24.01.2015 – PARK NARODOWY MOUNT KINABALU I OKOLICE

.

WCZORAJ WYSIADAJĄC Z AUTOBUSU OD RAZU USTALILIŚMY SKĄD I O KTÓREJ GODZINIE JEDZIE AUTOBUS Z DWORCA AUTOBUSOWEGO DO RANAU.  CHCIELIŚMY TAM ZOBACZYĆ PARK POŚWIĘCONY POLEGŁYM W MARSZU ŚMIERCI, PARK WOKÓŁ GÓRY KINABALU I GORĄCE ŹRÓDŁA. WSZYSTKIE TE ATRAKCJE BYŁY PO DRODZE. GODZINA ODJAZDU PODOBNA DO WCZORAJSZEJ.

RANEK JAK ZWYKLE ROZPOCZĘLIŚMY OD ŚNIADANIA W PRZYDWORCOWYM BARZE ZA CO ZAPŁACILIŚMY 8.10 RM.

AUTOBUS DO RANAU JEDZIE OKOŁO 2 GODZIN. CENA BILETU OD OSOBY 20 RM.

POD KONIEC II WOJNY ŚWIATOWEJ JAPOŃCZYCY PROWADZILI JEŃCÓW WOJENNYCH Z SANDAKANU DO KOTA KINABALU. NIELUDZKIE TRAKTOWANIE I WARUNKI DOPROWADZIŁY DO ŚMIERCI SETEK JEŃCÓW. OCALAŁO TYLKO 6 OSÓB. PARK PAMIĘCI POŁOŻONY JEST NA WZGÓRZU.

JEGO PRZESTRZEŃ WYPEŁNIA ZIELEŃ I KWIATY. NA SZEROKIEJ ŚCIANIE WYPISANE SĄ NAZWISKA, WIEK, DATA ZGONU UCZESTNIKÓW MARSZU. W PARU MIEJSCACH UMIESZCZONO WZRUSZAJĄCE SENTENCJE O PRZEMIJANIU, PIĘKNIE ŻYCIA. W PARKU SĄ TRZY OGRODY – AUSTRALIJSKI, MALEZYJSKI I BRYTYJSKI. KAŻDY ODDAJE ISTOTĘ FLORY DANEGO KRAJU. MIMO SWOJEJ URODY MIEJSCE JEST WSTRZĄSAJĄCE. UŚWIADAMIASZ SOBIE JAK MŁODZI LUDZIE ZGINĘLI, JAK STRASZNA BYŁA ICH ŚMIERĆ I W JAK PONIŻAJĄCYCH WARUNKACH. JEST TAKŻE OPIS TRASY MARSZU, INFORMACJE NA TEMAT JEGO PRZEBIEGU, UCZESTNIKÓW. RANAU NIE FIGURUJE NA PIERWSZYCH MIEJSCACH ATRAKCJI SABAH, ALE WARTO BYŁO TU PRZYJECHAĆ. WSTĘP KOSZTUJE 10 RM OD OSOBY.

.

WEJŚCIE DO PARKU NARODOWEGO MOUNT KINABALU

WEJŚCIE DO PARKU NARODOWEGO MOUNT KINABALU

.

PO WYJŚCIU CHCIELIŚMY DOSTAĆ SIĘ DO GORĄCYCH ŹRÓDEŁ. NIESTETY OKAZAŁO SIĘ, ŻE TROCHĘ POMYLILIŚMY KIERUNKI. GORĄCE ŹRÓDŁA SĄ ZA RANAU I OD NICH TRZEBA BYŁO ZACZĄĆ. POTEM WRACAJĄC OBEJRZEĆ PARK PAMIĘCI A NA KOŃCU TO, CO ZNAJDUJE SIĘ WOKÓŁ GÓRY KINABALU.

BĘDĄC W RANAU, A WIĘC W ŚRODKU TRASY ZDECYDOWALIŚMY SIĘ NA KIERUNEK W STRONĘ GÓRY KINABALU. ZŁAPALIŚMY BUSIKA KTÓRY NA 10 RM PODWIÓZŁ NAS POD PARK OTACZAJĄCY GÓRĘ. ABY WEJŚĆ DO PARKU TRZEBA ZAPŁACIĆ PO 30 RM OD OSOBY. MOŻNA OGLĄDAĆ OGRÓD BOTANICZNY I SPACEROWAĆ POŚRÓD KORON DRZEW IDĄC PO SPECJALNIE ZBUDOWANYCH PODESTACH – CANOPY WALK. ZREZYGNOWALIŚMY Z WEJŚCIA GDYŻ NIESTETY NAJWIĘKSZA ATRAKCJA – RAFLEZJA NAJWIĘKSZY KWIAT NA ZIEMI NIE KWITNIE O TEJ PORZE. NIE MOŻNA GO BYŁO ZOBACZYĆ – MOŻE KIEDYŚ SZCZĘŚCIE NAM DOPISZE.

PIETRUSZKA WYPATRZYŁ ŚCIEŻKĘ PRZED PARKIEM. TABLICA INFORMACYJNA PRZED NIĄ GWARANTOWAŁA PIĘKNE WIDOKI. DROGA OZNACZONA SZLAKIEM, PROWADZIŁA MNIEJ WIĘCEJ PRZEZ 700 -1000 m.

.

KIAU VIEW TRAIL

KIAU VIEW TRAIL

.

SZLIŚMY PO ŚLISKIM TERENIE POŚRÓD DRZEW. PADAŁ DESZCZ. OTACZAŁY NAS BARDZO ZIELONE DRZEWA, NIEKTÓRE POKRYTE MCHEM, RÓŻNE KRZEWY, WYSOKIE, NISKIE. TAKI PRZEDSMAK TREKKINGU NA GÓRĘ KINABALU. MINĄŁ NAS JAKIŚ MĘŻCZYZNA, DRUGI, KTÓRY NAS MIJAŁ ZATRZYMAŁ SIĘ CHWILĘ NA POGAWĘDKĘ. AUSTRALIJCZYK. JEST ANTROPOLOGIEM. BYŁ W POLSCE W KRAKOWIE. BARDZO MU SMAKOWAŁO POLSKIE JEDZENIE ZAINTERESOWAŁ SIĘ ZDJĘCIAMI, KTÓRE ROBI PIETRUSZKA I Z KTÓRYM WYMIENIŁ ADRES. W PEWNYM MOMENCIE WYDAWAŁO MI SIĘ , ŻE JUŻ NICZEGO ATRAKCYJNEGO NA TEJ TRASIE NIE ZOBACZYMY I ZARZĄDZIŁAM ODWRÓT. MOŻE ZA WCZEŚNIE. DROGA BYŁA FAJNA I CHYBA ODDAWAŁA ISTOTĘ LASU NA BORNEO. PO ZEJŚCIU NA PRZYDROŻNY PLAC MUSIELIŚMY CZEKAĆ NA AUTOBUS, WIĘC POSZLIŚMY NA MAŁE CO NIECO, DO PRZYDROŻNEJ RESTAURACJI. ZAMÓWILIŚMY DWIE LOKALNE SAŁATKI. W MALEZJI I W INNYCH KRAJACH AZJI JEST TAKA ILOŚĆ PRZEDZIWNYCH JARZYN, JADALNYCH KRZEWÓW I LIŚCI, KTÓRE NIE WYSTĘPUJĄ U NAS, ŻE TRUDNO JE NAZWAĆ. TRAFIA SIĘ W OPISIE DANIA ZNAJOMA NAZWA np. PAPAJA CZY OKRA, ALE INNE DODANE DO TEGO “ZIELSKA” SĄ JUŻ NIE DO NAZWANIA I ODTWORZENIE POTRAWY TRACI SENS. TAK BYŁO I W TYM PRZYPADKU.

SAŁATKI BYŁY ZROBIONE Z OGRÓDKOWYCH SKŁADNIKÓW, JEDNA Z ANANASEM, DRUGA ZE ŚWIEŻYCH WARZYW. OBYDWIE NAZYWAŁY SIĘ PODOBNIE, CHYBA OD NAZWY REGIONU. PANATARIAŃSKA SAŁATKA Z ANANASA I PANATARIAŃSKA Z WARZYW. BYŁY BARDZO DOBRE. ŚPIESZYLIŚMY SIĘ GDYŻ KIEROWCA AUTOBUSU, Z KTÓRYM JECHALIŚMY RANO ROZPOZNAŁ NAS I PRZYSZEDŁ POWIEDZIEĆ, ŻE JEGO POJAZD JEST GOTOWY DO JAZDY. Z UWAGI NA ZAMÓWIONE PRZEZ NAS DANIA ZDECYDOWAŁ SIĘ POCZEKAĆ. W EFEKCIE WSZYSCY PASAŻEROWIE CZEKALI AŻ SKOŃCZYMY JEŚĆ. TO SIĘ NAZYWA DBAŁOŚĆ O KLIENTA ZA JEDYNE 20 RM !!!. ZA SAŁATKI ZAPŁACILIŚMY 14 RM.

JEDZENIE NA NOCNYM RYNKU TAK NAM WESZŁO W KREW, ŻE NASZ OSTATNI WIECZÓR NA BORNEO OCZYWIŚCIE NIE MÓGŁ SIĘ SKOŃCZYĆ GDZIE INDZIEJ. TYM RAZEM PREFERENCJE JEDZENIOWE MIELIŚMY Z GÓRY USTALONE. CEVICHE, CZYLI SUROWA RYBA MARYNOWANA W SOKU Z CYTRY, SAŁATKA Z ALG, MAŁŻA W PASKI. JEDZENIE BYŁO ŚWIEŻE I ZNAKOMITE.

.

WIECZORNY TARG W KOTA KINABALU - KOMU SKRZYDŁO. KOMU ?

WIECZORNY TARG W KOTA KINABALU – KOMU SKRZYDŁO. KOMU ?

.

OBOK NAS SIEDZIELI CHŁOPCY JAK SIĘ OKAZAŁO Z HONGKONGU. JEDLI COŚ, CO BYŁO NADZIANE NA DREWNIANE SZPIKULCE, CZEGO NIE MOGLIŚMY ROZPOZNAĆ. WIDZĄC, ŻE PRZYGLĄDAMY SIĘ TEMU, CO JEDZĄ, A BYŁY TO JAK SIĘ OKAZAŁO KREWETKI, POCZĘSTOWALI NAS. BYŁY ZAPIEKANE Z BANANAMI. MNIE TO BARDZO SMAKOWAŁO. RYNEK NOCNY W KK JEST NAPRAWDĘ FANTASTYCZNY. KOLEJNY RAZ Z NAPCHANYMI PO BRZEGI BRZUSZKAMI WRACALIŚMY DO NASZEGO HOTELU. CZEKAŁO NAS ZNOWU WSTAWANIE W ŚRODKU NOCY.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *