quito, ekwador, mgła

12.11.2019 – PIERWSZE WULKANICZNE PODEJŚCIE, CZYLI WULKAN PICHINCHA

.

UZNALIŚMY ŻE JESTEŚMY JUŻ NA TYLE ZAAKLIMATYZOWANI, ŻE POJEDZIEMY KOLEJKĄ NA WULKAN PICHINCHA. A TAM AMBITNIE PRZEJDZIEMY SIĘ ŚCIEŻKAMI WIDOKOWYMI, CZYLI PODEJDZIEMY TROCHĘ WYŻEJ NAD POZIOM STACJI KOLEJKI LINOWEJ. 

DO STACJI POCZĄTKOWEJ KOLEJKI PODJECHALIŚMY TAKSÓWKĄ.

W QUITO JEST JAK W AMERYKAŃSKIM FILMIE. WYCHODZISZ NA ULICĘ A TU ZARAZ PODJEŻDŻA TAKSÓWKA. WYSTARCZY PODNIEŚĆ RĘKĘ. TAKSÓWKI, JAK POWSZECHNIE WIADOME, SĄ TANIE W EKWADORZE. Z CENTRUM HISTORYCZNEGO DO KOLEJKI U PODNÓŻA WULKANU ZAPŁACILIŚMY 4 DOLARY. A BYŁ TO ŁADNY KAWAŁEK DROGI.

KOLEJKA OD OSOBY KOSZTUJE 7 DOLARÓW.

PRZESZKOLNY WAGONIK WZNOSI SIĘ DO GÓRY. ZA NAMI CORAZ BARDZIEJ MALEJĄCE MIASTO. ZATRZYMUJEMY SIĘ NA WYSOKOŚCI 3945 m. TO PUNKT O NAZWIE LOMA CRUZ. WYSOKOŚĆ NIE BYŁA DLA NAS PROBLEMEM. ZNOSILIŚMY JĄ DOBRZE. ALE PROBLEMEM MÓGŁ BYĆ DESZCZ.
WYSIADAMY I RUSZAMY NAJPIERW DROGĄ PROWADZĄCĄ DO PUNKTÓW WIDOKOWYCH NA MIASTO. LEDWO OBESZLIŚMY TEREN WOKÓŁ STACJI KOLEJKI I PODESZLIŚMY DO KAPLICY ZACZĘŁO LAĆ.

SCHRONILIŚMY W DUŻEJ KAWIARNII CRUZ LOMA CAFÉ I WTEDY ZACZĄŁ PADAĆ GRAD. DUŻE LODOWE KULKI. WOKÓŁ BUDYNKU ZROBIŁO SIĘ BIAŁO. POPIJAJĄC CZEKOLADĘ PATRZYLIŚMY PRZEZ DUŻE OKNO NA BIAŁY KRAJOBRAZ. PO OKOŁO 20 MINUTACH POGODA SIĘ POPRAWIŁA I MOGLIŚMY ZACZĄĆ SPACER. RUSZYLIŚMY DROGĄ ROZPOCZYNAJĄCĄ WSPINACZKĘ NA SZCZYT WULKANU. POCZĄTKOWO SZLIŚMY WE MGLE. POTEM WSZYSTKO ZMIENIAŁO SIĘ JAK W KALEJDOSKOPIE. MGŁA ZNIKAŁA UKAZUJĄC CORAZ TO NOWE POŁACIE ZIELONEJ HALI, WZNIESIENIA, DROGĘ – GDZIENIEGDZIE ZE SCHODKAMI – PNĄCĄ SIĘ POD GÓRĘ. WYSZŁO SŁOŃCE.

WOKÓŁ ROZRASTAŁY SIĘ TRAWY DUŻE I MAŁE. SZCZEGÓLNIE ŁADNE BYŁY TE ZBITE W KĘPKI. WYSOKIE TRAWY FALOWAŁY PORUSZANE PRZEZ WIATR. NIE BRAKOWAŁO RÓŻNEJ WIELKOŚCI KRZEWÓW O RÓŻNORODNYCH LIŚCIACH. WSZYSTKO W WIELU ODCIENIACH ZIELENI, JASNEGO BRĄZU, POPIELI.

DOSZLIŚMY DO POLANY Z ZAGRODĄ ZE ZWIERZĘTAMI.
ZNOWU NA PARĘ CHWIL POJAWIAŁY SIĘ CHMURY, SZYBKO JEDNAK USTĘPUJĄC MIEJSCA SŁOŃCU. NA TEJ POLANIE ZNAJDUJĄ SIĘ HUŚTAWKI. TAKIE ZWYKŁE. WYSOKA RAMA, NA NIEJ SZNURY I DESECZKI DO SIEDZENIA.
POHUŚTALIŚMY SIĘ TROCHĘ I RUSZYLIŚMY W STRONĘ KOLEJKI. POSTANOWILIŚMY ZJECHAĆ DO MIASTA, BO ZNOWU ZACZYNAŁO SIĄPIĆ.

TUŻ PRZY STACJI KOLEJKI ZŁAPALIŚMY TAKSÓWKĘ, KTÓRA ZAWIOZŁA NAS DO NARODOWEGO MUZEUM EKWADORU.

MUZEUM MA DZIAŁ PREKOLUMBIJSKI, KOLONIALNY, ZŁOTYCH ARTEFAKTÓW. SZCZEGÓLNIE PIĘKNE SĄ ARTEFAKTY. DZIAŁ KOLONIALNY W MOJEJ OPINII NAJMNIEJ INTERESUJĄCY. GENERALNIE MUZEUM CIEKAWE – ALE DLA MNIE TO TROCHĘ CHAOTYCZNIE. PRZESZKADZAŁO MI, ŻE POMIESZANO ZE SOBĄ EKSPONATY Z RÓŻNYCH DZIEDZIN.

.

Quito-Muzeum-Narodowe

QUITO – W MUZEUM NARODOWYM

.

Z MUZEUM PRZEMIEŚCILIŚMY SIĘ NA STARE MIASTO. DO KATEDRY METROPOIDALNEJ.

CATEDRAL METROPOLITANA JEST POŁOŻONA CENTRALNIE. POMALOWANY NA BIAŁO BUDYNEK MA JEDNĄ DZWONNICĘ I WEJŚCIE Z PLACU. WZDŁUŻ BUDOWLI BIEGNIE KAMIENNY PARAPET OZDOBIONY KULAMI.WEWNĄTRZ TRZY NAWY WSPARTE NA SZPICZASTYCH ŁUKACH STOJĄCYCH NA FILARACH O KWADRATOWYCH PODSTAWACH.  W NAWIE ŚRODKOWEJ SĄ CEDROWE BOAZERIE, DREWNIANY KASETONOWY STROP. OŁTARZ GŁÓWNY JEST PONOĆ CAŁY ZE ZŁOTA. PRAWA NAWA POSIADA LICZNE KAPLICE ZWIEŃCZONE KOPUŁAMI. OBRAZY ZE SZKOŁY W QUITO ZDOBIĄ WNĘTRZE.
KATEDRA BYŁA ROZBUDOWYWANA I ODBUDOWYWANA PO TYM JAK W XVII w ZNISZYŁ JĄ WULKAN PICHINCHA, A W XVIII I W XX w TRZĘSIENIA ZIEMI.

WIECZOREM POSTANOWILIŚMY RUSZYĆ SIĘ Z NASZEGO HISTORYCZNEGO CENTRUM.

NIESTETY NIE UDAŁO NAM SIĘ DO TEJ PORY OBEJRZEĆ NOWOCZESNYCH CZĘŚCI MIASTA INACZEJ, JAK TYLKO Z OKIEN TAKSÓWKI. DZIELNICA ROZRYWKI EL MARISCAL NIE NĘCIŁA NAS ZA BARDZO, WIĘC ZDECYDOWALIŚMY SIĘ WYPIĆ DRINKA NA POLECANYM PLAZA FOCH.

OD RAZU WIDAĆ, ŻE TO INNA CZĘŚĆ MIASTA.
WYSOKIE OŚWIETLONE NOWOCZESNE BUDYNKI, SZEROKIE ARTERIE. NA PLACU I OKOLICZNYCH ULICACH PANUJE DUŻY RUCH SAMOCHODOWY, PIESZY. TĘTNI ŻYCIE… LOKAL PRZY LOKALU. MOŻNA ZJEŚĆ KOLACJĘ, MOŻNA TYLKO NAPIĆ SIĘ DRINKA. NAJBARDZIEJ CHWYTLIWE SĄ REKLAMY TRZECH DRINKÓW W CENIE DWÓCH. PRZYCIĄGAJĄ WIELU KLIENTÓW.
USIEDLIŚMY W CHELSEA BAR  I ZAMÓWILIŚMY TRZY DRINKI ZA US$ 10 – BO TAKA BYŁA ZASADA.
UPEWNILIŚMY SIĘ DWA RAZY, CZY ABY NA PEWNO CENA JEST AKTUALNA. KELNERKA WEZWAŁA NAWET KOLEGĘ BY TO USTALIĆ CENĘ. JAKIEŻ BYŁO NASZE ZASKOCZENIE KIEDY PRZY PŁACENIU OKAZAŁO SIĘ, ŻE PŁACIMY WIĘCEJ. 😳😠😵  TŁUMACZENIE DLACZEGO TAK SIĘ DZIEJE BYŁO PO PROSTU POKRĘTNE.
WRÓCILIŚMY DO DOMU ZNIESMACZENI.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.–

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *