04.05.2011 – SZANGHAJ – MANILA – EL NIDO

PO NOCNYM LOCIE Z SZANGHAJU WYLĄDOWALIŚMY NA LOTNISKU MIĘDZYNARODOWYM W MANILI ok. 4:00 RANO. TRZEBA BYŁO SIĘ JAK NAJSZYBCIEJ PRZESKOCZYĆ NA LOTNISKO OBSŁUGUJĄCE LINIE WEWNĘTRZNE. NAJLEPSZYM ŚRODKIEM JEST TAKSÓWKA (POWINNA KOSZTOWAĆ OK. 8$. NAJLEPIEJ USTALIĆ TO Z KIEROWCĄ NA POCZĄTKU PODRÓŻY I MIEĆ DROBNE, BO TUTEJSI TAKSÓWKARZE NIE TRACĄ CZASU NA SZUKANIE RESZTY…) TAKSÓWKI STOJĄ NA PRAWO OD WEJŚCIA, ALE JUŻ WCZEŚNIEJ JESTEŚMY ATAKOWANI I ZAPRASZANI PRZEZ KIEROWCÓW…

PRZEJAZD NA LOTNISKO KRAJOWE TO OK 10 min. ALE UWAGA ! – NAWET O 5:00 RUCH NA DROGACH JEST SZALONY I TO 10 min. MOŻE SIĘ ZROBIĆ GUMOWE…

TERAZ MUSIELIŚMY SIĘ ZAJĄĆ NABYCIEM BILETÓW NA JAK NAJWCZEŚNIEJSZY LOT DO TAYTAY NA PALAWANIE. PROBLEM Z KUPNEM BILETÓW NA JAKIKOLWIEK ŚRODEK LOKOMOCJI NA FILIPINACH JEST O TYLE DUŻY, ŻE PRAKTYCZNIE RZECZ BIORĄC NIGDY NIE WIESZ ILE CZASU ZAJMĄ CI POSZCZEGÓLNE ODCINKI WYZNACZONEJ WCZEŚNIEJ TRASY… POWODÓW JEST KILKA. BĘDĘ JE WYPUNKTOWYWAŁ PODCZAS DALSZEGO OPISYWANIA NASZEJ EKSKURSJI. OKAZAŁO SIĘ, ŻE JEDYNĄ LINIĄ, KTÓRA OBSŁUGUJE W/W DESTYNACJĘ JEST SEAIR. NAJGORSZE, ŻE NIE MOŻNA BYŁO NIGDZIE ZOSTAWIĆ BAGAŻY. A MIELIŚMY ICH SPORO BO JESZCZE PRZED FILIPINAMI SKOCZYLIŚMY NA TYDZIEŃ W OKOLICE SHANGHAJU… NA LOTNISKO NIKT CIĘ NIE WPUŚCI BEZ WAŻNEGO BILETU, A ZA BLISKO PRZED NIM TEŻ NIE MOŻNA STAĆ, BO OCHRONA PATRZY NA CIEBIE TAK JAKBYŚ MIAŁ W TORBIE SCHOWANĄ BOMBĘ (PAMIĘTAJMY, ŻE FILIPIŃCZYCY SĄ ZA PAN BRAT Z AMERYKANINAMI A WŁAŚNIE KILKA DNI WCZEŚNIEJ GRUCHNĘŁA WIEŚĆ O ZABICIU BIN LADENA. DO TEGO NA POŁUDNIOWYCH RUBIEŻACH SWOJEGO TERYTORIUM CIĄGLE USIŁUJĄ SPACYFIKOWAĆ SWOJSKĄ AL KAIDĘ.)

UDAŁO NAM SIĘ DOŚĆ SZYBKO ZNALEŹĆ BIURO SEAIR (PO LEWEJ ZA ROGIEM OD GŁÓWNEGO WEJŚCIA STOJĄC PRZODEM DO BUDYNKU DWORCA). TAM ZAJĘŁO NAM OKOŁO 40 min. NABYCIE BILETÓW CHOCIAŻ KOLEJKA NIE ISTNIAŁA… ZAPOMNIJCIE O KARTACH. OPŁACA SIĘ TEŻ CHYBA BARDZIEJ WYPŁACIĆ KASĘ Z ATM NIŻ PŁACIĆ TAM US$… TAK TEŻ ZROBILIŚMY. AUTOMAT JEST 100 m OD BIURA PO DRUGIEJ STRONIE ULICY… NAJBLIŻSZE ŚWIATŁA SĄ BARDZO DALEKO, TRZEBA WIĘC PRZEBIEC PRZEZ 4 PASMOWĄ JEZDNIĘ W MIEJSCU W KTÓRYM CZUJESZ SIĘ JAK RUCHOMY CEL. BARDZO ZDROWA GIMNASTYKA O 5:30 RANO… AUTOMAT OCZYWIŚCIE MA JAKIŚ SWÓJ LIMIT WIĘC LEPIEJ JEST MIEĆ KILKA KART PRZY SOBIE… (ALE NAJLEPIEJ JEST WYMIENIĆ WIĘKSZĄ ILOŚĆ KASIORKI W KANTORZE NA LOTNISKU MIĘDZYNARODOWYM. DOBRY KURS I POTEM LUZ…) BILETY KOSZTOWAŁY FORTUNĘ (ok. US$ 200 + NA GŁOWĘ). TO BYŁ NASZ NAJWIĘKSZY WYDATEK W CZASIE TYGODNIA POBYTU NA FILIPINACH. PEWNO MOŻNA BYŁO KUPIĆ JE TANIEJ Z DROBNYM, BO MAX 5 DNIOWYM WYPRZEDZENIEM, ALE PO PIERWSZE NIE MIELIŚMY MOŻLIWOŚCI A PO DRUGIE RÓŻNICA W CENIE NIE BYŁABY DRAMATYCZNA…

TERAZ SZYBCIUTKO JUŻ I ZA NORMALNĄ CENĘ KUPILIŚMY KOLEJNE BILETY. TYM RAZEM Z PUERTO PRINCESA DO MANILI. TE KOSZTOWAŁY ok. US$ 38 /os. KUPILIŚMY JE NA SAMOLOT CEBU PACIFIC AIR – DUŻY PRZEWOŹNIK, DOBRE CENY. TU KARTY ZADZIAŁAŁY…

UWAGA: ZE STUDIOWANIA BLOGÓW WYNIKA, ŻE BILETY LOTNICZE JAK I np. NA ŁODZIE MOŻNA NABYĆ W KAFEJCE W EL NIDOPOLECAM GORĄCO – ODPOWIADAJĄ BŁYSKAWICZNIE).

PRZYSZEDŁ CZAS NA ZASŁUŻONE, DŁUGO OCZEKIWANE ŚNIADANKO.  WŚRÓD NAS JEST “CHEF” I NASZE PODRÓŻE SĄ W DUŻYM STOPNIU KULINARNYMI EKSPERYMENTAMI DLATEGO ŻE LUBIMY JEŚĆ DOBRZE. MAJĄC WSZYSTKIE BAGAŻE CIĄGLE ZE SOBĄ NIE SZUKALIŚMY ZA DALEKO… OTWARTĄ KNAJPĘ – BYŁO CIĄGLE PRZED 6:00 – ODKRYLIŚMY 40 m OD BIURA SEAIR. NIE OBIECUJE ONA WYKWINTNYCH WRAŻEŃ GASTRONOMICZNYCH, ALE MA TEN PLUS, ŻE NAWET Z BAGAŻEM I O TAK WCZESNEJ PORZE MOŻNA W NIEJ COŚ ZJEŚĆ.

TO NASZ PIERWSZY POSIŁEK NA TEJ GOŚCINNEJ ZIEMI, WIĘC TRZEBA GO JAKOŚ WYRÓŻNIĆ. DLATEGO ZAMÓWILIŚMY WSZYSCY TO SAMO – “ŚNIADANIE FILIPIŃSKIE”. SKŁADAŁO SIĘ ONO Z KAWY PO AMERYKAŃSKU I DUŻEGO TALERZA NA KTÓRYM BYŁY: 4 GRZANKI Z CHLEBA TOSTOWEGO, JAJKO SADZONE, TINAPA – PODWĘDZONA RYBA I KAWAŁKI ZIELONEJ PAPRYKI. W SUMIE NAJMNIEJ CIEKAWY POSIŁEK JAKI MIELIŚMY NA FILIPINACH… NIE PAMIĘTAM CENY, ALE WSZYSTKO TO BYŁO BARDZO TANIE.

PO ZJEDZENIU POCZŁAPALIŚMY Z POWROTEM NA LOTNISKO. CIEKAWOSTKĄ JEST TO, ŻE KONTROLA BAGAŻU JEST TUŻ PO WEJŚCIU DO BUDYNKU. IDZIE SUPER SPRAWNIE… POTEM TRZEBA OCZYWIŚCIE SIĘ ODPRAWIĆ A NASTĘPNIE WNIEŚĆ OPŁATĘ LOTNISKOWĄ W WYSOKOŚCI 100 P (UWAGA: TYLKO W PESOS LUB US$). WEWNĄTRZ BUDYNKU LOTNISKA JEST TEŻ ATM, ALE CIĄGLE WYMIENIA ON JEDNORAZOWO OGRANICZONĄ ILOŚĆ PIENIĘDZY (O ILE PAMIĘTAM DO 10 000 P).

KOLEJNĄ NIE PRZEWIDZIANĄ WCZEŚNIEJ CZYNNOŚCIĄ BYŁO ZAPROSZENIE NAS DO POŁOŻENIA NA WADZE NASZEGO BAGAŻU PODRĘCZNEGO I SPRAWDZENIE JEGO WAGI. NASTĘPNIE NA TEJ SAMEJ WADZE ZWAŻONO NAS WSZYSTKICH. PODLICZONO I  … KAZANO ZAPŁACIĆ KILKADZIESIĄT US$ ZA NADBAGAŻ (UWAGA: WSZYSTKO CO MOŻESZ WŁÓŻ DO KIESZENI. NIE ZAPOMNIJ O KAMERZE A DUŻY APARAT FOTO Z NAJWIĘKSZYM TELEOBIEKTYWEM ZAWIEŚ SOBIE NA SZYI TAK BY JAK NAJMNIEJ WIDOCZNY – URATUJE CIĘ TO PRZED WYPŁYWEM GOTÓWKI SZEROKĄ STRUGĄ Z TWOJEJ KIESZENI).

SAMOLOT NIESTETY NIE WYLECIAŁ O CZASIE. OKAZAŁO SIĘ, ŻE NIE MOŻEMY WYSTARTOWAĆ, BO TAM GDZIE LECIMY LEJE… NIC DZIWNEGO, WŁAŚNIE ZACZĘŁA SIĘ PORA DESZCZOWA… TO JEDEN Z TYCH POWODÓW, KTÓRE UNIEMOŻLIWIAJĄ PLANOWANIE PODRÓŻY NA FILIPINACH. UDAŁO NAM SIĘ PRZEDRZEMAĆ DOBRZE PONAD GODZINĘ ŁADUJĄC W TYM CZASIE BATERIE W KOMÓRKACH, APARATACH I KAMERZE. (WAŻNE NA FILIPINACH: ZAWSZE MIEJ WSZYSTKIE ŁADOWARKI W BAGAŻU PODRĘCZNYM, BO W WIELU MIEJSCACH DOSTAWY PRĄDU SĄ LIMITOWANE I TRZEBA KORZYSTAĆ Z KAŻDEJ MOŻLIWOŚCI).

NA LOTNISKU KRAJOWYM POŚREDNIK DO ICHNIEGO SYSTEMU ELEKTRYCZNEGO KOSZTUJE 50 P.

W MOMENCIE KIEDY WŁAŚNIE ROZBUDZENI RACZYLIŚMY SIĘ GORĄCĄ HERBATĄ, PODANO, ŻE NASZ SAMOLOT JEST GOTOWY DO OKRĘTOWANIA PASAŻERÓW. WPUSZCZONO NAS NA PŁYTĘ LOTNISKA I SKIEROWANO W STRONĘ MAJACZĄCEGO W ODDALI SAMOLOTU. BYŁ TO NIEWIELKI, 19 OSOBOWY LET 410 UVP-e. LECIAŁA TYLKO NASZA CZWÓRKA, 3 INNYCH PASAŻERÓW I ZAŁOGA. POZWOLONO NAM WEJŚĆ NA POKŁAD Z HERBATĄ, ROZMIESZCZAJĄC NAS W ZALEŻNOŚCI OD WAGI NA ODPOWIEDNICH MIEJSCACH. POTEM STOJĄC W DRZWIACH STEWARDESA PRZEKAZAŁA NAM INSTRUKCJE BHP DOTYCZĄCE LOTU, WYSZŁA, ZAMKNĘŁA ZA SOBĄ KLAPĘ DRZWI I ZOSTALIŚMY SAM NA SAM Z ODDZIELONYMI OD NAS PRZEPIERZENIEM DWOMA PILOTAMI… SZYBKIE KOŁOWANIE I START ROZPOCZĘŁO TEN 1,5 godz. PIERWSZY FRAGMENT NASZEJ PODRÓŻY PO ARCHIPELAGU FILIPIŃSKIM. LOT BYŁ O TYLE NIETYPOWY, ŻE TAK MAŁY SAMOLOT JEST PODATNY NA PODMUCHY WIATRU I “DZIURY” W POWIETRZU A POZA TYM HAŁAS TURBO-ŚMIGŁOWYCH SILNIKÓW NIE JEST NAJMILSZY DLA USZU…

JEEPNEY NA LOTNISKU TAYTAY

JEEPNEY NA LOTNISKU TAYTAY

WYLĄDOWALIŚMY NA LOTNISKU TAYTAY W DROBNEJ MŻAWCE… OD RAZU STAŁO SIĘ JASNE DLACZEGO TRZEBA BYŁO CZEKAĆ NA KONIEC DESZCZU. SZRUTOWY PAS STARTOWY KIEDY LEJE ZAMIENIA SIĘ W MNIEJSZE LUB WIĘKSZE MAZURY – KRAINĘ 1000 JEZIOR. NIE SĄ ONE GŁĘBOKIE – ZIEMIA WCHŁANIA WODĘ B. SZYBKO ALE NA PEWNO MOGĄ ZAKŁÓCIĆ PROCES LĄDOWANIA. NA LOTNISKU W POŁOWIE PASA JEST NIEDUŻY, SCHLUDNY, PRZYKRYTY JAKIMŚ TRZCINOWYM DACHEM DOMEK ROBIĄCY ZA BUDYNEK KONTROLI LOTÓW, POCZEKALNIĘ, SECURITY CHECK, BIURO ETC. PRZED NIM, NA SKRAJU PASA STOI SAMOCHÓD STRAŻY POŻARNEJ WŁĄCZAJĄCY KOGUTA GDY COŚ MA LĄDOWAĆ LUB STARTOWAĆ… OBOK BUDYNKU JEST TEŻ MIEJSCE DLA PALACZY I PARKING…

PO LĄDOWANIU I PODKOŁOWANIU DO ZABUDOWAŃ “PORTU LOTNICZEGO” PRZESZLIŚMY DO POCZEKALNI POD PARASOLAMI UCZYNNIE NIESIONYMI PRZEZ OBSŁUGĘ LOTNISKA. OKAZAŁO SIĘ, ŻE WBREW TEMU CO PISANO NA WIELU BLOGACH, STOI TU TYLKO JEDEN JEEPNEY I DO TEGO JEST ON NA USŁUGACH POBLISKICH KURORTÓW… ANI WIDU, ANI SŁYCHU INNYCH ŚRODKÓW LOKOMOCJI…

ZACZĘLIŚMY PERTRAKTACJE Z KIEROWCĄ JEEPNEYA W SPRAWIE TRANSPORTU DO EL NIDO, ALE NIESTETY NIE MÓGŁ NAS TAM ZAWIEŹĆ BO MUSIAŁ ODWIEŹĆ DO UZDROWISKA PRZYBYŁYCH PASAŻERÓW. POTEM STAMTĄD PRZYWIEŚĆ INNYCH NA KOLEJNY, OSTATNI W TYM DNIU LOT I ROZWIEŚĆ EWENTUALNYCH NOWO PRZYBYŁYCH. JEDYNE CO OBIECAŁ ZROBIĆ, TO ZADZWONIĆ DO SWOJEGO ZNAJOMEGO (?) CZY TEŻ KUMPLA… PROSIŁ BY SPOKOJNIE CZEKAĆ… NO TO CZEKALIŚMY, CZYTAJĄC SOBIE. NIESTETY ZACZĘŁO NA NOWO LAĆ… JEEPNEY WRÓCIŁ, WIĘC ZNOWU ZACZĘLIŚMY NAMAWIAĆ KIEROWCĘ NA PODWIEZIENIE NAS DO EL NIDO. ZADZWONIŁ KOLEJNY RAZ DO KOGOŚ I POWIEDZIAŁ NAM, ŻE NASZ TRANSPORT PRZYBĘDZIE ZA 20 min… TE 20 min. WYDŁUŻYŁO SIĘ W KOŃCU DO PONAD 2 GODZIN… W TYM CZASIE MY SPOKOJNIE CZYTALIŚMY, GAWĘDZĄC OD CZASU DO CZASU Z UPRZEJMYMI LUDŹMI Z OBSŁUGI. DESZCZ WRÓCIŁ JESZCZE KILKA RAZY. WYLĄDOWAŁ I ODLECIAŁ KOLEJNY SAMOLOT, DRUGI I OSTATNI TEGO DNIA… BYŁA TO ZDECYDOWANIE WIĘKSZA MASZYNA JAKIEJŚ PRYWATNEJ LINII Z KTÓREJ NIKT NIE WYSIADŁ A DO KTÓREJ WSIADŁO KILKA OSÓB Z POBLISKIEGO KURORTU.

NAJCIEKAWSZE BYŁO TO, ŻE PODCZAS LĄDOWANIA SAMOLOTÓW NA SKRAJ LĄDOWISKA SZŁO DWÓCH FACETÓW Z OBSŁUGI CIĄGNĄC ZA SOBĄ PRZENOŚNĄ GAŚNICĘ I CZEKAJĄC DO MOMENTU AŻ PODKOŁUJĄ ONE W POBLIŻE BUDYNKU !!!

ZACZĘLIŚMY BYĆ TROCHĘ ZANIEPOKOJENI KIEDY PO ODLOCIE OSTATNIEJ MASZYNY OBSŁUGA ZACZĘŁA POWOLI SIĘ ZBIERAĆ. NASZ ZNAJOMY KIEROWCA JEEPNEYA (GERRY +639218332368) PONOWNIE WYKONAŁ KILKA TELEFONÓW I ZAPEWNIŁ, ŻE NASZ ZAMÓWIONY POJAZD NIEDŁUGO DOJEDZIE. JEST W DRODZE, ALE JEDZIE Z EL NIDO I Z POWODU DESZCZU MUSI JECHAĆ OKRĘŻNĄ, ZNACZNIE DŁUŻSZĄ DROGĄ. PO KOLEJNYCH 30 min. ZADZWONIONO DO NIEGO Z INFORMACJĄ, ŻE JUŻ ZA CHWILĘ BĘDZIE NASZ DŁUGO OCZEKIWANY TRANSPORT…

TO KOLEJNY DOWÓD NA TO ŻEBY NIE PLANOWAĆ PODRÓŻY NA FILIPINACH ZBYT PRECYZYJNIE CZASOWO. RZECZYWIŚCIE WRESZCIE PODJECHAŁ BUSIK Z 4 GOŚĆMI W ŚRODKU… TROCHĘ MNIE TO ZDZIWIŁO, ALE KIEROWCA WYJAŚNIŁ, ŻE KTOŚ MU MUSI POMÓC GDYBY POJAZD TRZEBA BYŁO NP. PCHAĆ… ZACZĄŁEM PERTRAKTOWAĆ CENĘ I RUSZYLIŚMY W DROGĘ…

BRALIŚCIE KIEDYŚ UDZIAŁ W RAJDZIE  PARYŻ-DAKAR? NIE? NO TO JESTEŚCIE W TAKIEJ SAMEJ SYTUACJI W JAKIEJ BYLIŚMY MY NA POCZĄTKU NASZEJ DROGI DO EL NIDO… W KABINIE BUSIKA MARKI ISUSU KTÓRYM JECHALIŚMY SIEDZIAŁO OBOK KIEROWCY DWÓCH FILIPIŃCZYKÓW. GADALI BEZ PRZERWY ŚMIEJĄC SIĘ CO CHWILA… MIELIŚMY DO POKONANIA OK. 50 KM, SZUTROWO-PIASZCZYSTYMI DROGAMI POKRYTYMI PO OSTATNICH ULEWACH ŚLISKIM BŁOTEM… PLANOWANY PRZEZ KIEROWCĘ CZAS PRZEJAZDU TO OK. 2,5 GODZINY. POCZĄTKOWO DROGA WIODŁA POBOCZEM LOTNISKA PO RÓWNEJ ŻWIROWEJ NAWIERZCHNI. SZYBKO JEDNAK LUKSUS SIĘ SKOŃCZYŁ. POJAZD ZACZĄŁ SIĘ ŚLIZGAĆ I KIWAĆ NA BOKI. KIEROWCA, WYŚMIENICIE MANEWRUJĄC POKONYWAŁ KOLEJNE METRY TRASY Z SZYBKOŚCIĄ  40 KM/GODZ, KTÓRA W TYCH WARUNKACH WYDAWAŁA SIĘ SZYBKOŚCIĄ DŹWIĘKU… SAM PRZEJECHAŁEM JAKO KIEROWCA PONAD 2,5 mln km W KILKU KRAJACH, ALE NIE DA SIĘ UKRYĆ, ŻE Z PODZIWEM PATRZYŁEM NA OPANOWANIE SAMOCHODU PRZEZ TEGO CZŁOWIEKA.

AUTO TO WSPINAŁO SIĘ NA WZNIESIENIA, TO ZJEŻDŻAŁO W DÓŁ WĄWOZÓW NIEZBYT SZEROKĄ DROGĄ. KOLEDZY KIEROWCY, NIE PRZERYWAJĄC OKRASZONEJ ŚMIECHEM ROZMOWY DAWALI MU OD CZASU DO CZASU SUGESTIE DOTYCZĄCE JAZDY – Z KTÓREJ STRONY OMINĄĆ DUŻĄ KAŁUŻĘ; KTÓRE BEZDROŻA WYBRAĆ ITP. DROGA PRAKTYCZNIE PRZEZ CAŁY CZAS BYŁA NIEUTWARDZONA. DOPIERO JAKIEŚ KILKA KILOMETRÓW PRZED CELEM WJECHALIŚMY NAJPIERW NA CZĘŚĆ NA KTÓREJ PROWADZONO PRACE DROGOWE, A POTEM NA NOWĄ BETONOWĄ NAWIERZCHNIĘ.

DOJECHALIŚMY DO EL NIDO – MAŁEJ OSADY POŁOŻONEJ WZDŁUŻ ZATOKI. SĄ TO WŁAŚCIWIE DWIE RÓWNOLEGŁE DROGI POPRZECINANE CO JAKIŚ CZAS MNIEJSZYMI ULICZKAMI. NOCLEG ZNALEŹLIŚMY B. SZYBKO W TANDIKAN BEACH COTTAGES. 🙂  SUPER MIEJSCE – GORĄCO POLECAM. POKOJE DWUOSOBOWE Z ŁAZIENKAMI KOSZTOWAŁY: JEDEN POŁOŻONY WZDŁUŻ PLAŻY Z MAŁĄ WERANDĄ ZE STOLIKIEM I KRZESŁAMI 1100 P, DRUGI OD STRONY PODWÓRKA BEZ WIDOKU ZA 900 P. CZYSTO. UWAGA – JEŚLI WYNAJMUJESZ TYLKO NA JEDNĄ NOC PŁACISZ DODATKOWO 100P OD POKOJU.

PRĄD NA PALAWANIE JEST LIMITOWANY. W EL NIDO MAJĄ GO MIĘDZY 14:00 A 6:00. NIE ZAPOMNIJ NAŁADOWAĆ BATERII.

.

WIDOK Z OKNA NASZEGO HOSTELU W EL NIDO

WIDOK Z OKNA NASZEGO HOSTELU W EL NIDO

PO CHWILI ZACZĘLIŚMY SZUKAĆ JAKIEJŚ ŁODZI DO WYNAJĘCIA. PLANUJĄC PODRÓŻ SZUKALIŚMY OD DAWNA KOGOŚ KTO PRZEWIÓZŁ BY NAS Z EL NIDO. CHCIELIŚMY WYNAJĄĆ ŁÓDKĘ NA TYLE DUŻĄ BY SIĘ SWOBODNIE W CZWÓRKĘ NA NIEJ POMIEŚCIĆ I ZROBIĆ SOBIE DWUDNIOWY REJS DO SABANGU ZATRZYMUJĄC SIĘ PO DRODZE NA KILKU CIEKAWSZYCH WYSEPKACH… ZNALEŹLIŚMY JESZCZE BĘDĄC POLSCE JEDNĄ, KTÓRA NAM B. ODPOWIADAŁA ALE NIESTETY NIE UDAŁO NAM SIĘ SKONTAKTOWAĆ NA CZAS Z WŁAŚCICIELEM THE ROYJEN. CHODZĄC PO GŁÓWNEJ ULICY EL NIDO WIDZIELIŚMY MASĘ OGŁOSZEŃ DOTYCZĄCYCH WYNAJMU ŁODZI, ALE NIC CIEKAWEGO DLA SIEBIE NIE WIDZIELIŚMY… WYSŁAŁEM SMS-A DO JEDNEGO Z REKLAMUJĄCYCH SIĘ WŁAŚCICIELI (+63 915 602 2837) ODPOWIEDZIAŁ PO JAKIEJŚ GODZINIE.

EL NIDO SKYLINE GRILL - TU JEDLIŚMY ...

EL NIDO SKYLINE GRILL – TU JEDLIŚMY …

POSZLIŚMY COŚ ZJEŚĆ KIERUJĄC SIĘ, JAK ZWYKLE ZRESZTĄ OPINIAMI WZIĘTYMI Z LONELY PLANET. WYBRALIŚMY EL NIDO SKYLINE GRILL. USIEDLIŚMY NA TARASIE NA I PIĘTRZE, I ZAMÓWILIŚMY JAKIEŚ SAŁATKI I LOKALNEGO HOMARA… ZMĘCZENI DWOMA LOTAMI, DŁUGIM CZEKANIEM NA LOTNISKACH I “RAJDEM SAMOCHODOWYM” NIE PAMIĘTAMY TEJ KOLACJI ZBYT DOBRZE. WIEM TYLKO, ŻE MI SMAKOWAŁO A HOMAR KOSZTOWAŁ 700 P…

.

EL NIDO SKYLINE GRILL - TO JEDLIŚMY ...

EL NIDO SKYLINE GRILL – TO JEDLIŚMY …

NIE SIEDZIELIŚMY ZBYT DŁUGO. POWLEKLIŚMY SIĘ DO NASZEGO MOTELU I TAM USIEDLIŚMY SOBIE NA WERANDZIE PRZY RUMIE Z COCA-COLĄ… ODEZWAŁ SIĘ SMS-OWO WŁAŚCICIEL ŁÓDKI, O KTÓRYM WCZEŚNIEJ WSPOMNIAŁEM I ZACZĘLIŚMY TEKSTOWĄ KONWERSACJĘ… NAGLE PODSZEDŁ DO NAS FILIPIŃCZYK ZACZEPIONY W SPRAWIE PODRÓŻY ŁODZIĄ PRZEZ KTÓRĄŚ Z NASZYCH PAŃ… ZAPROSILIŚMY GO DO STOŁU. POKAZAŁ NAM SWOJĄ ŁÓDŹ KOŁYSZĄCĄ SIĘ NIEDALEKO. ZACZĘLIŚMY PERTRAKTOWAĆ I USTALILIŚMY ŻE WYNAJMIEMY GO NA DWA PEŁNE DNI I JEDNĄ NOC. MIAŁ NAM ZAPEWNIĆ PODRÓŻ, ŻYWNOŚĆ, NAPOJE I MOŻLIWOŚĆ SPANIA NA ŁODZI ZA 14 000 P.

USTALILIŚMY, ŻE CHCEMY MIEĆ 3 POSIŁKI DZIENNIE ZŁOŻONE Z RYB, OWOCÓW MORZA I DOBRZE DOPRAWIONYCH SAŁATEK. POZA TYM MIAŁ NAM POKAZAĆ KILKA CIEKAWSZYCH OKOLICZNYCH WYSEPEK GDZIE MOGLIBYŚMY POPŁYWAĆ I PONURKOWAĆ Z FAJKĄ…

DALIŚMY 5 000 P ZALICZKI I POSZLIŚMY SPAĆ.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *