06.02.2015 – BAGAN

.

DZIEŃ ROZPOCZYNAMY OD PODZIWIANA WSCHODU SŁOŃCA, CO WYMAGA DUŻEGO SAMOZAPARCIA GDYŻ TRZEBA WSTAĆ NIE O BLADYM, TYLKO O CIEMNYM ŚWICIE, TO ZNACZY O 5 RANO. KIEDY WYCHODZIMY Z HOTELU PANUJE JESZCZE MROK NOCY, ALE NA DRODZE O TEJ GODZINIE JEST JUŻ SPORY RUCH. TROCHĘ TO NIEREALNY WIDOK, GDY W CIEMNOŚCIACH ROZŚWIETLONYM NIKŁYM ULICZNYM ŚWIATŁEM PRZESUWAJĄ SIĘ W MILCZENIU LUDZIE. WYPOŻYCZALNIE ELEKTRO-ROWERÓW SĄ CZYNNE JUŻ OD 4-TEJ RANO. TO DLA FANÓW WSCHODÓW SŁOŃCA. IDZIEMY PO POJAZD. TYM RAZEM W INNEJ WYPOŻYCZALNI, GDZIE MAJĄ SILNIEJSZE, O WIĘKSZEJ MOCY I BARDZIEJ DOSTOSOWANE DLA DWÓCH OSÓB ŚRODKI LOKOMOCJI. PŁACIMY 8000 KYAT. OBOK NAS PRZEMYKAJĄ BEZGŁOŚNIE ROWERY. SŁYCHAĆ TERKOT MOTORYNEK. WSZYSCY JADĄ DO UPATRZONYCH MIEJSC, ABY PODZIWIAĆ WSCHÓD SŁOŃCA. MY TAKŻE DOSIADAMY NASZEGO WEHIKUŁU I DOJEŻDŻAMY DO SHWESANDAW PAYA.

TE NAJWYŻSZE STUPY, NA SZCZYT KTÓRYCH WCHODZI SIĘ PO SCHODACH, OBLĘŻONE SĄ PRZEZ LUDZI. OPATULENI W KURTKI Z LEKKO NIEPRZYTOMNYM WYRAZEM TWARZY CZEKAJĄ NA WIDOWISKO – WCHÓD SŁOŃCA NAD BAGANEM. ZACZYNA SZARZEĆ. WSZYSCY SZUKAJĄ NAJBARDZIEJ DOGODNYCH DLA SIEBIE MIEJSC, USTAWIAJĄ APARATY. JEDNI ROBIĄ TO W MILCZENIU, INNI POTRZEBUJĄ SŁOWNEGO WSPARCIA.
WSCHÓD SŁOŃCA TUTAJ, MOIM ZDANIEM, JEST BARDZIEJ SPEKTAKULARNY NIŻ W MRAUK U. PRZEDE WSZYSTKIM STUPY, Z KTÓRYCH OGLĄDA SIĘ WSCHÓD SŁOŃCA SĄ WYŻSZE. WIĘKSZY, BARDZIEJ ROZLEGŁY JEST TEREN, NA KTÓRYM STOJĄ ŚWIĄTYNIE. JEST ICH WIĘCEJ, POŁOŻONE SĄ NA PŁASKIEJ POWIERZCHNI, CO ZAPEWNIA FANTASTYCZNĄ PANORAMĘ WOKOŁO.

POJAWIA SIĘ NIEŚMIAŁO PIERWSZY BRZASK SŁOŃCA. SŁOŃCE ZARÓŻAWIA SIĘ LEKKO, A POTEM POWOLI WYNURZA CORAZ BARDZIEJ ZNAD HORYZONTU. STAJE SIĘ CORAZ BARDZIEJ PEŁNE, OKRĄGŁE, JASNE. WIDOK JEST PRZEPIĘKNY. SŁONCE ROBIĄC SIĘ MOMENTAMI PURPUROWE POZWALA, ABY W JEGO PROMIENIACH WSZYSTKO WYDAWAŁO SIĘ ZŁOCISTE, CIEPŁE, RADOSNE.

.

WSCHÓD SŁOŃCA NAD BAGANEM

WSCHÓD SŁOŃCA NAD BAGANEM

.

GDY WYDAJE SIĘ, ŻE JUŻ JEST PO WSZYSTKIM I PORA WRACAĆ NA ZASŁUŻONE ŚNIADANIE, W ODDALI NA NIEBIE WIDAĆ JAKIEŚ PUNKTY. PO CHWILI WSZYSCY ZAMIERAJĄ Z ZACHWYTU. NA NIEBIE POJAWIAJĄ SIĘ KOLOROWE BALONY. PŁYNĄ W ŚWIETLE PORANKA. CZERWONE, ZIELONE, BIAŁE. WIDOK JEST NIESAMOWITY. SĄ CORAZ BLIŻEJ, WIDAĆ SYLWETKI LUDZI. WYSTARCZY “WYCIĄGNĄĆ” RĘKĘ, ABY POCHWYCIĆ BALON. MAGIA ZŁUDZEŃ. BALONY PRZESUWAJĄ SIĘ OBOK NAS I SUNĄ MAJESTATYCZNIE MIĘDZY ŚWIĄTYNIAMI. COŚ CUDOWNEGO. GAPIE PRAWIE BEZ TCHU WPATRUJĄ SIĘ W UNOSZĄCE SIĘ GONDOLE. PRZEPŁYWAJĄ NADE MNĄ. W KOSZU BALONU WIDZĘ LUDZI PODSYCAJĄCYCH OGIEŃ. SĄ NISKO NAD NAMI, POZDRAWIAMY SIĘ MACHAJĄC RĘKAMI. ODWRACAM SIĘ I PATRZĘ JAK ZNIKAJĄ. ZOSTAJE ŻAL, ŻE TAK SZYBKO ODLECIAŁY.
KIEDY SĄ JUŻ DALEKO, TŁUM OBLEGAJĄCY ŚWIĄTYNIĘ ZACZYNA POWOLI SCHODZIĆ PO STROMYCH SCHODACH.

JEDZIEMY W STRONĘ MIASTECZKA, GDYŻ PIETRUSZKA CHCE ZROBIĆ JESZCZE RAZ ZDJĘCIA NA TARGU. KIEDY TAM WCHODZIMY, SPRZEDAWCY DOPIERO WYKŁADAJĄ SWÓJ TOWAR. KRZĄTAJĄ SIĘ SZYBKO. KLIENTÓW JEST JESZCZE NIEWIELU, WIĘC KORZYSTAJĄ Z OKAZJI I ZACZYNAJĄ JEŚĆ ŚNIADANIE. NA TARGU MOŻNA DOSTAĆ PRAWIE WSZYSTKO, JAK WSZĘDZIE NA TARGACH TEGO TYPU. OD RYB, MIĘSA, WARZYW, SŁODYCZY PO POŚCIEL I UBRANIA. POD ZADASZENIEM TARGU POWOLI ZACZYNA SIĘ ROBIĆ BARDZO CIEPŁO. WRACAMY DO HOTELU, ABY ZDĄŻYĆ NA ŚNIADANIE.

.

TARG MANI SITHU

TARG MANI SITHU

.

DZISIAJ DO ZOBACZENIA WYBRALIŚMY PAGODY NANDAMANNYA I PAYATHONEZU – PRZY DRODZE DO WIOSKI MIN-NAN-THU (MINNANTHU). WEDŁUG PRZEWODNIKA WARTO JE ZOBACZYĆ Z UWAGI NA PANUJĄCĄ TAM ATMOSFERĘ I MALOWIDŁA.

PIETRUSZKA, TRAPER ZE SPRAWNOŚCIĄ CZYTANIA MAP UZNAŁ, ŻE DROGA WIODĄCA WZDŁUŻ POLA GOLFOWEGO ZACZYNAJĄCA SIĘ PRAWIE OBOK NASZEGO HOTELU BĘDZIE NAJKRÓTSZA.
TRASA OKAZUJE SIĘ BYĆ OKROPNIE MĘCZĄCA. JEDZIEMY TYLKO PO PIASKU I GRZĘŹNIEMY. WYPATRUJEMY CHOĆ TROCHĘ UTWARDZONEJ DROGI, ZAPEWNIAJĄCEJ JAKO TAKĄ JAZDĘ. MOMENTAMI NIE DA SIĘ JECHAĆ PO TYM PIASZCZYSTYM TERENIE I TRZEBA PROWADZIĆ ELEKTRO-ROWER.

MIJAMY CMENTARZ. KAMIENNE NAGROBKI Z NAPISAMI WYGLĄDAJĄ PODOBNIE DO NASZYCH. DOJEŻDŻAMY DO AUREUM PALACE HOTEL BAGAN. ZSIADAMY Z POJAZDU BY ROZPROSTOWAĆ KOŚCI. ROZGLĄDAMY SIĘ. WIDAĆ, ŻE TO DROGI I NA PEWNO PIĘKNIE WYPOSAŻONY RESORT. NIE DLA NAS…
JEDZIEMY DALEJ ZNOWU GRZĘZNĄC W PIASKU I ZNOWU PRAWIE LĄDUJĘ NA ZIEMI.

W KOŃCU DOCIERAMY DO TRAKTU PROWADZĄCEGO DO ŚWIĄTYŃ. CHYBA WYBRALIŚMY NAJGORSZĄ Z DRÓG, GDYŻ W TO SAMO MIEJSCE MOŻNA DOTRZEĆ ZNACZNIE SZYBCIEJ „NORMALNĄ DROGĄ” ZAZNACZONĄ NA MAPCE. JAZDA STAJE SIĘ O WIELE BARDZIEJ NORMALNA, A W MIARĘ UTWARDZONA DROGA WYPROWADZA NAS NA PAGODĘ DAHMMAYAN GYI (DHAMMAYANGYI), POTEM SULAMANI KTÓRE KOLEJNO OGLĄDAMY.
TO NASZ OSTATNI DZIEŃ W BAGANIE. WIDZIELIŚMY WIELE FANTASTYCZNYCH ZABYTKÓW. JEDNE, MÓWIĄC KOLOKWIALNIE Z GÓRNEJ PÓŁKI. TO TE NAJWIĘKSZE, NAJLEPIEJ ZACHOWANE, CIEKAWE ARCHITEKTONICZNIE, ALE TAKŻE TE, KTÓRE CZĘSTO NIE MAJĄ OZNAKOWANIA, ALBO MAJĄ JE W NIEZROZUMIAŁYM DLA NAS JĘZYKU. MNIEJSZE, ZAGUBIONE, MAJĄCE TAK WIELE PIĘKNA. WSZYSTKIE WARTO ZOBACZYĆ. W BAGANIE, WĘDRUJĄC OD ŚWIĄTYNI DO ŚWIĄTYNI, MOŻNA ZNALEŹĆ DLA SIEBIE MIEJSCE, USIĄŚĆ, POMARZYĆ, POMYŚLEĆ.

ŚWIĄTYNIE SĄ BAJECZNE. KOLEJNY RAZ PRZEKONUJEMY SIĘ O TYM, ŻE BAGAN JEST ZJAWISKOWY. W JEDNYM Z KRAMÓW POŁOŻONYCH PRZED ŚWIĄTYNIĄ KUPUJEMY PUSZKI Z WODA GAZOWANĄ ZA 2 200 KYATÓW. PUSZKI Z NAPOJAMI ZNAJDUJĄ SIĘ W MNIEJSZYCH LUB WIĘKSZYCH POJEMNIKACH Z LODEM. PRZYSIADAMY PRZY STOLIKU I PATRZYMY JAK DWÓCH MĘŻCZYZN PRZYCINA OGROMNY GŁAZ LODU DO WYMIARÓW POJEMNIKA Z NAPITKAMI, W CZYM POMAGA IM MAŁY, MOŻE CZTEROLETNI CHŁOPCZYK.

.

KRUSZENIE LODU

KRUSZENIE LODU

.

WRACAMY PRZED 15-TĄ DO HOTELU NA SPOTKANIE Z NASZYMI ZNAJOMYMI: VITĄ I ANDREJEM. MAMY PÓŁ GODZINY CZASU, WIĘC POSTANAWIAMY SKORZYSTAĆ PIERWSZY I OSTATNI RAZ Z HOTELOWEGO BASENU. PRZEBRALIŚMY SIĘ W STROJE KĄPIELOWE I BOCZNĄ FURTKĄ OD NASZEJ ULICZKI WESZLIŚMY NA EKSKLUZYWNY TEREN NASZEGO HOTELU. BUNGALOWY, BASEN, ŚCIEŻKI WYSYPANE ŻWIRKIEM, TRAWNIKI, KWIATY. WOKÓŁ BASENU ŁÓŻKO-LEŻAKI. BARDZO MIŁO, ALE WODA W BASENIE ZIMNA. Z DUŻYM SAMOZAPARCIEM ZANURZAMY SIĘ, PRZEPŁYWAMY OBOWIĄZKOWĄ DŁUGOŚĆ I WYCHODZIMY. O 15 – TEJ RAZEM Z VITĄ I ANDREJEM WYJEŻDŻAMY NA POŻEGNALNE POPOŁUDNIE.

ONI JADĄ ROWERAMI, MY NASZYM ELEKTRYCZNYM DWUOSOBOWYM POJAZDEM. PONIEWAŻ WIDZIELI INFORMACJĘ NA DRODZE DOTYCZĄCĄ MOŻLIWOŚCI WYNAJĘCIA ŁODZI, WIEDZĄ GDZIE MAJĄ JECHAĆ. SKRĘCAMY Z DROGI GŁÓWNEJ I DOCIERAMY NA MIEJSCE JADĄC TĄ NIECO SKOMPLIKOWANĄ DROGĄ MIEDZY ZABUDOWANIAMI WIOSKI (LEYA). KIERUNEK WSKAZUJĄ MAŁE DREWNIANE TABLICZKI UMOCOWANE NA DRZEWACH.WITA NAS GOSPODARZ, ZAPRASZA DO STOŁU. SIADAMY NA WYGODNYCH KRZESŁACH. DOSTAJEMY HERBATĘ, ORZESZKI. VITA I ANDREJ SĄ ZACHWYCENI. OTOCZENIE I WIDOK -SIELANKOWE. OBOK CZEKA NAS SUTO ZASTAWIONY STÓŁ. RÓŻNE SMAŻONE ZIELONE WARZYWA, SAŁATKA Z SUSZONYCH RYBEK, POMIDORY, RYŻ, KURCZAK W SOSIE, SKRZYDEŁKA Z KURCZAKA, KALAFIOR. ZAMAWIAMY DO TEJ ILOŚCI JEDZENIA ZIMNE PIWO.

.

ZAPRASZAMY NA OBIAD ...

ZAPRASZAMY NA OBIAD …

.

DEGUSTUJEMY WSZYSTKO PATRZĄC NA WOLNO PŁYNĄCĄ RZEKĘ. ROZMAWIAMY O PODRÓŻACH I ICH GODZENIU Z PRACĄ. NASI ZNAJOMI SĄ ZAFASCYNOWANI INDIAMI I CO JAKIŚ CZAS ZOSTAWIAJĄ PRACĘ I JADĄ DO INDII NA PARĘ MIESIĘCY.

SŁOŃCE ZACZYNA SIĘ ZNIŻAĆ. NIESPIESZNIE SCHODZIMY DOŚĆ STROMYM BRZEGIEM DO ŁODZI. TAM CZEKAJĄ NA NAS OWOCE I HERBATA. SIADAMY NA KRZESEŁKACH. ROZPOCZYNA SIĘ PODRÓŻ PO RZECE. SŁOŃCE SCHODZI CORAZ NIŻEJ. POPADAMY W NOSTALGICZNO-ROMANTYCZNĄ ZADUMĘ WOLNO PŁYNĄC WZDŁUŻ BRZEGÓW. ZATRZYMUJEMY SIĘ PODZIWIAJĄC TOŃ RZEKI, JEJ BARWY, WIELKOŚĆ I WSZYSTKIE KOLORY ZACHODZĄCEGO SŁOŃCA. REJS TRWA PONAD GODZINĘ, ALE NAM WYDAJE SIĘ, ŻE BYŁ BARDZO KRÓTKI. ZA ŁÓDKĘ PŁACIMY 6 000 KYATÓW OD PARY, ZA OBIAD 14 000 KYATÓW. CENA Z NAPIWKIEM 30 000.

 

ZACHÓD SŁOŃCA W BAGANIE WIDZIANY Z RZEKI AYEYARWADY

ZACHÓD SŁOŃCA W BAGANIE WIDZIANY Z RZEKI AYEYARWADY

.

PO ZACHODZIE SŁOŃCA SZYBKO ROBI SIĘ CIEMNO, WIĘC WRACAMY Z POWROTEM, TYM BARDZIEJ, ŻE MUSIMY ODDAĆ NASZ WEHIKUŁ. PO ASFALTOWEJ DRODZE JADĄ AUTA, AUTOBUSY, ROWERY. MÓWIĘ PIETRUSZCE, ABY NIE ZJEŻDŻAŁ NA POBOCZE POKRYTE PIASKIEM W OBAWIE, ŻE ZNOWU SIĘ PRZEWRÓCIMY. MÓWISZ – MASZ! MOJE PRZEWIDYWANIA OKAZUJĄ SIĘ PROROCZE. PO KILKUDZIESIĘCIU METRACH JAZDY MÓJ KIEROWCA TRACI PANOWANIE NAD WYDAWAŁOBY SIĘ PROSTYM URZĄDZENIEM, JAKIM JEST ELEKTRO-ROWER I LĄDUJEMY NA ASFALCIE. NA SZCZĘŚCIE NIE JEDZIE ZA NAMI ŻADEN SAMOCHÓD. POZA NAMI NIE WIDZIAŁAM, ABY KTOKOLWIEK WYWRACAŁ SIĘ TYM POJAZDEM. MOŻE GDZIEŚ NIE ZACHOWALIŚMY SIĘ ODPOWIEDNIO I NIE SPODOBALIŚMY SIĘ JAKIEMUŚ NATOWI…

JUTRO RANO OPUSZCZAMY PIĘKNY BAGAN, ŻAŁUJĄC, ŻE TAK KRÓTKO TU BYLIŚMY. MOŻNA BY SPĘDZIĆ I MIESIĄC CZASU OGLĄDAJĄC TE WSZYSTKIE CUDA. W TRAKCIE NASZYCH WIECZORNYCH ROZMÓW STWIERDZILIŚMY, ŻE BARDZO CHĘTNIE WRÓCILIBYŚMY TU JESZCZE RAZ.

MIASTECZKO MA DOBRĄ INFRASTRUKTURĘ – RESTAURACJE, SKLEPY SPOŻYWCZO-MONOPOLOWE, TARG, HOSTELE I HOTELE. MY NIE MIELIŚMY REZERWACJI I ZNALEZIENIE MIEJSCA DO SPANIA NIE NASTRĘCZAŁO TRUDNOŚCI, ALE SŁYSZELIŚMY, ŻE W INNYCH PORACH ROKU MOŻE BYĆ PROBLEM.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *