02.02.2015 – MANDALAY

.

ŚNIADANIE JAK ZWYKLE JEDLIŚMY W HOSTELOWYM GARAŻU. NASZ ZWYCZAJ JEDZENIA RANO AWOKADO ROZPOWSZECHNIŁ SIĘ DO TEGO STOPNIA, ŻE PRAWIE WSZYSCY JEDZĄ NA ŚNIADANIE AWOKADO LUB AWOKADO I PAPAJĘ. ZNOWU ZOSTALIŚMY POCZĘSTOWANI PAPAJĄ. JEST CHYBA SZCZYT SEZONU PAPAJOWEGO. NA WARZYWNYCH STRAGANACH LEŻĄ ICH STOSY. SĄ OGROMNE I SŁODKIE.

ZACZYNAMY DZIEŃ OD ZŁAPANIA RIKSZY ROWEROWEJ. KONSTRUKCJA TEGO POJAZDU OPIERA SIĘ NA SZKIELECIE ROWERU DO BOKÓW KTÓREGO Z JEDNEJ STRONY PRZYMOCOWANE SĄ DWA FOTELIKI. PASAŻEROWIE SIEDZĄ DO SIEBIE PLECAMI. RIKSZARZ MUSI PRACĄ NÓG URUCHOMIĆ POJAZD ORAZ JECHAĆ Z OBCIĄŻENIEM DWÓCH OSÓB. PORUSZA SIĘ PO ULICY PEŁNEJ SAMOCHODÓW, TUK-TUKÓW. KARKOŁOMNA JAZDA. NIE SPODZIEWALIŚMY SIĘ, ŻE ŚWIĄTYNIA BĘDZIE TAK DALEKO. RIKSZARZ NAPRACOWAŁ SIĘ STRASZNIE. ŚWIĄTYNIA OKAZAŁA SIĘ BYĆ TAK DALEKO, ŻE BYŁO NAM WSTYD DAĆ USTALONĄ KWOTĘ CHYBA 600 KIPÓW I DALIŚMY 1000.

ZOSTAJEMY DOWIEZIENI DO NAJWIĘKSZEJ ŚWIĄTYNI Z DRZEWA TEKOWEGO – SHWE IN BIN KYAUNK. JEST PIĘKNA. ŚCIANY, PODŁOGI , SUFIT , KRUŻGANKI SĄ Z DRZEWA W CIEMNYM KOLORZE. OCZYWIŚCIE JESTEŚMY BOSO. DOTYK DREWNA MA W SOBIE COŚ KOJĄCEGO. CAŁOŚĆ TCHNIE SPOKOJEM, SZLACHETNOŚCIĄ. WE WNĘTRZACH MOŻNA PODZIWIAĆ DZWONY TRZYMANE PRZEZ TANCERZY, FIGURY OGRÓW, RYCERZY. WYSTRÓJ NIE JEST ZBYT BOGATY ALE CAŁOŚĆ ARCHITEKTONICZNA JEST WARTA OBEJRZENIA.

PO WYJŚCIU ZE ŚWIĄTYNI PRZESZLIŚMY SIĘ OTACZAJĄCĄ ULICĄ NAPOTYKAJĄC NA KRAM Z KSIĄŻKAMI PO ZNIŻONEJ CENIE. OTOCZONY BYŁ GŁÓWNIE PRZEZ MŁODYCH MNICHÓW BUDDYJSKICH PRZEGLĄDAJĄCYCH A POTEM KUPUJĄCYCH WYSTAWIONE POZYCJE.

 

MUR OKALAJĄCY PAŁAC MA OKOŁO 8 KILOMETRÓW...

MUR OKALAJĄCY PAŁAC MA OKOŁO 8 KILOMETRÓW…

.

SZLIŚMY DALEJ USIŁUJĄC DOTRZEĆ DO PAŁACU KRÓLEWSKIEGO. ODLEGŁOŚĆ JEST SPORA. W MANDALAY SPOTYKAMY SIĘ Z NOWYM RODZAJEM ŚRODKA TRANSPORTU. JEST TO SAMOCHÓD TYPU BAGAŻÓWKA. PRZÓD TO KABINA KIEROWCY A TYŁ TO OTWARTY, WYSŁANY KOLOROWYMI MATAMI BAGAŻNIK. ABY WEJŚĆ TRZEBA STANĄĆ NA JAKIMŚ OPARCIU Z TYŁU BAGAŻÓWKI – NIEKIEDY JEST STOPIEŃ – PRZESADZIĆ TYLNI BOK BAGAŻÓWKI I KLAPNĄĆ NA MATĘ. TRZEBA JESZCZE COŚ ZROBIĆ Z NOGAMI , ALBO JE PODCIĄGNĄĆ ALBO USIĄŚĆ NA NICH ALBO WYPROSTOWAĆ W ZALEŻNOŚCI OD TEGO ILE OSÓB JEDZIE. WYCHODZENIE WYMAGA TAKŻE PEWNEJ UMIEJĘTNOŚCI ZESKAKIWANIA. JEST TO WŁAŚCIWIE ODMIANA TZW. TUK-TUKA
ZŁAPALIŚMY TAKI POJAZD CHCĄC DOJECHAĆ DO CENTRUM, NASTĘPNIE PRZESIEDLIŚMY SIĘ NA INNEGO TUK-TUKA.

MUR PAŁACU CIĄGNIE SIĘ ŁADNE KILKA KILOMETRÓW. KAŻDY BOK MA OKOŁO 2 km DŁUGOŚCI, A JEDYNE WEJŚCIE DLA TURYSTÓW ZNAJDUJE SIĘ OD JEGO WSCHODNIEJ STRONY. NASZ TUK-TUK, JECHAŁ DOBRYCH KILKANAŚCIE MINUT DO BRAMY DLA ZWIEDZAJĄCYCH. PŁACILIŚMY 1000 KIPÓW.

 

CAŁY PAŁAC LEŻY NA TERENIE WOJSKOWYM

CAŁY PAŁAC LEŻY NA TERENIE WOJSKOWYM

PRZY BRAMIE WEJŚCIOWEJ POSTERUNEK WOJSKA. WOLNO PORUSZAĆ SIĘ TYLKO WYZNACZONYMI SZLAKAMI. IDZIEMY PARKOWĄ ALEJKĄ. PAŁAC ZNAJDUJE SIĘ W DUŻEJ ODLEGŁOŚCI OD BRAMY WEJŚCIOWEJ. JEST OLBRZYMI. ALE OKREŚLENIE PAŁAC NIE JEST WŁAŚCIWE. MY POD POJĘCIEM PAŁAC ROZUMIEMY RACZEJ JEDNOLITĄ BUDOWLĘ , MOGĄCĄ MIEĆ ODGAŁĘZIENIA CZY SKRZYDŁA. NATOMIAST PAŁAC KRÓLEWSKI TUTAJ TO SZEREGI CHARAKTERYSTYCZNYCH DLA BIRMAŃSKIEGO STYLU DOMÓW. BARDZIEJ ADEKWATNĄ NAZWĄ JEST PAŁACOWY. ZWIEDZANIE ZACZYNA SIĘ OD FANTASTYCZNEGO TRONU. JEST DUŻY I BARDZO WYSOKI. ABY NA NIM USIĄŚĆ TRZEBA OD TYŁU WEJŚĆ PO SCHODKACH. KOMPLEKS PAŁACOWY ZOSTAŁ ODBUDOWANY GDYŻ ORYGINALNY Z NISZCZYŁ POŻAR W TRAKCIE II WOJNY ŚWIATOWEJ. ILOŚĆ BUDYNKÓW O RÓŻNYM PRZEZNACZENIU JEST IMPONUJĄCA JAK I OBSZAR NA KTÓRYM SIĘ ZNAJDUJĄ. SZKODA TYLKO, ŻE SĄ PUSTE. NIE MA ŻADNEGO WYSTROJU WNĘTRZ. CHYBA W DWÓCH BUDYNKACH, KTÓRE BYŁY ZAMKNIĘTE ZNAJDOWAŁY SIĘ JAKIEŚ EKSPONATY. OBEJŚCIE CAŁOŚCI ORAZ PRZYLEGAJĄCEGO PARKU GDZIE ZNAJDUJĄ SIĘ ZANIEDBANE GROBY KRÓLEWSKIE ZAJMUJE TROCHĘ CZASU.

ZMIERZAJĄC W STRONĘ WYJŚCIA Z PARKU ZOSTAJEMY ZAGADNIĘCI PRZEZ CHŁOPAKÓW NA MOTORYNKACH, KTÓRZY PROPONUJĄ SWOJE USŁUGI. CHCEMY JECHAĆ NA WZGÓRZE MANDALAY. MAMY AKURAT TYLE CZASU ABY ZOBACZYĆ PANORAMĘ MIASTA ZE WZGÓRZA GDYŻ O 20. 30 MUSIMY BYĆ NA DWORU AUTOBUSOWYM A JESZCZE PRZED TYM CHCEMY COŚ ZJEŚĆ.
USTALAMY CENĘ NA 1000 KIP OD OSOBY.

 

W DRODZE DO PAGODY SU TAUNG PYI

W DRODZE DO PAGODY SU TAUNG PYI

NA DOŚĆ KRĘTEJ DRODZE RUCH JEST DUŻY. DOJEŻDŻAMY JAK WSZYSCY CHYBA DO POŁOWY WZGÓRZA, POTEM PRZESIADAMY SIĘ DO WINDY. PO WYJŚCIU Z WINDY OGLĄDAMY PAGODĘ SU TAUNG PYI PRZECHODZĄC Z JEDNEJ CZĘŚCI DO DRUGIEJ. ZE SZCZYTU WIDAĆ ROZLEGŁĄ PANORAMĘ MIASTA. ZNAJDUJĄCE SIĘ TUTAJ ŚWIĄTYNIE, RZEŹBY NIE ZROBIŁY NA MNIE WIĘKSZEGO WRAŻENIA. OGLĄDNĘLIŚMY ZACHÓD SŁOŃCA

ZJECHALIŚMY WINDĄ NA PARKING SZUKAJĄC PRZEWOZU DO MIASTA. MIELIŚMY MAŁY PROBLEM, BO NAJPIERW NIE MOGLIŚMY SIĘ POROZUMIEĆ CO DO CENY PRZEJAZDU RÓŻNYCH POJAZDÓW. PROPOZYCJE KIEROWCÓW TAKSÓWEK, MOTORYNEK WYDAWAŁY NAM SIĘ ZA WYSOKIE. POTEM NIE MIELIŚMY CIERPLIWOŚCI DO CZEKANIA AŻ MINIVAN ZAPEŁNI SIĘ PASAŻERAMI. PARKING PUSTOSZAŁ, CO MNIE NAPAWAŁO LEKKIM NIEPOKOJEM Z UWAGI NA TO, ŻE MIELIŚMY WIECZOREM AUTOBUS DO BAGANU. W KOŃCU DWOMA MOTORYNKAMI ZA CENĘ 2000 KIPÓW DOJECHALIŚMY DO NASZEJ DZIELNICY.

ROZPOCZYNA SIĘ NOCNY TARG I TAM POSTANAWIAMY COŚ ZJEŚĆ. NA ULICY ROZŁOŻONE KRAMY ZE WSZYSTKIM. KOSZULKI, KURTKI, NACZYNIA, ZABAWKI, SPODNIE, TORBY, I INNE. SĄ TEŻ PRZENOŚNE KUCHNIE. PIĘTRZY SIĘ TU JEDZENIE, A PALNIKI Z WOKAMI CZY GARNKAMI POZWALAJĄ NA SMAŻENIE I GOTOWANIE. Z REGUŁY W AZJI ULICZNE JEDZENIE JEST W RÓŻNYM STOPNIU NA CIEPŁO. WYBIERAMY PRZYGOTOWANE DANIA, PYTAJĄC CO JEST CO. SPROWADZA SIĘ TO DO USTALENIA CO JEST KURCZAKIEM A CO WIEPRZOWINĄ, RYŻEM, MAKARONEM, WARZYWAMI. „NASZA” KUCHNIA MA SZEREG STOLIKÓW, KRZESEŁKA. NA KAŻDYM ZE STOLIKÓW LEŻY TALERZYK Z ZIELONYMI WARZYWAMI. WYGLĄDAJĄ JAK NASZ SZPINAK, KAPUSTA BIAŁA, SAŁATA, BOTWINKA, CHILI. KLIENT MAJĄCY CZYSTY BULION LUB MIĘSO CZY RYBĘ ZALANĄ BULIONEM WRZUCA DO NIEGO DOWOLNĄ KOMPOZYCJĘ WARZYW.

TAKSÓWKA PODJEŻDŻA POD NASZ HOSTEL PUNKTUALNIE. PŁACIMY ZA KURS NA DWORZEC PO 1000 KIPÓW/ os. BILET AUTOBUSOWY KUPILIŚMY W NASZYM HOSTELU ZA 8 500 KIPÓW / os.

O 21-SZEJ AUTOBUS RUSZA. MA JECHAĆ 5 GODZIN. MIMO IŻ DROGA MIĘDZY MANDALAY A BAGANEM JEST JEDNĄ Z LEPSZYCH DRÓG W BIRMIE POMNI NA NASZE WCZEŚNIEJSZE DOŚWIADCZENIA NIE BARDZO WIERZYMY W TE 5 GODZIN JAZDY. AUTOBUSU JEST PEŁEN TURYSTÓW. PO GODZINIE JAZDY MORZY NAS SEN. BUDZIMY SIĘ GDYŻ AUTOBUS STANĄŁ I ZROBIŁ SIĘ JAKIŚ RUCH. LEKKO NIEPRZYTOMNI NIE WIEMY CO SIĘ DZIEJE. PO CHWILI OKAZUJE SIĘ, ŻE JESTEŚMY W BAGANIE A AUTOBUS PRZYJECHAŁ PUNKTUALNIE PO 5 GODZINACH JAZDY !!!

PODRYWAMY SIĘ DO WYJŚCIA.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *