH WIOSEK PRZED SZALEŃSTWEM NATURY. TUNGURAHUA (W JĘZYKU QUECHUA  „OGNISTE GARDŁO”) W 2002 WSZEDŁ W NIEPRZERWANIE TRWAJĄCĄ FAZĘ ERUPCJI. W SIERPNIU 2006 DOSZŁO DO NAJWIĘKSZYCH WYBUCHÓW. WULKAN DOSTAŁ NAGŁEJ SRACZKI, KTÓRA W POSTACI GORĄCEJ LAWY SPŁYNĘŁA PO JEGO BOKACH NISZCZĄC PRZY OKAZJI 3 WIOSKI I ZABIJAJĄC 6 OSÓB. SANCHEZ CAŁY CZAS RELACJONOWAŁ PRZEZ RADIO BURMISTRZOWI BAÑOS TO CO WIDZI, CHRONIĄC SIĘ PRZED SPADAJĄCYMI ODŁAMKAMI SKAŁ I GORĄCEM W SZCZELINIE DRZEWA ROSNĄCEGO NA JEGO POLU. DZIĘKI TYM INFORMACJOM ZDĄŻONO Z EWAKUACJĄ SETEK LUDZI CHRONIĄC ICH PRZED ŚMIERCIĄ.

TO WŁAŚNIE PO TEJ AKCJI EMERYTOWANY ELEKTRYK (KOGOŚ MI TO PRZYPOMINA 😀 ) I STRAŻAK – 2 W 1 – DOSZEDŁ DO WNIOSKU, ŻE DRZEWO, KTÓRE GO TAK DOBRZE BRONIŁO PRZED FURIĄ WULKANU, JEST WYSTARCZAJĄCO SILNE BY POSTAWIĆ NA NIM ZADASZONY PUNKT OBSERWACYJNY. OPIERAJĄC SIĘ NA SWOICH DOŚWIADCZENIACH Z OKRESU SŁUŻBY WOJSKOWEJ ZBUDOWAŁ WŚRÓD KONARÓW CHAŁUPKĘ, UMOŻLIWIAJĄCĄ LEPSZĄ OBSERWACJĘ CZYHAJĄCEGO POD ZIEMIĄ NATURALNEGO SZALEŃCA.

POTEM, CHCĄC WIDYWAĆ CZĘŚCIEJ SWOJE WNUKI POSTAWIŁ HUŚTAWKĘ. HUŚTAJĄCE SIĘ NA KRAWĘDZI SKARPY WNUKI CARLOSA PRZYCIĄGAŁY CORAZ TO WIĘKSZĄ UWAGĘ OKOLICZNEJ DZIECIARNI, A TA Z KOLEI PRZEMYKAJĄCYCH TĘDY CZASEM TURYSTÓW. PODRÓŻUJĄCY CORAZ CZĘŚCIEJ PYTALI, CZY TEŻ MOGĄ SIĘ CHWILĘ POHUŚTAĆ … 

BYŁ 2014 ROK KIEDY TO HUŚTANIE SIĘ DWÓJKI TURYSTÓW ZOSTAŁO NAGLE PRZERWANE PRZEZ WYBUCHAJĄCY, DMUCHAJĄCY ŚMIECIAMI I ŻAREM NA WYSOKOŚĆ 8 000 m WULKAN. RZUCILI SIĘ DO UCIECZKI, ALE WCZEŚNIEJ JEDEN ZDĄŻYŁ STRZELIĆ KUMPLOWI FOTĘ, PRZEDSTAWIAJĄCĄ BUJAJĄCEGO SIĘ GOŚCIA, NA TLE OGROMNEJ CHMURY POPIOŁU I DYMU. ZDJĘCIE OPUBLIKOWAŁ NATIONAL GEOGRAPHIC. CHOCIAŻ NIE BYŁO OSZAŁAMIAJĄCE, ZWRÓCIŁO UWAGĘ WIELU PODRÓŻUJĄCYCH I SKIEROWAŁO STRUMIEŃ CHĘTNYCH LUBIĄCYCH GWAŁTOWNE SKOKI ADRENALINY W TEN ZAKĄTEK EKWADORU …

DZISIAJ HUŚTAWKA UPLASOWANA JEST WYSOKO W RANKINGU NAJBARDZIEJ SURREALISTYCZNYCH MIEJSC, KTÓRE KAŻDY GLOBTROTER Z PLECAKIEM CHCE KONIECZNIE ZALICZYĆ, A 77-LETNI CARLOS CIĄGLE MIESZKA NA ZBOCZU WZGÓRZA, Z KTÓREGO OBSERWUJE AKTYWNOŚĆ STRATOWULKANU.

ZBIEGAM NA DÓŁ I PĘDZĘ DO WOMBATA. WSTĘP DO PARKU-OGRODU KOSZTUJE TAK JAK U WYROSŁEJ OBOK KONKURENCJI US$ 1. I NA TYM KONIEC PODOBIEŃSTW.

TAM GDZIE BYŁEM SĄ TYLKO 2 HUŚTAWKI – JEDNA NIEWIELKA – POWIEDZIAŁBYM DZIECIĘCA, DRUGA ZDECYDOWANIE BARDZIEJ WYRAFINOWANA – DLA ODWAŻNYCH. DO TEGO WYSOKI PUNKT OBSERWACYJNY (NAJWIĘKSZY BONUS) I JAKAŚ NAMIASTKA ZJEŻDŻALNI.

NATOMIAST TUTAJ GDZIE TRAFIŁ WOMBAT POZA SŁYNNĄ HUŚTAWKĄ PRZY BARDZO ZNANYM DOMKU NA DRZEWIE, MAJĄ CAŁĄ GAMĘ INNYCH – SZCZEGÓLNIE FAJNYCH DLA DZIECIARNI – ATRAKCJI. HUŚTAWEK JEST KILKA. TE DWIE PO OBU STRONACH DOMKU SĄ TAK OBLEGANE, ŻE PRAKTYCZNIE CAŁY CZAS STOI DO NIEJ KOLEJKA. MÓWI SIĘ, ŻE HUŚTAWKA “NA KOŃCU ŚWIATA” NIE JEST BEZPIECZNA I OKUPUJĄ JĄ ŻĄDNI WRAŻEŃ “PLECAKOWICZE”. BYĆ MOŻE KIEDYŚ TAK BYŁO, ALE CHYBA DAWNO. KAŻDY KTO NA NIĄ SIADA JEST DOBRZE ZABEZPIECZANY.

OBSŁUGUJĄCY JĄ CZŁOWIEK MA NIEZŁĄ KONDYCJĘ, BO WPROWADZENIE W RUCH WAHADŁOWY NIEKTÓRYCH CHĘTNYCH NA PEWNO WYMAGA SPORO ENERGII. OCZYWIŚCIE ROZBUJANIE, ROZBUJANIU NIERÓWNE. PCHNIĘCIA MOGĄ MIEĆ RÓŻNĄ SIŁĘ: WPROWADZAJĄ W SZYBSZY LUB WOLNIEJSZY OBRÓT SIEDZĄCEGO NA KRZESEŁKU PACJENTA, WYBIJAJĄ GO NIŻEJ LUB WYŻEJ I GENERALNIE ROZBAWIAJĄ, CZASAMI PRZERAŻAJĄC. ALE NIE MA STRACHU. W TYM OSTATNIM PRZYPADKU CZUJNY PRACOWNIK NATYCHMIAST ZATRZYMUJE URZĄDZENIE.

POZA HUŚTAWKĄ DUŻĄ POPULARNOŚCIĄ CIESZY SIĘ ZIPLINE – PO POLSKU “TYROLKA”  (NAZYWANA TEŻ CZASEM: CANOPY TOUR, ZIP-LINING, FLYING FOX). UMOŻLIWIA ONA NIEZBYT SZYBKI, 50 m ZJAZD NA NIEDUŻEJ WYSOKOŚCI W SIEDZISKU PRZYMOCOWANYM DO LINY.

PRZY OKAZJI: PIERWSZE ODNOTOWANE UŻYCIE W CELACH ROZRYWKOWO-REKREACYJNYCH TYROLKI (TEJ PISANEJ PRZEZ MAŁE, A NIE  PRZEZ DUŻE “T”, KTÓREGO UŻYWAMY MÓWIĄC O DZIEWCZYNACH Z TYROLU 😀 😀 😀 ), ZANOTOWANO PRZED ROKIEM 1739 W SHREWSBURY (ANGLIA). UŻYTKOWNIKIEM BYŁ NIEJAKI ROBERT CADMAN – DEKARZ, DORABIAJĄCY TEŻ CHODZENIEM PO, I ZJAZDAMI NA LINIE. NIESTETY SKOŃCZYŁ TRAGICZNIE. LINA PO KTÓREJ ZJEŻDŻAŁ Z WIEŻY KOŚCIOŁA MARIACKIEGO PĘKŁA … CIEKAWE, CZY BYŁA TO KARA BOSKA …

WYKREOWANY PRZEZ KOGOŚ Z WIZJĄ PARK NA WZGÓRZU ZADOWOLI NIEJEDNEGO FOTOGRAFA. W POGODNY DZIEŃ MOŻNA ZOBACZYĆ WULKAN TUNGURAHUA. SZCZĘŚCIARZE DOSTRZEGĄ DYMY I INNE OZNAKI PRZEBUDZANIA SIĘ PODZIEMNEGO POTWORA.

WCALE NIE MUSISZ WYCHODZIĆ Z KOMPLEKSU BY COŚ ZJEŚĆ. ZA NIEWIELKIE PIENIĄDZE DOSTANIESZ TU COŚ NA ZĄB.

ZE WSZYSTKICH ATRAKCJI TEGO MIEJSCA KORZYSTASZ DO WOLI UIŚCIWSZY PRZY WEJŚCIU OPŁATĘ W WYSOKOŚCI US$ 1. OBOK HUŚTAWEK STOJĄ POJEMNIKI NA NAPIWKI. MOŻNA WRZUCIĆ MONETĘ …

KOMPLEKS JEST CZYNNY MIĘDZY 07:00 DO 19:00.

PROSZĘ WZIĄĆ POD ROZWAGĘ GODZINĘ ODWIEDZIN TEGO MIEJSCA. EWENTUALNE WYCZEKIWANIE W KOLEJCE DO NAJWIĘKSZYCH ATRAKCJI: HUŚTAWEK I TYROLKI ZALEŻY OD SEZONU, DNIA TYGODNIA I GODZINY. SUGERUJĘ WIZYTĘ W GODZINACH RANNYCH ŚRODKA TYGODNIA. PO POŁUDNIU I W WEEKEND TE DWIE ATRAKCJE OKUPUJĄ TURYŚCI I MIEJSCOWE DZIECIAKI.

DOJAZD Z BAÑOS AUTOBUSEM:

LOKALNY AUTOBUS FIRMY „LUNA SANCHEZ” ODJEŻDŻA Z ROGU PASTAZA I LUIS A. MARTINEZ. KURSUJE 7/7.  CZASAMI SIĘ SPÓŹNIA. CENA US$ 1/ os.

ODJAZDY: 5:45; 11:00; 13:00; 14:45; 16:00 – POWROTY: 08:00; 13:00; 15:00; 16:00; 18:00

(NIEKTÓRE ŹRÓDŁA PODAJĄ INNE godz. ODJAZDÓW AUTOBUSU: 4 × DZIENNIE: 6:00, 11:00, 14:00 I 16:00; POWRÓT: 8:00, 13:00, 16:00 I 18:00)

OCZYWIŚCIE WSZYSTKIE BIURA PODRÓŻY W MIASTECZKU OFERUJĄ WYCIECZKĘ DO CASA DEL ARBOL. JEŚLI CI TO PASI I NIE MUSISZ OSZCZĘDZAĆ, TO SKORZYSTAJ Z ICH USŁUGI. ZAPŁACISZ PRZYPUSZCZALNIE JAKIEŚ US$ 6 / os. W NAJGORSZYM WYPADKU BIURO SKASUJE OD CIEBIE 6 BAKSÓW, A POTEM WSADZI DO “REJSOWEGO” AUTOBUSU, DZIELĄC SIĘ Z KIEROWCĄ TWOJĄ KASĄ. 🙂

MOŻNA TEŻ POKONAĆ TRASĘ Z BAÑOS NA NOGACH, ALBO ROWEREM. ZAJMIE TO ok. 180 min. JEŚLI SIĘ NIE ZGUBISZ 😀 . UWAGA: W PORZE DESZCZOWEJ SZLAK JEST BARDZO BŁOTNISTY, A CO ZA TYM IDZIE, ŚLISKI.

ZALICZYWSZY HUŚTAWKĘ PRZESZLIŚMY SIĘ TROCHĘ PO OGRODZIE NATRAFIAJĄC NA NIEZBYT DŁUGĄ I NIEWYSOKĄ LINIĘ DO ZJEŻDŻANIA (ZIPLINE). SĄ TU DWA STANOWISKA. KOLEJKA KRÓTKA, BO RACZEJ UŻYWAJĄ TEJ ZABAWKI DZIECI. STANĄŁEM BY SPRAWDZIĆ CZY JESTEM JUŻ “STARY CZŁOWIEK I MORZE”, CZY STARY CZŁOWIEK, KTÓRY JESZCZE MOŻE… MOGĘ …

OSTATNI KWADRANS SPĘDZILIŚMY NA KONKURENCYJNEJ HUŚTAWCE “TORRE AL CIELO” – TEJ DO KTÓREJ WSPIĄŁEM SIĘ PO ZBOCZU BEZPOŚREDNIO PO PRZYJEŹDZIE.

JEST ONA UMOCOWANA DO WYSOKIEJ, METALOWEJ WIEŻY WIDOKOWEJ. WŁAŚCIWIE TO DWA STANOWISKA. JEDNO PRZEZNACZONE DLA DZIECI I KAŻDEGO CHĘTNEGO, DRUGIE TYLKO DLA CHCĄCYCH DOZNAĆ SILNIEJSZYCH WRAŻEŃ.

OCZYWIŚCIE MUSIAŁEM SPRAWDZIĆ DO JAKIEGO STOPNIA EKSTREMALNE SĄ ODCZUCIA CZŁOWIEKA WPRAWIONEGO W RUCH NA URZĄDZENIU TROCHĘ  PRZYPOMINAJĄCYM SWOIM DZIAŁANIEM WIRÓWKĄ PRZECIĄŻENIOWĄ STOSOWANĄ W LOTNICTWIE WOJSKOWYM.

ZOSTAŁEM PRZYMOCOWANY KILKOMA PASAMI DO SIEDZENIA UMIESZCZONEGO W SPECJALNEJ KLATCE, KTÓRA MOŻE SIĘ PORUSZAĆ W DWÓCH PŁASZCZYZNACH RUCHEM JEDNOCZEŚNIE WAHADŁOWYM I OBROTOWYM. PRZYPINANIE TRWA DOBRYCH KILKA MINUT, PODNOSZĄC NIEŹLE ADRENALINĘ.

KLATKA PLUS KLIENT, NAWET NIEZBYT OPASŁY WAŻY SPORO. TO UTRUDNIA OBSŁUGUJĄCEMU WPRAWIENIE JEJ W RUCH.

URZĄDZENIE STOI NA KRAWĘDZI NIEZBYT WYSOKIEJ SKARPY I PROSTE HUŚTANIE SIĘ NA NIM NIE SPRAWIA WRAŻENIA, ŻE BUJAMY W OBŁOKACH. MIMO POWOLNEGO ROZPĘDZANIA NIE MIAŁEM CZASU BY ZWRÓCIĆ UWAGĘ NA TEN SZCZEGÓŁ. NA POCZĄTKU WIDZIAŁEM JESZCZE STOJĄCY JAKIEŚ 100 m W DOLE AUTOBUS, PARKING I SKARPĘ NAD KTÓRĄ CORAZ SZYBCIEJ PRZEMYKAŁEM. GDY JEDNAK OBSŁUGA POZA POPYCHANIEM KLATKI DO PRZODU WPROWADZIŁA MNIE DODATKOWO W RUCH OBROTOWY, NIE SPOSÓB BYŁO DOJRZEĆ COKOLWIEK POZA NIEKOŃCZĄCĄ SIĘ, PRZEMYKAJĄCĄ ZIELONĄ WSTĘGĄ. PODŚWIADOMIE CHWYCIŁEM MOCNIEJ SPECJALNE UCHWYTY, BO – SZCZEGÓLNIE GDY MOJE CIAŁO WYKONYWAŁO PRZEWRÓT PRZEZ GŁOWĘ – MIAŁEM WRAŻENIE SPADANIA W PRZEPAŚĆ.

CAŁA ZABAWA TRWAŁA NIE WIĘCEJ NIŻ 5 min. W TYM CZASIE BYŁEM CHYBA KILKAKROTNIE POD WPŁYWEM SILNYCH PRZECIĄŻEŃ. JEDNAK DOPIERO GDY KLATKA ZACZĘŁA WYTRACAĆ SZYBKOŚĆ, ZACZĄŁEM ODCZUWAĆ ZABURZENIA RÓWNOWAGI. PRACOWNIK, ZAJMUJĄCY SIĘ PODNIESIENIEM POZIOMU ADRENALINY W MOIM CIELE, ZDECYDOWANIE WIEDZIAŁ CO ROBI. NIE ZATRZYMYWAŁ URZĄDZENIA, POZWALAJĄC MI NA POWOLNE DOJŚCIE DO SIEBIE. JEDNOCZEŚNIE POMAGAŁ WOMBATOWI PRZY ROBIENIU ZDJĘĆ I FILMOWANIU. TERAZ HUŚTAŁEM SIĘ POWOLI, BĘDĄC OD CZASU DO CZASU WPROWADZANY W RUCH OBROTOWY – DO TYŁ I DO PRZODU.

GDY WOMBACIK UZNAŁ SESJĘ ZDJĘCIOWĄ ZA SKOŃCZONĄ, KLATKA ZOSTAŁA ZATRZYMANA, A JA WYPIĘTY Z UPRZĘŻY, RATUJĄCEJ MNIE PRZED LOTEM DO GWIAZD…

KRĘCENIE W GŁOWIE USTAŁO…

TORRE AL CIELO: OPŁATA: WEJŚCIE NA WIEŻĘ – W TYM HUŚTAWKA US$ 1.

EKSTREMALNE BUJANIE WRAZ Z MOŻLIWOŚCIĄ OGLĄDANIA OKOLICY Z PUNKTU WIDOKOWEGO – US$ 3

WRÓCIWSZY DO MIASTECZKA ZACZĘLIŚMY SZUKAĆ ODPOWIEDNIEGO MIEJSCA NA WIECZORNY POSIŁEK.

POMIMO WIELU RÓŻNEJ MAŚCI RESTAURACJI I JADŁODAJNI NIEWIELE BYŁO TAKICH, KTÓRE BY NAS RZUCIŁY NA KOLANA. WŁAŚCIWIE CHODZIŁO TYLKO O JEDZENIE DLA MNIE, BO MOJA ŁADNIEJSZA POŁOWA, PO PORANNYM ZŁYM SAMOPOCZUCIU WOLAŁA NA WSZELKI WYPADEK POŚCIĆ.

PO DOŚĆ DŁUGIM KRĄŻENIU I SPRAWDZENIU MENU W KILKU MIEJSCACH ZNALEŹLIŚMY INTERESUJĄCY POD WZGLĘDEM JEDZENIOWYM KĄCIK NA JEDNYM Z PLACÓW. OGROMNA TARINACUY RESTAURANTE OFERUJE RÓWNIEŻ MOŻLIWOŚĆ JEDZENIA NA ŚWIEŻYM POWIETRZU. NAS JEDNAK WIECZORNY CHŁÓD ZAGNAŁ POD “STRZECHĘ”, A CAŁKOWICIE PUSTE POMIESZCZENIA NIEZBYT WYSTRASZYŁY. WYPISANE NA DUŻYM BANERZE DANIA I ICH ZDJĘCIA DAŁY MI WYSTARCZAJĄCEGO KOPA BY ZŁOŻYĆ ZAMÓWIENIE. ZAINTERESOWAŁEM SIĘ TUTEJSZYM PRZYSMAKIEM – KOCIOŁKIEM NA BAZIE OWOCÓW MORZA. NA ZDJĘCIU WYGLĄDAŁ SUPERZASTO I FAKTYCZNIE WGNIATAŁ. POZA KOCIOŁKIEM W KILKU WERSJACH SĄ TU I INNE LOKALNE DANIA. WYBÓR NIEMAŁY. DO KAŻDEGO ZAMÓWIONEGO POSIŁKU RESTAURACJA OFERUJE DARMOWĄ SAŁATKĘ. MOŻNA STWORZYĆ WŁASNĄ KOMPOZYCJĘ W BUFECIE SAŁATKOWYM.

NAPOJE ALKOHOLOWE – W TYM PIWO, SPRZEDAJE WYDZIELONY Z RESZTY BAR-BUFET. NIE ZA BARDZO ROZUMIEM JAKIE JEST JEGO ZADANIE, ALE TO NIE MÓJ BIZNES. BYĆ MOŻE TAK JEST ŁATWIEJ GDY ZWALI SIĘ TROCHĘ WIĘCEJ KLIENTÓW.

ZAMÓWIONE JEDZENIE BYŁO BARDZO DOBRE. PORCJA MOGŁA BY BYĆ TROCHĘ WIĘKSZA, ALE OCZYWIŚCIE MOGŁEM WZIĄĆ WIĘCEJ SAŁATEK. KOSZT Z PIWEM – US$ 11,5. GENERALNIE POLECAM  😀 😀 

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.–

Komentarze :

  1. firtukloimutrzas

    Thanks for another excellent post. Where else could anyone get that kind of info in such a perfect way of writing? I’ve a presentation next week, and I’m on the look for such info.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *