09.02.2015 – YANGON (RANGUN)

.

PO PONAD 10:00 GODZINACH JAZDY AUTOBUSEM LĄDUJEMY W RANGUNIE NA DUŻYM DWORCU AUTOBUSOWYM – AUNG MINGALAR HIGHWAY BUS STATION. JEST 6:30. OD RAZU RZUCA SIĘ NA NAS MASA TAKSÓWKARZY. ROBIMY SZYBKĄ LICYTACJĘ I WYBIERAMY GOSTKA, KTÓRY MA NAS DOWIEŹĆ DO HOTELU W CENTRUM, ZAHACZAJĄC PO DRODZE O KANTOR. TWIERDZI, ŻE ZNA TAKI, KTÓRY JEST JUŻ OTWARTY.

UZGADNIAMY CENĘ NA 1500 KICIUSIÓW I WSKAKUJEMY DO AUTA. KANTOR OKAZUJE SIĘ BYĆ ZAMKNIĘTY, ALE TO NIE  PROBLEM. NA PEWNO DAMY RADĘ WYMIENIĆ W HOTELU.

NO TO JADYMY … PO KILKUDZIESIĘCIU MINUTACH JESTEŚMY W CENTRUM. MIJAMY SŁYNNĄ PAGODĘ SULE I SAMOCHÓD WTACZA SIĘ W BARDZO MARNIE WYGLĄDAJĄCE ULICZKI. PODJEŻDŻAMY POD HOTEL O KTÓRYM WSPOMINALI NAM SPOTKANI W BAGANIE PODRÓŻNICY. ZOSTAWIAM WOMBATA W SAMOCHODZIE I IDĘ ZROBIĆ WYWIAD ŚRODOWISKOWY.

NIESTETY, HOTEL NIE MA WOLNYCH POKOI Z ŁAZIENKAMI. WRACAM DO TAKSÓWKI I JEDZIEMY DALEJ. ODWIEDZAM JESZCZE DWA HOSTELE. W JEDNYM POKÓJ Z ŁAZIENKĄ KOSZTUJE ZBYT DUŻO. W KOLEJNYM INTERESUJĄCE NAS POKOJE NIE MAJĄ OKIEN. DECYDUJĘ SIĘ JEDNAK NA TAKI WYNALAZEK, BO CENA JEST NIE NAJGORSZA. KIEROWCA ŻĄDA 2 000 KIPOLASÓW, BO MUSIAŁ JEŹDZIĆ TROCHĘ WIĘCEJ NIŻ BYŁO USTALONE. WOMBAT, ZOBACZYWSZY KLATKĘ ZWANĄ POKOJEM NIE PAŁA ZACHWYTEM. TRUDNO. MAMY TU SPAĆ TYLKO DWIE NOCE. SZKODA CZASU NA DALSZE POSZUKIWANIA…

PAGODA SULE - BÓSTWA

PAGODA SULE – BÓSTWA

.
WYCHODZIMY DO MIASTA. OKAZUJE SIĘ, ŻE MIESZKAMY OKOŁO 500 m OD SŁYNNEJ SULE PAGODY.

ZWIEDZAMY, PŁACĄC 3 000 OD OSOBY (DLA OBCOKRAJOWCÓW WSTĘP PŁATNY). CHOCIAŻ NIEDUŻA, JEST BARDZO CIEKAWA. SPĘDZAMY W NIEJ OKOŁO 60 min.

PO WYJŚCIU KIERUJEMY NASZE KROKI DO POŁOŻONEJ TUŻ OBOK, REKOMENDOWANEJ PRZEZ LONELY PLANET HERBACIARNI-JADALNI NA ŚNIADANIE. MIEJSCE NAZYWA SIĘ THONE PAN HLA I JEST TRUDNE DO ZNALEZIENIA PRZY UŻYCIU GOOGOLASA. TRZEBA STANĄĆ TYŁEM DO PAGODY SULE NA ROGU ULIC 32 I MAHABANDOOLA I IŚĆ PRAWĄ STRONĄ ULICY MAHABANDOOLA KILKADZIESIĄT METRÓW DO NUMERU 454.

ZAMAWIAMY KILKA BARDZO DOBRYCH LOKALNYCH DAŃ ZA GROSZE – 2 200 KIPOLASÓW.

HERBACIARNAI-JADALNIA THONE PAN HLA

HERBACIARNIA-JADALNIA THONE PAN HLA

NAJEDZENI, RUSZAMY W KIERUNKU RZEKI. TO TUTAJ ZNAJDUJĄ SIĘ NAJSTARSZE, PAMIĘTAJĄCE CZASY PODBOJÓW KOLONIALNYCH BUDYNKI WAŻNYCH INSTYTUCJI I ADMINISTRACJI PAŃSTWOWEJ. SĄ TU OGROMNE, CZĘSTO POPADAJĄCE W RUINĘ KONSTRUKCJE. NIEKTÓRE NAPRAWDĘ PIĘKNE. PRZECHODZĄC OBOK GMACHU SĄDU NAJWYŻSZEGO NAPOTYKA SIĘ CAŁE ULICE WYPEŁNIONE MOBILNYMI “BIURAMI PODAWCZYMI” I.T.P.  USŁUGAMI. PRZY STOLIKACH Z MASZYNAMI DO PISANIA ALBO DRUKARKAMI SIEDZĄ LUDZIE ZAJMUJĄCYMI SIĘ POMOCĄ W UZYSKANIU RÓŻNYCH DOKUMENTÓW, PISANIU WYJAŚNIEŃ I INNYMI POWIĄZANYMI Z URZĘDAMI SPRAWAMI. PRZYKRYWAJĄ TO WSZYSTKO SWOIMI KONARAMI STARE, POTĘŻNE DRZEWA. DAJĄ TAK BARDZO POTRZEBNY W TYM KLIMACIE CIEŃ. JEDNOCZEŚNIE TAMUJĄ RUCH POWIETRZA, KTÓRY W TYM PEŁNYM SMOGU MIEŚCIE  JEST BARDZO POTRZEBNY.

PO OBEJRZENIU “POZOSTAŁOŚCI” ERY KOLONIALNEJ ZACZYNAMY IŚĆ W STRONĘ NAJWIĘKSZEJ ATRAKCJI RANGUNU, ŚWIĄTYNI SHWEDAGON. NIE SPIESZYMY SIĘ. SPACER ZAJMUJE NAM BARDZO DUŻO CZASU – PRAWIE 3 GODZINY. PO DRODZE ZAGLĄDAMY DO SKLEPÓW I ZATRZYMUJEMY SIĘ NA PIWO W OGRÓDKU POŁOŻONYM POMIĘDZY DAGON PARKIEM A ŚWIĄTYNIĄ BUDDYJSKĄ KYARGU (KYAR KU). DROGA JEST PROSTA. NIE MOŻNA SIĘ ZGUBIĆ. SZEROKA ULICA KTÓRĄ MASZERUJEMY MA DOŚĆ RZADKĄ ZABUDOWĘ. MIJANE BUDYNKI ŚWIADCZĄ O ZAMOŻNOŚCI DZIELNICY. SĄ TU JAKIEŚ AMBASADY I INSTYTUCJE.

WCHODZIMY DO NAPOTKANEJ NIEDUŻEJ PAGODY “DIAMENTOWYCH ODBIĆ” – SEIN YANG YAUNG CHI. WSTĘP DARMOWY. CZAS ZWIEDZANIA OK 15 min.

ZAWSZE FASCYNUJĄ MNIE FIGURY RÓŻNYCH BÓSTW DO KTÓRYCH MODLĄ SIĘ LUDZIE. TE SZCZEGÓLNIE, BO SĄ KICZOWATE, INNE NIŻ W EUROPIE. BARDZO WESOŁE. PRZYPOMINAJĄ MI TROCHĘ DUŻE OGRODOWE KRASNALE Z NIEMIECKICH OGRÓDKÓW …

WŁAŚCICIELKA JADŁODAJNI PRZY PAGODZIE SHWEDAGON

WŁAŚCICIELKA JADŁODAJNI PRZY PAGODZIE SHWEDAGON

.

WRESZCIE DOCIERAMY DO PAGODY SHWEDAGON.

JEST OGROMNA. POŁOŻONA NA WZNIESIENIU Z CZTEREMA ZORIENTOWANYMI NA CZTERY STRONY ŚWIATA WEJŚCIAMI. WSTĘP OCZYWIŚCIE PŁATNY. 8 000 / OSOBA. DZIECIARNIA USIŁUJE NAM WEPCHNĄĆ WORKI PLASTIKOWE NA BUTY @ 150 KIPOLI / SZTUKA. NORMALNIE Z NICH NIE KORZYSTAMY, ZOSTAWIAJĄC OBUWIE PRZED WEJŚCIEM. JEDNAK TYM RAZEM, NIE WIEDZĄC KTÓRYM WYJŚCIEM OPUŚCIMY TĘ OGROMNĄ ŚWIĄTYNIĘ DAJEMY SIĘ SKUSIĆ. NIEPOTRZEBNIE ZRESZTĄ, JAK SIĘ PÓŹNIEJ OKAZAŁO.

SHWEDAGON, TO WIELKOŚCIOWO TAKI BUDDYJSKI ODPOWIEDNIK BAZYLIKI WATYKAŃSKIEJ. NO, MOŻE TROCHĘ MNIEJSZA, ALE NA PEWNO STARSZA …

ZWIEDZANIE MOŻNA ZACZĄĆ OD KAŻDEJ STRONY. NIE MA ZNACZENIA, KTÓRY Z JEJ SKŁADNIKÓW OBEJRZYMY NAJPIERW. WAŻNE SĄ PRAKTYCZNIE WSZYSTKIE ELEMENTY, ALE I TAK NIE SPOSÓB JE SPAMIĘTAĆ. CZY PODEJDZIE SIĘ NAJPIERW DO DRZEWA BUDDY, DZWONÓW TYCH CZY INNYCH, TAKIEJ CZY SIAKIEJ “KAPLICY”, BOŻKÓW TAMTYCH CZY OWAMTYCH, OGARNIĘCIE WSZYSTKIEGO W PRZECIĄGU JEDNEJ WIZYTY JEST NIEMOŻLIWE. TRZEBA PAMIĘTAĆ, ŻE TU ZAWSZE NAPOTKAMY MASĘ MODLĄCYCH SIĘ LUB PROSZĄCYCH O POMOC LUDZI, A TO SPOWALNIA ZWIEDZANIE.

PRZY OKAZJI. KRĘCĄ SIĘ W TYM TŁUMIE RÓŻNI NACIĄGACZE-ZBIERACZE. PODAJĄC SIĘ ZA NUMIZMATYKÓW-NOTAFILI WEZMĄ OD CIEBIE KAŻDY BANKNOT, A NAWET MONETĘ. ŻE NIBY DLA SYNKA… BO TAKIEGO JESZCZE NIE MA … BANKNOT IM MA WYŻSZY NOMINAŁ, TYM WIĘKSZE WZIĘCIE. TO OCZYWISTE… UWAŻAJCIE.

NA TERENIE ŚWIĄTYNI TRAFIĆ TEŻ MOŻNA DŁUGOWŁOSEGO (WŁOSY SPIĘTE W KOK), SZCZUPŁEGO PRZEWODNIKA. WYDAJE SIĘ BYĆ NIEZŁY, CO POPIERAJĄ WPISY RÓŻNYCH TURYSTÓW DO DZIENNIKA KTÓRY NOSI.

TO MIEJSCE KULTU ZWIEDZALIŚMY 160 MINUT.

PO WYJŚCIU POJECHALIŚMY TARYFĄ (@ 2 000) DO WYPATRZONEJ W LONELY PLANET WYPASIONEJ RESTAURACJI – SHAN YOE YAR. TAKSÓWKARZ MIAŁ LEKKI PROBLEM ZE ZNALEZIENIEM ADRESU. NA ULICĘ JAKOŚ TRAFIŁ. NATOMIAST NIE WIEDZIAŁ GDZIE SZUKAĆ NUMERU. SPECJALNIE NIE PODAŁEM MU NAZWY RESTAURACJI, BO NIE CHCIAŁEM USŁYSZEĆ CENY ZA DOJAZD WZIĘTEJ Z KOSMOSU.

 

OBIAD W RESTAURACJI - SHAN YOE YAR

OBIAD W RESTAURACJI – SHAN YOE YAR

.

OBIAD JEST SUPERZASTY. SKŁADA SIĘ Z LOKALNYCH DAŃ PODANYCH W BARDZO WYSZUKANY, ELEGANCKI SPOSÓB. PO DWÓCH GODZINACH, NIESAMOWICIE OBŻARCI I LŻEJSI O US$ 59 (PŁACONE KARTĄ) WYCHODZIMY I TARYFĄ @  2 000 WRACAMY DO NASZEJ HOTELOWEJ KLATKI ODPOCZĄĆ PO TRUDACH CHODZENIA I JEDZENIA …

PS.: WYDAJE MI SIĘ, ŻE WIEM, DLACZEGO RANGUN NIE JEST MIASTEM, W KTÓRYM TURYŚCI CHĘTNIE SIĘ ZATRZYMUJĄ. POWIETRZE W TYM MIEJSCU JEST CIĘŻKIE, DUSZNE I PRZESIĄKNIĘTE SMOGIEM. BARDZO MĘCZĄCE …

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *