03.02.2015 – BAGAN

.

SZYBKO WYSKOCZYLIŚMY Z AUTOBUSU. BYŁA 2-ga W NOCY.

NA DWORCU AUTOBUSOWYM W BAGAN (NYAUNG U) CZEKAŁY TUK-TUKI CHĘTNE DO JAZDY W NOCY. ZAŁADOWALIŚMY SIĘ W 8 OSÓB Z BAGAŻAMI DO JEDNEGO, KTÓRY MIAŁ Z TYŁU DUŻĄ PLATFORMĘ. SIEDZIMY, CZY PRAWIE LEŻYMY OPIERAJĄC SIĘ PLECAMI O JEJ BOKI, Z BAGAŻAMI SĄ MIĘDZY NAMI. WŚRÓD PASAŻERÓW ROZPOZNALIŚMY LUDZI Z NASZEGO HOSTELU W MANDALAY, KTÓRZY RANO POCZĘSTOWALI NAS PAPAJĄ.
TYLKO JEDNA PARA MIAŁA REZERWACJĘ W OKREŚLONYM HOTELU. RESZTA MNIEJ LUB BARDZIEJ ZNAŁA NAZWY HOSTELI LUB HOTELI, W KTÓRYCH EWENTUALNIE CHCIAŁA SIĘ ZATRZYMAĆ. BYLI TEŻ TACY JAK MY, ZDAJĄCY SIĘ NA ŁUT SZCZĘŚCIA. ŁĄCZYŁO NAS TO, ŻE WSZYSCY CHCIELIŚMY JECHAĆ DO NYAUNG U. ROZPOCZĘLIŚMY JAZDĘ OD HOSTELU DO HOTELU, SZUKAJĄC MIEJSCA DO SPANIA. PIERWSZY PRZYSTANEK TO GRANICA STREFY ARCHEOLOGICZNEJ BAGANU, GDZIE TRZEBA UIŚCIĆ OPŁATĘ W WYSOKOŚCI 10.000 KIP ZA WJAZD. OTRZYMUJEMY BILET UPRAWNIAJĄCY NAS DO POBYTU TUTAJ.

OKOLICE THA GYAR HIT PHAYA

OKOLICE THA GYAR HIT PHAYA

.

DWIE JADĄCE Z NAMI DZIEWCZYNY MAJĄ JUŻ TAKI BILET I USIŁUJĄ PRZEKONAĆ BIRMAŃCZYKÓW, ŻE TYLKO WYJECHAŁY NA JEDEN DZIEŃ I WRACAJĄ. CI JEDNAK NIE WIERZĄ. TŁUMACZĄ, ŻE OPŁATA JEST WAŻNA TRZY DNI. WYJAZD PRZED UPŁYWEM TEGO TERMINU I POWRÓT WYMAGA NOWEGO BILETU. DZIEWCZYNY TROCHĘ DYSKUTUJĄ ALE JEDNAK PŁACĄ I RUSZAMY. KIEROWCA STAJE PRZY KOLEJNYCH HOSTELACH LUB HOTELACH. JEST CIEMNO, WIĘC NIE BARDZO WIEMY GDZIE. PARA MAJĄCA REZERWACJĘ WYSIADA. NIE WSZYSTKIE SYPIALNIE OTWIERAJĄ PRZED NAMI SWOJE PODWOJE. W DWÓCH HOSTELACH NIE MA JUŻ MIEJSCA. STAJEMY POD OŚWIETLONYM HOTELEM O NAZWIE BAGAN PRINCESS HOTEL. PIETRUSZKA I JEDNA Z DZIEWCZYN WYSIADAJĄ, PO CHWILI WYSIADA TAKŻE ZNANA NAM Z HOSTELU DZIEWCZYNA. SĄ WOLNE POKOJE, MOŻNA JE OBEJRZEĆ. WSZYSTKO TRWA. PIETRUSZKA WRACA I MÓWI, ŻE POKÓJ JEST DUŻY, ŁADNY, CZYSTY ALE KOSZTUJE US$ 35. PRZYCHODZI TEŻ ZNAJOMA DZIEWCZYNA I MÓWI, ŻE WIDZIAŁA „SWÓJ” POKÓJ, JEST W PORZĄDKU. DECYDUJEMY SIĘ ZOSTAĆ, BO UWAŻAMY, ŻE NA TEN MOMENT DALSZA JAZDA NIE MA SENSU.
RAZEM Z NAMI DECYDUJE SIĘ ZNAJOMA PARA Z HOSTELU Z MANDALAY. OKAZUJE SIĘ, ŻE PIETRUSZKA OD RAZU ZAPŁACIŁ SIĘ NA TRZY NOCE. HOTEL NIE LICZY NAM NOCY W KTÓREJ PRZYJECHALIŚMY. TO BARDZO W PORZĄDKU. JEST „DOPIERO” 3-cia RANO, A WIEC CAŁA NOC PRZED NAMI!

NASZ POKÓJ, TAK JAK I INNE ZNAJDUJE SIĘ W BUDYNKU POŁOŻONYM ULICĘ DALEJ OD BUDYNKU RECEPCJI I RESTAURACJI. JEST DUŻY. LODÓWKA, SZAFA, STOLIK, BIURECZKO Z TELEWIZOREM, SZEROKIE ŁÓŻKO, FAJNA ŁAZIENKA. TROCHĘ SIĘ ROZKŁADAMY, PRYSZNIC I OKOŁO 4-tej RANO JESTEŚMY W ŁÓŻKU.

BUDZI NAS SŁOŃCE WPADAJĄCE PRZE OKIENNICE. PIJEMY HERBATĘ BO JEST CZAJNIK I KAWA ORAZ HERBATA I WYRUSZAMY ZOBACZYĆ GDZIE JESTEŚMY. OTRZYMUJEMY W RECEPCJI MAPKĘ ORAZ USTNE INFORMACJE JAK SIĘ PORUSZAĆ. ORIENTUJEMY SIĘ, ŻE MIESZKAMY PRZY DRODZE DO STAREGO BAGANU – BAGAN, NYAUNG U RD. STOJĄC TYŁEM DO WEJŚCIA HOTELU, PO PRAWEJ STRONI ZNAJDUJE SIĘ STARY I NOWY BAGAN, PO LEWEJ CENTRUM NYAUNG U. ODLEGŁOŚĆ DO STAREGO I NOWEGO BAGANU MIEŚCI SIĘ W GRANICACH 4 km.

CHCEMY SIĘ ROZEJRZEĆ, KUPIĆ WODĘ, COŚ ZJEŚĆ. ŚNIADANIE MAMY DOPIERO OD JUTRA.

IDZIEMY SPORY KAWAŁEK W STRONĘ CENTRUM (3 KM). MIJAMY PO LEWEJ STRONIE JAŚNIEJĄCĄ ZŁOTEM PAGODĘ SHWEZIGON WCHODZIMY DO SKLEPÓW I HOSTELI, SPRAWDZAJĄC JAKIE MAJĄ POKOJE I ZA JAKĄ CENĘ. OKAZUJE SIĘ, ŻE CENY SĄ MNIEJSZE NIŻ W NASZYM HOTELU, BO 20-25 $. POKOJE SĄ PRZYZWOITE, ALE MAŁE, WYPOSAŻONE W PODSTAWOWY SPRZĘT, OCZYWIŚCIE Z ŁAZIENKĄ. MOŻE NIE ROBIĄ TAK DOBREGO WRAŻENIA JAK NASZ POKÓJ, ALE JESTEM PRZEKONANA, ŻE WIDZĄC TE POKOJE W ŚRODKU NOCY WYNAJĘLIBYŚMY JE.

ZNAJDUJEMY KANTOR WYMIANY. W BAGANIE NIE MA PROBLEMU I WYMIANĄ I BANKOMATAMI. ZA 100 DOLARÓW DOSTAJEMY 102.000 KYATÓW. PYTAMY PO DRODZE W AGENCJACH TURYSTYCZNYCH O ŚRODKI TRANSPORTU DO THAZI; O MOŻLIWOŚĆ WYNAJĘCIA TAKSÓWKI, KTÓRA ZAWIOZŁABY NAS NAJPIERW DO MOUNT POPA, KTÓRE CHCEMY ZOBACZYĆ, A POTEM DALEJ. CENY SĄ RÓŻNE OD 80-180 DOLARÓW.

DOCHODZIMY DO TARGU. ZAGŁĘBIAMY SIĘ W ULICZKI MIĘDZY STRAGANAMI. DOSTAĆ TU MOŻNA PRAWIE WSZYSTKO. KOLOROWE RĘCZNIKI I KOCE SĄSIADUJĄ Z ZIELONYMI WARZYWAMI, KTÓRYCH NAZW NAWET NIE ZNAMY. OWOCE UŁOŻONE W STOSY A OBOK PRZYPRAWY. STOISKA Z MIĘSEM, DROBIEM SĄSIADUJĄ Z TYMI Z UBRANIAMI, RYBY Z SZAMPONAMI I MYDŁAMI. WSZYSTKO ZADASZONE, CO CHRONI PRZED SŁOŃCEM, ALE Z DRUGIEJ STRONY POTĘGUJE CIEPŁO. NA PODWYŻSZENIU SIEDZĄ KOBIETY MAJĄCE PRZED SOBĄ STERY RÓŻNYCH RYB. PATROSZĄ JE, ZDRAPUJĄ ŁUSKĘ A NASTĘPNIE UKŁADAJĄ JEDNE NA DRUGICH. PRZECHODZIMY OD JEDNEJ BRANŻY Z ŻYWNOŚCIĄ DO DRUGIEJ. ROBI SIĘ CORAZ CIEPLEJ, CO ZACZYNA BYĆ ODCZUWALNE POD ZADASZONYM TARGIEM. SZUKAMY OCZYWIŚCIE AWOKADO. Z AWOKADO, PAPAJĄ, CEBULKĄ, OSTRĄ PAPRYCZKĄ (3350 KYATÓW), KAWAŁKIEM CHLEBA (1000 KYATÓW) I NAPOJAMI ZA CENĘ 6000 KYATÓW WRACAMY DO HOTELU. CHODZĄC PO MIEŚCIE MIJALIŚMY WYPOŻYCZALNIE ROWERÓW I ELEKTRYCZNYCH MOTORYNEK. NA TYCH POJAZDACH PORUSZAJĄ SIĘ TU WSZYSCY.

.

ŚWIEŻE RYBKI NA TARGU

ŚWIEŻE RYBKI NA TARGU

.

CUDA BAGANU ROZMIESZCZONE SĄ NA POWIERZCHNI PONAD 10 km2. WSZYSCY PRZEMIESZCZAJĄ SIĘ DO I MIĘDZY ŚWIĄTYNIAMI ZA POMOCĄ JAKIEGOŚ ŚRODKA TRANSPORTU. POMIJAJĄC AUTOBUSY WYCIECZKOWE NAJBARDZIEJ POPULARNYM ŚRODKIEM TRANSPORTU SĄ ROWERY I ELEKTRYCZNE MOTORYNKI.
WRACAMY I ZJADAMY NAPRĘDCE TO, CO PRZYNIEŚLIŚMY Z TARGU. JEST NA TYLE PÓŹNO, ŻE NIE WARTO NAM WYNAJMOWAĆ ŻADNEGO ŚRODKA TRANSPORTU A POZA TYM NIEKTÓRE ŚWIĄTYNIE SĄ NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI. WYBIERAMY TE POŁOŻONE W BLISKOŚCI HOTELU I IDZIEMY. WEDŁUG MAPKI KIERUJEMY SIĘ PRZELOTOWĄ DROGĄ W STRONĘ STAREGO BAGANU. BAGAN JEST PŁASKI. NIE MA WZGÓRZ, PAGÓRKÓW, CO POWODUJE, ŻE PAGODY SĄ WIDOCZNE Z DALEKA. WIDZIMY PO NASZEJ PRAWEJ STRONIE GRUPĘ ŚWIĄTYŃ. POKONUJEMY KILKADZIESIĄT METRÓW PIASKU SCHODZĄC Z GŁÓWNEJ DROGI I STAJEMY PRZED JEDNĄ Z TYSIĘCY TUTEJSZYCH STUP. TO THA KYA HI PAYA (THA GYAR HIT PHAYA). OBCHODZIMY ŚWIĄTYNIĘ WOKOŁO. IDZIEMY DO NASTĘPNEJ STOJĄCEJ OBOK THA GYAR PONE PHAYA. ZBLIŻAJĄCY SIĘ ZACHÓD SŁOŃCA PRZYCIĄGA INNYCH DO STOJĄCEJ W NIEWIELKIEJ ODLEGŁOŚCI KOLEJNEJ ŚWIĄTYNI, NA KTÓRĄ MOŻNA WEJŚĆ. ZAUWAŻAMY TO I TAK JAK INNI USADAWIAMY SIĘ NA JEJ PŁASKIM DACHU. ROZGLĄDAMY SIĘ WOKOŁO. CZEKAMY. PO JAKIMŚ CZASIE SŁOŃCE ZACHODZI. PRZEPIĘKNY WIDOK. ZACHÓD SŁOŃCA MIENI SIĘ RÓŻNYMI KOLORAMI TAK JAK KARMELKI. ŻÓŁTE, RÓŻOWE, POMARAŃCZOWE NIEBO, STYKAJĄCE SIĘ Z BARWAMI ZIEMI – ZIELONYMI I CEGLASTYMI. PATRZĘ I MYŚLĘ CZY KRÓL ANAWRATHA, NAJWIĘKSZY Z NAJWIĘKSZYCH, DOSTRZEGAŁ ZACHODY SŁOŃCA NAD ŚWIĄTYNIAMI I STUPAMI, CZY TEŻ POCHŁONIĘTY BUDOWANIEM IMPERIUM NIE ZWRACAŁ UWAGI NA OTACZAJĄCE GO PIĘKNO.

.

ZACHÓD SŁOŃCA NAD BAGANEM

ZACHÓD SŁOŃCA NAD BAGANEM

.

Z NASTANIEM CIEMNOŚCI DOCIERAMY NA GŁÓWNĄ DROGĘ PROWADZĄCĄ DO NASZEGO HOTELU. MIJAMY LOKALNE RESTAURACJE, A WŚRÓD NICH TAJSKĄ. WSZYSTKIE WYGLĄDAJĄ DOBRZE I APETYCZNIE. WYBIERAMY JEDNĄ Z NICH. PIETRUSZKA ZAMAWIA JEDZENIE, NA KTÓRE DOŚĆ DŁUGO CZEKAMY. WIDAĆ, ŻE TO RODZINNY INTERES. ZARZĄDZA I GOTUJE MAMA, OBSŁUGUJĄ DZIECI. NIESTETY TRUDNOŚCI JĘZYKOWE BIRMAŃCZYKÓW, CZYLI BRAK PODSTAWOWEJ ZNAJOMOŚCI ANGIELSKIEGO UTRUDNIA POROZUMIENIE, A SZKODA, BO MOŻE BY SIĘ DAŁO POZNAĆ SKŁADNIKI POTRAW, ICH SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA, ZWYCZAJE ZWIĄZANE Z JEDZENIEM.

.

SAŁATKA Z KURCZAKIEM

SAŁATKA Z KURCZAKIEM

.

PRAWIE NIC NIE JEM. ZACZYNAM SIĘ ŹLE CZUĆ. ZATRZYMUJE SIĘ PRZY NAS ZNAJOMA PARA Z MANDALAY. CHWILĘ ROZMAWIAMY. OKAZUJE SIĘ, ŻE SĄ ROSJANAMI, MIESZKAJĄCYMI OD 15 LAT W NOWYM JORKU. TAK JAK MY ZDECYDOWALI SIĘ POZOSTAĆ PARĘ DNI W HOTELU PRINCESS MIMO DOŚĆ DUŻEJ CENY. PORUSZAJĄ SIĘ ROWERAMI. PIETRUSZKA NARZEKA, ŻE MUSI ZJEŚĆ MOJE I SWOJE JEDZENIE, ALE DOBRZE MU IDZIE. Z REGUŁY ZAMAWIAMY PO JEDNYM DANIU DLA KAŻDEGO I DODATKOWO JAKIEŚ JARZYNY NA SPÓŁKĘ. PŁACIMY 7500 KYATÓW I WRACAMY DO HOTELU. PIETRUSZKA IDZIE DO RECEPCJI, GDYŻ TAM JEST INTERNET BEZ KTÓREGO NIE MOŻE ŻYĆ. W POKOJACH GO NIE MA. JA LEŻĘ, JEST MI NIEDOBRZE I PO RAZ PIERWSZY OD WYJAZDU Z POLSKI PRZYKŁADAM SIĘ DO OGLĄDANIA TELEWIZJI. PO OKOŁO DWÓCH GODZINACH PIETRUSZKA WRACA LEKKO NIEZADOWOLONY. TUTEJSZY INTERNET I JEGO SZYBKOŚĆ  SPOKOJNIE MOŻNA PRZYRÓWNAĆ DO BIEŻĄCEGO GÓRSKĄ DROGĄ ŻÓŁWIA.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *