Pucará de Rumicucho

11.11.2019 – POMNIK ŚRODKA ŚWIATA

.
RANO ŚWIECIŁO SŁOŃCE WIĘC, CZYM PRĘDZEJ CHCIELIŚMY POJECHAĆ DO MITAD DEL MUNDO GDZIE WYSTAWIONO POMNIK ŚRODKOWI ŚWIATA.

DO TEJ PORY NIE KORZYSTALIŚMY TUTAJ Z PUBLICZNEGO ŚRODKA TRANSPORTU JAKIM SĄ AUTOBUSY.

SKOMPLIKOWANY SYSTEM FUNKCJONOWANIA AUTOBUSÓW W QUITO JEST DOŚĆ DOKŁADNIE OPISANY W INTERNECIE. ISTNIEJĄ TRZY PODSTAWOWE LINIE AUTOBUSOWE: NIEBIESKA, CZERWONA I ZIELONA JEŻDŻĄCE W ZASADZIE RÓWNOLEGLE DO SIEBIE.
MOIM ZDANIEM NIE WARTO ZAPRZĄTAĆ SOBIE GŁOWY JAKIM KOLOREM LINII JECHAĆ I STUDIOWAĆ ICH TRASY. NATOMIAST TRZEBA WIEDZIEĆ GDZIE SIĘ CHCE JECHAĆ I W JAKIM KIERUNKU – MAM NA MYŚLI DZIELNICĘ – np. CENTRUM HISTORYCZNE.

PRZYSTANKI AUTOBUSOWE SĄ BARDZO ŁATWO ROZPOZNAWALNE. DUŻE ZADASZONE PLATFORMY STOJĄCE NA ŚRODKU ULICY CZY JEZDNI. WEJŚCIE NA PRZYSTANEK JEST TYLKO Z JEDNEJ STRONY. PRZY WEJŚCIU STOI KASA BILETOWA. NA PRZYSTANKACH SĄ NUMERY AUTOBUSÓW, KIERUNKI W JAKICH JEŻDŻĄ, GODZINY ODJAZDÓW.
SAME AUTOBUSY MAJĄ DOBRZE WIDOCZNE NAPISY Z DESTYNACJĄ W GÓRNEJ CZĘŚCI SZYBY Z PRZODU.

JEST KILKA STACJI PRZESIADKOWYCH POZWALAJĄCYCH ZMIENIĆ TRASĘ. I TE STACJE WARTO ZNAĆ. SĄ TO PRZYSTANKI ESTATION MARIN CENTRAL I PLAZA DEL TEATRO.
MOŻNA Z NICH DOJŚĆ DO ZABYTKOWYCH ATRAKCJI, PRZESIĄŚĆ SIĘ, ALBO PODJECHAĆ DO KTÓREGOŚ Z DWORCÓW AUTOBUSOWYCH.
POZA TYM KAŻDY ZAPYTANY PRZY PRZYSTANKU TUBYLEC CHĘTNIE POWIE I POKIERUJE. UŁATWIENIEM JEST KORZYSTANIE Z MAPY QUITO W TELEFONIE. PRZYSPIESZA TO BARDZO DOTARCIE NA PRZYSTANEK I PORUSZANIE SIĘ PO MIEŚCIE.

W QUITO SĄ TRZY DWORCE AUTOBUSOWE : OFELIA, QUITUMBE (NAJBARDZIEJ ZNANY) I CARCELEN. STAMTĄD JEDZIE SIĘ DO I Z CENTRUM MIASTA, A TAKŻE DO INNYCH MIEJSCOWOŚCI.
PRZYJEŻDŻAJĄC DO QUITO I WYJEŻDŻAJĄC Z NIEGO TRZEBA WIEDZIEĆ NA KTÓRY DWORZEC SIĘ PRZYJEŻDŻA I Z KTÓREGO WYJEŻDŻA. DWORCE LEŻĄ DALEKO OD CENTRUM.

MIESZKAJĄC W CENTRUM MIELIŚMY BLISKO DO PRZYSTANKÓW ESTATION MARIN I PLAZA DEL TEATRO.
NA STACJI ESTATION MARIN WSIEDLIŚMY DO AUTOBUSU JADĄCEGO DO DWORCA OFELIA SKĄD JEDZIE AUTOBUS DO MITAD DEL MUNDO.

JECHALIŚMY I JECHALIŚMY DO TEJ OFELII PRAWIE 50 min ZA US $ 0.25. TAM, OCZYWIŚCIE, POKIEROWANI PRZEZ DOBRYCH LUDZI WSIEDLIŚMY W AUTOBUS DO MITAD. TYM RAZEM ZA US $ 0.40 WIEZIONO NAS GODZINĘ.

AUTOBUS STAJE TAM, GDZIE DROGA E28 SPOTYKA SIĘ Z GŁÓWNĄ ALEJĄ SAN ANTONIO DE PICHINCHA.

Z PRZYSTANKU TRZEBA PODEJŚĆ PARĘ METRÓW W STRONĘ WIDOCZNEGO PLACU, NA KTÓRYM MIESZCZĄ SIĘ KASY BILETOWE DO KOMPLEKSU-POMNIKA ŚRODKA ŚWIATA. BILET WSTĘPU KOSZTUJE US $ 5. SĄ ZNIŻKI DLA STARSZYCH.

ZACZYNAMY OD SKANSENU, W KTÓRYM MOŻNA OBEJRZEĆ CHATY LUDNOŚCI ZAMIESZKUJĄCEJ NIEGDYŚ EKWADOR. POKAZANO GOSPODARSTWA TYPOWE DLA OSAD NADMORSKICH, BUDOWANYCH W DŻUNGLI I W GÓRACH. WSZYSTKIE ZAWIERAJĄ OPISY. WOKÓŁ LICZNE SKLEPY Z PAMIĄTKAMI I RESTAURACJE.

IDZIEMY W KIERUNKU POMNIKA.

W ŚRODKU POMNIKA MIEŚCI SIĘ EKSPOZYCJA PREZENTUJĄCA SZEREG RÓWNIKOWYCH ANOMALII GEOFIZYCZNYCH, HISTORIĘ BADAŃ EKIP GEOFIZYKÓW, POWSTANIA POMNIKA. DUŻO ZDJĘĆ I OPISÓW. NIE BARDZO WIEM CZY MOŻNA TO NAZWAĆ MUZEUM.

ZROBILIŚMY SOBIE OBOWIĄZKOWE ZDJĘCIA PRZY STARYM I NOWYM POMNIKU LEŻĄC LUB STOJĄC.
PIETRUSZKA WZIĄŁ UDZIAŁ W EKSPERYMENCIE Z JAJKIEM, KTÓRE TRZEBA POSTAWIĆ. NA SZCZĘŚCIE PRÓBY BICIA REKORDU ŚWIATA SĄ NADZOROWANE PRZEZ PANIENKĘ Z OBSŁUGI, ODMIERZAJĄCĄ CZAS KAŻDEGO PRÓBUJĄCEGO. INACZEJ TAK JAK INNI TKWILIBYŚMY TAM DO NOCY. PIETRUSZCE SIĘ NIESTETY NIE UDAŁO MIMO, ŻE TRZYMAŁAM KCIUKI. NIE JEMU JEDNEMU.

.

Pomnik Mitad del Mundo

SAN ANTONIO DE PICHINCHA – MITAD DEL MUNDO. POMNIK ŚRODKA KULI ZIEMSKIEJ

.

KOLEJNĄ ATRAKCJĄ TEJ MIEJSCOWOŚCI SĄ RUINY INKASKIEJ WAROWNI ZWANE PUCARÁ DE RUMICUCHO.

TRZEBA TAM PODJECHAĆ AUTOBUSEM.
PRZYSTANEK AUTOBUSOWY ZNAJDUJE SIĘ NA AV EQUINOCCIA NA WPROST WEJŚCIA DO POMNIKA-KOMPLEKSU – PO PRZECIWNEJ STRONIE DUŻEGO RONDA.

STOIMY CHWILĘ NA PRZYSTANKU.
NIE JESTEŚMY PEWNI CZY JESTEŚMY WE WŁAŚCIWYM MIEJSCU, ZAGADUJEMY WIĘC JAKĄŚ PANIĄ STOJĄCĄ OBOK. MÓWIMY GDZIE CHCEMY JECHAĆ. PANI OKAZUJE SIĘ BYĆ BARDZO ROZMOWA I POMOCNA. JEDZIE W TYM SAMYM KIERUNKU. DZIĘKI NIEJ WSIADAMY DO WŁAŚCIWEGO AUTOBUSU I WYSIADAMY NA WŁAŚCIWYM PRZYSTANKU. BILET 15 CENTÓW.

ALE TO NIE KONIEC. DO RUIN TRZEBA JESZCZE DOJŚĆ KILOMETROWY KAWAŁEK. LEŻĄ NA KOŃCU MIASTECZKA.
IDZIEMY DŁUŻSZĄ CHWILĘ SZEROKĄ DROGĄ MIĘDZY DOMAMI. ŁADNA ZABUDOWA, OGRODZONE DOMY, OGRÓDKI. POTEM ZABUDOWANIA RZEDNĄ. PO KILKUDZIESIĘCIU METRACH OTWARTA BRAMA PO LEWEJ STRONIE WSKAZUJE NA TO, ŻE JESTEŚMY U CELU.
WOKÓŁ NIKOGO. ALE KIEDY WCHODZIMY, NAGLE POJAWIA SIĘ STARUSZEK Z WYCIĄGNIĘTĄ PO PIENIĄDZE RĘKĄ. CHYBA MA JAKIEŚ TAJNE URZĄDZENIE DO WYKRYWANIA CHĘTNYCH DO ZWIEDZANIA.

PUKARY TO GŁÓWNIE WAROWNIE, CHOCIAŻ PEŁNIŁY TEŻ INNE – POZA WOJSKOWĄ FUNKCJE. RELIGIJNE, MIESZKALNE. BUDOWANE PRZEZ INKÓW UMACNIAŁY ICH POZYCJĘ NA PODBITYCH TERENACH.

JAK NA WAROWNIĘ PRZYSTAŁO, RUMICUCHO LEŻY NA WZNIESIENIU, SKĄD ROZCIĄGA SIĘ WIDOK NA OKOLICĘ. BUDOWLA NALEŻY DO MIESZANEGO STYLU ARCHITEKTONICZNEGO. ARCHITEKTONICZNE WIZJE INKÓW ŁĄCZĄ SIĘ LOKALNYMI FORMAMI.
MA ok. 380 m DŁUGOŚCI I 75 m SZEROKOŚCI. SKŁADA SIĘ Z 5 TARASÓW O RÓŻNYCH ROZMIARACH I KSZTAŁTACH: PROSTOKĄTNYCH, CZWOROKĄTNYCH I OKRĄGŁYCH. Z WAROWNI POZOSTAŁY DZISIAJ RUINY, ALE PRZYJMUJE SIĘ, ŻE PIERWSZY I DRUGI TARAS TO MIEJSCA RYTUAŁU ORAZ KONSUMPCJI JEDZENIA; TRZECI – STREFA CEREMONIALNA; FUNKCJA CZWARTEGO NIEZNANA; OSTATNI SŁUŻYŁ ZA CZĘŚĆ MIESZKALNĄ I DOMOWĄ. BOCZNE PRZESTRZENIE TO STREFA ZAMIESZKIWANA. CAŁOŚĆ CIEKAWA DO OGLĄDNIĘCIA NA PÓŁ GODZINY. TRZEBA SIĘ JEDNAK NASTAWIĆ NA DOŚĆ SKOMPLIKOWANY I DŁUGI DOJAZD. WSTĘP US$ 1.

TĄ SAMĄ DROGĄ WRÓCILIŚMY DO ULICY KTÓRĄ PRZYJECHALIŚMY. STANĘLIŚMY NA PRZYSTANKU WYPATRUJĄC AUTOBUSU. NADJECHAŁ BEZPOŚREDNI JADĄCY DO DWORCA OFELIA W QUITO. BEZ PRZESIADKI W SAN ANTONIO DE PICHINCHA …
PO GODZINIE JAZDY BYLIŚMY NA MIEJSCU.
KOLEJNYM AUTOBUSEM DOJECHALIŚMY DO CENTRUM QUITO, DO ESTATION MARIN CENTRAL. BILETY US $ 0,40 I 0,25 OD OSOBY.

ZACZYNAŁO ZMIERZCHAĆ KIEDY WYSIEDLIŚMY.

PRZYPOMNIAŁAM SOBIE O ULICY LA RONDA, JEDNEJ Z ATRAKCJI TURYSTYCZNO-GASTRONOMICZNEJ MIASTA. POSZLIŚMY JEJ POSZUKAĆ. MŻYŁ DESZCZ. KRYJĄC SIĘ PRZED NIM PRZESKAKIWALIŚMY OD JEDNEGO ZADASZENIA DO DRUGIEGO.

LA RONDA TO MAŁA, BRUKOWANA ULICZKA Z DOMAMI MIESZCZĄCYMI RESTAURACJE. DOMY BARDZO STYLOWE. WSZYSTKO ŁADNIE OŚWIETLONE. KLIMATYCZNE. PRZED KAŻDYM Z LOKALI STOI ZAPRASZACZ LUB BRUTALNIEJ MÓWIĄC NAGANIACZ. OPOWIADA JAKIE PYSZNOŚCI MOŻNA ZJEŚĆ U NIEGO.

CHCIELIŚMY NAPIĆ SIĘ BARDZO POPULARNEGO NAPITKU O NAZWIE CANELAZO. WYBRALIŚMY RESTAURACJĘ Z BALKONEM NA ROGU ULICY. WYGLĄDAŁA JAK Z NOCNEGO OBRAZU JAKIEGOŚ IMPRESJONISTY. USIEDLIŚMY NA PIĘTERKU.
BYŁO ZIMNO CHOCIAŻ WŁĄCZONY GRZEJNIK TROCHĘ POPRAWIAŁ SYTUACJĘ. PRZED NAMI ROZCIĄGAŁ SIĘ WIDOK WPROST NA DZIEWICĘ Z PANECILLO NA WZGÓRZU PANECILLO.

MÓJ PODNIEBIENIE POSTRZEGAŁO CANELAZO JAKO CIEPŁY, RZADKI MUS JABŁKOWY Z CYNAMONEM I ALKOHOLEM W TLE. SMAKU ZDECYDOWANIE NADAJE MOCNY ALKOHOL. CAŁOŚĆ SMAKUJE ZDECYDOWANIE LEPIEJ NIŻ NASZA “SZARLOTKA” CZYLI SOK JABŁKOWY Z WÓDKĄ. MOIM ZDANIEM TO ZASŁUGA INTENSYWNEJ, PODKRĘCONEJ ALKOHOLEM BAZY.
MNIE SMAKOWAŁO, ALE PIETRUSZKA TROCHĘ SIĘ KRZYWIŁ, BO NIE LUBI CIEPŁYCH JABŁEK. ZA LITR TEGO PRZYSMAKU ZAPŁACILIŚMY US $ 12.

WIECZOREM ZNOWU LEKKO DYSZĄC Z WYSIŁKU, WSPINALIŚMY SIĘ ULICZKAMI DO NASZEGO DOMU.
W DWÓCH ZAPRZYJAŹNIONYCH SKLEPACH KUPILIŚMY POMIDORY, SER, WODĘ. FAJNIE MIEJSCA. RODZINNE, LOKALNE MIEJSCÓWKI, GDZIE JUŻ DRUGIEGO DNIA WITAJĄ CIĘ JAK KOGOŚ MOCNO ZAPRZYJAŹNIONEGO. OPOWIADALIŚMY GDZIE BYLIŚMY, CO WIDZIELIŚMY, CO NAM SIĘ PODOBAŁO.
SŁUCHALI Z ZAINTERESOWANIEM, UŚMIECHAJĄC SIĘ Z ZADOWOLENIEM I DUMĄ KIEDY CHWALILIŚMY ICH MIASTO.

.

>     ZOBACZ FOTY    <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *