​10.02.2015 – RANGUN

.

RANO TROCHĘ CZASU STRAWILIŚMY NA WSTĘPNE ZAPAKOWANIE BAGAŻY. DOŚĆ PÓŹNO WYSZLIŚMY DO MIASTA. NAJPIERW SZUKALIŚMY PO OKOLICZNYCH ULICACH KSERO, ABY MÓC WYDRUKOWAĆ BILETY LOTNICZE. ZAPŁACILIŚMY 500 KAYATÓW ZA DRUK. POSZLIŚMY ZNANĄ TRASĄ OBOK PAGODY SUE CHCĄC DOTRZEĆ DO MUZEUM NARODOWEGO.

RANGUN NIE SPRAWIA NA NAS WRAŻENIA MIASTA ŁADNEGO, UROKLIWEGO, WARTEGO UWAGI. ALE TAK JAK WSZYSTKO MA ZWOLENNIKÓW  I PRZECIWNIKÓW. Z DRUGIEJ JEDNAK STRONY MYŚLĘ, ŻE MOŻE URODA INNYCH MIEJSC BIRMY PRZYĆMIEWA STOLICĘ I NIE POZWALA NA DOKŁADNE JEJ POZNANIE. CI TURYŚCI, KTÓRZY KOŃCZĄ SWOJĄ PODRÓŻ TUTAJ, SPIESZĄ SIĘ JUŻ DO DOMU I NA RANGUN NIE STARCZA CZASU, A MOŻE JEDNAK NIE MA TU NIC SPECJALNEGO?

IDZIEMY ULICAMI GDZIE PŁYTY CHODNIKÓW NIE ZAWSZE SĄ RÓWNE. GŁÓWNE ARTERIE MIASTA TO KOLONIALNE BUDYNKI, NIEJEDNOKROTNIE ODRAPANE, BRUDNE. BANKI, BIURA, DOMY CECHUJE  RÓŻNA ARCHITEKTURA. PRZECHODZIMY PRZEZ ŁADNY SKWER. OGLĄDAMY RATUSZ, ZACIEKAWIA NAS ODBYWAJĄCA SIĘ  MANIFESTACJA, WIĘC PRZYSTAJEMY NA CHWILĘ. TRUDNO JEDNAK ZORIENTOWAĆ SIĘ, O CO MANIFESTANTOM CHODZI. PO CHWILI POKAZUJĄ SIĘ ZNOWU ZANIEDBANE DOMY, A NA ULICY LEŻĄ ŚMIECI. W RANGUNIE ŁADNE KOMPLEKSY BUDYNKÓW SĄSIADUJĄ Z MAŁO CIEKAWYMI, ZAPUSZCZONYMI BUDOWLAMI. MIASTO WYDAJE SIĘ BYĆ BRUDNE. KUPUJEMY WODĘ ZA 1750 KYATÓW A PIETRUSZKA ZJADA LODA ZA 400 KYATÓW. KIERUJEMY SIĘ DO MUZEUM NARODOWEGO. UZNALIŚMY, BOWIEM, ŻE MUZEUM POZWOLI NAM NA PRZEŚLEDZENIE HISTORII KRAJU Z WIELU RÓŻNYCH PUNKTÓW. WCHODZIMY DO DUŻEGO BUDYNKU I ZACZYNAMY ZWIEDZANIE. UWAGĘ PRZYCIĄGA TRON OSTATNIEGO KRÓLA BIRMY THIBAWA ORAZ INNE PRZEDMIOTY ŚWIADCZĄCE O ZBYTKU RODZINY KRÓLEWSKIEJ.
W PEWNYM MOMENCIE GAŚNIE ŚWIATŁO. NIE JESTEŚMY W  STANIE OGLĄDAĆ EKSPONATÓW. CZEKAMY DŁUŻSZĄ CHWILĘ ZASTANAWIAJĄC SIĘ, CO ROBIĆ. NAGLE ŚWIATŁO ZAPALA SIĘ. IDZIEMY DO GALERII SZTUKI, KTÓRA OKAZUJE SIĘ BYĆ MAŁO CIEKAWA. W SUMIE MUZEUM JEST NA PRZECIĘTNYM POZIOMIE. OTWARTE DO 16-tej.

WEJŚCIE DO PAGODY KYAY THONE

WEJŚCIE DO PAGODY KYAY THONE

.

OBIAD CHCEMY ZJEŚĆ W POLECANEJ PRZEZ LONLEY PLANET RESTAURACJI O NAZWIE AUNG THUKHA.
TAKSÓWKĄ ZA 1500 KYATÓW DOJEŻDŻAMY, PO WYJŚCIU Z MUZEUM, NA WSKAZANE W PRZEWODNIKU MIEJSCE I ZACZYNAMY BŁĄDZIĆ. NIESTETY W NAJNOWSZYM WYDANIU LP JEST BŁĄD. UWAGA !!!: PODANO ZŁY ADRES RESTAURACJI (17 (A) 1st STREET / WEST SHWEGONDAING) ZAMIAST INYA RD NIEDALEKO SKRZYŻOWANIA Z SHWE GON TAING STREET 4. SZUKAJĄC, PRZYPADKOWO TRAFIAMY DO DO MALOWNICZO OTOCZONEJ BASENAMI  PAGODY  KYAY THONE NIEDALEKO WSCHODNIEGO WEJŚCIA DO SHWEGADAGON PAYA.

 

WSCHODNIE WEJŚCIE DO SHWEGADAGON PAYA

WSCHODNIE WEJŚCIE DO SHWEGADAGON PAYA

.

NIE POTRAFIMY DOJŚĆ DO CELU, CHOCIAŻ WYDAJE SIĘ, ŻE TO TUŻ – TUŻ. WĘDRUJEMY KOLEJNYMI ULICAMI RANGUNU, CO WCALE NIE JEST TAKIE ZŁE. W KOŃCU PYTAJĄC WSZYSTKICH WOKOŁO DOCHODZIMY DO AUNG THUKHA.

RESTAURACJA SERWUJE WYBÓR DAŃ W FORMIE BUFETU. MOŻNA POOGLĄDAĆ I POPYTAĆ, CO JEST, A POTEM PALCEM POKAZAĆ CO SIĘ WYBIERA. MIAŁA TO BYĆ ZWYKŁA RESTAURACJA NASTAWIONA NA MASOWEGO TURYSTĘ Z PRZYZWOITYM JEDZENIEM, ŚWIEŻO ROBIONYMI SAŁATKAMI, NIEDROGA. MOIM  ZDANIEM SPEŁNIA TE WYMOGI, O CZYM ŚWIADCZY TAKŻE DUŻY NAPŁYW TURYSTÓW I RUCH JAK TAM PANUJE.  PIETRUSZKA PSIOCZYŁ, ŻE NIC MU NIE SMAKUJE, ALE MOŻE SIĘ NASTAWIŁ NA COŚ INNEGO, PO WCZORAJSZYM JEDZENIU. ZAPŁACILIŚMY 12 000 KYATÓW.
BIRMA NIE SŁYNIE WŚRÓD AZJATYCKICH KRAJÓW Z BARDZO DOBREGO JEDZENIA. GENERALNIE KUCHNIA JEST ZA TŁUSTA. RYŻ, MAKARON, JAJKA, WARZYWA  PŁYWAJĄ W OLEJU.

TO NASZ OSTATNI WIECZÓR NIE TYLKO W BIRMIE, ALE W  AZJI. POSTANAWIAMY TO JAKOŚ UCZCIĆ I WYBIERAMY POLECANY PRZEZ PRZEWODNIK KOSAN  BAR – WŁASNOŚĆ JAPOŃCZYKA, GDZIE KAŻDY DRINK MA KOSZTOWAĆ 800 KYATÓW. ŁAPIEMY ZNOWU TAKSÓWKĘ, KTÓRA ZA KOLEJNE 1500 KYATÓW ZAWODZI NAS DO KOSAN BARU.
BAR ZNAJDUJE SIĘ NA 19 St. (LATHA). OBOK NIEGO INNE BARY, KNAJPKI, JEDNA OBOK DRUGIEJ OFERUJĄCE MIEJSCOWE JEDZENIE. MIEJSCE TĘTNI ŻYCIEM. SZKODA, ŻE DOTARLIŚMY TUTAJ TAK PÓŹNO. SIADAMY NA WYSOKICH STOŁKACH I ZAMAWIAMY,  JA WHISKY (W CHARAKTERZE LEKARSTWA OCZYWIŚCIE) A PIETRUSZKA MOHITO. DOSTAJĘ JACKA DANIELSA, KTÓRY PO WSZYSTKICH AZJATYCKICH TRUNKACH MA ZUPEŁNIE NOWY SMAK. RZECZYWIŚCIE CENA WYNOSI 800 KYATÓW. OBOK NAS SIEDZI NIEMIECKA PARA, KTÓRA ZACZYNA ROZMOWĘ O PODRÓŻY PO BIRMIE. ICH TRASA JEST ZDECYDOWANIE KRÓTSZA OD NASZEJ,  ALE TAK JAK NAM, PODOBA IM SIĘ W BIRMIE.

 

ULICZNY SPRZEDAWCA W CENTRUM RANGUNU

ULICZNY SPRZEDAWCA W CENTRUM RANGUNU

.

WRACAJĄC DO HOTELU PRZECHODZIMY PRZEZ NOCNY TARG NA MAHA BANDULA RD. TAK JAK WSZĘDZIE I TU ULICZNE  STRAGANY OFERUJĄ WSZYSTKO. KUPUJEMY OLBRZYMIE AWOKADO ZA 800 KYATÓW, OWOCE ZA 2 400 KYATÓW I TAKSÓWKĄ WRACAMY DO HOTELU. TYM RAZEM PŁACIMY DROŻEJ, BO 2000 KYATÓW. AWOKADO OMYŁKOWO ZOSTAWIAMY W TAKSÓWCE, ALE PIETRUSZKA DECYDUJE SIĘ BOHATERSKO NA WYRUSZENIE Z HOTELU PO NASTĘPNE. CZEKA NAS JESZCZE SKOŃCZENIE PAKOWANIA. W TRAKCIE NASZYCH WĘDRÓWEK PO MIEŚCIE KUPILIŚMY JAKO PAMIĄTKI 5 MAGNESÓW NA LODÓWKĘ PŁACĄC 3 300 KYATÓW ZA SZTUKĘ.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *