06.11.2019 – LWY MORSKIE – WŁAŚCICIELE PUERTO BAQUERIZO

.

RANO PANI WŁAŚCICIELKA SKASOWAŁA NAS ZA POBYT ZGODNIE Z REZERWACJĄ.

CAŁY CZAS ZASTANAWIAŁAM SIĘ NA ILE TA CENA US$ 29 JEST ADEKWATNA, BIORĄC POD UWAGĘ POŁOŻENIE I JEDNAK NIEZBYT ŚWIEŻY POKÓJ. Z DRUGIEJ STRONY SĄDZĄC BO ZAJĘTYCH TERMINACH I OPINIACH CASA SERENA MIAŁA WZIĘCIE, CZYLI CENA BYŁA DOBRA.

FABRIZIO ZAWIÓZŁ NAS NA LOTNISKO ZA KWOTĘ JAKĄ BIERZE TAXI CZYLI US$ 5. PRZY OKAZJI OPOWIEDZIAŁ JAK TO NAMAWIAŁ MAMĘ MAJĄCĄ DUŻO WOLNEGO CZASU I DUŻY DOM DO OTWARCIA INTERESU WYNAJMU POKOI.

NA LOTNISKU ZAPROWADZIŁ NAS DO KONTROLI BAGAŻU, POKAZAŁ PIETRUSZCE GDZIE MOŻE KUPIĆ KARTĘ TELEFONICZNĄ I ŻYCZYŁ SZCZĘŚLIWEGO POBYTU W EKWADORZE. BARDZO TO BYŁO SYMPATYCZNE.

KAŻDY BAGAŻ JADĄCY NA GALAPAGOS PODLEGA DODATKOWEJ KONTROLI, KTÓRA MA NA CELU USUNIĘCIE WSZYSTKIEGO, CO MOGŁOBY ZAKŁÓCIĆ SYSTEM EKOLOGICZNY NA WYSPACH. PRZECHODZI PRZEZ DODATKOWĄ KOMORĘ PODOBNĄ DO TEJ UŻYWANEJ PODCZAS NORMALNEJ KONTROLI BEZPIECZEŃSTWA.

PODESZLIŚMY POTEM DO KONTROLI BAGAŻOWEJ ABY ZAPYTAĆ O CENĘ BAGAŻU, A WŁAŚCIWIE NADBAGAŻU, ZAZNACZAJĄC ŻE MAMY JUŻ ODPRAWĘ. NASZ BILET PRZEWIDYWAŁ TYLKO BAGAŻ PODRĘCZNY O OKREŚLONYCH ROZMIARACH, ORAZ DRUGI MNIEJSZY WIELKOŚCI TOREBKI, CZY TORBY NA KOMPUTER. TEN DRUGI MAŁY BAGAŻ CHYBA BYŁ ZA DUŻY.

PANI PRZY ODPRAWIE BAGAŻOWEJ NIE ZA BARDZO ROZUMIAŁA O CO NAM CHODZI, A DO TEGO PIETRUSZKA POSTAWIŁ NASZE MAŁE WALIZECZKI NA TAŚMIE.

Z PRZEBIEGAJĄCEJ KONWERSACJI WYNIKAŁO ŻE MY SŁABO MÓWIMY PO HISZPAŃSKU, PANI ZAŚ NIEWIELE ROZUMIE PO ANGIELSKU. USIŁOWANIE NAWIĄZANIA KONTAKTU WERBALNEGO SZŁO NAM BARDZO TRUDNO.

W PEWNYM MOMENCIE DZIEWCZYNA MACHNĘŁA RĘKĄ. STWIERDZIŁA, ŻE WYŚWIADCZY NAM PRZYSŁUGĘ I NADA BAGAŻE ZA DARMO. POTEM WYSTAWIŁA NAM JESZCZE RAZ KARTY POKŁADOWE, MÓWIĄC ŻEBYŚMY UWAŻALI W DRODZE POWROTNEJ, BO MOŻE BĘDZIEMY MUSIELI ZAPŁACIĆ. TYLE PRZYNAJMNIEJ ZROZUMIAŁAM Z MIESZANKI HISZPAŃSKO-ANGIELSKIEJ.

MIELIŚMY BARDZO DUŻO CZASU, WIĘC POSZLIŚMY POSZUKAĆ CZEGOŚ TANIEGO DO ZJEDZENIA W OBRĘBIE LOTNISKA.

LOTNISKO MA DWIE HALE. MIESZCZĄ SIĘ NICH ODLOTY I PRZYLOTY ZARÓWNO DOMOWE JAK I MIĘDZYNARODOWE. SKOMUNIKOWANE SĄ WINDĄ I SCHODAMI. BEZPROBLEMOWO MOŻNA SIĘ PRZEMIESZCZAĆ MIĘDZY NIMI. JEST TU WIELE SKLEPÓW, RESTAURACJI, BARÓW, KAWIARNI. W LOKALACH GASTRONOMICZNYCH DOSTĘPNE WI-FI. MAJĄ TEŻ PRZECHOWALNIĘ BAGAŻU. KAŻDY ZNAJDZIE COŚ DLA SIEBIE. LOTNISKO PROSTE I ŁATWE DO OGARNIĘCIA. 

FABRIZIO POLECIŁ NAM SKLEP ZNAJDUJĄCY SIĘ W DOLNEJ HALI O NAZWIE FYBECA. WŁAŚCIWIE TO JEST APTEKA – SKLEP WIELOBRANŻOWY. MOŻNA W NIEJ KUPIĆ WSZYSTKO OD WODY POCZYNAJĄC, POPRZEZ CZEKOLADĘ, ORZESZKI, KANAPKI, NAPOJE KOSMETYKI, KARTY TELEFONICZNE. CENY PRZYSTĘPNE.

W TEJ APTECE PIETRUSZKA KUPIŁ KARTĘ TELEFONICZNĄ ZA US$ 5 I POSZLIŚMY SZUKAĆ LOKALU W KTÓRYM MOŻNA BY ZJEŚĆ ŚNIADANIE.

ZDECYDOWALIŚMY SIĘ NA EL ESPAÑOL BO BYŁY TAM TANIE SAŁATKI np. Z KURCZAKIEM BARDZO APETYCZNIE WYGLĄDAJĄCE. BYŁY TEŻ INNE RZECZY. DESKA Z WĘDLINAMI I SERAMI, KANAPKI, CIASTA.

WYBRALIŚMY SAŁATKĘ Z KURCZAKIEM.

I TU PIETRUSZKA ZASZALAŁ.

DO PICIA KUPIŁ MAŁA BUTELKĘ WINA, A DO TEGO WINA DESKĘ Z WĘDLINAMI I SEREM. SERA BYŁO TYLE CO KOT NAPŁAKAŁ ALE I TAK ZAPŁACILIŚMY ZA ŚNIADANIE JAK W SHERATONIE.

LOT NA GALAPAGOS TRWA 1,5 GODZINY. PASAŻER DOSTAJE PLASTIKOWĄ SZKLANECZKĘ Z WODĄ. NIC POZA TYM.

GALAPAGOS JEST REZERWATEM PRZYRODY. ZA WJAZD OBOWIĄZUJE OPŁATA 100$ OD OSOBY ORAZ OPŁATA LOTNISKOWA 20$.

LOTNISKO W PUERTO BAQUERIZO MORENO NA SAN CRISTOBAL NIE JEST DALEKO OD MIASTECZKA. W GRANICACH 15 MINUT SPACERU. ALE KOMU SIĘ CHCE IŚĆ Z BAGAŻEM GDY NA DOKŁADKĘ JEST CIEPŁO.

CHĘTNI CHCĄCY ZAWIEŚĆ TURYSTĘ DO WYBRANEGO HOTELU CZYHAJĄ TYLKO NA OKAZJĘ. NO I OCZYWIŚCIE ZAWYŻAJĄ OPŁATĘ ZA PRZEJAZD. MY JECHALIŚMY ZA US$ 5, MAJĄC ŚWIADOMOŚĆ ŻE CENA POWINNA BYĆ W GRANICACH 2-3.

W RECEPCJI CASA DE JEIMY, GDZIE MIELIŚMY REZERWACJĘ ZAPROPONOWANO NAM WYŻSZĄ KLASĘ POKOJU ZA US$ 40. NASZ BYŁ ZA 30. POKÓJ O WYŻSZYM STANDARDZIE MIAŁ BYĆ Z BALKONEM. NIE CHCIELIŚMY. HOSTEL POŁOŻONY JEST W CENTRUM MIASTA I JAK ZDĄŻYLIŚMY SIĘ NAPRĘDCE ZORIENTOWAĆ WIDOK Z BALKONU NIE BYŁBY FAJNY BO WOKÓŁ SĄ SAME DOMY. WIEDZIAŁAM TAKŻE, ŻE JEST TARAS NA GÓRZE Z KTÓREGO MOŻNA KORZYSTAĆ. I TAM JAKIŚ WIDOK BĘDZIE. PRZYNAJMNIEJ TAK WYNIKAŁO Z FOTOGRAFII I OPISU HOSTELU.

NASZ POKÓJ Z ŁAZIENKĄ BYŁ DUŻY. JEGO WIELKOŚĆ POZWALAŁA TAŃCZYĆ NAWET WALCA. NIESTETY, JAK ZWYKLE, NIE BYŁO NA CZYM POSTAWIĆ WALIZKI, ŻE NIE WSPOMNĘ O SZAFIE CZY CHOCIAŻBY PARU WIESZAKACH NA KTÓRYCH MOŻNA BY COŚ POWIESIĆ.

BYŁ NATOMIAST STOLIK W WYMYŚLNYM KSZTAŁCIE NERKI MAJĄCY PÓŁKĘ POD BLATEM I COŚ BLIŻEJ NIEOKREŚLONEGO DO SIEDZENIA. NI TO PODWÓJNE KRZESŁO, NI TO SZEZLONG NI TO KANAPKA DLA DZIECKA LUB ŚREDNIEJ WIELKOŚCI PSA. ZADZIWIAJĄCA KONSTRUKCJA.

PANI W RECEPCJI POKAZAŁA NAM MAPĘ, WYJAŚNIAJĄC W MIESZANCE HISZPAŃSKO – ANGIELSKIEJ GDZIE CO JEST, ILE KOSZTUJĄ TAKSÓWKI, JAK TRAFIĆ NA PLAŻE. BARDZO UŻYTECZNE, ALE BYŁOBY BARDZIEJ, GDYBY TĘ MAPĘ NAM JESZCZE DAŁA. BYŁA TO JEDNAK JEDNA MAPA NA CAŁY HOSTEL, WIĘC NIE MOGŁA NAM JEJ DAĆ, BO KILKA RAZY DZIENNIE JĄ WYCIĄGA I WYJAŚNIA CHĘTNYM CO I JAK. ZROBILIŚMY CO PRAWDA FOTOGRAFIĘ, ALE TO NIE TO SAMO CO MAPA.

NA DOLE PRZY RECEPCJI I NA GÓRZE, NA DWÓCH OLBRZYMICH TARASACH SĄ W PEŁNI WYPOSAŻONE KUCHNIE. JAK PRZEWIDYWAŁAM, WIDOK STAMTĄD JEST – CHOCIAŻ MORZE DALEKO. 

W KUCHNIACH SĄ NAPISY, ŻE MOŻNA Z NICH KORZYSTAĆ TYLKO W OKRESIE ŚNIADANIA DO 10 RANO. TROCHĘ TO DZIWNE BO PRZECIEŻ NIKT NIE PROWADZI DZIAŁALNOŚCI KULINARNEJ W HOSTELU, A WIECZOREM POWINNA BYĆ MOŻLIWOŚĆ UGOTOWANIA np. JAJEK, PARÓWEK.

NIE SPRAWDZIŁAM ALE MOŻE TEN ZAKAZ, WSPIERAJĄCY LOKALNĄ GASTRONOMIĘ, NIE JEST DO KOŃCA RESPEKTOWANY PRZEZ HOSTEL. 

POSZLIŚMY ROZEJRZEĆ SIĘ PO MIEŚCIE.

NA NADMORSKIM BULWARZE NAPOTYKAMY OD RAZU LWY MORSKIE. DUŻE CIELSKA LEŻĄCE W PRZEDZIWNYCH POZYCJACH. WSZĘDZIE. NA ULICY, NA KRZESŁACH, MURKACH, NO I GŁÓWNIE NA PLAŻY. PORUSZAJĄ SIĘ SUNĄC. PRZY RODZICACH MALUCHY UMORUSANE PIASKIEM. STALE W POSZUKIWANIU MLEKA MAMY. ICH MORDKI SĄ TAK ZABAWNE. MOŻNA PATRZEĆ GODZINAMI. SĄ PIĘKNE.

NA WULKANICZNYCH SKAŁACH PRZY BRZEGU WYGRZEWAŁO SIĘ PARĘ NIE ZA DUŻYCH IGUAN Z PIĘKNYM IROKEZEM WZDŁUŻ CAŁEGO GRZBIETU. TE ZUPEŁNIE MALUTKIE Z LEDWO ZAZNACZONĄ PRĘGĄ GRZBIETOWĄ.

NA MAŁYM PLACYKU GDZIE ZNAJDUJE SIĘ NAPIS SAN CRISTOBAL LWY LEŻAŁY W WYMYŚLNYCH POZACH. KIEDY PIETRUSZKA NIEBACZNIE PODSZEDŁ DO JEDNEGO – CHYBA ZA BLISKO – LEW PO PROSTU GO POGONIŁ.  TOLERANCJA LWA SIĘGA 2 METRÓW. O TYM ABY ZBYTNIO SIĘ NIE ZBLIŻAĆ, MÓWIĄ ZRESZTĄ, WSZYSTKIE PRZEWODNIKI.

IDĄC DALEJ, BEZ ŻADNEGO SPECJALNEGO PLANU MINĘLIŚMY POMNIK DARWINA I DOSZLIŚMY DO PLAŻY MANN. USIEDLIŚMY NA PIASKU WŚRÓD LEŻĄCYCH WSZĘDZIE LWÓW MORSKICH. LEDWO MOŻNA ZNALEŹĆ MIEJSCE DLA SIEBIE ABY IM NIE PRZESZKADZAĆ.

.

PLAYA MANN, GALAPAGOS

PUERTO BAQUERIZO MORENO – WCZESNY WIECZÓR NA PLAŻY MANN

.

ZACZĘŁO PADAĆ WIĘC Z ZACHODU SŁOŃCA NIC NIE WYSZŁO I DALSZE SIEDZENIE NA CORAZ TO BARDZIEJ MOKREJ PLAŻY NIE MIAŁO SENSU. TRZEBA BYŁO WRACAĆ. W LEKKIM DESZCZU ZROBILIŚMY ZAKUPY W OKOLICZNYCH SKLEPACH. 

WYBÓR TOWARÓW Z PUNKTU WIDZENIA TURYSTY ŚREDNI. WARZYWA: POMIDORY, OGÓRKI AWOKADO, CEBULA – Z WYGLĄDU TAKIE SOBIE. SAŁATA TYLKO W JEDNYM SKLEPIKU. Z WĘDLIN ZESTAWY DO KANAPEK TYPU DWA W JEDNYM, CZYLI ŻÓŁTY SER Z SZYNKĄ, PARÓWKI, SAMA SZYNKA. SER BIAŁY JEST W KRĄŻKU. Z ALKOHOLU PIWO. MOCNY ALKOHOL I WINO WIDZIELIŚMY TYLKO JEDNYM SKLEPIKU SPOŻYWCZYM. SĄ TEŻ MONOPOLOWE. WIDZIAŁAM JEDEN LUB DWA SKLEPY TEGO RODZAJU. SPORA GAMA MOCNYCH ALKOHOLI, ALE WYBÓR WIN BARDZO OGRANICZONY. CENY WYSOKIE.

OGLĄDALIŚMY JESZCZE PARĘ JADŁODAJNI – RESTAURACJI ALE DESZCZ ZMUSIŁ NAS DO POWROTU DO DOMU.

.

>     ZOBACZ FOTY    <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *