quito, panecillo

10.11.2019 – QUITO. SZCZĘŚCIE NA CAŁE ŻYCIE

.

TEJ NOCY SPALIŚMY DOŚĆ DOBRZE. ZBUDZILIŚMY SIĘ O NORMALNEJ PORZE, A NIE O 5 CZY 6 RANO JAK NA GALAPAGOS.

POWOLI ZJEDLIŚMY ŚNIADANIE I WYBRALIŚMY SIĘ NA ZDOBYWANIE QUITO.

NIE SZLIŚMY DŁUŻEJ NIŻ 20 MINUT, GDY COŚ MI KAPNĘŁO NA GŁOWĘ. PRZECIĄGNĘŁAM RĘKĄ PO WŁOSACH – BYŁA BRUDNA. SPOJRZAŁAM DO GÓRY I NA BOK. SKĄD TO NA MNIE KAPIE?

STANĘŁAM, CZEKAJĄC NA ROBIĄCEGO ZDJĘCIA PIETRUSZKĘ. ZOBACZYŁAM SAMOCHÓD Z OTWARTYM BAGAŻNIKIEM. POMYŚLAŁAM, ŻE TO COŚ PRYSNĘŁO WŁAŚNIE Z NIEGO. 

W TYM MOMENCIE PODSZEDŁ DO NAS JAKIŚ FACET I PODAJĄC MI CHUSTECZKĘ WSKAZAŁ NA FRUWAJĄCE PTAKI.

PIETRUSZKA SPOJRZAŁ MOJE PLECY I JĘKNĄŁ. CAŁE BYŁY POCHLAPANE ODCHODAMI PTACTWA. OGLĄDNĘŁAM JEGO KOSZULĘ I TEŻ JĘKNĘŁAM. TERAZ WSZYSTKO STAŁO SIĘ JASNE. TO LATAJĄCE WOKÓŁ PTAKI NA….ŁY NAM NA GŁOWĘ. ALE JAK!! 

TRZEBA BYŁO WRÓCIĆ DO DOMU. ZDJĄĆ Z SIEBIE WSZYSTKO CO NOSIŁO ŚLADY PTASICH ODCHODÓW – A BYŁO TEGO, OJ BYŁO.  SPŁUKAĆ BRUDY SILNYM STRUMIENIEM PRYSZNICA, WYPRAĆ I UMYĆ GŁOWĘ.

TAK SKOŃCZYŁO SIĘ NASZE PIERWSZE PODEJŚCIE DO ZWIEDZANIA QUITO.

JEŻELI WIERZYĆ PRZYSŁOWIOM TWIERDZĄCYM, ŻE tzw. OBSRANIE PRZYNOSI SZCZĘŚCIE LUB PIENIĄDZE, TO SĄDZĄC PO ILOŚCI TEGO CO SPADŁO NA NAS,  POWINNIŚMY BYĆ PRZESZCZĘŚLIWI CO NAJMNIEJ PRZEZ 200 LAT, ALBO NAPOTYKAĆ CO RUSZ GÓRĘ ZŁOTA.

MIMO TEJ OPTYMISTYCZNEJ WIZJI, PRZY DRUGIM PODEJŚCIU DO ZWIEDZANIA MIASTA TRZYMALIŚMY SIĘ Z DALEKA OD POPRZEDNIEJ TRASY.

W BAZYLICE DEL VOTO NATIONALE, OBOK KTÓREJ MIESZKAMY BYŁA MSZA, ALE POZOSTAWAŁO WEJŚCIE NA DWIE WIEŻE, CZEGO PRZEGAPIĆ NIE MOŻNA. TA PRZYJEMNOŚĆ KOSZTUJE US$ 2 OD OSOBY. ZASADA JEST TAKA, ŻE WCHODZI SIĘ JEDNĄ WIEŻĘ A WYCHODZI DRUGĄ.

NAJWYRAŹNIEJ MAŁO BYŁO NAM DOTYCHCZASOWEJ WYSOKOŚCI, WIĘC JESZCZE DOŁOŻYLIŚMY SOBIE PO JAKIEŚ 30-50 m. A TO WCALE NIE JEST MAŁO W TUTEJSZYCH WARUNKACH. TRZEBA SIĘ WSPINAĆ WĄSKIMI, KRĘTYMI SCHODKAMI. NAGRODĄ JEST FAKTYCZNA PANORAMA MIASTA Z PANECILLO – SŁYNNYM WZGÓRZEM Z FIGURĄ MATKI BOSKIEJ, W TLE.

WEJŚCIE NA DRUGA WIEŻĘ TO WYSOKOGÓRSKA WSPINACZKA PO PRAWIE PIONOWYCH SCHODACH. WEJŚĆ JEDNAK TRZEBA DLA PIĘKNEGO WIDOKU. PO DRODZE MIJA SIĘ GALERIĘ WYPEŁNIONĄ LOKALNYMI WYROBAMI ARTYSTYCZNYMI. JEST TU MAŁY ZAKŁAD WYTWARZAJĄCY RÓŻNOŚCI MNIEJ LUB BARDZIEJ DEKORACYJNE I UŻYTECZNE. SKUSILIŚMY SIĘ MAŁĄ CHOINKĘ I ANIOŁKA ZA US$ 3,5  BO BOŻE NARODZENIE W PERSPEKTYWIE.

ULICE BYŁY ZATŁOCZONE NIEDZIELNIE.

NA PLAZA INDEPENDENCIA ODBYWAŁA SIĘ ZORGANIZOWANA PRZEZ ZWIĄZKI ZAWODOWE MANIFESTACJA ZWYCIĘSTWA, LUB PRZYSZŁEGO ZWYCIĘSTWA. TŁUM ŚPIEWAŁ RYTMICZNĄ, WPADAJĄCĄ W UCHO PIEŚŃ Z POWTARZAJĄCYM SIĘ REFRENEM O ZWYCIĘSTWIE CZYLI WIKTORII. TO ZROZUMIELIŚMY.

ANIMATOR MANIFESTACJI WSKAZYWAŁ KIEDY SIĘ KLASZCZE, KIEDY TUPIE, A KIEDY PODNOSI RĘCE W GEŚCIE ZWYCIĘSTWA. CHWILĘ POMANIFESTOWALIŚMY Z LOKALSAMI I POSZLIŚMY DO ZNAJDUJĄCEGO SIĘ OBOK KOŚCIOŁA DE LA COMPANIA DE JESUS

PO DRODZE KUPILIŚMY OD ULICZNEGO SPRZEDAWCY HERBATĘ Z LIŚCI KOKA ZA US$ 5 I 2 PACZUSKI LIŚCI TEGO KRZEWU ZA KOLEJNE US$ 2

LA CAMPANIA MA OPINIĘ JEDNEGO Z NAJPIĘKNIEJSZYCH KOŚCIOŁÓW W AMERYCE. WSTĘP JEST PŁATNY US$ 2,5 OD OSOBY ZE ZNIŻKĄ EMERYCKĄ.

W JEJ WNĘTRZU WIDOCZNE SĄ TRZY STYLE BAROK, MUDEJAR I CHURRIGUERESCO. KOŚCIÓŁ WYRÓŻNIA SIĘ SYMETRIĄ, JASNOŚCIĄ, BOGATYMI ZDOBIENIAMI I NIEZLICZONĄ ILOŚCIĄ KOLUMN CHARAKTERYSTYCZNIE POSKRĘCANYCH. BOCZNE NAWY MAJĄ PO 6 OŁTARZY Z KAŻDEJ STRONY. PRZEZ OKNA WPADA NATURALNE ŚWIATŁO. ILOŚĆ ZDOBIEŃ NA OŁTARZACH I ŚCIANACH JEST TAK WIELKA, ŻE NIE SPOSÓB SKUPIAĆ UWAGI NA DETALACH. WSZYSTKO PRZESŁANIA ZŁOTO.

IDĄC DO NASTĘPNEGO KOŚCIOŁA NAPOTKALIŚMY BARDZO FAJNĄ JADŁODAJNIĘ – DELICIAS DE DON VICHE.

SERWOWANO W NIEJ CEVICHE, CZYLI SUROWE MORSKIE STWORY: RYBY, KREWETKI, MAŁŻE, OŚMIORNICZKI I INNE ZALANE SOKIEM Z CYTRYNY. TEN SOK “ZAGOTOWYWUJE” CAŁĄ TĘ SUROWIZNĘ. POTEM SIĘ JĄ DOPRAWIA I DANIE GOTOWE. NIESTETY OKAZAŁO SIĘ ŻE LOKAL JEST CZYNNY TYLKO DO 17-tej. MOŻNA DOSTAĆ DANIE NA WYNOS.
ZAMÓWILIŚMY WIĘC CEVICHE MIESZANE @ US$ 13 I CEVICHE KREWETKOWE @ US$ 9 I POSZLIŚMY DALEJ.

KOLEJNYM KOŚCIOŁEM DO KTÓREGO WESZLIŚMY BYŁ KOŚCIÓŁ ŚW. FRANCISZKA (SAN FRANCISCO). NAJSTARSZY KOŚCIÓŁ W QUITO, KTÓREGO BUDOWĘ ROZPOCZĘTO W 50 DNI PO ZAŁOŻENIU MIASTA. BUDYNEK Z XVI w. MA SZEREG ZDOBIEŃ W STYLU MUDEJAR. PRZED KOŚCIOŁEM DUŻY PLAC Z “KOCIMI ŁBAMI”.

ODEBRALIŚMY PRZED 17-Sstą ZAMÓWIONE DANIA I DALEJ CHODZILIŚMY  PO MIEŚCIE. PANOWAŁ ŚWIĄTECZNY NASTRÓJ. NA JEDNEJ Z ULIC NATRAFILIŚMY NA GRUPĘ MUZYKÓW GRAJĄCĄ SKOCZNE MELODIE. TRADYCYJNIE UBRANA LUDNOŚĆ RUSZYŁA DO TAŃCA. PATRZYLIŚMY JAK DO SKOCZNYCH MELODII WYWIJAJĄ HOŁUBCE. BARDZO NAM SIĘ PODOBAŁO.

W PEWNYM MOMENCIE PODSKOCZYŁA DO MNIE JEDNA Z TAŃCZĄCYCH KOBIET ZAPRASZAJĄC DO TAŃCA. NIE MOGŁAM I NIE CHCIAŁAM ODMÓWIĆ. I TAK W SERCU QUITO TAŃCZYŁAM Z POTOMKAMI INKÓW (KOBIETA MIAŁA PARTNERA) W RYTM ICH MUZYKI. BYŁO WSPANIALE.

.

quito, ekwador, ulica

QUITO – JAK SIĘ BAWIĆ, TO NA CAŁEGO POWIEDZIAŁ WOMBAT …

.

ODTAŃCZYLIŚMY PARĘ ŁADNYCH KAWAŁKÓW I PO UCAŁOWANIU MOICH PARTNERÓW RUSZYLIŚMY W STRONĘ DOMU.

PO DRODZE WSTĄPILIŚMY DO DWÓCH SUPERMARKETÓW. WYBÓR TAKI JAK W TEGO TYPU SKLEPACH NA CAŁYM ŚWIECIE, CHOCIAŻ CENY CHYBA TROCHĘ WYŻSZE NIŻ W MAŁYCH SKLEPIKACH OBOK NASZEGO APARTAMENTU.

.

>     ZOBACZ FOTY    <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *