Samolot fitmy Latam

17.11.2019 – CZY NA PLAZA DE ARMAS W SANTIAGO DE CHILE STRASZY?

.
OPUSZCZAMY GUAYAQUIL

MIELIŚMY SAMOLOT DOPIERO O 13.35, ALE HOSTAL BYŁ TAK PONURY, A OKOLICA MIMO BLISKIEGO MALECON NA TYLE NIECIEKAWA, ŻE ZDECYDOWALIŚMY SIĘ OD RAZU NA JAZDĘ NA LOTNISKO.

WYSZLIŚMY Z BAGAŻAMI ŁAPAĆ TAKSÓWKĘ. JAZDA PRZEZ MIASTO POKAZAŁA ŻE GUAYAQUIL MA TEŻ ŁADNIEJSZE DZIELNICE. PRZEJAZD US$ 5.

LOTNISKO GUAYAQUIL MA RÓŻNE PUNKTY JEDZENIOWE I TO JEST FAJNE. SĄ KAWIARNIE, MAŁE RESTAURACJE, BARY JEDZENIOWE I NASZ ULUBIONY SKLEP CZYLI APTEKA FLYBICO (V428+H5 Guayaquil, Ekwador).

NADALIŚMY BAGAŻ I POSZLIŚMY COŚ ZJEŚĆ.

PODOBAŁ NAM SIĘ LOKAL “MENESTRAS DEL NEGRO” NA WPROST RÓWNIEŻ SIECIOWEGO EL ESPAÑOL, SERWUJĄCY RÓŻNEGO RODZAJU ZESTAWY. KURCZAK Z RYŻEM I FRYTKAMI ALBO WARZYWAMI, MIĘSA, MAKARONY, itp. TAKIE SKRZYŻOWANIE KUCHNI Z RÓŻNYCH STRON ŚWIATA Z PROMOCYJNYMI CENAMI.
JADŁAM MAKARON W AZJATYCKIM STYLU. PIETRUSZKA COŚ, CO BYŁO NASZĄ SAŁATKĄ Z KARTOFLI W MAJONEZIE. DO TEGO KTO CHCE MOŻE DOBRAĆ PYSZNIE WYGLĄDAJĄCE PIECZONE MIĘSO PROSIACZKA W KAWAŁKACH, CO ZROBILIŚMY.
AZJATYCKI STYL MAKARONU POLEGAŁ NA ŚLADOWYCH W NIM ILOŚCIACH KAPUSTY I MARCHEWKI. MIMO TEGO SMAKOWAŁ MI – LUBIĘ TAKIE MAKARONY. MIĘSO BYŁO TAK DOBRE JAK DOBRZE WYGLĄDAŁO.
CENA ZNACZNIE ODBIEGAŁA OD TEGO CO ZAPŁACILIŚMY POPRZEDNIM RAZEM. WYNOSIŁA US$ 7,95

 

PRZELOT

 

PRZY NADAWANIU BAGAŻU DOSTALIŚMY NIE WIEDZIEĆ CZEMU ZAPROSZENIE DO SALONU VIP. POMYŚLAŁAM, ŻE PEWNIE DLATEGO, ŻE JESTEŚMY CUDZOZIEMCAMI. POPĘDZAŁAM PIETRUSZKĘ DO ODPRAWY BEZPIECZEŃSTWA BO CHCĄC ZOBACZYĆ TAKI VIPOWSKI SALON Z BLISKA.
WCHODZIMY DO ŚRODKA, A TU BUFET JEDZENIOWY ZA KTÓRY TRZEBA ZAPŁACIĆ CO NAJMNIEJ US$ 20, BAR Z ALKOHOLEM, STOLIKI, FOTELE. PIETRUSZKA UCIESZYŁ SIĘ JAK DZIECKO GDY ZOBACZYŁ KONTAKTY UMOŻLIWIAJĄCE DOŁADOWANIE TELEFONU. ZARAZ SIĘ TYM ZAJĄŁ.
POSIEDZIELIŚMY MOŻE Z PÓŁ GODZINY I TRZEBA BYŁO WSIADAĆ DO SAMOLOTU.

LINIE LATAM USTAWIAJĄ PRZY STANOWISKU ODPRAWY SAMOLOTU NUMERY, KTÓRE OKREŚLAJĄ KOLEJNOŚĆ W JAKIEJ WCHODZĄ NA POKŁAD GRUPY OSÓB, ZAJMUJĄCE OKREŚLONE RZĘDY SIEDZEŃ. UŁATWIENA TO ZAJMOWANIE MIEJSC, UŁOŻENIE BAGAŻU. OCZYWIŚCIE KARTA POKŁADOWA TEŻ MA NUMER – np. 5 -OKREŚLAJĄCY GDZIE TRZEBA STANĄĆ BY WEJŚĆ NA POKŁAD ZGODNIE Z PROCEDURĄ. MY BYLIŚMY W GRUPIE PIERWSZEJ.
SKIEROWANO NAS NA PRZÓD SAMOLOTU. MIĘDZY NAMI NAD SIEDZENIEM BYŁ ZAMOCOWANY NA SZTYWNO STOLIK. PIETRUSZKA STWIERDZIŁ, ŻE MONTUJĄ GO, GDY NIE MAJĄ PASAŻERA NA TO MIEJSCE. ZORIENTOWAŁAM SIĘ, ŻE SIEDZIMY W JAKIEJŚ PODWYŻSZONEJ KLASIE SAMOLOTU.

PODANO COŚ DO PICIA. POTEM NA STOLIKACH PRZED NAMI ROZŁOŻONO OBRUSY. OTRZYMALIŚMY MENU Z WYBOREM POSIŁKÓW. JEDZENIE SERWOWANO NA FAJANSOWYCH (PORCELANOWYCH?) TALERZACH. STOLIK MIĘDZY NAMI PEŁNIŁ FUNKCJĘ BARKU. DOSTALIŚMY TEŻ WINO.
Z MENU WYBRALIŚMY POTRAWĘ MIĘSNĄ. DRUGIM DANIEM DO WYBORU BYŁ WEGETARIAŃSKI MAKARON. WOLELIŚMY
KAWAŁKI MIĘKKIEJ WOŁOWINY I PUREE Z ZIELONEGO GROSZKU, OKRASZONE POMIDORKAMI, SMAŻONĄ CUKINIĄ.
TALERZYK Z RÓŻNYMI SERAMI, MARMOLADĄ ORAZ PALUSZKAMI TYPU GRISSINI RÓWNIEŻ NAS ZAINTERESOWAŁ.

NA ZAKOŃCZENIE DESER. TEŻ DO WYBORU. NIE JEDLIŚMY. JA – BO NAZWA SUGEROWAŁA, ŻE MOŻE BYĆ ZE ŚMIETANĄ LUB MLEKIEM. A PIETRUSZKA POSTANOWIŁ SIĘ ODCHUDZAĆ.

STEWARDESSA DBAŁA O NAS, CZĘSTO PYTAJĄC CZY CHCIELIBYŚMY JESZCZE CZEGOŚ DO PICIA. BARDZO DOBRZE LECIAŁO SIĘ TE 6 GODZIN.

 

SANTIAGO – KILKA RAD

 

NA LOTNISKU W SANTIAGO WYMIENILIŚMY PARĘ DOLARÓW NA TRANSPORT.

DOJAZD Z LOTNISKA DO CENTRUM MIASTA NIE JEST PROSTY. NIE MA BEZPOŚREDNIEGO POŁĄCZENIA ANI METREM ANI POCIĄGIEM Z CENTRUM MIASTA. TRZEBA JECHAĆ AUTOBUSEM I METREM. OBSŁUGUJĄ TĘ TRASĘ DWIE FIRMY PRZEWOZOWE: TURBUS ORAZ CENTROPUERTO.
TURBUS ODJEŻDŻA Z PIERWSZEGO POZIOMU, PRZY WYJŚCIU nr 5, W GODZINACH OD 5:00 RANO DO 00:00 WIECZOREM CO 30 MINUT. W SOBOTY OD 8:20 DO 10:50.
CENTROPUERTO RUSZA Z PIERWSZEGO POZIOMU PRZY GŁÓWNYM WYJŚCIU CO 10 MINUT OD 6 RANO DO 11:30 WIECZOREM. SERWIS NOCNY CO 30 min.

WYSZLIŚMY Z LOTNISKA I PODESZLIŚMY DO STOJĄCYCH OBOK AUTOBUSÓW KIEROWCÓW MÓWIĄC, ŻE CHCEMY JECHAĆ NA PLAZA DE ARMAS. SKIEROWANO NAS DO JEDNEGO Z AUTOBUSÓW. NIE MOGŁAM SIĘ ZORIENTOWAĆ CZY JEST TO CENTROPUERTO. CZY TURBUS. Z TEGO CO ZROZUMIELIŚMY TEN AUTOBUS PRZEJEŻDŻA NAJBLIŻEJ PLAZA DE ARMAS.
BILET KOSZTOWAŁ 1900 P OD OSOBY. KUPUJĄC Z POWROTNYM ZYSKASZ 400 P


DOJECHALIŚMY DO OSTATNIEGO PRZYSTANKU. NIE BYŁO OBOK ŻADNEJ STACJI METRA. KIEROWCA POKAZAŁ W KTÓRYM KIERUNKU MAMY IŚĆ. NIE MÓWIŁ O ŻADNYM DALSZYM AUTOBUSIE CZY METRZE.
CHODZENIE PO NIEZNANYM MIEŚCIE, PÓŹNYM WIECZOREM Z BAGAŻEM W RĘKACH NIE NALEŻY DO RZECZY SYMPATYCZNYCH. NIE TYLE CHODZI MI O BEZPIECZEŃSTWO, CO O UTRZYMANIE WŁAŚCIWEGO KIERUNKU DO WYNAJĘTEGO MIEJSCA SPANIA.

BEZSKUTECZNIE USIŁOWALIŚMY ZŁAPAĆ TAXI. PRZEJEŻRZAŁY, ALE BYŁY ZAJĘTE. PO PRZEJŚCIU KILKU ULIC, PYTAŃ O DROGĘ PRZYGODNYCH OSÓB, POSIŁKOWANIU SIĘ MAPĄ W TELEFONIE, UDAŁO NAM SIĘ ZATRZYMAĆ TAKSÓWKĘ, KTÓRA DOWIOZŁA NAS NA PLAZA DE ARMAS GDZIE MIEŚCI SIĘ HOSTEL O TEJ SAMEJ NAZWIE. TUTAJ MIELIŚMY NOCLEG. 

ZA TAKSÓWKĘ ZAPŁACILIŚMY 2000 P.

 

HOSTEL PLAZA DE ARMAS

 

GMACH DO KTÓREGO WESZLIŚMY STANOWI JEDEN BOKU PLACU. GIGANTYCZNY BUDYNEK O NIEZBYT SZEROKICH, KRĘTYCH SCHODACH. WINDA NIECZYNNA A HOSTAL JEST NA SZÓSTYM PIĘTRZE.

.

Hostel Plaza,de Armas w Santiago

SANTIAGO – W APARTAMENCIE HOSTELU PLAZA DE ARMAS

.

STOPIEŃ PO STOPNIU PNIEMY SIĘ W GÓRĘ. DŁUGIE, WYSOKIE KORYTARZE ODCHODZĄ W RÓŻNE STRONY. WIEJE GROZĄ. Z LICZNYCH DRZWI WYCHODZĄ JACYŚ LUDZIE. ATMOSFERA JAK Z HORRORU. NIE BĘDĘ ZDZIWIONA JEŚLI USŁYSZĘ JĘKI I KRZYKI A NA ŚCIANACH POJAWIĄ SIĘ KRWAWE PLAMY. RZUTEM NA TAŚMĘ DOCHODZIMY NA MIEJSCE.

PANIENKA W RECEPCJI JUŻ NA WSTĘPIE INFORMUJE NAS, ŻE MAMY POKÓJ NA DRUGIM PIĘTRZE. MÓWI TEŻ ŻE NIC NIE ZJEMY, BO O TEJ PORZE W NIEDZIELĘ WSZYSTKO JEST ZAMKNIĘTE. ŚNIADANIE CZEKA OD 7 RANO W POMIESZCZENIU GDZIE MIEŚCI SIĘ RECEPCJA, CZYLI 4 PIĘTRA WYŻEJ OD NASZEGO SPANIA. NA PYTANIE O DOJAZD DO LOTNISKA INFORMUJE, ŻE  JEST ONO SKOMPLIKOWANE, BO NIEKTÓRE STACJĘ METRA SĄ ZAMKNIĘTE Z POWODU ZAISTNIAŁEJ SYTUACJI POLITYCZNEJ. BRALIŚMY TO POD UWAGĘ. NA DŁUGO PRZED PRZED WYJAZDEM WIEDZIELIŚMY, ŻE SYTUACJA WEWNĘTRZNA W CHILE JEST POWAŻNA. SĄ ZAMIESZKI.

JAK HORROR TO HORROR NA CAŁEGO.

PYTAMY CZY TO ŚNIADANIE MOŻE BYĆ WCZEŚNIEJ, BO MAMY LOT. MOŻE. JEST OPCJA WCZEŚNIEJSZEGO ŚNIADANIA O 6:30.

ZAWSZE JAK JEDZIEMY Z LOTNISKA, SPRAWDZAMY CZAS JAZDY BY WIEDZIEĆ ILE CZASU ZAJMIE NAM POWRÓT NA LOTNISKO.
TERAZ WYLICZYLIŚMY ŻE AUTOBUS JEDZIE PÓŁ GODZINY, NO ALE JESZCZE DOJAZD, LUB DOJŚCIE DO AUTOBUSU. CZYLI GODZINA. SAMOLOT STARTUJE O 9:50. MUSIMY BYĆ NA LOTNISKU OKOŁO 8 RANO.

SCHODZIMY W DÓŁ Z NASZYMI BAGAŻAMI.
SCHODZENIE 4 PIĘTER W DÓŁ JEST RÓWNIE MĘCZĄCE CO WCHODZENIE. DODATKOWO OBARCZONE RYZYKIEM ZJECHANIA BEZ TRZYMANKI PO STROMYCH SCHODACH.
NASZE SPANIE TO DUŻY APARTAMENT, POWIEDZIAŁABYM – W WIEJSKIM STYLU. MOŻE TEN STYL TWORZĄ MEBLE. MOŻE PODŁOGA.
DWA POZIOMY. NA DOLE POKÓJ Z CENTRALNIE USTAWIONYM KWADRATOWYM STOŁEM I CZTEREMA KRZESŁAMI. PRZY WEJŚCIU NIEWIELKIE POMIESZCZENIE Z KUCHENKĄ GAZOWĄ. POWYŻEJ ANTRESOLA Z ŁÓŻKIEM MAŁŻEŃSKIM, STOLIKAMI NOCNYMI. WCHODZI SIĘ DREWNIANYMI SCHODAMI. OBOK SYPIALNI KORYTARZYK Z SZAFĄ PROWADZĄCY DO ŁAZIENKI. WYSOKIE OKNA Z WĄSKIM BALKONEM WYCHODZĄCE NA BOCZNĄ ULICĘ DOCHODZĄCA DO PLACU BRONI. NIEBEZPIECZNIE BLISKO DO OKNA W INNYM MIESZKANIU.
CAŁOŚĆ BARDZO FAJNA ALE TROCHĘ ZANIEDBANA, A JUŻ KUCHNIA ZUPEŁNIE. PLAZA DE ARMAS HOSTEL ZA NOCLEG LICZYŁ BAJOŃSKĄ KWOTĘ US$ 41. SĄDZĘ, ŻE ZE WZGLĘDU NA POŁOŻENIE I DARMOWĄ WSPINACZKĘ WYSOKOGÓRSKĄ.

WCZEŚNIEJ W RECEPCJI KUPILIŚMY DWIE MAŁE BUTELKI WODY ZA 2300 P. MAMY TROCHĘ SWOJEGO JEDZENIA WIĘC NIE IDZIEMY SPAĆ GŁODNI.

.

>      ZOBACZ FOTY      <

.

.–

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *