18.01.2015 – NA BORNEO

.

ODLOT SAMOLOTU MAMY JAK ZWYKLE W NOCY. TYM RAZEM NASZ TAKSÓWKARZ NIE ZAPOMNIAŁ O NAS. PRZYSŁAŁ KOLEGĘ, KTÓRY SPÓŹNIŁ SIĘ 20 MINUT. PO 2,5 GODZINNYM LOCIE ZNALEŹLIŚMY SIĘ NA BORNEO. TO BYŁ PIĘKNY WIDOK – PŁYTA LOTNISKA, PALMY I W DALI MORZE.
O GODZ. 12-tej W POŁUDNIE MIELIŚMY SAMOLOT DO LAHAD DATU. LOTNISKO W KOTA KINABALU MA DWA, ODDALONE OD SIEBIE TERMINALE. KOMUNIKACJĘ ZAPEWNIA AUTOBUS JEŻDŻĄCY MIĘDZY TERMINALAMI ZA 5 RM.

TERMINAL, NA JAKI SIĘ PRZENIEŚLIŚMY BYŁ PRZESTRONNY, MIAŁ BISTRO GDZIE MOŻNA BYŁO ZJEŚĆ ŚNIADANIE (KANAPKĘ, WRAPA) I ZUPEŁNIE NIESPODZIEWANIE SKLEP Z…. RYBAMI, KREWETKAMI, OGÓRKAMI MORSKIMI. KTO KUPUJE RYBĘ CZY TEŻ OGÓRKA MORSKIEGO PRZED WEJŚCIEM DO SAMOLOTU? ??

WYBRALIŚMY LOT DO LAHAD DATU, BO MAJĄC TYDZIEŃ CZASU CHCIELIŚMY ZOBACZYĆ PRZYRODĘ, ZWIERZĘTA I LONGHOUSY, CZYLI DOMY PLEMIENNE. BORNEO TO POZA TYM RAJ DLA MIŁOŚNIKÓW NURKOWANIA ORAZ TREKINGU, KTÓRY DOTYCZY NAJWYŻSZEJ GÓRY MALEZJI – MOUNT KINABALU.

ZWIERZĘTA, PTAKI, DRZEWA, KRZEWY I INNE CUDA PRZYRODY OGLĄDA SIĘ W SABAH W DAMNUM VALLEY, KTÓRA JEST STACJĄ BADAWCZĄ, W REZERWACIE TABIN I NA RZECE KINABATANGAN. POCZĄTKOWO MYŚLELIŚMY O RZECE, ALE PO PRZECZYTANIU OPINII O REZERWACIE TABIN POSTANOWILIŚMY POLECIEĆ Z KOTA KINABALU DO LAHAD DATU, BO STAMTĄD MOŻNA BYŁO OGLĄDAĆ TE MIEJSCA A POZA TYM BYŁA PROMOCJA LINII MASWING. CO PRAWDA CENY, JAKIE WIDZIELIŚMY ZA POBYT W  TABIN BYŁY MROŻĄCE KREW W ŻYŁACH, ALE MIELIŚMY NADZIEJĘ, ŻE NA MIEJSCU COŚ TAŃSZEGO SIĘ TRAFI, A POZA TYM I TAK MUSIELIBYŚMY RUSZYĆ SIĘ Z KOTA KINABALU, ABY ZOBACZYĆ ZWIERZĘTA.

 

DOLATUJEMY DO LAHAD DATU

DOLATUJEMY DO LAHAD DATU

.

DOLECIELIŚMY ZATEM DO LAHAD DATU. LOT 50 MINUTOWY, PODCZAS KTÓREGO DOSTAJESZ ZIMNE NAPOJE, ORZESZKI, CO NIE ZDARZA SIĘ PODCZAS LOTU TANIMI LINIAMI. LOTNISKO W LAHAD DATU, MIEŚCI SIĘ W CENTRUM MIASTA, CO JEST EWENEMENTEM ŚWIATOWYM. PRZYLATUJEMY I IDZIEMY, DO CENTRUM SZUKAĆ BIURA PODRÓŻY I BANKU LUB KANTORU WYMIANY. NIE MA TAKSÓWEK ANI NIKT NIE PROPONUJE CI PODWIEZIENIA NO, BO TE PARĘ ULIC, KTO BY JECHAŁ. ZAPYTANY PRZEZ NAS O TO CZY DOBRZE IDZIEMY LOKALS PODWOZI NAS DWIE ULICE DALEJ. JESTEŚMY NA GŁÓWNEJ ULICY.

ZOSTAJĘ Z NASZYM BAGAŻEM, CZYLI MAŁĄ TORBĄ I MAŁYM PLECAKIEM USADAWIAJĄC SIĘ NA KWIETNIKU MIEDZY JEZDNIAMI, BO TYLKO TAM MOGĘ USIĄŚĆ A ŻAR LEJE  SIĘ Z NIEBA. PIETRUSZKA SZUKA BANKU, INFORMACJI TURYSTYCZNEJ I NOCLEGU. PO CHWILI ORIENTUJĘ SIĘ, ŻE KAŻDY JADĄCY AUTEM LUB IDĄCY ULICĄ MNIE POZDRAWIA. OCZYWIŚCIE ODPOWIADAM. CZUJE SIĘ JAK PREZYDENT INNEGO PAŃSTWA, KTÓRY SKŁADA OFICJALNĄ WIZYTĘ.

WRACA PIETRUSZKA I JUŻ Z DALA MÓWI: CZY TY WIESZ ŻE WSZYSCY CIĘ WITAJĄ? NIE ODPOWIADAM, BO PEŁNIĘ OBOWIĄZKI POWITALNE. OKAZUJE SIĘ, ŻE JEST NIEDZIELA I WSZYSTKO JEST POZAMYKANE. TYLKO W JEDNYM MIEJSCU MOŻNA WYMIENIĆ PIENIĄDZE. NA WSZELKI WYPADEK BIERZEMY TAKSÓWKĘ I JEDZIEMY. NA MIEJSCU OKAZUJE SIĘ, ŻE KANTOR JEST ZAMKNIĘTY A PRZYPADKOWY PRZECHODZIEŃ POLECA NAM BIURO TURYSTYCZNE NA LOTNISKU. WIDZIELIŚMY JE, ALE BYŁO ZAMKNIĘTE. WRACAMY NA LOTNISKO I BIURO JEST OTWARTE. NIESTETY CENY W TABIN SĄ ZAPOROWE. ZA DWUDNIOWY POBYT MUSIELIBYŚMY ZAPŁACIĆ PO 1450 RM, CZYLI ŁĄCZNIE OKOŁO 3000 ZŁ. WIEDZIELIŚMY O TYCH CENACH PRZED WYJAZDEM, BO MOŻNA JE ZNALEŹĆ W INTERNECIE, ALE LICZYLIŚMY NA TO, ŻE UDA SIĘ ZNALEŹĆ NA MIEJSCU JAKIEŚ WYJŚCIE.
PANI Z BIURA PODRÓŻY RADZI NAM POJECHAĆ NAD RZEKĘ KINABATANGAN, DO SUKAU MÓWIĄC, ŻE TAM ZOBACZYMY ZWIERZĘTA. DECYDUJEMY SIĘ NA JAZDĘ. SAMOLOT DO KOTA KINABALU MAMY ZA TRZY DNI. PANI DZWONI DO SUKAU I REZERWUJE NAM MIEJSCE NA DWIE NOCE Z JEDZENIEM, WYCIECZKAMI PO RZECE, ODEBRANIEM NAS ZE SKRZYŻOWANIA DROGI GŁÓWNEJ Z SUKAU I TRANSFEREM W TO SAMO MIEJSCE Z POWROTEM ZA 780 RM. AUTOBUS MAMY O 15-tej.
CIESZYMY SIĘ, ŻE OD RAZU JEDZIEMY I NIE STRACIMY CZASU. AUTOBUS MA JECHAĆ DO SKRZYŻOWANIA W SUKAU 2  GODZINY. DOSZLIŚMY DO PRZYSTANKU NA BOCZNEJ ULICY, KUPILIŚMY BILETY PO 20 RM I CZEKAMY. NASZ TRANSPORT MA PRZYJECHAĆ ZA 45 MINUT. WOKÓŁ NAS LOKALSI I 5 LOKALNYCH DZIECI. W MIĘDZYCZASIE PODJEŻDŻAJĄ RÓŻNE AUTOBUSY. PO CHWILI ORIENTUJĘ SIĘ, ŻE ODBYWA SIĘ TU BIZNES. ZARZĄDZAJĄCY BUDKĄ Z BILETAMI ZACZYNA WYDAWAĆ KRÓTKIE OKRZYKI WTEDY WSZYSTKIE DZIECI POKRYWAJĄ SIĘ ZE SWOICH MIEJSC ŁAPIĄC POWIĄZANE SZNURKAMI CHIPSY, ORZESZKI, MANDARYNKI. KIEDY POJAZD STAJE WPADAJĄ DO ŚRODKA OFERUJĄC PODRÓŻNYM SWOJE PRZEKĄSKI. NA KONIEC DO WNĘTRZA WCHODZI ZARZĄDCA BUDKI SPRAWDZAJĄC CZY JAKIEŚ DZIECKO W NIM NIE ZOSTAŁO I TRANSPORT RUSZA DALEJ. DZIECI WRACAJĄ DO SWOICH ZABAW. OD CZASU DO CZASU POJAWIA SIĘ PANI I KASUJE OD DZIECI TO CO ZAROBIŁY, UZUPEŁNIA TOWAR.

 

PRZYSTANEK AUTOBUSÓW DALEKOBIEŻNYCH W LD

PRZYSTANEK AUTOBUSÓW DALEKOBIEŻNYCH W LD

.

O GODZ.15 AUTOBUSU NIE BYŁO, O 15.30 TEŻ NIE, ANI O 16. PRZYJECHAŁ SPÓŹNIONY O 1,5 GODZINY. W TRAKCIE JAZDY NAJPIERW ZROBIŁO SIĘ SZARO A POTEM CIEMNO. GDZIEŚ O 19-tej POJAZD ZATRZYMAŁ SIĘ, A POMOCNIK KIEROWCY KAZAŁ NAM WYSIĄŚĆ WSKAZUJĄC PO DRUGIEJ STRONIE DROGI ROZWIDLENIE. POWIEDZIAŁ TEŻ: SUKAU. JEDNA GODZINA.

W ŚWIETLE ODJEŻDŻAJĄCEGO AUTOBUSU PRZESZLIŚMY NA DRUGĄ STRONĘ DROGI.
ZROBIŁO SIĘ KOMPLETNIE CIEMNO. ZACZĘLIŚMY IŚĆ I PO CHWILI ZOBACZYLIŚMY STOJĄCY NA POBOCZU NA MIGAJĄCYCH ŚWIATŁACH MINIVAN. UCIESZENI, ŻE KTOŚ NA NAS CZEKA, PRZYŚPIESZYLIŚMY TROCHĘ. W TYM MOMENCIE BUSIK ODJECHAŁ. ZUPEŁNIE JAK W THRILLERACH – GŁÓWNY BOHATER MA ZOSTAĆ OCALONY, ALE W  OSTATNIEJ CHWILI RATUNEK ZNIKA. SUNIEMY DALEJ. MÓWIĘ – CO BĘDZIE JAK SIĘ TEN CHODNIK SKOŃCZY?
PIETRUSZKA NAWET NIE ODPOWIEDZIAŁ.

MIJA NAS SAMOCHÓD TROCHĘ OŚWIETLAJĄC DROGĘ, ALE SIĘ NIE ZATRZYMUJE. POWOLI WZROK PRZYZWYCZAJA SIĘ DO CIEMNOŚCI, LECZ JEST ONA TAK GŁĘBOKA, ŻE Z TRUDEM WIDZĘ PLECY PIETRUSZKI IDĄCEGO PRZEDE MNĄ. MIJA NAS KOLEJNE AUTO I W ŚWIETLE JEGO REFLEKTORÓW DOSTRZEGAMY JAKIŚ DROGOWSKAZ. IDZIEMY. PIETRUSZKA ŚWIECI TELEFONEM ŻEBYŚMY GO NIE MINĘLI. ZATRZYMALIŚMY I LAMPĄ BŁYSKOWĄ APARATU FOTOGRAFICZNEGO OŚWIETLAMY, CO PISZE. PISZE, ŻE DO SUKAU JEST, BAGATELA 49 KM !!!. NIE MA ŻADNEGO SENSU IŚĆ DALEJ. JESTEŚMY PARĄ GŁUPKÓW – NIE WIEMY ZA BARDZO GDZIE W SUKAU MAMY NOCLEG I NIE ZNAMY JEGO NUMERU TELEFONU.
PRZYPOMINA MI SIĘ W TYM MOMENCIE, ŻE KIEDY PRZEGLĄDAŁAM U MIŁEJ PANI Z LOTNISKOWEGO BIURA PODRÓŻY OFERTY Z SUKAU, ODRUCHOWO SPOJRZAŁAM NA GÓRNĄ CZĘŚĆ STRONY, ABY ZORIENTOWAĆ SIĘ SKĄD POCHODZI OFERTA. ADRES BYŁ MI ZNANY. PRZYGOTOWUJĄC PODRÓŻ I ROZWAŻAJĄC OPCJĘ SUKAU CZYTAŁAM DOKŁADNE RELACJE O  HOSTELACH, KTÓRE TAM SĄ. CZYTAŁAM O TYM HOSTELU, WIEDZIAŁAM, CO TO JEST SKRZYŻOWANIE Z DROGĄ DO SUKAU, STANOWIĄCY WAŻNY WĘZEŁ KOMUNIKACYJNY, BO ODBYWAJĄ SIĘ TAM PRZESIADKI W RÓŻNE STRONY. TO WSZYSTKO UŚPIŁO MOJĄ CZUJNOŚĆ …

NIE ZMIENIAŁO TO FAKTU, ŻE MÓGŁ BYĆ TO INNY, HOSTEL, BO PANI Z BIURA ZADZWONIŁA TEŻ GDZIE INDZIEJ. FAKTEM JEST, ŻE NIE POWIEDZIAŁA NAM GDZIE DZWONIŁA I JAK NAZYWA SIĘ NASZA REZYDENCJA.
STOIMY. CIEMNOŚCI EGIPSKIE. PO DRUGIEJ STRONIE DROGI POKAZUJĄ SIĘ ŚWIECĄCE OCZY. TYGRYS, KTÓRY SIĘ ZGUBIŁ? OBOK NAS PANI ŻABA ROBI DZIKĄ AWANTURĘ PANU ŻABIE ZA TO, ŻE MIAŁ SKOK W BOK. CYKADY, ŚWIERSZCZE POKPIWAJĄ Z NAS I COŚ GRAJĄ. CHYBA MODERN JAZZ.
ZACZYNAMY AUTO STOP, BO NIE MOŻEMY TAK BEZCZYNNIE STAĆ. PRZEJEŻDŻAJĄCYCH SAMOCHODÓW NIE JEST DUŻO. MACHAMY JAK SZALENI, ALE WSZYSCY NAS MIJAJĄ. NAWET TYGRYS ZNALAZŁ DROGĘ I ODSZEDŁ, CHOCIAŻ PANI ŻABA DALEJ WYLEWA SWOJE ŻALE.

NIE MAMY WODY, BO PRZYSTANEK AUTOBUSOWY W LAHAD DATU BYŁ W TAKIEJ DZIELNICY, ŻE BYŁY TYLKO SŁODKIE NAPOJE. STOIMY, MACHAMY; A JA SOBIE MYŚLĘ JAK TO BĘDZIE W NOCY I O KTÓREJ ZACZYNA ŚWITAĆ. KAŻDE PRZEJEŻDŻAJĄCE AUTO WLEWA NAS NADZIEJĘ, KTÓRA GAŚNIE W CIĄGU PARU SEKUND. NIE BARDZO ROZUMIEMY JAK TO SIĘ STAŁO, ŻE NIKT PO NAS NIE WYJECHAŁ.

PRZEJECHAŁO NA TEJ BOCZNEJ DRODZE, CO NAJMNIEJ 20 SAMOCHODÓW, I NIC. ZASTANAWIAM SIĘ CZY TUTAJ NIE POMAGA SIĘ LUDZIOM. PRZECIEŻ TO NIE JEST NORMALNE, ABY DWIE OSOBY O TEJ PORZE STAŁY W TYM MIEJSCU. JEDNOCZEŚNIE ZDAJĘ SOBIE SPRAWĘ, ŻE CZAS PŁYNIE WOLNO. MACHAMY, ALE SAMOCHODY OMIJAJĄ NAS SZEROKIM RUCHEM. PO ICH PRZEJEŹDZIE ROBI SIĘ JESZCZE CIEMNIEJ. STOIMY I CZEKAMY.

W PEWNYM MOMENCIE ZATRZYMUJE SIĘ JAKIŚ SAMOCHÓD.
PODCHODZIMY A W NIM 4 OSOBY WRAZ Z KIEROWCĄ. TRZECH MĘŻCZYZN I KOBIETA SIEDZĄCA Z PRZODU. PODCHODZIMY DO OTWARTEGO OKNA I PIETRUSZKA ZACZYNA WYJAŚNIAĆ, DLACZEGO STOIMY NA DRODZE. WIDAĆ, ŻE ROZUMIE I CHYBA TROCHĘ MÓWI PO ANGIELSKU TYLKO KIEROWCA. TŁUMACZY RESZCIE, CO SIĘ STAŁO. PYTA, GDZIE MAMY NOCLEG. MÓWIĘ GDZIE CHYBA PRZEKRĘCAJĄC NAZWĘ Z ZIELONEGO WIDOKU NA ZIELONY PUNKT, ALE WSZYSCY WIEDZĄ, O CO CHODZI. KIEROWCA MÓWI ABYŚMY WSIADALI. SZYBKO SIĘ ŁADUJEMY. JA NA SAM TYŁ. PIETRUSZKA OBOK DWÓCH FACETÓW PRZEDE MNĄ. JEDZIEMY DŁUGO. CAŁA CZWÓRKA CAŁY CZAS GŁOŚNO ROZMAWIA,  ŚMIEJE SIĘ. PRZYCHODZI MI NA MYŚL PRZYSŁOWIOWA WŁOSKA RODZINA. PO OKOŁO GODZINIE MIJAMY NAPIS SUKAU POTEM OŚWIETLONY DOM I NAZWĘ NASZEGO HOSTELU. POMIMO TEGO JEDZIEMY DALEJ I JAKOŚ TAK BARDZIEJ WŚRÓD DRZEW, PALM. W TYM MOMENCIE POMYŚLAŁAM, CHOCIAŻ NIE GUSTUJĘ W KRYMINAŁACH, ŻE JAKBY NAM SIĘ COŚ STAŁO TO NIKT DOJDZIE JAK.

AUTO JEDNAK PODJECHAŁO POD OŚWIETLONY HOSTEL. CAŁY PERSONEL WYSZEDŁ NA ZEWNĄTRZ. REZERWACJA BYŁA OCZYWIŚCIE DOKONANA. ZROBIŁO SIĘ ZAMIESZANIE. PERSONEL MÓWI, ŻE AUTOBUSIK HOSTELU CZEKAŁ GODZINĘ I WRÓCIŁ. MY, ŻE POWINIEN CZEKAĆ NA NAS. KIEROWCA MÓWI, ŻE JESTEŚMY WINNI ZA PODWIEZIENIE 40 DOLARÓW. JESTEŚMY ZASKOCZENI KWOTĄ, ALE TO MY JESTEŚMY WDZIĘCZNI I TRUDNO PROTESTOWAĆ. PIETRUSZKA MÓWI MASZ DROBNE TO DAJ. CAŁY PERSONEL JAK W TEATRZE PATRZY NA TO, CO SIĘ DZIEJE. USIŁUJĘ WYDOSTAĆ PIENIĄDZE Z TAJNEGO SCHOWKA. RECEPCJONISTA PRZEPRASZA ZA TO, CO SIĘ STAŁO. JA NA TO, ŻE WŁAŚNIE TRACĘ SWOJE PIENIĄDZE. DAJĘ JE KIEROWCY, KTÓRY WYDAJE SIĘ BYĆ ZASKOCZONY I MAMROTA “AMERYKAŃSKIE DOLARY”. OBOJE Z PIETRUSZKĄ MAMY WRAŻENIE, ŻE COŚ JEST NIE TAK. ALBO TA KWOTA JEST ZA MAŁA ALBO ZA DUŻA.

 

SUKAU GREENVIEW B&B - NARESZCIE U CELU

SUKAU GREENVIEW B&B – NARESZCIE U CELU

.

DOSTAJEMY DOMEK. PYTAMY CZY I GDZIE MOŻEMY COŚ ZJEŚĆ. W HOSTELU MOŻEMY DOSTAĆ JAJKA ALBO PÓJŚĆ DO RESTAURACJI, ALE NIE WIADOMO CZY OTWARTA. NIE MOŻNA TAM ZADZWONIĆ, BO NIE MAJĄ NUMERU. W KOŃCU JAKOŚ OKAZUJE SIĘ, ŻE JEST OTWARTA, WIĘC IDZIEMY, CHOCIAŻ MA TO BYĆ KAWAŁEK DROGI. ZNOWU CIEMNO. CHCIAŁOBY SIĘ ZACYTOWAĆ: “WIDZĘ CIEMNOŚĆ”. ŚWIECIMY TELEFONEM I WIDZIMY, ŻE IDZIEMY DROGĄ WŚRÓD PALM, KRZEWÓW, DRZEW. ZA CHWILĘ POJAWIAJĄ SIĘ OŚWIETLONE DOMOSTWA, PO CHWILI ZNOWU CIEMNO. RESTAURACJA, DO KTÓREJ W KOŃCU DOTARLIŚMY OKAZUJE SIĘ BYĆ MAŁYM DOMKIEM Z TARASEM. DLACZEGO AKURAT TEN DOMEK JEST RESTAURACJĄ POZOSTANIE TAJEMNICĄ BORNEO.
ZOSTAWIAMY BUTY NA ZEWNĄTRZ. JĘZYKIEM MIGOWYM USTALAMY MENU. JEST TO RYŻ Z KURCZAKIEM, BO NICZEGO WIĘCEJ NIE MAJĄ NA STANIE. JEDZENIE OKAZUJE SIĘ BYĆ BARDZO DOBRE.

KUPUJEMY JESZCZE DO PICIA ZIMNĄ HERBATĘ CYTRYNOWĄ LIPTON Z LODÓWKI. WYCHODZIMY I OKAZUJE SIĘ, ŻE ZNIKNĄŁ BUT PIETRUSZKI. POZA NAMI I KOTAMI NIKOGO NIE BYŁO. SZUKAMY NIE MA. W KOŃCU OKAZAŁO SIĘ, ŻE AMATOREM BUTA BYŁ PIES, KTÓRY SZUKAŁ NOWEJ ZABAWKI.
ZAPŁACILIŚMY 13 RM Z TEGO 6 RM TO TRZY PUSZKI PICIA.
WRACAMY OCZYWIŚCIE PO CIEMKU DO NASZEGO DOMKU. KŁADZIEMY SIĘ SPAĆ, SŁUCHAJĄC JAK WOKÓŁ WSZYSTKO SZEPCE, MRUCZY, POHUKUJE, NAWOŁUJE. TO TYSIĄCE ODGŁOSÓW DŻUNGLI ŻYJĄCEJ W NOCY. SPRAWĘ NASZEJ PODRÓŻY ZOSTAWIAMY NA RANO, ALE NIE DA SIĘ UKRYĆ, ŻE JAKIEŚ AUTOBUSOWE FATUM MAMY NA SWOJEJ DRODZE.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *