01.02.2015 – MANDALAY

.

O ILE NASZ HOSTEL MIEŚCI SIĘ W ZAUŁKU OD ULICY, O TYLE ŚNIADANIE ODBYWA SIĘ W POMIESZCZENIU PRZYPOMINAJĄCYM GARAŻ, DO KTÓREGO WJEŻDŻA SIĘ PROSTO Z ULICY. DWIE MŁODE KOBIETY SERWUJĄ BARDZO POWOLI JAJKA SADZONE LUB JAJECZNICĘ, TOSTY, MASŁO, HERBATĘ. SĄ TEŻ OWOCE. MY ZACHWYCENI SMAKIEM I WIELKOŚCIĄ AWOKADO, KTÓRE KUPILIŚMY POPRZEDNIEGO DNIA WZIĘLIŚMY JE NA ŚNIADANIE. SPOTKAŁO SIĘ TO Z APLAUZEM POZOSTAŁYCH GOŚCI, SZCZEGÓLNIE CZWÓRKI TURYSTÓW Z IZRAELA, MAJĄCYCH POLSKIE KORZENIE. JEDEN Z NICH KIEROWANY NASZYMI WSKAZÓWKAMI POBIEGŁ NA POBLISKI TARG I KUPIŁ AWOKADO ORAZ DORODNĄ PAPAJĘ, KTÓRĄ ZOSTALIŚMY POCZĘSTOWANI.

TEGO DNIA MIELIŚMY ZWIEDZAĆ DAWNE STOLICE BIRMY FUNKCJONUJĄCE PO UPADKU KRÓLESTWA BAGANU : SAGAING, AMARAPURĘ, INWĘ (AVĘ).
WYCIECZKA MIAŁA SIĘ ZAKOŃCZYĆ WRAZ Z ZACHODEM SŁOŃCA NA NAJDŁUŻSZYM TEKOWYM MOŚCIE ŚWIATA – U BEIN.

NAJLEPSZYM SPOSOBEM NA ZWIEDZANIE STARYCH STOLIC JEST WYNAJĘCIE TAKSÓWKI. OCZYWIŚCIE DLA ZAPALONYCH ROWERZYSTÓW ODLEGŁOŚCI MIĘDZY NIMI I MIĘDZY MANDALAY RZĘDU 13-20 km NIE STANOWIĄ PROBLEMU.
W NASZYM HOSTELU ZNAJDUJE SIĘ TABLICA INFORMACYJNA Z ROZKŁADEM JAZDY, CENAMI USŁUG, A PRACUJĄCY W RECEPCJI UMAWIAJĄ TAKSÓWKARZY NA OKREŚLONE ESKAPADY. MIMO, ŻE BARDZO CHĘTNIE WIDZIELIBYŚMY JESZCZE INNE OSOBY Z NAMI NA TEJ WYCIECZCE I ZGŁOSILIŚMY TO W RECEPCJI, NIE BYŁO AMATORÓW. NAWET PODCZAS ŚNIADANIA PROPONOWALIŚMY WSPÓŁBIESIADNIKOM WYCIECZKĘ, ALE BEZ REZULTATU. SZKODA, BO OBNIŻYŁOBY TO ZARÓWNO NAM JAK I INNYM KOSZT WYPRAWY, A TAK ZAPŁACILIŚMY 35.000 KIP ZA SAMOCHÓD.

KIEROWCA ZAWIÓZŁ NAS NAJPIERW DO MONASTYRU MAHAGANDAYON POŁOŻONEGO OBOK MOSTU U BEIN W AMARAPURZE. MIEŚCI SIĘ TAM CENTRUM SZKOLENIA MNICHÓW.
JEDLI ONI WŁAŚNIE SWÓJ POSIŁEK. PRZEZ OTWARTE ŚCIANY MONASTYRU WIDAĆ BYŁO RZĘDY STOŁÓW I SIEDZĄCYCH PRZY NICH MNICHÓW. BYLI W RÓŻNYM WIEKU – OD 7 DO 70 + LAT. STARSI, O WYGLĄDZIE NAUCZYCIELI SIEDZIELI OSOBNO. MNISI JEDZĄ TO CO UZBIERAJĄ I OTRZYMAJĄ OD LUDNOŚCI.
POD ŚWIĄTYNIĄ SIEDZĄ BIEDNI, NIEJEDNOKROTNIE Z MAŁYMI DZIEĆMI I CZEKAJĄ. MNISI ODDAJĄ IM JEDZENIE, KTÓRE ZOSTAJE PO POSIŁKU. DUŻA ILOŚĆ TURYSTÓW RÓWNIEŻ NIE POZWALA BIEDAKOM ZGINĄĆ Z GŁODU. DLA NAS, ZAKONNICY JEDZĄCY SWÓJ CODZIENNY POSIŁEK BYLI MNIEJSZĄ ATRAKCJĄ NIŻ DLA INNYCH. PODCZAS PODRÓŻY TAK W BIRMIE JAK I W LAOSIE WIDZIELIŚMY JUŻ ICH CHARAKTERYSTYCZNE POSTACI UBRANE W JASKRAWO POMARAŃCZOWE SZATY. WIEDZIELIŚMY TAKŻE, W JAKI SPOSÓB ZBIERAJĄ JEDZENIE.
PATRZYŁAM NA TO WIDOWISKO, TO ZNACZY JEDZĄCYCH MNICHÓW, OGLĄDANYCH I FOTOGRAFOWANYCH PRZEZ TURYSTÓW I CZUŁAM NIESMAK. NASUWAŁO MI SIĘ SKOJARZENIE Z KLATKĄ, W KTÓREJ PRZEBYWAJĄ DZIWNE STWORY. Z TRADYCJI I RELIGIJNEGO ZWYCZAJU ZROBIŁO SIĘ WIDOWISKO KU UCIESZE TŁUMU. NIE PRZEKONUJE MNIE ARGUMENT, ŻE OGLĄDANIE JEDZĄCYCH ZAKONNIKÓW MOŻE BYĆ INTERESUJĄCE. CIEKAWA JEST POZYCJA MNICHA W SPOŁECZEŃSTWIE BUDDYJSKIM. SPOSÓB, W JAKI MNISI FUNKCJONUJĄ, RELACJE MIĘDZY TĄ GRUPĄ LUDZI A RESZTĄ SPOŁECZEŃSTWA, TRADYCJE JAKIE TOWARZYSZĄ TYM RELACJOM. NATOMIAST PRZYGLĄDANIE SIĘ JEDZĄCYM NIEWIELE MA WSPÓLNEGO Z CIEKAWOŚCIĄ, JAKA POWINNA TOWARZYSZYĆ TURYŚCIE CHCĄCEMU POZNAĆ KULTURĘ DANEGO KRAJU. ALE MOŻE ZBYT ZASADNICZO DO TEGO PODCHODZĘ.

 

SAGAING SŁYNIE ZE ŚWIĄTYŃ WZNIESIONYCH NA WZGÓRZU SIKONG ...

SAGAING SŁYNIE ZE ŚWIĄTYŃ WZNIESIONYCH NA WZGÓRZU SIKONG …

.

DOJECHALIŚMY DO SAGAING , KTÓRA BYŁA PIERWSZĄ STOLICĄ KSIĘSTWA MANDALAY W LATACH 1315–1364. MIEJSCE TO SŁYNIE Z OGROMNEJ ILOŚCI RÓŻNEGO RODZAJU ŚWIĄTYŃ WZNIESIONYCH NA WZGÓRZU SIKONG. Z WZGÓRZA ROZCIĄGA SIĘ MALOWNICZY WIDOK NA OKOLICĘ. ŚWIĄTYNIE SĄ PEŁNE SPOKOJU, SŁOŃCA. OCZYWIŚCIE WYSTRÓJ TO SZEREGI POSĄGÓW BUDDY. UWAGĘ ZWRACAJĄ TABLICE Z NAZWISKAMI DONATORÓW WSPIERAJĄCYCH UTRZYMANIE I RENOWACJĘ ZABYTKÓW.

KOLEJNYM ETAPEM JEST AVA. STOLICA PAŃSTWA ZAŁOŻONA W 1364 ROKU Z POŁĄCZENIA MAŁYCH KRÓLESTW, KTÓRE WŁADAŁY ŚRODKOWĄ BIRMĄ PO UPADKU W XII w KRÓLESTWA BAGANU. JEGO HISTORIA BYŁA BURZLIWA. AVA POZOSTAWAŁA W KONFLIKCIE WOJENNYM Z PAŃSTWEM SZANÓW, KRÓLESTWAMI ARAKANU I HANTHAWADDY. W PÓŹNIEJSZYM OKRESIE TŁUMIŁA BUNTY WASALI. OPUSZCZONE MIASTO OTOCZONE JEST PRZEZ KANAŁY RZEKI IRRAWADI.

PŁYNIEMY ŁÓDKĄ, GDYŻ NIE MA INNEJ DROGI ABY TAM SIĘ DOSTAĆ. KOSZT BILETU 8000 KIP OD OSOBY. NA DRUGIM BRZEGU CZEKAJĄ NA ZWIEDZAJĄCYCH DOROŻKARZE Z BRYCZKAMI ZAPRZĘŻONYMI W KONIE. WOŻĄ TURYSTÓW DO NAJWAŻNIEJSZYCH ZABYTKÓW AVY. JEŚLI NIE CHCESZ WYNAJMOWAĆ BRYCZKI I NIE MASZ ROWERU NIE JESTEŚ W STANIE NA PIECHOTĘ DOTRZEĆ DO WSZYSTKICH OBIEKTÓW, JAKIE MOŻESZ TU ZOBACZYĆ. KONIE, OCZYWIŚCI MAJĄ TĘ TRASĘ W NIE TYLE W MAŁYM PALCU, CO W KOPYCIE. UPAŁ JEST DUŻY, A ONE CIĘŻKO PRACUJĄ. DOROŻKARZE POKAZUJĄ KOLEJNE POZYCJE Z ZAPLANOWANEJ TRASY I CIERPLIWIE CZEKAJĄ AŻ WRÓCIMY. NASZ DOROŻKARZ BYŁ MIŁYM STARSZYM PANEM. POSŁUGIWAŁ SIĘ TYLKO NAZWAMI TEGO MIEJSCA, DO KTÓREGO JECHALIŚMY, WSKAZUJĄC KIERUNEK TRASY. OCZYWIŚCIE PRZED WYNAJĘCIEM DOROŻKI TRZEBA SIĘ TROCHĘ POTARGOWAĆ O CENĘ. MY WYTARGOWALIŚMY CENĘ 8000 KIP.

 

DOROŻKARZE Z BRYCZKAMI

DOROŻKARZE Z BRYCZKAMI

.

INWA (AVA) BYŁA STOLICĄ BIRMY PRZEZ NIECAŁE 400 LAT (OD 1364 DO 1841). WRAŻENIE ROBIĄ POZOSTAŁOŚCI POTĘŻNEGO MURU, KTÓRY NIEGDYŚ OTACZAŁ CAŁE MIASTO. JEDNĄ Z NAJWIĘKSZYCH ATRAKCJI JEST CZYNNY MONASTYR BAGAYA WYBUDOWANY Z DREWNA TEKOWEGO W 1834 r. PIĘKNIE RZEŹBIONY.

KOLEJNYM CIEKAWYM ZABYTKIEM INWY (AVY) JEST KRZYWA WIEŻA NANMYIN – JEDYNA POZOSTAŁOŚĆ PO ZNAJDUJĄCYM SIĘ W TYM MIEJSCU PAŁACU. MA ONA 27 m. WYSOKOŚCI. OGLĄDAMY ZBUDOWANĄ Z CEGŁY ŚWIĄTYNIĘ MAHA AUNGMYE BONZAN I PAGODĘ YADANA HSIMI, KTÓRĄ STANOWIĄ RUINY KOLUMN Z POSĄGIEM BUDDY. ŚWIĄTYNIA JEST POCHŁANIANA PRZEZ OKOLICZNĄ ROŚLINNOŚĆ. MNIE NAJBARDZIEJ PODOBAŁA SIĘ W/W PAGODA.

MANDALAY JEST JADEITOWYM ZAGŁĘBIEM BIRMY. WOKÓŁ WSZYSTKICH ZABYTKÓW KRĘCĄ SIĘ DZIECI SPRZEDAJĄC WYROBY Z JADEITU. TARGUJĄ SIĘ Z TOBĄ ZAWZIĘCIE, A TO, CO SPRZEDAJĄ, PO PARĘ DOLARÓW, CHOCIAŻ NIE JEST JADEITEM NAJWYŻSZEJ KLASY, JEST FAJNE. NA PRZYKŁAD BRANSOLETKI NA PEWNO SĄ TU TAŃSZE NIŻ W SKLEPIE. WARTO DAĆ IM ZAROBIĆ TROCHĘ, CHOCIAŻ NIE WIEM SKĄD BIORĄ TOWAR I ILE Z TEGO CO ZAROBIĄ TRAFIA DO ICH KIESZENI.

DZIEŃ ZAKOŃCZYLIŚMY W AMARAPURZE (AMAYABUYA) CO W TŁUMACZENIU OZNACZA MIASTO NIEŚMIERTELNOŚCI I ZNAJDUJE SIĘ 11 km NA POŁUDNIE OD MANDALAY. STOLICĄ MIANOWAŁ JĄ KRÓL BODAWPAYA W 1783 r. TO WŁAŚNIE TUTAJ MOŻNA SIĘ PRZESPACEROWAĆ PO NAJDŁUŻSZYM NA ŚWIECIE TEKOWYM, LICZĄCYM 200 LAT MOŚCIE. MOST U BEIN MA AŻ 1,2 km DŁUGOŚCI I ŁĄCZY ZE SOBĄ DWA BRZEGI JEZIORA TAUNGTHAMAN. MOST OGLĄDA SIĘ JAKO OSTATNI Z UWAGI NA ZACHÓD SŁOŃCA. NAD JEZIOREM POUSTAWIANE SĄ MAŁE STOLICZKI Z KRZESEŁKAMI ZWRÓCONE W STRONĘ JEZIORA. Z TYŁU BUFET Z PIWEM I CHYBA INNYMI NAPOJAMI ALKOHOLOWYMI. ALE PRAWIE WSZYSCY PIJĄ PIWO WPATRUJĄC SIĘ W ZACHÓD SŁOŃCA. UDAJE NAM SIĘ ZAJĄĆ STOLIK W PIERWSZYM RZĘDZIE. SIADAMY I PATRZYMY TO NA JEZIORO, TO NA MOST, PO KTÓRYM CHODZĄ LUDZIE. SŁOŃCE ZACZYNA ZACHODZIĆ. WIDOK JEST ŁADNY I TAK JAK WSZYSCY RZUCAMY SIĘ DO APARATÓW FOTOGRAFICZNYCH, ABY TO UWIECZNIĆ. SŁOŃCE POWOLI ZMIENIA SWÓJ KOLOR. SCHODZI CORAZ NIŻEJ W STRONĘ DRUGIEGO BRZEGU. GDZIENIEGDZIE ROSNĄ KĘPKI DRZEW, KRZEWÓW. NAJPIĘKNIEJ JEST, KIEDY SŁOŃCE ZACZYNA OSIĄGAĆ CZERWONY KOLOR , PRZEŚWITUJE MIĘDZY ROŚLINNOŚCIĄ I DOCHODZI JAKO MAŁY PUNKT DO CZERWONEGO KOLORU.

WRACAMY MOSTEM DO NASZEJ TAKSÓWKI ZAGADYWANI PRZEZ PARĘ AMERYKANÓW, KTÓRA ZAJMOWAŁA STOLIK OBOK NASZEGO. JAK TO ZWYKLE BYWA WYMIENIAMY DOŚWIADCZENIA I WRAŻENIA Z PODRÓŻY.

PODCZAS PODRÓŻY PŁACILIŚMY W RÓŻNYCH MIEJSCACH WSTĘP. KOSZT JEDNEJ OSOBY TO 10.000 KIP. WYDAJE MI SIĘ, ŻE BYŁO WARTO.

DO MANDALAY WRACAMY PO ZAPADNIĘCIU ZMROKU. W HOSTELU ODŚWIEŻAMY SIĘ I IDZIEMY COŚ ZJEŚĆ. WYBIERAMY LOKAL POLECANY PRZEZ LONELY PLANET O NAZWIE MR BARBQ. Z OPISU WYNIKA, ŻE SPECJALNOŚCIĄ ZAKŁADU JEST BARBECUE, RYBY, KREWETKI. KIEDY PODAJEMY KIEROWCY MOTORYNKI ULICĘ TWIERDZI, ŻE TAKIEJ ULICY NIE MA. JEST TO OCZYWIŚCIE NIEPRAWDĄ. PO CHWILI ZNAJDUJEMY TRANSPORT. TEN KIEROWCA MÓWI, ŻE WIE GDZIE MA JECHAĆ. PŁACIMY 1000 KIP. NIESTETY OKAZAŁO SIĘ, ŻE OWSZEM ULICA SIĘ ZGADZA ALE DO RESTAURACJI MUSIMY JESZCZE DOJŚĆ PARĘ KILOMETRÓW.

 

RESTAURACJA MR BARBQ

RESTAURACJA MR BARBQ

.

MYŚLĘ, ŻE PONIEWAŻ MANDALAY JEST DUŻE, CI, KTÓRZY PARAJĄ SIĘ USŁUGAMI TRANSPORTOWYMI NIE ZAWSZE ZNAJĄ DALEJ POŁOŻONE ULICE W STOSUNKU DO TYCH, PO KTÓRYCH JEŻDŻĄ W SWOJEJ DZIELNICY. KOLACJA – JEDLIŚMY KREWETKI, BYŁA NIEZŁA. PŁACILIŚMY 16.500 KIP. POWRÓT DO HOSTELU KOSZTOWAŁ NAS TEŻ 1000 KIP.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *