22.03.2014 – PIERWSZE KROKI W PUNTA CANA

.

PO WYLĄDOWANIU W PUNTA CANA DOŚĆ SZYBKO PRZESZLIŚMY FORMALNOŚCI WYPEŁNIAJĄC FORMULARZ DEKLARACJI CELNEJ. NASZ NIEWIELKI, 16,5 kg BAGAŻ BYŁ JUŻ NA KARUZELI KIEDY DO NIEJ PODESZLIŚMY. ZARAZ TEŻ POJAWIŁ SIĘ CZŁOWIECZEK Z OBSŁUGI TURYSTYCZNEJ, PYTAJĄC Z JAKIM RESORTEM JESTEŚMY ZŁĄCZENI. GDY MU POWIEDZIAŁEM, ŻE Z ŻADNYM, ZAPYTAŁ DO JAKIEGO HOTELU CHCEMY JECHAĆ I CHCIAŁ POMAGAĆ PRZY ZNALEZIENIU TAKSÓWKI. PODZIĘKOWAŁEM WIEDZĄC, ŻE TAXI JEST TU BARDZO DROGIE I SAM DO NIEGO TRAFIĘ W RAZIE CZEGO. PASUJĄCEGO NAM ŚRODKA TRANSPORTU NIE ZNALEŹLIŚMY. PONIEWAŻ WCZEŚNIE RANO NASTĘPNEGO DNIA CHCIELIŚMY JECHAĆ DALEJ NIE BYŁO SENSU TRACIĆ CZAS CZEKAJĄC NA JAKĄŚ OKAZJĘ. PO KRÓTKIEJ DYSKUSJI Z KIEROWCAMI WZIĘLIŚMY TAXI. W INTERNECIE, W KILKU MIEJSCACH NA LOTNISKU I W PAMFLECIE DOTYCZĄCYM PUNTA CANA SĄ PODANE ORIENTACYJNE CENY PRZEJAZDU TAKSÓWKĄ DO POSZCZEGÓLNYCH HOTELI. NASZEGO TAM NIE BYŁO, WIĘC ZACZĄŁEM NEGOCJOWAĆ. PROPONOWALI KURS ZA 30 US$, JA CHCIAŁEM DAĆ 20 US$. PRZEGRAŁEM. ZAWIEZIONO NAS DO NASZEGO HOTELU ZA US$ 30.

TAK JAK PRZYPUSZCZAŁEM HOTEL NARAGUA BYŁ POŁOŻONY TUŻ KOŁO RUCHLIWEJ DROGI. 45 US$ ZA NOC W TYM HOTELU NIE WYDAWAŁO SIĘ NAM DROGO. POKÓJ BYŁ PRZYZWOITY Z TROCHĘ PRZECHODZONĄ ŁAZIENKĄ, TV (NIESTETY BEZ ANGIELSKOJĘZYCZNEJ STACJI), KLIMATYZATOREM ZAJMUJĄCYM SPORO MIEJSCA NA MAŁYM BALKONIE. WI-FI BYŁO, ALE TYLKO POZA POKOJEM. NIESTETY. (Hotel Naragua. Cabeza de Toro, Cabeza de Toro Punta Cana, 23302, Dominikana +18094683060, hotelrestaurantenaragua@hotmail.com)

PO ROZPAKOWANIU WYSZLIŚMY SIĘ PRZEJŚĆ. NAJPIERW POSZLIŚMY WZDŁUŻ DROGI, PRZY KTÓREJ BYŁ NASZ HOTEL. PO KILKUNASTU METRACH DOTARLIŚMY DO CENTRALNEGO PUNKTU OSADY. JEST TU WSZYSTKO DLA TURYSTÓW: KILKA BARÓW, SKLEPY Z PAMIĄTKAMI, POLICJA I DWA WEJŚCIA DO DUŻYCH RESORTÓW. OCZYWIŚCIE ZE STRAŻNIKAMI. JUŻ JADĄC Z LOTNISKA RZUCIŁY   NAM SIĘ W OCZY WSZECHOBECNE ŚMIECI. JEDZIESZ I WIDZISZ CZYSTO WYGLĄDAJĄCE, OTOCZONE MURAMI OŚRODKI WYPOCZYNKOWE, A POZA NIMI JEDEN ŚMIETNIK. WEWNĄTRZ OGRODZEŃ ŻYJĄ W RESORTACH, CZYLI GETTACH TURYŚCI. ZA MURAMI MAJĄ WSZYSTKO. ELEGANCKIE POKOJE, RESTAURACJE, BARY, BASENY, SKLEPY. NIE WYCHODZĄ POZA MURY, A JEŻELI JUŻ, TO NA DODATKOWO PŁATNĄ WYCIECZKĘ ZORGANIZOWANĄ PRZEZ OŚRODEK. WRACAJĄC WSTĄPILIŚMY DO ICHNIEGO, SPOREJ WIELKOŚCI MARKETU I NABYLIŚMY WYMIENIONYMI WCZEŚNIEJ NA LOTNISKU PESETAMI (KTÓRE NAZWALIŚMY DO NASZEGO UŻYTKU PTYSIAMI) WODĘ MINERALNĄ, PIWO (PREZYDENT – DLA NAS NAJLEPSZE) I OCZYWIŚCIE RUM :)

RUM A SPRAWA DOMINIKAŃSKA – NAJWAŻNIEJSZA RZECZ NA DOMINIKANIE.

RUM JEST WSZECHOBECNY. WŁAŚCIWIE NIE MA SKLEPÓW SPOŻYWCZYCH TAKICH NORMALNYCH Z JEDZENIEM SĄ NATOMIAST PO NASZEMU MÓWIĄC – MONOPOLOWE. WYOBRAŹCIE SOBIE, ŻE W CAŁEJ ZONIE KOLONIALNEJ JEST TYLKO JEDEN DUŻY MARKET. W MIASTECZKACH KILKA, ALE ZA TO RUM JEST WSZĘDZIE. PIJE SIĘ GO OD RANA DO RANA BEZ WZGLĘDU NA WIEK, POCHODZENIE, ORIENTACJĘ SEKSUALNĄ, PRZEKONANIA POLITYCZNE I GENDER. MOŻE BYĆ TYLKO Z LODEM ALBO Z SOKIEM, WODĄ. NIE LICZCIE JEDNAK NA TO, ŻE BĘDZIECIE GO PILI JAK W EUROPEJSKIM BARACH W EUROPEJSKIM STYLU, CZYLI PO SZKLANECZCE. NIGDZIE, ALE TO NIGDZIE NIE ZOSTANIE ZREALIZOWANE ZAMÓWIENIE SZKLANECZKI RUMU. ALBO FLASZKA ALBO NIC. OCZYWIŚCIE W PAPIEROWEJ TOREBCE. DOSTANIESZ DRINKI NA BAZIE RUMU, DOSTANIESZ WINO NA KIELISZKI, ALE RUM KUPUJE SIĘ TYLKO NA BUTELKI. I KONIEC. NIETRZEŹWYCH DOMINIKAŃCZYKÓW NIE WIEDZIELIŚMY I POTWIERDZIŁ TO ŻYJĄCY TAM OD 22 LAT NIEJAKI FLORIAN (BĘDZIE I O NIM) ONI TAKŻE PROWADZĄ POJAZDY PO TYM RUMIE. TO JEST ICH TRUNEK NARODOWY I KULTURA ŻYCIA.

WYMIANA NA LOTNISKU JEST ZUPEŁNIE NIEOPŁACALNA. WIEDZĄC O TYM WYMIENILIŚMY TYLKO 50 US$. DOSTALIŚMY 1865 PTYSI. NASTĘPNEGO DNIA W JAKIMŚ MIASTECZKU ZA 50 US$ DALI NAM 2120 PTYSI. PO OPUSZCZENIU MARKETU SKRĘCILIŚMY W BOCZNĄ ULICZKĘ OBOK NASZEGO HOTELU I ZNALEŹLIŚMY SIĘ NA WIEJSKO-MAŁOMIASTECZKOWEJ DRODZE. PEŁNY FOLKLOR. GŁOŚNA MUZA ATAKUJE ZEWSZĄD. DROGA MA JAKIŚ STARY ASFALT. WZDŁUŻ CIĄGNĄ SIĘ ROZPADAJĄCE MNIEJ LUB BARDZIEJ BUDY. WIĘKSZOŚĆ DREWNIANA ALBO Z PŁYT PILŚNIOWYCH. ALE JEST TEŻ KILKA BLASZANYCH I KILKA MUROWANYCH. WSZYSTKIE BARDZO MAŁE. NIEKTÓRE NIE MAJĄ WIĘCEJ NIŻ KILKA METRÓW KWADRATOWYCH. SĄ TO DOMY, I BARY, I SKLEPY. GŁÓWNIE Z ALKOHOLEM… GDZIEKOLWIEK PODCHODZIMY CHCĄC WZNIEŚĆ PIERWSZY TOAST ZA WAKACJE NA DOMINIKANIE SZKLANECZKĄ WSZECHOBECNEGO RUMU OKAZUJE SIĘ TO NIEMOŻLIWE. WSZĘDZIE CHCĄ NAM SPRZEDAWAĆ RUM NA BUTELKI. O WYPICIU SZKLANECZKI ZAPOMNIJ. DO TEGO CENA ZA BUTELKĘ WYDAJE SIĘ WZIĘTA Z KOSMOSU – ZA 1/2 LITRA CHCIELI 1000 PTYSI. SZALEŃSTWO.

CABEZA DE TORO – MIEJSCOWY KENTUCKY FRIED CHICKEN

.

CHODZĄC CHWILĘ TRAFILIŚMY NA MIEJSCOWY KENTUCKY FRIED CHICKEN, CZYLI BLASZANKĘ Z ROŻNEGO RODZAJU ŻAREŁKIEM I WARZYWAMI. KUPILIŚMY DWA KAWAŁKI PIECZONEGO KURAKA I DODATKI DO NIEGO W FORMIE PURE Z PIECZONYCH BANANÓW + JESZCZE JAKIEŚ DZIWNE ZIELSKO (OKOŁO 100 PTYSI). WRACAJĄC DO HOTELU ZAHACZYLIŚMY JESZCZE O SUPERMARKET. TUTAJ WCZEŚNIEJ OFEROWANY NA ULICY ZA 1000 PTYSI RUM KOSZTOWAŁ 650. OCZYWIŚCIE ZOSTAŁ NATYCHMIAST NABYTY WRAZ Z INNYMI NIEPROCENTOWYMI PŁYNAMI. PRZY OKAZJI ZASIĘGNĘLIŚMY JĘZYKA W SPRAWIE NASZEJ PLANOWANEJ NA NASTĘPNY DZIEŃ WYCIECZKI DO SEMANA DEL MAR. W HOTELU ZJEDLIŚMY ZE SMAKIEM PRZYNIESIONY DRÓB I WARZYWA POPIJAJĄC WSZYSTKO RUMEM I PADLIŚMY…

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Komentarze :

  1. Someone essentially help to make seriously articles I would state.
    This is the first time I frequented your web page and thus far?
    I amazed with the research you made to make this particular publish
    amazing. Great job!

    Also visit my blog post :: smokersclub.eu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *