24.03.2014  –   Z SABANA DE LA MAR DO LAS TERRENAS

.

WYMĘCZENI NOCNYMI ODGŁOSAMI POZBIERALIŚMY SIĘ SKORO ŚWIT, ALE I TAK MUSIELIŚMY CZEKAĆ NA ŚNIADANIE. JEST PRAKTYCZNIE PO SEZONIE I NIKOGO Z OBSŁUGI JESZCZE NIE DOWIEŹLI. DOSTALIŚMY NA ŻYCZENIE ŚNIADANIE W DOMINIKAŃSKIM STYLU – PUREE Z BATATÓW, KAWAŁEK PIECZONEGO SERKA I PIECZONEGO MIĘSKA, SMAKUJĄCE JAK SZYNKA WIELKANOCNA. CHYBA SZYNKĄ BYŁO. DO TEGO SOK, OWOCE. Z PERSPEKTYWY PATRZĄC BYŁO TO CHYBA NAJLEPSZE ŚNIADANIE NA DOMINIKANIE.

ABY SIĘ STAMTĄD WYDOSTAĆ MUSIELIŚMY MIEĆ DWA PIŹDZIKI LUB TAXI, KTÓRA JEST DROŻSZA. PRZYJECHAŁA TYLKO JEDNA MOTORYNKA WIĘC OBSŁUGA HOTELU WYDELEGOWAŁA Z NAMI KOLEGĘ, TEŻ POSIADACZA TAKIEGO POJAZDU.

JAKO WETERANI PIŹDZIKOWI ZAJECHALIŚMY Z FASONEM DO CITY. KONKRETNIE DO PORTU, A WŁAŚCIWIE NABRZEŻA, Z KTÓREGO MA ODPŁYNĄĆ TRANSPORT MORSKI.

INACZEJ I BARDZIEJ NOWOCZEŚNIE, ORAZ POWSZECHNIE NAZYWA SIĘ TO FERRY. KASY BILETOWEJ NIE MA, NABRZEŻE JAK NABRZEŻE, LUDZIE CZEKAJĄ UMILAJĄC SOBIE CZAS POGRYZANIEM TAJEMNICZEGO OWOCU, KTÓRY SPRZEDAWCA OBIERA I PRZEKRAWA NA PÓŁ. MYŚLIMY – JAKAŚ POMARAŃCZA BO ŻÓŁTAWE. OWOC OKAZUJE SIĘ MIEĆ NAZWĘ – CHINOLA. PO SPRAWDZENIU OKAZUJE SIĘ, ŻE TO ZNANA NAM MARAKUJA.

PO GODZINCE OCZEKIWANIA NABRZEŻE ZACZYNA SIĘ PORUSZAĆ . PRZYBYWA CORAZ WIĘCEJ OCZEKUJĄCYCH LUDZI I PIŹDZIKÓW USTAWIAJĄCYCH SIĘ W RÓWNYM SZEREGU. NA HORYZONCIE POJAWIA SIĘ FERRY. JEST TO STATECZEK PRAWDOPODOBNIE Z EPOKI FRANCISA DRAKE’A. NIE PODPŁYWA, BO WODY W MORZU ZA MAŁO. NABRZEŻA SĄ ZA PŁYTKIE DLA NIEGO. WIDAĆ JAK LUDZIE ZE STATECZKU WSIADAJĄ DO SZEROKIEJ PRZYPOMINAJĄCEJ WYGLĄDEM BALI I SĄ DOPYCHANI PRZEZ DOPYCHACZY TAKĄ ŁÓDKĄ DO LĄDU. NASTĘPUJE WYŁADUNEK LUDZI, WALIZEK, TOBOŁÓW, ROWERKÓW.

KIEROWCY PIŹDZIKÓW RZUCAJĄ SIĘ NA WYSIADAJĄCYCH WCIĄGAJĄC ICH SIŁĄ KRZYKU OFERTY PRZEWOZU NA SWOJE POJAZDY. OCZYWIŚCIE Z PRZODU WALIZA, POTEM KIEROWCA, POTEM LADY Z TORBĄ MAŁĄ, POTEM GENTLEMAN Z PLECAKIEM.

BALIA OBRACA KILKA RAZY BO NIE JEST W STANIE OD RAZU PRZEWIEŹĆ WSZYSTKICH.

SABANA DE LA MAR – … PIES WNIESIONY NA RĘKACH PRZEZ POPYCHACZY BALI

.

TERAZ NASTĘPUJE ODWROTNA SYTUACJA, DO BALI WCHODZI CAŁY DOBYTEK ZNAJDUJĄCY SIĘ NA BRZEGU. LUDZIE, PIES WNIESIONY NA RĘKACH PRZEZ POPYCHACZY BALI. DOPYCHAJĄ NAS DO STATECZKU .TRAPU NIE MA, WIĘC POPRZEZ DZIURĘ MIĘDZY BURTĄ A PORĘCZĄ W DUŻYM SCHYLENIU WCISKASZ SIĘ NA POKŁAD. PRZYPOMNIAŁ MI SIĘ KUBUŚ PUCHATEK KTÓRY ZAKLINOWAŁ SIĘ W NORCE W DOŚĆ NIEWYGODNEJ POZYCJI PRZEDNIO-TYLNEJ. NO BO JAK BY SIĘ TAK BOKIEM ZAKLINOWAĆ TO CO BY TO BYŁO ?

DOMINIKANKI TUSZĄ, A WŁAŚCIWIE PUPKĄ I BRZUSZKIEM ZADAJĄ KŁAM OGÓLNOŚWIATOWYM TRENDOM SZCZUPŁEJ I ZDROWEJ SYLWETKI. ALE JAKOŚ IM SIĘ UDAŁO PRZECZOŁGAĆ …

PŁYNIEMY I ZASTANAWIAMY SIĘ CZY BĘDĄ JESZCZE WIELORYBY. DOPŁYNĄĆ MAMY DO MIEJSCOWOŚCI SAMANA. TAM W ZATOCE CO ROKU POJAWIAJĄ SIĘ WIELORYBY KTÓRE HASAJĄ W CELACH EROTYCZNYCH I NIE TYLKO. WYBRAŁY TO MIEJSCE NIE WIEDZIEĆ CZEMU. MOŻE TE WODY KRYJĄ JAKIEŚ AFRODYZJAKI LUB WYRAFINOWANE WIELORYBIE PRZYSMAKI. BARDZO JE TU CHRONIĄ. NIE WOLNO URZĄDZAĆ PRYWATNYCH WYCIECZEK.TYLKO LICENCJONOWANE BIURA MOGĄ ŚWIADCZYĆ W TYM ZAKRESIE USŁUGI TURYSTYCZNE. PRZYNAJMNIEJ RAZ NIE MA tzw. WOLNOAMERYKANKI. WIEMY IŻ WIELORYBY ZNIKAJĄ 15 MARCA ALE MAMY NADZIEJĘ ŻE MOŻE W TYM ROKU BĘDĄ DŁUŻEJ … CHOĆ O 7 DNI.

NADZIEJA UMIERA OSTATNIA I TAK TEŻ SIĘ STAŁO. NIESTETY ODPŁYNĘŁY …

BARDZO ŁADNYM POJAZDEM STANOWIĄCYM SKRZYŻOWANIE RIKSZY Z PIŹDZIKIEM (NIE WIDZIELIŚMY DO TEJ PORY TAKIEJ FORMACJI DROGOWEJ) DOTARLIŚMY PRZEZ PRAWIE CAŁĄ PIĘKNĄ GŁÓWNĄ ULICĘ SAMANY DO DWORCA AUTOBUSIKOWEGO.

TRANSPORT NA DOMINIKANIE TO OSOBNA OPOWIEŚĆ. WIEDZA O TYM, GDZIE JEST JAKIŚ PRZYSTANEK JEST WIEDZĄ TAJEMNĄ. OPARTA NA REGULE BRAKU JAKIEGOKOLWIEK OZNAKOWANIA. I TYLKO WTAJEMNICZENI DOMINIKAŃCZYCY TO WIEDZĄ. TY – BIAŁAS WIEDZY TEJ NIE POSIĄDZIESZ. MOŻESZ JEDNAK ZOSTAĆ OŚWIECONY. OŚWIECENIE JEST DWOJAKIEGO, A NAWET TROJAKIEGO RODZAJU. ALBO KTOŚ CI POKAŻE PARADĘ – TAK PO DOMINIKAŃSKU NAZYWA SIĘ PRZYSTANEK; ALBO KTOŚ CIĘ DO NIEJ DOPROWADZI; ALBO WCIĄGNIE CIĘ NA PIŹDZIKA I ZAWIEZIE. PRZY CZYM, JAK ZNAJDZIESZ SIĘ NA TEJŻE PARADZIE TO DLA CIEBIE DALEJ NIE JEST JASNE, DLACZEGO AKURAT TUTAJ MA BYĆ PRZYSTANEK. JEST JESZCZE CZWARTY SPOSÓB – KIEROWCA ŁA-ŁA ZATRĄBI NA CIEBIE, ROZGLĄDAJĄCEGO SIĘ ZA TRANSPORTEM Z LEKKO BEZRADNO-OSZOŁOMIONYM WYRAZEM BUZI. BEZBŁĘDNIE WYPATRZY CIEBIE, TURYSTĘ Z OBŁĘDEM W OCZACH I ZATRĄBI. PONIEWAŻ JEDNAK TRĄBIĄ WSZYSCY NA WSZYSTKICH, WIĘC DALEJ TO GDZIE JEST PRZYSTANEK STANOWI WIEDZĘ TAJEMNĄ.

TRANSPORT MIĘDZY MIASTAMI ODBYWA SIĘ CZYMŚ CO U NAS MA NAZWĘ MIKROBUSÓW. W DIALEKCIE HISZPAŃSKO-DOMINIKAŃSKIM GUA-GUA WYMAWIA SIĘ ŁA-ŁA. WSIADASZ. PO TOBIE WIELE INNYCH OSÓB. NIKT O NIC NIE MA PRETENSJI. MIEJSC JEST MAŁO. SĄ TYLKO SIEDZĄCE, ALE WSZYSCY TAK JAKOŚ SIĘ USADAWIAJĄ, ŻE W MIKROBUSIKU MIEŚCI SIĘ 25-30 OSÓB. SPRAWNIE, ŁAGODNIE BEZ NERWÓW. BILETÓW, KAS NIE MA WCALE. TO KOLEJNY FENOMEN. W GUA-GUA ZAWSZE JEST MENADŻER. ON ZAWIADUJE BIZNESEM. BIERZE KASĘ – WCALE NIE JAK WSIADASZ, TYLKO W SOBIE WŁAŚCIWYCH PUNKTACH. PATRZY NA PASAŻERÓW I WIE GDZIE I KIEDY ZACZYNA SIĘ I KOŃCZY ICH PODRÓŻ !!!! – TO JEST WŁAŚNIE MAG GŁÓWNY. CHCESZ WYSIĄŚĆ TO MÓWISZ, ŻE CHCESZ I MASZ – GUA-GUA ŁA-ŁA SIĘ ZATRZYMUJE. WYSIADASZ GDZIE CHCESZ. TO ŻE INNI WIEDZĄ GDZIE STANĄĆ ABY ZOSTAĆ ZABRANYMI JEST TAJEMNICĄ MAGICZNĄ. TAXI I PIŹDZIKI JEŻDŻĄCE PO MIEŚCIE KIEROWANE SĄ PRZEZ ADEPTÓW SZKÓŁ CZARNOKSIĘSKICH, GDYŻ POSIADAJĄ ZDOLNOŚĆ TELEPORTOWANIA SIĘ W TO MIEJSCE W KTÓRYM AKURAT STOISZ I WYRASTANIA PRZED TOBĄ Z PODZIEMI.

PONIEWAŻ PRZEPRAWIALIŚMY SIĘ NA PÓŁWYSEP SAMANA DO MIEJSCOWOŚCI SAMANA GDZIE NIE BYŁO JUŻ WIELORYBÓW, POJECHALIŚMY DALEJ. DO MIEJSCOWOŚCI LAS TERRENAS.

WEDŁUG PRZEWODNIKA MA TO BYĆ UROKLIWA, KLIMATYCZNA MIEJSCOWOŚĆ, W KTÓREJ WARTO SIĘ ZATRZYMAĆ CELEM ZWIEDZANIA OKOLICZNYCH PLAŻ, I W KTÓREJ OGLĄDA SIĘ SALTO EL LIMON – JEDNĄ Z NAJWIĘKSZYCH ATRAKCJI DOMINIKANY, A POZA PLAŻAMI NA PEWNO GŁÓWNĄ W TYM REGIONIE.

JAKO ZNAWCY TRANSPORTU ŁA-ŁA PRZEMIESZCZAMY SIĘ W MIARĘ SZYBKO, ACZKOLWIEK POJAZD KTÓRYM JECHALIŚMY ZATRZYMYWAŁ SIĘ OKOŁO 300 RAZY, ZABIERAJĄC PO DRODZE KOGO SIĘ DA. PODRÓŻ BYŁA WIĘC NUŻĄCA I BARDZO WYDŁUŻONA.

NIE MIELIŚMY HOTELU, ALE UDAŁO NAM SIĘ COŚ ZNALEŹĆ. NAMIAR WZIĘLIŚMY Z PRZEWODNIKA LONELY PLANET. JEDNAK DO KOŃCA NIE WIEMY, CZY TO BYŁ TEN, CZY INNY HOTEL.

W KOŃCU PO ZNALEZIENIU HOTELU SKĄPALIŚMY SIĘ W LUKSUSIE. NIE DOŚĆ ŻE W POKOJU BYŁA LODÓWKA, KUCHENKA I NACZYNIA, TO JESZCZE MAŁY KOLONIALNY TARASIK – CAŁOŚĆ DOMEK KEMPINGOWY BRDA – PRZYSZŁOŚĆ LAT 3000. DO WŁASNEJ, HOTELOWEJ PLAŻY KROK PRZEZ ULICĘ. NA PLAŻY BAREK I LEŻAKI. ZAMÓWILIŚMY NATYCHMIAST PLAŻOWEGO DRINKA JAK NA BOGATYCH (!!!) TURYSTÓW PRZYSTAŁO. SIEDZIMY NA WYSOKICH KRZESŁACH WGAPIENI W OCEAN ATLANTYCKI I PALMY, KTÓRE SĄ NA WSZYSTKICH PLAŻACH. JAK JUŻ SIĘ NAPATRZYLIŚMY, WSKOCZYLIŚMY DO CIEPLUTKIEJ WODY. CIEKAWE CO MYŚLELI O TYM WYBRZEŻU ŻEGLARZE KOLUMBA. CZY W OGÓLE BYLI W STANIE DOCENIĆ JEGO PIĘKNO ZMĘCZENI ŻEGLOWANIEM ?

JAK JUŻ WYPŁAWLIŚMY SIĘ W LUKSUSIE CIEPŁEGO MORZA POSZLIŚMY DO PUEBLA. PO DRODZE SZEREGI HOTELI, RESTAURACJE, BARY. CAŁY CZAS PLAŻA Z BARAMI POD PALMAMI.

PUEBLO TO INNY ŚWIAT. DOMKI – NIEKTÓRE MAŁE – CZĘSTO BIEDNE, ULICA WĄSKA. LOKALNE SKLEPY Z WARZYWAMI I OWOCAMI, JADŁODAJNIE Z WSZECHOBECNYM KURCZAKIEM W WIELU ODSŁONACH. TO NIE ŚWIAT HOTELI, DOBROBYTU ANI BIAŁYCH LUDZI. CHOCIAŻ W LAS TERRENAS W PORÓWNANIU Z INNYMI MIJANYMI MIEJSCOWOŚCIAMI JEST ZNACZNIE BARDZIEJ DOSTATNIO.

DOMINIKAŃCZYCY SĄ WESELI, ZEWSZĄD DOBYWA SIĘ MUZYKA. WSZYSCY MÓWIĄ CI CZEŚĆ, CO BRZMI – O LA ! CZASEM ZAGADUJĄ. ZADZIWIAJĄCE JEST TO ŻE BIAŁASY MIJAJĄCE SIĘ NA ULICY, NIE ODEZWĄ SIĘ ANI NIE POZDROWIĄ DRUGIEGO BIAŁASA. IDĄ JAK WAŻNE MUMIE PO BOTOKSIE. LOKALSI SĄ MILI, UCZYNNI, UŚMIECHNIĘCI ACZKOLWIEK JEST IM CIĘŻKO FINANSOWO I KAŻDY STARA SIĘ ZAROBIĆ CHOCIAŻ 50 PESOS.

ZJEDLIŚMY W LOKALNYM BARZE KREWETKI, OŚMIORNICZKĘ PO DOMINIKAŃSKU I KUPILIŚMY AWOKADO WIELKOŚCI POMELO ALBO MELONA .

TYM RAZEM NASZA NOC BYŁA NORMALNA.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *