28.03.2014 – W SANTO DOMINGO

.

ŚNIADA SIĘ NA GÓRZE. TARAS, STOLIKI, KANAPY I DWIE CZARNULKI OBSŁUGUJĄ TEN HOTEL NALEŻĄCY DO FRANCUZA. FRANC(UZ) JEST W SANTO DOMINGO OD 15 LAT, BO NIE MÓGŁ WYTRZYMAĆ WE FRANCJI, W KTÓREJ WEDŁUG NIEGO NIE DA SIĘ ŻYĆ. POTWIERDZAJĄ TO ZRESZTĄ – JAK MÓWI RODACY, KTÓRZY U NIEGO MIESZKAJĄ. UWAGA DZIEWCZYNKI !!! JEST SAM I NIE MA RODZINY BLISKIEJ WE FRANCJI. WYGLĄDA NIE NAJGORZEJ MA OKOŁO 50 LAT NO I TEN HOTEL … I TO TAM GDZIE CIEPŁO, TYLKO TROCHĘ DALEKO…

PO ŚNIADANIU ROBIMY WYPAD EDUKACYJNY. ZACZYNAMY OD FORTECY OZAMA ZNAJDUJĄCEJ SIĘ KILKASET METRÓW OD NASZEGO HOTELU. TWIERDZA ZOSTAŁA ZBUDOWANA W LATACH 1502 – 1508 PRZEZ HISZPANÓW. JEST NAJSTARSZĄ WOJSKOWĄ BUDOWLĄ Z EUROPEJSKIMI KORZENIAMI W AMERYCE. WSPANIAŁYM PRZYKŁADEM ŚREDNIOWIECZNEGO EUROPEJSKIEGO STYLU BUDOWNICTWA JEST ZNAJDUJĄCA SIĘ W CENTRALNYM MIEJSCU ZAJMOWANEGO PRZEZ FORTECĘ TERENU WIEŻA (TORRE DEL HOMENAJE). WARTO ZOBACZYĆ… ADRES: Calle las Damas, Tel: +1 809-686-0222, OTWARTE: Pn. – Sob. 9:30 – 18:30, Nie. 9:00 – 16:00; WSTĘP: 70 PTYSI. CZAS ZWIEDZANIA OKOŁO 90 min PO WYJŚCIU PRZECHODZIMY OBOK I ZAGLĄDAMY NA CHWILĘ DO TRAMPOLÍN – MUZEUM DZIECIĘCEGO. WARTO POKAZAĆ DZIECIOM. BĘDĄ MIAŁY FRAJDĘ. Calle las Damas, DOM RODRIGO DE BASTIDAS, Tel: +1 809 685 5551; OTWARTE: Wt. – Pt. 9:00 – 17:00 Sob – Nie 10:00 – 18:00. WSTĘP 200, DZIECI 100 PTYSI.

IDĄC DALEJ W KIERUNKU MUZEUM NAPOTYKAMY STARY KOŚCIÓŁ JEZUITÓW ZAMIENIONY W 1956 ROKU NA PANTEON NARODOWY PRZEZ TUTEJSZEGO DYKTATORA TRUILLA MOLINĘ. LEŻY W NIM PONAD 40 BARDZO ZASŁUŻONYCH DLA DOMINIKANY LUDZI. PO WYPĘDZENIU PRZEZ PRZEDSTAWICIELI KORONY HISZPAŃSKIEJ JEZUITÓW TA PIĘKNA, SUROWO WYGLĄDAJĄCA ŚWIĄTYNIA Z FASADĄ ZBUDOWANĄ Z KORALOWCA PEŁNIŁA RÓŻNE FUNKCJE. BYŁY TU MAGAZYNY, PRZECHOWALNIA TABAKI, TEATR (JUŻ PO ODZYSKANIU NIEPODLEGŁOŚCI) I BIURA RZĄDU. PANTEON SKŁADA SIĘ Z OŚMIU KAPLIC POŁOŻONYCH SYMETRYCZNIE PO OBU STRONACH NAWY GŁÓWNEJ I CENTRALNIE UMIEJSCOWIONEGO OŁTARZA. UWAŻA SIĘ, ŻE OGROMNY, CENTRALNIE WISZĄCY KANDELABR I NIEKTÓRE KRATY Z SYMBOLAMI NAZISTOWSKIEJ SWASTYKI TO PREZENT FRANCISCO FRANCO DLA TRUILLO. TYRAN TYRANOWI DOBRZE ZROBI(Ł)… MURAL Z 1958 RAFAELA PELLICERA I TE DWIE w/w ATRAKCJE PRZYCIĄGAJĄ WIDZÓW. WSTĘP DARMOWY. OTWARTE OD 8:00 DO 18:00. CZAS ZWIEDZANIA OKOŁO 15-30 min.

PO WYJŚCIU Z PANTEONU, MIJAJĄC MUZEUM KRÓLEWSKIE KIERUJEMY SIĘ DO NAJWIĘKSZEJ CHYBA ATRAKCJI SANTO DOMINGO, DO ALCÁZAR DE COLÓN. WSPANIALE ODRESTAUROWANA, PIERWSZA REZYDENCJA WICE-KRÓLEWSKA NA OBSZARZE CAŁEGO KONTYNENTU AMERYKAŃSKIEGO. PAŁAC Z 1510 r. W HISZPAŃSKIM STYLU KOLONIALNYM, BYŁ PIERWOTNIE DOMEM PIERWSZEGO GUBERNATORA KOLONII I SYNA KRZYSZTOFA KOLUMBA, DIEGO. BUDYNEK BYŁ TEŻ SIEDZIBĄ GŁÓWNEGO SĄDU HISZPAŃSKIEGO I MIEJSCEM, Z KTÓREGO ZARZĄDZANO PODBOJEM MEKSYKU, PORTO RICO, KUBY, GWATEMALI, PERU, FLORYDY, KOLUMBII I JAMAJKI. ORYGINALNE I ODTWORZONE PRZEDMIOTY WSPANIALE OBRAZUJĄ ŻYCIE CODZIENNE W KOLONIALNYM SANTO DOMINGO. W MUZEUM JEST PREZENTOWANA ŚREDNIOWIECZNA I RENESANSOWA SZTUKA EUROPEJSKA. NAJWIĘCEJ UWAGI PRZYCIĄGAJĄ WSPANIAŁE TKANINY, POLICHROMOWANE RZEŹBY Z DREWNA I MEBLE. ADRES: Plaza de España, Tel. +1 809 682 4750. OTWARTE: Wt. – Nie. 9:00 17:00; CZAS ZWIEDZANIA OKOŁO 120-180 min. BILETY: 100, DZIECI 20 PTYSI.

PRZEJŚCIE SIĘ PO PLACU HISZPAŃSKIM I KILKU OKOLICZNYCH ULICZKACH ZAKOŃCZYLIŚMY WYPICIEM ZIMNEGO PIWA. WZMOCNIENI, ODWAŻNIE WKROCZYLIŚMY DO OSTATNIEGO PLANOWANEGO NA TEN DZIEŃ MUZEUM – PAŁACU KRÓLEWSKIEGO. WYBUDOWANE WE WCZESNYCH LATACH XVI w. CASAS REALES SĄ WSPANIAŁYM PRZYKŁADEM HISZPAŃSKIEJ ARCHITEKTURY KOLONIALNEJ. CAŁOŚĆ TWORZĄ DWA ŁĄCZĄCE SIĘ BUDYNKI. JEDEN SŁUŻYŁ ZA REZYDENCJĘ NAJWYŻSZYCH DOSTOJNIKÓW KOLONIALNYCH, A W DRUGIM ZNAJDOWAŁY SIĘ BIURA RZĄDOWE I SĄD KRÓLEWSKI – PIERWSZY SĄD “NOWEGO ŚWIATA” BARDZO CIEKAWE I PIĘKNE MIEJSCE, PO KTÓREGO WEWNĘTRZNYM DZIEDZIŃCU CHODZĄ WOLNO PAWIE. WARTO ZOBACZYĆ. ADRES: Calle las Damas / Calle Mercedes, Tel: +1 809-682-4202 OTWARTE: Wt. – Nie. 9:00 – 17:00; WSTĘP: 100 PTYSI, DZIECI DO 12 LAT DARMO. CZAS ZWIEDZANIA: 180-240 min.

.

SANTO DOMINGO – W PAŁACU KRÓLEWSKIM

.

PO POŁUDNIU POSTANOWILIŚMY WYBRAĆ SIĘ DO ZACHWALANEJ STREFY JEDZENIA. NA POSIADANEJ MAPIE SANTO DOMINGO ZAZNACZONO I JĄ I GŁÓWNE MIEJSCA SŁYNĄCE Z HANDLU. CHCIELIŚMY POZA ZJEDZENIEM CZEGO DOBREGO I LOKALNEGO, ZOBACZYĆ JAK WYGLĄDA STOLICA POZA ZONĄ KOLONIALNĄ. SZLIŚMY POLECANYM PRZEZ PRZEWODNIKI NADMORSKIM BULWAREM, POTEM SKRĘCILIŚMY W STRONĘ TEATRU. IDZIEMY, IDZIEMY… SZEROKIE ULICE, PIĘKNE BUDYNKI. PO TRZECH GODZINACH STWIERDZAMY, ŻE TO GDZIE JESTEŚMY NIE BARDZO ZGADZA SIĘ Z MAPĄ. PODCHODZIMY I PYTAMY. WSZYSCY PRZYGLĄDAJĄ SIĘ NASZEJ MAPIE, ALE NIE POTRAFIĄ NAM POMÓC. DOCHODZIMY DO STACJI METRA I PYTAMY MUNDUROWYCH Z OBSŁUGI. ZROBIŁA SIĘ NARADA ZŁOŻONA Z ICH TRZECH I PIETRUSZKI. NIESTETY, ONI Z MAPY KTÓRĄ MIELIŚMY, NIE POTRAFILI NIC WYWNIOSKOWAĆ. ROBILI MĄDRE MINY. BEZ REZULTATU. SPRAWIALI WRAŻENIE JAKBY POZA ULICĄ NA KTÓREJ BYLIŚMY NIE WIEDZIELI, ŻE SĄ JESZCZE INNE ULICE W MIEŚCIE. METRO RÓWNIEŻ NIE MIAŁO MAPY, NA CO MIELIŚMY NADZIEJĘ. POWLEKLIŚMY SIĘ DALEJ. W NAPOTKANYM NA DRODZE HOTELU MARRIOTT DOSTALIŚMY INNĄ MAPĘ (ZAWSZE TO ROBIMY. BĘDĄC GDZIEKOLWIEK W ŚWIECIE WCHODZIMY DO KAŻDEGO, DUŻEGO NAPOTKANEGO HOTELU I PROSIMY O MAPĘ). TROCHĘ TO POPRAWIŁO SPOJRZENIE NA NASZĄ POZYCJĘ. WYDAWAŁO NAM SIĘ, ŻE DO CELU JUŻ NIEDALEKO. SZLIŚMY NASTĘPNE PÓŁ GODZINY PRZEZ RÓŻNE KWARTAŁY TEGO DUŻEGO MIASTA. OKOŁO GODZINY 20:00 DALIŚMY ZA WYGRANĄ. PIERWSZY RAZ W CZASIE LICZNYCH PODRÓŻY NIE DOTARLIŚMY DO MIEJSCA PRZEZNACZENIA. MYŚLĘ ZE CHYBA JEDNAK BYŁO TO SPOWODOWANE ZŁYM OZNAKOWANIEM.

ZMĘCZENI ZAŁAPALIŚMY CHĘTNEGO, KTÓRY PODWIÓZŁ NAS DO ZONY KOLONIALNEJ ZA 150 PTYSI. TAM WESZLIŚMY DO MAŁEJ RESTAURACJI I CHCIELIŚMY ZAMÓWIĆ COŚ NA WYNOS. POKAZANO NAM KARTĘ Z OBRAZKAMI DAŃ. WYBIERAMY ŁADNIE WYGLĄDAJĄCEGO KURCZAKA, ALE OKAZAŁO SIĘ ŻE GO JUŻ NIE MA. NATYCHMIAST CHCĘ WYJŚĆ. ZOSTAJEMY JEDNAK I WYBIERAMY KURCZAKA W FORMIE SZASZŁYKA. CZEKAMY BAAAAAAARDZO DŁUGO. DOSTAJEMY PAKUNEK. ROBI SIĘ PRAWIE 21:00 … WRACAMY DO DOMU MIJAJĄC PO DRODZE KURCZAKARNIĘ. PIETRUSZKA WCIĄGA MNIE TAM PRAWIE SIŁĄ I BIERZEMY PÓŁ, SZALENIE PRZYSTOJNIE WYGLĄDAJĄCEGO KURCZAKA Z ROŻNA. W KOŃCU DOCIERAMY NA NASZ ZABYTKOWY BALKON. SIADAMY JAK NA HISZPAŃSKĄ PARĘ KRÓLEWSKĄ PRZYSTAŁO, TYLE TYLKO ŻE BEZ NÓG, W KTÓRYCH PRZESTALIŚMY MIEĆ CZUCIE PO ŁĄCZNIE 12 GODZINACH CHODZENIA. OTWIERAMY PAKUNEK Z RESTAURACJI, A TU TRÓJKĄTNE KANAPKI Z JAKĄŚ KAPUSTKĄ I SEREM, ORAZ PARĘ FRYTEK WYGLĄDAJĄCYCH TAK, JAKBY ZOSTAŁY PRZEZ KOGOŚ NIEDOJEDZONE I NAM JE DANO. KANAPKI NIE POWIEM BYŁY CIEPŁE… SZYBKO ŁYKNĘLIŚMY RUMIKU Z SOKIEM, BO PO PROSTU ONIEMIELIŚMY ZE ZGROZY. OTWORZYLIŚMY DRUGI PAKUNEK. TU LEŻAŁ KURCZAK Z CHRUPIĄCĄ SKÓRKĄ WESOŁO DO NAS MACHAJĄC NÓŻKĄ. PODEJRZEWAM, ŻE W PIERWSZYM LOKALU ZABRAKŁO TEGO CO CHCIELIŚMY I DANO NAM TO CO BYŁO, BY POZBYĆ SIĘ RESZTEK PRZED ZAMKNIĘCIEM … KANAPKI DAŁY SIĘ ZJEŚĆ, ALE CZULIŚMY SIĘ LEKKO OSZUKANI… FAKT, ICH CENA BYŁA NIŻSZA OD TEJ W CENNIKU. ZAUWAŻYLIŚMY TO PŁACĄC ZA NIE, ALE MYŚLELIŚMY ŻE TO MYŚMY COŚ POKRĘCILI. ZNAJĄC FRANCUSKI I WŁOSKI ROZUMIEMY HISZPAŃSKI W PODSTAWOWYM WYMIARZE, TAK ŻE POMYŁKA JEST MOŻLIWA. TO WSZYSTKO NIE ZMIENIA FAKTU, ŻE NA BALKONIE BYŁO PIĘKNIE. NAJEDLIŚMY SIĘ NABYTYMI DROGĄ KUPNA “SPECJAŁAMI” I ZROBIŁO SIĘ NAM DOBRZE …

.

> ZOBACZ FOTY <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *