30.03.2014 – W PUNTA CANA  – BÁVARO

.

PO ŚNIADANIU ZA 100 PTYSI DOCIERAMY PIŹDZKIEM NA PLAŻĘ BÁVARO, A WŁAŚCIWIE PLAŻĘ DEL CORTECITO.

PO DRODZE ZATRZYMUJEMY SIĘ PRZY BANKOMACIE BANKU, KTÓRY PONOĆ BIERZE NAJMNIEJSZE OPŁATY ZA WYPŁATĘ GOTÓWKI (SCOTIABANK, Friusa, Avenida España). KIEROWCA ZOSTAWIA NAS KOŁO RZĘDÓW BUDEK – SKLEPIKÓW PLAŻOWYCH OFERUJĄCYCH SUKIENKI, SPODNIE, KOSTIUMY KĄPIELOWE, PAREA, PAMIĄTKI, ALKOHOL, MIÓD. NAGLE WYDAJE SIĘ NAM, ZE ZNALEŹLIŚMY SIĘ W np. MIĘDZYZDROJACH Z LAT 60-tych. POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI? SZUKAMY AGENCJI TURYSTYCZNEJ, ZDAJĄC SOBIE SPRAWĘ Z TEGO, ŻE ZORGANIZOWANIE WYPADU NA SAONĘ POPRZEZ FIRMĘ BĘDZIE ZNACZNIE PROSTSZE. OCZYWIŚCIE NATYCHMIAST MIESZCZĄCE SIĘ W SKLEPIKACH Z PAMIĄTKAMI LOKALNE BIURA TURYSTYCZNE NA WYŚCIGI OFERUJĄ SWOJE USŁUGI. PO NEGOCJACJACH Z WŁAŚCICIELEM SKLEPU D’ JUANY NRO 1 GIFT SHOP (dosłownie na plaży, na przedłużeniu dróżki wśród sklepików) CENA WYNOSI US$ 80 OD OSOBY. OBEJMUJE CAŁY TRANSPORT, DRINKI I LUNCH NA WYSPIE.

ROBIMY SPACER PO PLAŻY, KĄPIEMY SIĘ, LICZĄC NA SUPER OPALENIZNĘ. SPACERUJĄC MIJANY PLAŻE RESORTOWO-HOTELOWE. PLAŻA RESORTOWA PRZEDSTAWIA TAKI OBRAZEK. ŁÓŻKA PLAŻOWE, ROZEBRANE PANIE, PANOWIE, NIEKTÓRZY PATRZĄ W MORZE INNI CZYTAJĄ, ROZMAWIAJĄ SĄCZĄC DRINKI. POŚRODKU TEJ SIELANKI STOI KOMANDOS UZBROJONY W KARABIN TRZYMANY W POZYCJI GOTOWEJ DO STRZAŁU ROZGLĄDAJĄCY SIĘ W OKOŁO Z ZAMIAREM NATYCHMIASTOWEJ INTERWENCJI. CHYBA W RAZIE GDYBY JEDEN RESORT NAPADŁ NA DRUGI, LUB CHCIAŁ ODBIĆ JAKĄŚ TURYSTKĘ. ALE POWAŻNIE – TEN PILNUJĄCY RAMBO MA ZAPEWNIĆ POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA I ODGANIAĆ NIEPOWOŁANE ELEMENTY KTÓRE CHCĄ ZAROBIĆ OFERUJĄC RÓŻNE USŁUGI. WYGLĄDA TO JEDNAK NASZYM ZDANIEM PO PROSTU KOSZMARNIE. PIĘKNA PLAŻA, PALMY, MORZE I… RAMBO W PEŁNEJ KRASIE.

DOMINIKANA A BEZPIECZEŃSTWO  🙂

UWAŻAM OPINIE GŁOSZĄCE, ŻE DOMINIKANA TO KRAJ NIEBEZPIECZNY ZA WYSSANE Z PALCA I NIE WIADOMO SKĄD WZIĘTE. CZYTAŁAM PRZED WYJAZDEM RELACJE INTERNETOWE LUDZI PRZEBYWAJĄCYCH TYLKO W RESORTACH ORAZ INNE. W TYCH INNYCH PADŁO STWIERDZENIE ZE WYMYŚLAJĄ JE CI, KTÓRZY PRACUJĄ W RESORTACH. JESTEM SKŁONNA W TO UWIERZYĆ. ŻYLIŚMY NA DOMINIKANIE POZA RESORTAMI, PORUSZALIŚMY SIĘ MASOWYMI ŚRODKAMI KOMUNIKACJI, KORZYSTALIŚMY Z MIEJSCOWYCH JADŁODAJNI, BARÓW, SKLEPÓW. OPROWADZANI BYLIŚMY PRZEZ MIEJSCOWYCH PRZEWODNIKÓW. NIGDY NIE ZNALEŹLIŚMY SIĘ W SYTUACJI JAKIEGOKOLWIEK ZAGROŻENIA. PODRÓŻUJEMY Z RZUCAJĄCYMI SIĘ W OCZY APARATAMI FOTOGRAFICZNYMI O DOŚĆ DUŻEJ WARTOŚCI. NIEJEDNOKROTNIE ZNAJDOWALIŚMY SIĘ W ODLEGŁOŚCI PARUNASTU CZY KILKUDZIESIĘCIU METRÓW OD SIEBIE GDYŻ JEDNO COŚ FOTOGRAFOWAŁO A DRUGIE SZŁO NAPRZÓD. ŻADNE Z NAS NIE ZOSTAŁO ZACZEPIONE, NAGABYWANE, OTACZANE PRZEZ TUBYLCÓW. SZCZEGÓLNIE JA, JAKO KOBIETA. W KAŻDYM KRAJU SĄ ZŁODZIEJE, ZŁODZIEJE KIESZONKOWI, RABUSIE. TRZEBA UWAŻAĆ WSZĘDZIE I NIE PAKOWAĆ SIĘ W CIEMNOŚCI, W PODEJRZANE ULICE, NIEOŚWIETLONE ZAUŁKI. UWAŻAĆ W AUTOBUSACH, SKLEPACH, SZCZEGÓLNIE TAM GDZIE JEST SIĘ W TŁUMIE CZY GRUPIE OSÓB. TO SĄ ZASADY OBOWIĄZUJĄCE WSZĘDZIE, NA KAŻDYM KONTYNENCIE, POD KAŻDĄ SZEROKOŚCIĄ GEOGRAFICZNĄ. INNĄ RZECZĄ JEST NATOMIAST STAN BEZPIECZEŃSTWA JAKO PEWNA KATEGORIA WPŁYWAJĄCA NA OGÓLNE SAMOPOCZUCIE W TRAKCIE POBYTU I CHARAKTERYZUJĄCA DANY KRAJ. JEST KRZYWDZĄCYM DLA DOMINIKANY POSTRZEGANIE JEJ JAKO PAŃSTWA NIEBEZPIECZNEGO.

PODCZAS SPACERU PLAŻĄ ZACZEPIŁY MNIE DWIE DZIEWCZYNY, PROPONUJĄC ZROBIENIE WARKOCZYKÓW. DO DZIŚ NIE WIEM CO MNIE PODKUSIŁO ABY SKORZYSTAĆ Z ICH OFERTY. PLECENIE TRWAŁO BARDZO DŁUGO. MOGŁAM ZAOBSERWOWAĆ HIERARCHIĘ I KASTOWOŚĆ FUNKCJONOWANIA BIZNESU NA PLAŻY. PONIEWAŻ DZIEWCZYNY ZACZEPIŁY MNIE NA PLAŻY NALEŻĄCEJ CO RESORTU, ZOSTAŁY NATYCHMIAST SPOSTPONOWANE PRZEZ WARTOWNIKA. DO GŁOWY NIE PRZYSZŁO, ŻE MOŻE SIĘ TO ZDARZYĆ, TYM BARDZIEJ, ŻE SZŁAM TĄ PLAŻĄ A NIE WYLEGIWAŁAM SIĘ NIEPRAWNIE NA LEŻAKACH NALEŻĄCYCH DO HOTELU. DZIEWCZYNA BARDZO UPRZEJMIE ZAPYTAŁA STARSZĄ KOBIETĘ, KTÓRA AKURAT SIĘ KĄPAŁA, CZY MOŻE SKORZYSTAĆ Z JEJ POMIESZCZENIA. PO OTRZYMANIU ZGODY POSADZIŁA MNIE NA KRZEŚLE PRZED JAKĄŚ BUDĄ. CHYBA TO BYŁ CIUCHOLAND. ZACZĘŁA MI ROBIĆ WARKOCZYKI. JEJ KOLEŻANKA ZAJĘŁA SIĘ SPRZEDAŻĄ KOKOSÓW I MLECZKA Z NICH. OBOK BYŁ MINI BAR PLAŻOWY SERWUJĄCY HAMBURGERY. POROZUMIEWAŁY SIĘ MIĘDZY SOBĄ DZIWNYM JĘZYKIEM, KTÓRY WYDAWAŁ MI SIĘ ZNAJOMY. ZAPYTAŁAM. MÓWIŁY PO HAITAŃSKU. BYŁY HAITANKAMI. CZYLI UPRASZCZAJĄC POTOMKAMI BIAŁYCH ROZBUCHANYCH FRANCUSKICH PLANTATORÓW. CAŁY CZAS SIEDZIAŁ Z BOKU JAKIŚ FACET I TAK JAK GDYBY ZARZĄDZAŁ DZIAŁANIAMI W BIZNESIE KOKOSOWO-HAMBURGEROWYM. W PEWNYM MOMENCIE JEDNA Z DZIEWCZYN, KTÓRA WCZEŚNIEJ BYŁA FRYZJERKĄ A TERAZ SPRZEDAWAŁA KOKOSY DOSTAŁA HAMBURGERA. ZJADŁA PÓŁ A RESZTĘ DAŁA DZIEWCZYNIE ROBIĄCEJ MI WARKOCZYKI. ONE, POMIJAJĄC TO CO MI OPOWIADAŁY O SWOIM ŻYCIU, WEDŁUG MNIE, SPAŁY NA PLAŻY I ZARABIAŁY JAK TYLKO MOGŁY ZAJMUJĄC JEDNO Z NAJNIŻSZYCH MIEJSC W HIERARCHII FUNKCJONOWANIA PLAŻY – TERYTORIUM NA KTÓRYM KAŻDY USIŁUJE JAKOŚ WYŻYĆ Z TURYSTÓW. NIE PODOBAŁAM SIĘ SOBIE JUŻ W TRAKCIE TEGO WARKOCZYKOWANIA. MYŚLĘ ŻE PRZYCZYNA LEŻAŁA W TYM, ŻE MIAŁAM JE ZA GĘSTO ZROBIONE PRZEZ CO PRZEŚWITYWAŁY MI ZA DUŻE JASNE POŁACIE  CZASZKI. NO ALE BYŁO ZA PÓŹNO BY PROTESTOWAĆ.

ZMĘCZENI ALE TROCHĘ OPALENI WRACAMY DO NASZEJ “TWIERDZY”. RANO UMÓWILIŚMY SIĘ Z LILY (TAK MA NA IMIĘ ŻONA FLORIANA), ŻE PRZYGOTUJE NAM COŚ FAJNEGO, MORSKIEGO I DOMINIKAŃSKIEGO DO JEDZENIA. UZNALIŚMY BOWIEM ŻE POZA NASZĄ TWIERDZĄ NIE MA W OKOLICY NIC BARDZIEJ PIĘKNEGO I STYLOWEGO.

BÁVARO – GUESTHOUSE LAS PIEDRAS – SIEDZIMY I JEMY NA TYM BALKONIE …

.

TERAZ CZEKA NA NAS PYSZNA RYBA Z SAŁATĄ, SERWOWANA NA PRYWATNYM BALKONIE WŚRÓD PODŚWIETLONYCH DRZEW I KRZEWÓW. SIEDZIMY I JEMY NA TYM BALKONIE A OTACZAJĄCA NAS SCENERIA WYDAJE SIĘ ZUPEŁNIE NIEREALNA. BYŁO SUPERZASTO, WIĘC POWTÓRZYLIŚMY TO NASTĘPNEGO DNIA…

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *